nakramiona nadzieją....

Cały ranek byl beznadziejny, ja zdołowana i zatopiona w wizjach czarnych mysli. Wciaz chodzily mi po glowie pytania, co i jak wyjdzie z tymi lekarzami i co powinnam zrobic, z kim i o czym rozmawiac.
Nagle mnie olsniło, chyba w tym samym momencie co moja mame i obie uznalysmy, ze pojde pogadac z jeszcze innym lekarzem. Bylam u niego w zeszlym roku, wtedy mi powiedzial ze mloda jestem, ze bedzie ok i takie tam szmrery bajery. To On przyjmowal mnie na swiat i ponoc dzieki Niemu zyje.

Poszlam, pokazalam wyniki, uznal ze na razie to badanie w szpitalu nie jest konieczne, polecil raz jeszcze by mój mezyk sie zbadał. Podał namiary na ponoc najlepsza Pania laborantke, nakazal abstynecje co do jakichs uzywek i uciech i mam sie zgłosic z wynikami. Jak wszystko bedzie ok, to w gabinecie zrobi mi inseminacje...a potem sie okaze. I to wszystko bedzie sie działo w najblizszym czasie.
Opowiadał mi o dziewczynie, ktora robila cztery razy in vitro, po ostatniej probie i po trzech m-cach jak sie dowiedziala ze jest w ciazy to z wrazenia zemdlała. Tak bylo za kazdym razem jak przychodzila do Jego gabinetu i spogladala na malenstwo przy badaniu usg.

Sama juz nie wiem jak do tego podchodzic. Cały ten proces, wydaje sie czyms niesamowitym.
Moze sie nie udac, powinnam sie z tym liczyc, ale z drugiej strony czuje sie jakbym byla pewna, ze sie uda. Sam fakt, ze powiedzial, ze sie tego podejmie, ze pomoze... ze sie uda i napewno bede mama...
teraz nawet nie wiem ale chyba płacze ze szczescia wyplywajacego z nadzieji.
Jestem tym wszystkim rozpaczliwie podniecona, na ulicy z piskiem usciskalam mame. Powiedzialam im w biurze, ze jade sprzatac do domu, bo za niedlugo bede w ciazy. Trudno mi oceniac swoje zachowanie i to co przezywam.

Odpoczne sobie... obejrzymy jakis film...
..bedzie dobrze.....uda się...

Dziekuje Bogu, ze postawil dzis na mojej drodze tego czlowieka, który dał mi nadzieje....

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika haniaaa

Cześć Jasminku, miło przeczytać tak optymistyczne wyznanie, zwłaszcza że nigdy wcześniej tak nie pisałaś. Ja też jestem pewna, że Ci się uda - przede wszystkim dlatego, że zmieniłaś nastawienie. Trzymam kciuki, żeby ten promyczek, jaki dzisiaj zobaczyłaś, zamienił się w gorące, wakacyjne słońce!

Najszczęśliwsza mama Olusi (IV 2005 r.) i Zuzi (X 2006 r.)