Jak wyleczyć chorobę sierocą

Temat: 
Wiadomości ze świata, prasy itp.

"Jak wyleczyć chorobę sierocą" - Maria Bramska

Choroba sieroca jest spowodowana brakiem więzi z osobami bliskimi, jest chorobą braku miłości - kochania i bycia kochanym. Może dotyczyć nie tylko dzieci pozbawionych rodzin, ale też żyjących w naturalnych rodzinach, w których brak prawidłowych relacji dzieci z rodzicami. Najogólniej można stwierdzić, że choroba ta zaburza rozwój człowieka od poczęcia aż do końca życia.

"Jak wyleczyć chorobę sierocą" - Maria Bramska

Choroba sieroca jest spowodowana brakiem więzi z osobami bliskimi, jest chorobą braku miłości - kochania i bycia kochanym. Może dotyczyć nie tylko dzieci pozbawionych rodzin, ale też żyjących w naturalnych rodzinach, w których brak prawidłowych relacji dzieci z rodzicami. Najogólniej można stwierdzić, że choroba ta zaburza rozwój człowieka od poczęcia aż do końca życia.

W zależności od wieku dziecka obserwujemy różne jej objawy. U najmłodszych niemowląt rozpoczyna się apatią, trudnościami w nawiązywaniu kontaktu, zwolnionym tempem rozwoju fizycznego i umysłowego, obniżeniem lub wzmożeniem napięcia mięśniowego, często obniżoną odpornością na infekcje.
Pod koniec pierwszego roku życia obserwuje się niechęć do nawiązywania kontaktu, do jedzenia, płacz, krzyk, protesty.
U starszego dziecka objawy narastają, dołączają się zachowania stereotypowe - kiwanie się, bujanie, kręcenie głową, bezmyślne stukanie zabawkami, rzucanie przedmiotami. W zaawansowanej chorobie sierocej obserwujemy zaburzenia zachowania, charakterologiczne, przystosowania społecznego, bardzo często niską samoocenę, wysoki poziom lęku i brak poczucia bezpieczeństwa.
Objawy choroby sierocej są odwracalne, zwłaszcza u dzieci małych, pod warunkiem, że dzieci znajdą się dość szybko w prawidłowym środowisku rodzinnym. Gdy sytuacja osierocenia trwa dłużej, rośnie prawdopodobieństwo utrwalenia się lękowego nastawienia wobec ludzi, do otoczenia, zwiększonej wrażliwości na stresy, zachowań negatywnych, agresji.
Osierocone dzieci pozbawione opieki rodziny, kiedy osiągają pełnoletność, nie mają na ogół warunków do samodzielnej stabilizacji życiowej z powodu braku mieszkania i pracy. Zasilają środowiska bezdomnych, bezrobotnych i przestępcze.
Zapobieganie sieroctwu społecznemu powinno polegać na pomocy naturalnej rodzinie, aby nie dopuścić do sytuacji kryzysowej, rozpadu rodziny i umieszczenia dziecka w placówce opiekuńczej.
Jest jednak wiele sytuacji, gdy matka nie może wychowywać urodzonego dziecka i wtedy trzeba mu pomóc, aby jak najszybciej znalazło się w innej, kochającej rodzinie. Stworzyć osieroconemu społecznie dziecku warunki wzrastania i rozwijania się w miłości, zapewnić poczucie bezpieczeństwa i prawidłowo wprowadzić w okresie dorastania do życia społecznego. Przy skutecznej pomocy prawidłowo funkcjonujących w społeczeństwie rodzin, które zgodziłyby się dziecko adoptować lub wychowywać na zasadach rodziny zastępczej, stworzyłoby się alternatywę dla dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych, przerwało krąg narastania patologii społecznej i skutecznie zapobiegało chorobie sierocej.
Pierwszą historycznie wzmiankę o przytułku dla sierot w Polsce spotykamy w roku 1222 u Długosza. W Warszawie założony został w 1736 r. przez księdza Gabriela Piotra Baudouina "Szpital Podrzutków im. Dzieciątka Jezus". Tradycję tego szpitala kontynuuje obecny Dom Małego Dziecka przy ul. Nowogrodzkiej 75. Od początku jego istnienia, przez ponad sto lat, jednym ze sposobów przyjmowania dzieci było koło podrzutków. Było to drewniane, obudowane koło z dzwonkiem, zainstalowane tuż przy bramie wejściowej, a mogło pomieścić troje noworodków. Dziecko położone od strony ulicy przesuwano na obracającym się kole do ciepłej izdebki, w której stale czuwał ktoś z posługi. Obecnie koła już nie ma, ale problem niechcianych dzieci pozostał.
Z inicjatywy warszawskiego środowiska katolickiego w 1994 roku biskup Diecezji Warszawsko-Praskiej Kazimierz Romaniuk powołał Katolicki Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy, którego celem jest zapobieganie sieroctwu społecznemu przez stwarzanie każdemu dziecku możliwości rozwoju w najbardziej korzystnym środowisku rodzinnym, naturalnym lub zastępczym (rodziny adopcyjne, rodziny zastępcze, rodzinne domy dziecka).
Ośrodek służy przede wszystkim zgłaszającym się po pomoc dziewczętom w ciąży (aby mogły poczęte dziecko urodzić i wychowywać), a także samotnym matkom i ubogim rodzinom. Często nawet niewielka zapomoga w okresie ciąży, umożliwiająca przetrwanie krytycznego okresu, pomoc w pogodzeniu się z rodziną, udzielenie porad, podarowanie wyprawki, łóżeczka, wózka - prowadzą do wycofania się z decyzji oddania dziecka do adopcji, co uważamy za nasz wielki sukces. Jednym z działań ośrodka, prowadzonego pod hasłem "POMOC MATCE - ŻYCIE DZIECKU", jest telefon zaufania nr 0 22 673-14-54, czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 14.00-18.00.
W czasie naszej działalności zgłosiło się po pomoc, w okresie ciąży, 219 matek. Oddanych zostało do adopcji 115 dzieci, 81 matek zdecydowało się na wychowywanie urodzonych dzieci, pozostałe są w okresie ciąży. Zakres naszej pomocy uzależniony jest jednak od otrzymywanych na ten cel darowizn finansowych i materialnych.
Jeżeli jednak matka nie może wychowywać urodzonego dziecka, to staramy się pomóc dziecku, aby jak najszybciej zostało powierzone rodzinie adopcyjnej i nie trafiło do domu małego dziecka. Według obowiązującego obecnie prawa, wyrażenie przez rodziców naturalnych zgody na przekazanie dziecka do adopcji nie znanej sobie rodzinie może być dokonane tylko w sądzie, najwcześniej po 6 tygodniach od urodzenia. Popularnie nazywa się to "zrzeczeniem blankietowym" i przyjmowane jest przez sędziego dyżurnego. Jest to najszybszy sposób uregulowania sytuacji prawnej dziecka przy współpracy naturalnej matki. Po dopełnieniu tej formalności możemy już powierzyć dziecko kandydatom na rodziców adopcyjnych i prowadzić dalsze przygotowanie do sprawy, w której sąd wyda postanowienie o adopcji.
Pierwszą przeszkodą w ratowaniu osieroconego dziecka, na jaką napotkał nasz ośrodek, był brak miejsca, w którym dziecko po urodzeniu mogłoby w jak najlepszych warunkach przeczekać 6 tygodni na regulację sytuacji prawnej i w 43. dniu od urodzenia znaleźć się w nowej rodzinie. Dom małego dziecka nie ma możliwości tak szybkiego umieszczenia dziecka w nowej rodzinie. Obowiązuje tam regulaminowe postępowanie i nie ma przygotowanych rodziców-kandydatów do adopcji; poszukuje się ich za pośrednictwem najpierw wojewódzkiego, a później Centralnego Banku Danych Dzieci Osieroconych. W naszym ośrodku ponad dziesięć zakwalifikowanych rodzin czeka zawsze gotowych na przyjęcie dziecka.
W okresie oczekiwania na adopcję poza rodziną noworodkowi musi być zagwarantowana codzienna opieka lekarska. Wymarzyliśmy takie miejsce, nazywając je oddziałem preadopcyjnym. Wykorzystany byłby dzięki temu podwójnie okres 6 tygodni: na regulację sytuacji prawnej i ocenę stanu zdrowia przed adopcją. Uzyskaliśmy, w 1996 r., pełne zrozumienie i przychylność w takim postępowaniu dyrektor Wydziału Zdrowia dr Anny Gręziak i dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Dziekanowie Leśnym - dr. Tomasza Sławatyńca. W II Oddziale Wewnętrznym udało się wygospodarować i odizolować 3 salki z 7 łóżeczkami dla niemowląt i tak powstał nasz Oddział Preadopcyjny.
Można tam bezpiecznie zawozić karetkami noworodki lub niemowlęta z oddziałów noworodkowych szpitali położniczych, szpitali dziecięcych, z domu czy z ulicy - jeżeli matka dziecka podjęła decyzję przekazania go do adopcji lub porzuciła. Z oddziału preadopcyjnego niemowlęta przekazywane są rodzinom adopcyjnym najszybciej jak na to pozwala prawo i stan zdrowia dziecka. Unikają dzięki temu utrwalania choroby sierocej, możliwie szybko znajdują się w przyjaznym środowisku rodzinnym i otaczane są miłością, tak potrzebną w prawidłowym rozwoju każdego człowieka.
W oddziale preadopcyjnym wykonywane są podstawowe badania i wstępna ocena stanu zdrowia wymagana do adopcji dziecka, a w razie potrzeby odbywają się na miejscu konsultacje specjalistyczne i zabiegi lecznicze lub rehabilitacyjne. Rodzice adopcyjni otrzymują tu rzetelną informację o stanie zdrowia dziecka bezpośrednio od lekarza. Pielęgniarki uczą rodziców pielęgnacji i karmienia niemowląt. Przeciętny czas pobytu dziecka w oddziale trwa 6-7 tygodni. Nieco dłużej muszą przebywać dzieci matek lub rodziców, którzy gdzieś się zawieruszyli w Polsce lub za granicą, oraz dzieci, które muszą być leczone, operowane lub dłużej diagnozowane.
Najkrócej przebywają w oddziale dzieci, które powracają do naturalnych matek. Przy pierwszej rozmowie z matką informujemy ją, gdzie będzie przebywać dziecko w oczekiwaniu na jej ostateczną decyzję, gwarantujemy, zgodnie z obowiązującym prawem, możliwość kontaktu z dzieckiem na terenie oddziału preadopcyjnego, jeżeli tego pragnie, oraz możliwość wycofania się z decyzji oddania dziecka do adopcji. Kilka matek rocznie korzysta z tych możliwości, wykorzystując czas przebywania dziecka w oddziale na unormowanie swoich kryzysowych sytuacji po porodzie.
Ordynator oddziału dr Ewa Michałowicz- -Wojczyńska i cały zespół lekarzy, a szczególnie dr Piotr Konieczny, wielką serdecznością i troskliwością otaczają nasze maluchy i wraz z zespołem pielęgniarek starają się zapobiegać narastaniu objawów choroby sierocej. Rodzice adopcyjni postarali się, aby zmienić wygląd szpitalny oddziału na bardziej domowy. Dzieci mają kolorowe ubranka i pościel, przy każdym łóżeczku są grające karuzelki, kolorowe baloniki i inne zabawki, a w oknach kolorowe zasłonki. W ośrodku przygotowujemy rodziców do tego, aby w czasie pobytu w oddziale preadopcyjnym zajmowali się nie tylko dzieckiem, które mają adoptować, ale i pozostałymi, leżącymi obok. Zdarza się często, że jedna mama nosi dwoje dzieci jednocześnie lub prowadzi na spacerze dwa wózki. Nasze niemowlaczki są wyprowadzane codziennie na spacery do otaczającego szpital lasu.
Nieraz można zobaczyć matkę karmiącą dziecko piersią. Dzięki porozumieniu i współpracy z zespołem lekarzy Poradni Zaburzeń Laktacji Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, matki adopcyjne, pragnące karmić piersią adoptowane dziecko, zostały do tego przygotowane. Doświadczają wspaniałej więzi z karmionym dzieckiem i pełniej przeżywają swoje macierzyństwo. Przeciętnie dzieci są karmione piersią 2-3 miesiące. Matkom, które kiedykolwiek były w ciąży, udaje się karmić piersią dzieci adoptowane znacznie dłużej, nawet 2 lata.
Współpraca szpitala z ośrodkiem układa się bardzo dobrze, dzięki niej przekazaliśmy, za pośrednictwem oddziału preadopcyjnego do rodzin ponad 150 niemowląt.
Działalność nasza znajduje uznanie sądów rodzinnych, ponieważ prowadzimy ją zgodnie z obowiązującym prawem, przede wszystkim w imię dobra osieroconego dziecka.
Współpracujemy również ze służbą zdrowia oddziałów położniczych i noworodkowych, a szczególnie z pielęgniarkami społecznymi szpitali Warszawy i b. województwa warszawskiego. Pielęgniarki społeczne są pierwszymi osobami, które rozpoczynają regulację sytuacji prawnej dziecka, gdy matka deklaruje chęć oddania go do adopcji bezpośrednio po urodzeniu. Często właśnie one nadają dziecku imię i wyrabiają metrykę urodzenia, co umożliwia dalsze postępowanie prawne.
Zwracamy się z prośbą do pielęgniarek społecznych szpitali położniczych, zwłaszcza pracujących od wielu lat i przyzwyczajonych do dawnych sposobów postępowania, aby nie oddawały noworodków do domów małego dziecka dlatego tylko, że jest tam blisko, wygodnie i tak są przyzwyczajone. Dla dobra dzieci, trzeba im maksymalnie skrócić czas przebywania poza rodziną, przekazując je na oddział preadopcyjny.
Zdarzają się nieraz sytuacje, gdy pracownicy medyczni oddziałów położniczych i noworodkowych, poinformowani o decyzji matki oddania urodzonego dziecka do adopcji, starają się ją osądzać, zmuszać do oglądania dziecka, karmienia (podczas gdy ona tego nie chce). - Niech się chociaż napatrzy, aby całe życie pamiętała, co zrobiła. Matki uważają, że są gorzej traktowane niż inne pacjentki i często proszą nas o pomoc, żeby nie były dręczone. Zdarza się, że z tego powodu ukrywają swoje zamiary, wychodzą z dzieckiem tak jak inne kobiety i same przywożą do nas kilkudniowego noworodka lub oddają do domu małego dziecka.
Jest taka zasada, sprawdzona, że "zło można tylko dobrem zwyciężać". Zwracamy się więc z prośbą o tolerancję i wyrozumiałość dla tych matek, gdyż ich decyzja przekazania dziecka wynika bardzo często z tragicznej sytuacji życiowej, której postronny obserwator nie zna i nawet nie jest w stanie zrozumieć.
Adopcja to długotrwały proces. Dla dziecka rozpoczyna się w momencie, kiedy naturalna matka lub rodzice podejmą decyzję, że nie mogą dziecku zapewnić opieki i wychowania, lub otoczenie zauważa, że nie spełniają swoich rodzicielskich obowiązków i zgłasza ten fakt do opieki społecznej, kuratora sądowego, policji czy ośrodka adopcyjnego. Droga dziecka do nowej rodziny jest najkrótsza, gdy rozpocznie się wspomnianym zrzeczeniem blankietowym. Wydłuża się, gdy matka dziecko porzuca i znika. Matkę trzeba poszukiwać (często przy pomocy policji); jeśli nie można jej odszukać, wnosi się sprawę do sądu (o pozbawienie władzy rodzicielskiej), który wyznacza opiekuna prawnego, a ten z kolei po zapoznaniu się z sytuacją wyraża zgodę na przekazanie dziecka do adopcji. W takim postępowaniu dziecko trafia do nowej rodziny po kilku miesiącach (średnio po czterech). Jeżeli matka lub szpital czy inna placówka opieki społecznej oddaje dziecko do domu dziecka, przekazanie do nowej rodziny trwa w najlepszym razie 4-6 miesięcy (po zrzeczeniu blankietowym) i znacznie się wydłuża w każdym innym rodzaju postępowania.
W domach dziecka przebywają dzieci, z uregulowaną sytuacją prawną, które mogłyby iść do adopcji, ale brak jest kandydatów na rodziców adopcyjnych, bo są to dzieci większe lub rodzeństwa (dwoje, troje lub czworo dzieci, a rodzeństwa nie wolno rozdzielać). Podobny los czeka dzieci przewlekle chore lub kalekie, albo dzieci rodziców upośledzonych, chorych psychicznie lub z rodzin patologicznych. Część dzieci w domach dziecka, których rodzice mają ograniczoną władzę rodzicielską, mogłaby być przyjęta do nowych rodzin na zasadach rodziny zastępczej. Ale brakuje kandydatów na prowadzenie takich rodzin, bo rodzice naturalni mają prawo kontaktowania się z dziećmi. Rodzice zastępczy obawiają się tych kontaktów.
Podczas naszej działalności na ponad 200 dzieci przekazanych do adopcji tylko 20 znalazło się w rodzinach zastępczych.
Katolicki Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy ma charakter niepublicznej specjalistycznej placówki diagnostyczno-konsultacyjnej podległej Kurii Warszawsko-Praskiej i działa w oparciu o przepisy rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dn. 17 sierpnia 1993 r. w sprawie ośrodków adopcyjno-opiekuńczych. Wpis do ewidencji szkół i placówek niepublicznych stołecznego województwa warszawskiego ośrodek uzyskał 30 sierpnia 1994 r., a pracę rozpoczął 1 października 1994 r. Nadzór pedagogiczny nad działalnością ośrodka sprawuje Kuratorium Oświaty w Warszawie.
Organizatorem i pierwszym dyrektorem ośrodka była lekarz pediatra Maria Bramska. Obecnie dyrektorem jest mgr Zofia Dłutek - psycholog.
Działalność ośrodka jest finansowana przez założyciela - Kurię Biskupią (2 etaty i lokal) oraz przez Kuratorium Oświaty (2 etaty). Zakres świadczeń ośrodka uzależniony jest od stanu zatrudnienia i będących w jego dyspozycji środków.
Zapotrzebowanie na naszą pracę z roku na rok wzrasta i tylko mała liczba pracowników (psychologów i pedagogów) ogranicza nam przekazywanie do adopcji większej liczby dzieci.
Powierzane rodzinom osierocone dzieci pochodzą z terenu działania ośrodka, czyli obszaru województwa mazowieckiego i za pośrednictwem Centralnego Banku Danych Dzieci Osieroconych - z terenu całej Polski. Rodzice przyjmujący dzieci zgłaszają się tu z całej Polski.
Decyzją nr 35 Ministra Edukacji Narodowej z 9 grudnia 1998 r. otrzymaliśmy prawo do przeprowadzania adopcji zagranicznych. Adopcje te są szansą dla dzieci, które w Polsce nie znalazły rodziny pragnącej je przyjąć.
Uczciwość nakazuje postawienie sobie pytania: dlaczego nasze rodziny ich nie przyjęły? Odpowiedź jest znamienna: były chore, starsze, stanowiły wieloosobowe rodzeństwa lub rodzina dziecka była zaburzona psychicznie. Na szczęście - choć też w niewystarczającym stopniu - zgłaszają się rodziny z zagranicy, które gotowe są wychowywać takie dzieci.
Adopcja to proces. Dla kandydatów na rodziców rozpoczyna się od pierwszej myśli na ten temat, dojrzewa nieraz miesiące, lata i trwa aż do zakończenia sprawy w sądzie. Postanowienie o adopcji, czyli przysposobieniu, wydaje Sąd Rodzinny. Według obowiązujących przepisów, ośrodki adopcyjne mają za zadanie przygotować kandydatów do przyjęcia dziecka, uregulować sytuację prawną dziecka oraz dopełnić innych formalności wymaganych przez sąd.
Zanim nastąpi spotkanie z dzieckiem, kandydaci na rodziców adopcyjnych muszą dobrze zastanowić się nad swoją decyzją, umożliwić nam poznanie siebie, abyśmy mieli przekonanie, że małżeństwo, któremu będzie powierzony osierocony człowiek, stworzy mu kochającą, bezpieczną i mądrą rodzinę. Temu służą spotkania indywidualne z kandydatami, rozmowy z rodzicami już wychowującymi adoptowane dziecko i warsztaty poświęcone takim tematom, jak np. choroba sieroca, jawność adopcji, problemy wychowawcze, zagadnienia prawne, wychowanie religijne itp.
Do naszego ośrodka mogą zgłaszać się małżeństwa z całej Polski, chociaż ze względu na konieczność uczestniczenia w spotkaniach średnio raz w miesiącu, daleki dojazd może być uciążliwy.
Okres oczekiwania na dziecko od momentu zgłoszenia trwa w przybliżeniu rok. Dzieci powierzone do adopcji to dzieci samotnych matek, dysfunkcyjnych rodzin oraz dzieci z domów dziecka - zarówno państwowych, jak i prowadzonych przez siostry zakonne. Rodzice, którzy w naszym ośrodku adoptowali dziecko, znają się między sobą, spotykają i utrzymują kontakty telefoniczne. Wymieniają się doświadczeniami i wzajemnie sobie pomagają. Mamy też stałe spotkania w ośrodku, raz w miesiącu, dzięki którym widzimy, jak wspaniale rosną i rozwijają się nasze dzieci. Dzieci znają się między sobą i pragniemy, aby tworzyły też swoje środowisko - dzieci adoptowanych - wspierając się wzajemnie w swoich problemach w dalszym życiu.
W październiku 1997 r. powstała przy ośrodku Fundacja Rodzin Adopcyjnych w celu zapobiegania sieroctwu społecznemu dzieci poprzez propagowanie w społeczeństwie postaw prorodzinnych, szerzenie i utrwalanie pozytywnego stosunku do zastępczego rodzicielstwa i wspomaganie naszej działalności. W czerwcu 1998 r. odbyła się wizytacja ośrodka przez Kuratorium Oświaty. W jej wyniku ośrodek otrzymał wysoką ocenę za bardzo sprawne działanie przy minimalnej liczbie zatrudnionych i duże uznanie za nowoczesne metody pracy.
Akcja informacyjna działalności Ośrodka prowadzona jest ostatnio pod hasłem: "KATOLICKI OŚRODEK ADOPCYJNO-OPIEKUŃCZY SZUKA RODZIN ZASTĘPCZYCH".
Kandydatów na rodziców zastępczych zapraszamy w każdy wtorek w godz. 16.00-18.00.

Lekarz pediatra MARIA BRAMSKA jest pracownikiem
Katolickiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego
w Warszawie.

Żródło: http://www.sluzbazdrowia.com.pl/html/more2891E.html

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos )

Odpowiedzi

Portret użytkownika admin

Re: Jak wyleczyć chorobę sierocą

mam 18 lat i chodze do liceum ogólnokształcącego, mam problem, który chodzi za mną od małego dziecka...chociaz nie wiem czy w ogoole powinnam tutaj pisać bo nie mam pojęcia czy akurat dreczy mnie choroba, która jest opisywana na tej stronie. Jest to problem o qtoorym nikt nie wiem, prócz moyey najblizszej rodziny, z która mieszkam...i ktora również sie z tego smieje, i zazwyczaj robi sobie z tego zarty, lecz ya tego taq nie traktuje gdyż jest to bardzo uciązliwe i męczące. Nie wiem czy mozna to zaliczyc do choroby sierocej, gdyż moja rodzina jest w komplecie, moze rzeczywiscie jakby spojrzec na nia racjonalnie to nie jest udana, gdyż mójego tatę mozna zaliczyc do alkoholika, co wiaze sie z roznymi strasznymi przezyciami, lecz otrzymałam ze strony mojej mamy ogrom miłości, nigdy mnie nie oddzielano od rodziców. Pisze tutaj ,gdyz tu moge otwarcie o tym mówic i nie czuje tego strachu jaki objawia sie podczas gdy probuje rozmawiac o tym z osobami mi bliskimi. Mam objawy choroby sierocej , gdyz jak to moja rodzina naywa"chuśtam się" .Długo nie zwracałam na to uwagi, traktowałam to na pożadqu dziennym, lecz im jestem starsza coraz czesciej spedza mi to sen z powiek. "Chustanie się" pomaga mi w zaśnieciu, gdy się nie chuśtam nie potrafie zmrużyć oka, czasami musze chuśtac sie w dzień i nie potrafie ani nad tym zapanować ani tego wyjaśnić. Ostatnimi czasy jest naprawde źle, gdyż budze sie w nocy co jakieś pół godz chuśtając sie pszez sen, poprostu nie panuje nad tym. Chciałam isc z tym do psychologa, lecz jakos tak sie sprawy potoczyły ze nie wyshło. Nie wiem co mam z tym zrobić, boję sie co będzie jesli kiedyś w pszyszłości bede musiała z kims zamieszkać i to wyjdzie na jaw> Bardzo prosze o pomoc, chociaz jakąś wskazówke co mam robić. Czekam z niecierpliwośćia na odpowiedz.

Portret użytkownika admin

Re: Jak wyleczyć chorobę sierocą

cześć mam 26 lat , pochodzę z rozbitej rodziny, mog ę ci tylko powiezie c abyś poszedł do psychologa jak najprędzej nie odwlekaj tego idż lub porozmawiaj z mamą w cztery oczy chociaz wątpie zeby mama cie zrozumiała pomysli ze skoro ona cie kocha to nie jest mozliwe abys miał symptomy tej choroby,,,, musisz isc do psychologa musisz to samo nie przejdzie a tylko moze sie pogłębić idz prosze cie

Portret użytkownika Andżela20

Choroba sieroca

Hej mam 20 lat , wychowuję sama dwójkę dzieci w wieku 2-3 lat . Kiedy byłam mała również miałam taki sam przypadek jak Ty , bujałam się i kiwałam na boki dosyć długo tak robiłam ale z czasem mi to minęło . Wychowuje się w pełnej rodzinie gdzie nie ma alkocholizmu ani biedy , więc sama nie wiem dlaczego spotkał mnie taki przypadek mimo tego że czuje się kochana przez rodziców . Teraz niestety mam problem z moim dzieckiem , moja córka ma 3 latka i zachowuję się podobnie tak jak ja gdy byłam mała , przy rodzinie wygląda to krempująco że dziecko tak się zachowuję nie wiem co mam z tym zrobić bo poświęcam dziecku dużo czasu być może przyczyną jest to ze dziecko wychowuję się bez ojca i dawno go nie widziało być może nie czuje w nim żadnego wsparcia i miłości , boję się o swoje dziecko że te zaburzenia mogą na nią wpłynąć negatywnie i nie wiem co mam zrobić czy psycholog coś tu pomoże ?