Droga do domu

Temat: 
Adopcja Dziecka

Czy w Polsce trudno jest adoptować dziecko, jak to zrobić, kto może stać się rodziną zastępczą - rozmowa z Marią Kolankiewicz, dyrektorką Domu Małych Dzieci im. ks. Baudouina w Warszawie

Rozmawiała Aneta Górnicka-Boratyńska 23-12-2000
Aneta Górnicka-Boratyńska: Jak to możliwe, że tyle ludzi oczekuje na dziecko, a domy dziecka pękają w szwach?

Maria Kolankiewicz, adiunkt na Wydziale Pedagogicznym UW, dyrektorka najstarszego w Polsce Domu Małych Dzieci im. ks. G.P. Baudouina, który działa nieprzerwanie od 1736 roku, członkini Towarzystwa Rozwijania Aktywności Dzieci "Szansa": To są mity - jest więcej dzieci, które czekają na rodziców, niż rodzin zgłaszających się do ośrodków adopcyjnych. Nikt nie zaadoptuje w Polsce czteroosobowego rodzeństwa ani dziecka głęboko upośledzonego.

Czekamy, by ktoś wziął do swego domu dziecko na wózku. W ciągu całej mojej pracy w Domu Małych Dzieci tylko raz się zdarzyło, że adoptowano dziecko z zespołem Downa - Adasia. Dokładnie pamiętam także Monikę, Roberta, Sylwię, Natalkę - tych kilkoro szczęśliwych dzieci wymagających szczególnej troski, które znalazły rodziny w Polsce.

Ludzie obawiają się problemów z dziećmi chorymi, z dziećmi ze związków kazirodczych, z dziećmi osób chorych psychicznie. I choć można zrozumieć te obawy, to przecież te dzieci też chciałyby mieć dom.

Nikt nie czeka na dziecko?

Z pewnością są rodziny, które czekają na dziecko małe, zdrowe, bez obciążeń dziedzicznych. Takie dzieci najczęściej trafiają do nowych rodzin prosto ze szpitalnych oddziałów. Wczoraj zgłosiliśmy do ośrodka adopcyjnego niespełna dwumiesięczną dziewczynkę, której matka wyraziła zgodę na adopcję, i dziś już to dziecko spotkało swoją nową rodzinę.

Mówi się, że adopcja to skomplikowana procedura.

To raczej skomplikowane doświadczenie dla rodzin i dzieci. Z pewnością jest to trudne dla rodziców, zwłaszcza bezdzietnych, starających się o dziecko. Bo jak napisać podanie o dziecko? Dziecko, które u innych jest po prostu owocem miłości.

Jak prosić o dziecko? I tłumaczyć, że ich miłość, choć wierna i wytrwała, to jednak bezowocna. To musi być ciężkie przeżycie. Trudne jest też zadanie ludzi w ośrodkach adopcyjnych - zbadać, ocenić, czy ktoś będzie dobrym rodzicem. Czy w ogóle jest to możliwe?

To także niełatwa sytuacja dla dziecka...

Dziecko jest w najtrudniejszej sytuacji - małe i samotne. Rodzice tę drogę, niekiedy pełną wybojów, pokonują najczęściej we dwoje, i w dodatku są dorośli.

Niekiedy rodzice, zmęczeni długim oczekiwaniem, są bardzo niecierpliwi. My też chcemy, by dziecko jak najszybciej znalazło się już w domu. Ale jemu potrzebny jest czas. O to właśnie proszę rodziców - by dali dziecku czas, by mogło zrozumieć zmianę. Proszę też o szacunek dla jego przeszłości. Choć często trudna, jest częścią jego historii. Choć czasem samo dziecko pragnie ją wymazać, prosi o to wprost. Będzie potrzebowało dużo czasu, by swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość złożyć w jedną całość - w jedno Ja.

Więc adopcja to rzeczywiście skomplikowane doświadczenie. A procedura - dokumenty i zaświadczenia składane w ośrodku adopcyjnym - to przecież tylko początek drogi. Deklaracja złożona wobec dziecka w sądzie jest tej drogi prawnej zwieńczeniem.

Niestety mało wiemy, mało się mówi i pisze o tym wszystkim, co dzieje się później. Nie można sprowadzić adopcji do tego, co dzieje się w ośrodku adopcyjnym. To tak jakbyśmy mówili o rodzicielstwie, ograniczając się do opisu akcji porodowej. Choć może to niestosowne porównanie.

Czy uważa Pani, że rodzicielstwo adopcyjne różni się bardzo od biologicznego?

Tak, jest pewnie bogatsze, trudniejsze, bardziej świadome. Także tożsamość dziecka adoptowanego kształtuje się inaczej niż dziecka biologicznego. Jest w tych dzieciach pragnienie bycia bezwzględnie kochanym, i ból, czy może głęboko ukryta pamięć, bycia opuszczonym.

Pewien mężczyzna przyszedł do naszego domu szukać informacji o naturalnej matce. Opowiadał mi wtedy o swoich przeżyciach z czasu adopcji. O pierwszych spotkaniach z rodzicami jeszcze w domu dziecka, o pragnieniu, o początkowej niepewności i dumie i potem - o wielkiej radości ze znalezienia się w domu.

Rodzice kupili mu piękne ubranie do pierwszej komunii, a potem z pamiątkowego drewnianego obrazka ojciec starannie wydrapał jego dawne nazwisko. Opowiadał mi, jak przez kilkadziesiąt lat szukał tego wymazanego nazwiska.

Adopcja to nie tylko inne rodzicielstwo, to też inne doświadczenie dzieciństwa. Tego właśnie uczę się, słuchając adoptowanych dorosłych. Ich historie uzupełniają moją codzienną pracę z małymi dziećmi, pracę przy "adopcyjnych narodzinach".

A co to jest rodzina zastępcza?

To rodzina, która opiekuje się dzieckiem, mieszka z nim. Do rodziny adopcyjnej może trafić tylko takie dziecko, którego rodzice nie żyją, zgodzili się na adopcję albo zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Natomiast jeśli mają jedynie ograniczoną władzę rodzicielską, dzieci mogą znaleźć się właśnie w rodzinach zastępczych.

Zdarza się tak: matka samotnie wychowuje kilkoro dzieci, w tym jedno poważnie chore. Kobieta musi iść do szpitala, nikt z rodziny nie chce się tym chorym dzieckiem zająć. Przyjmujemy je do naszego Domu Małych Dzieci, ale lepiej, żeby trafiło do rodziny zastępczej. A gdy matka wyzdrowieje, wróciło do niej.

Rodzina zastępcza musi się więc liczyć z tym, że dziecko zostanie jej odebrane.

Rodzice zastępczy muszą chcieć pomóc i dziecku, i jego rodzicom. Także w tym, by wróciło do nich. Oczywiście, nie zawsze jest to możliwe i zgodne z najlepiej pojętym interesem dziecka.

Adopcja oznacza więzy na całe życie, nawet i poza nie. Dziecko staje się nie tylko dzieckiem swoich rodziców, ale wnuczkiem swoich "nowych" dziadków, jego dzieci - wnukami jego przybranych rodziców.

W rodzinie zastępczej relacja prawna kończy się, gdy dziecko ma osiemnaście lat. Co oczywiście nie oznacza, że urywają się więzy emocjonalne.

Dlaczego rodzina zastępcza jest lepsza niż dom dziecka?

Bo w rodzinie zastępczej opieka jest zawsze lepsza, chociażby dlatego, że sprawuje ją jedna osoba. U nas nad malutkim dzieckiem co kilka godzin pochyla się nowa twarz - najpierw musi się nauczyć ją rozpoznawać, potem kojarzyć, dopiero potem zaczyna się przywiązywać.

Te dzieci rzadko są otwarte i pogodne. Są poważne, przerażone, obarczone problemami swoich rodziców, a w sytuacji kryzysowej "przerzucone" w obce, nieznane miejsce. Potrzebna jest im troskliwa i - co bardzo ważne - stała opieka. Potrzebny jest im czas i uwaga na tysiące szczegółów, ważnych zwłaszcza w wypadku małego dziecka.

Kto może być rodziną zastępczą?

To nie musi być pełna rodzina. Może to być samotna kobieta lub mężczyzna. Ci ludzie nie mogą mieć ograniczonych praw rodzicielskich ani tym bardziej być ich pozbawieni, nie mogą też być chorzy w sposób uniemożliwiający im opiekę nad dziećmi. Muszą mieć polskie obywatelstwo.

Wiek rodziców zastępczych powinien być dostosowany do wieku dziecka, tak by udało im się je wychować, zanim przejdą na emeryturę. Trzeba też mieć odpowiednie warunki mieszkaniowe, pracę i stałe dochody.

Zawsze pierwszeństwo ma rodzina spokrewniona - tak mówią międzynarodowe konwencje i polskie prawo. Bywa, że rodzice giną w wypadku i pozostaje dorosły brat - on może przejąć funkcje rodziny zastępczej dla pozostałego rodzeństwa. Może to być dziadek albo wuj.

Rodzina zastępcza, zwłaszcza ta, która przyjmuje dziecko chore, niepełnosprawne, wymagające pomocy rehabilitacyjnej, medycznej czy resocjalizacyjnej, powinna być do tego przygotowana. Niedawno ruszył zorganizowany przez Towarzystwo "Nasz Dom" program szkoleń rodzin adopcyjnych i zastępczych. Wspieranie takich rodzin to zadanie powstałych po reformie administracyjnej powiatowych centrów pomocy rodzinie. Ale ludzi udzielających tej pomocy wciąż jest za mało.

A rodzinne domy dziecka? Są chyba mniejsze niż państwowe i bardziej dziecku przyjazne?

To właściwie także rodzaj rodziny zastępczej, z tym że jeden z rodziców jest normalnie zatrudnionym pracownikiem. Dotąd w rodzinnym domu dziecka przebywało od sześciorga do dwanaściorga dzieci. Według najnowszych przepisów - od czterech do ośmiu. Taka instytucja ma własny budżet, system rozliczania.

W Polsce rośnie liczba rodzinnych domów dziecka, mieszka tam już około dziewięciuset dzieci, choć przy ogólnej liczbie siedemnastu tysięcy w domach dziecka nie brzmi to zbyt imponująco.

Jakie dzieci trafiają do rodzin zastępczych?

Ponad połowa ma powyżej dziesięciu lat - dla tak dużych dzieci rodzin adopcyjnych praktycznie nie można znaleźć. Do zastępczych rodziców trafiają też dzieci chore i niepełnosprawne. Takie rodziny nazywa się rodzinami terapeutycznymi, mogą one otrzymać nieco większy zasiłek.

Tych rodzin na szczęście przybywa, w latach dziewięćdziesiątych podwoiła się nawet ich liczba, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb.

Czy państwo pomaga finansowo rodzinom zastępczym?

Wszystkie rodziny zastępcze mają prawo do zasiłku na częściowe pokrycie kosztów utrzymania dziecka. W rodzinach spokrewnionych wysokość tego zasiłku jest zależna od dochodów - im uboższa rodzina, tym więcej dostaje.

W wypadku rodzin niespokrewnionych zasiłek jest stały, niezależny od zarobków. Jeżeli dziecko jest zdrowe, to taka rodzina dziś otrzymuje 554 zł. Jeśli opiekuje się dzieckiem, które nie skończyło trzech lat lub chorym, dostaje ok. 1100 zł. Te sumy są co kwartał rewaloryzowane przez ministra pracy.

Od 1999 roku istnieje nowy typ rodziny zastępczej, w której rodzice mogą otrzymywać stałą pensję. To pogotowie rodzinne.

To taka rodzina do nagłych przypadków?

Tak. Jest w stanie przyjąć dziecko w każdej chwili. Każde dziecko. A nawet czworo jednocześnie. Takie rodziny powstały już przed rokiem 1999 (były w Nowym Sączu, w Zielonej Górze), kiedy uregulowano ich status prawny, ale wciąż jest ich za mało.

Dziś, gdy do naszego domu trafia noworodek ze szpitala czy dziecko przyprowadzone przez policję, to możemy je umieścić tylko na jednym z naszych oddziałów. Marzymy, by od razu trafiło do takiej rodziny.

Ona ma bardzo trudne zadanie. Bywa, że trafia do nas dziecko i nie wiemy nawet, jak ma na imię. Trzeba nie tylko się nim zaopiekować, ale też załatwić mnóstwo formalności związanych z ustaleniem tożsamości, z ubezpieczeniem, z numerem PESEL... Dlatego powodzenie pogotowia rodzinnego zależy też od tych, którzy będą je wspierać. Takich rodzin nie można pozostawić samych.

Mamy nadzieję, że ci ludzie będą mogli przyjmować dzieci maltretowane i wykorzystywane - to podwójnie pokrzywdzona grupa: cierpią przez to, co się stało w ich rodzinach, i przez umieszczenie w domach dziecka. Ale takimi dziećmi mogą się zająć tylko osoby specjalnie do tego przygotowane.

Są ludzie, którzy zapraszają dzieci z domów dziecka na niedziele i święta.

Rodziny zaprzyjaźnione mają sens dla dzieci starszych. Malutkie nie są w stanie tej sytuacji zrozumieć. Starsze dzieci mogą przynajmniej zobaczyć normalny dom, choćby nauczyć się smażyć naleśniki. Łatwiej jednak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego cię zapraszamy, niż wytłumaczyć, dlaczego odprowadzamy z powrotem do domu dziecka.

Pisaliśmy niedawno o dzieciach cudzoziemskich porzuconych w Polsce. Polski sąd nie może ich rodziców pozbawić praw rodzicielskich. Co można dla tych dzieci zrobić?

To są sytuacje bardzo skomplikowane prawnie. Chodzi nie tylko o zapewnienie opieki nad dzieckiem, ale o podstawowe prawa człowieka, o jego prawo do tożsamości, do obywatelstwa.

Rodzice niekiedy są w Polsce tylko przejazdem, zostawiają tu dziecko i już nie udaje się z nimi nawiązać kontaktu. Ale ono nie przestaje być ich dzieckiem, nie jest polskim obywatelem.

Polski sąd może jedynie umieścić je w domu dziecka albo w rodzinie zastępczej. Dla dzieci cudzoziemskich to często jedyna szansa na dom.

Wiele zależy od kraju pochodzenia rodziców, od stanowiska ambasady. Międzynarodowa konwencja praw dziecka i konwencja haska o przysposobieniu nakazuje najpierw poszukiwać dla dziecka rodziny adopcyjnej w rodzimym kraju, dopiero jeśli ambasada wyrazi zgodę, dziecko może być adoptowane w Polsce.

Jak długo dzieci przebywają w Pani domu dziecka?

Często dwa dni - w domach dziecka, zwłaszcza w tych dla małych dzieci, jest duża rotacja. Ale bywa, że trzy lata. Listę naszych wychowanków rozpoczynają te, które są tu najdłużej - chore, upośledzone. Następnie dzieci obcego pochodzenia, dzieci romskie. Dla nich właśnie najtrudniej znaleźć dom. Czasem marzą mi się cygańskie rodziny zastępcze.

Dziś jest w moim domu sto trzydzieścioro sześcioro dzieci w wieku od kilku dni do kilku lat. Ich historie są różne - niedawno na lotnisku złapali przemytników, którzy mieli narkotyki ukryte w materacyku dziecięcym. Oni trafili do aresztu, a dziecko do nas.

Do Domu Baudouina przychodzi rocznie prawie sto dwadzieścioro dzieci i tyleż odchodzi - największa grupa do rodzin własnych (czterdzieścioro, pięćdziesięcioro rocznie), następnych czterdzieścioro do adopcji. Kilkoro dzieci odchodzi do rodzin zastępczych.

Dlaczego tak mało?

Nie ma chętnych. Ludzie, którzy angażują się w tę opiekę spontanicznie, to zwykle ciotki czy dziadkowie, którzy siłą solidarności rodzinnej chcą się zająć wnuczkiem. Na świecie szuka się chętnych do zakładania rodzin zastępczych na przykład w środowisku ludzi, którzy przygotowują się do pracy z dziećmi lub do pomocy innym, wśród pedagogów, pielęgniarek.

Gdzie powinny się zgłaszać osoby, które chcą stać się rodziną adopcyjną lub zastępczą?

Do centrów pomocy rodzinie, do ośrodków adopcyjnych publicznych lub pozarządowych.

Czy samotna kobieta może adoptować dziecko?

Oczywiście, że może.

A mężczyzna?

A dlaczego nie? Żaden przepis nie mówi o płci.

Czy Pani zdaniem jakikolwiek sąd rodzinny w Polsce przyzna dziecko samotnemu mężczyźnie?

Nie wykluczałabym tego. Proszę pamiętać, że większość dzieci adoptują członkowie ich rodzin. Nie widzę przeszkód, by brat po śmierci siostry, która samotnie wychowywała dzieci, przejął nad nimi opiekę.

Zdarza się, że dziecko mogłoby znaleźć rodzinę adopcyjną, ale nie godzą się na to jego naturalni rodzice.

Z jakich przyczyn sąd może pozbawić kogoś praw rodzicielskich?

Są trzy zasadnicze przesłanki - rażące zaniedbywanie obowiązków rodzicielskich, wykorzystywanie władzy rodzicielskiej, czyli przemoc. I trwała przeszkoda w sprawowaniu władzy rodzicielskiej - choroba, która nie daje nadziei na wyleczenie, lub niemożność odnalezienia rodziców. To trudna decyzja i sądy podejmują ją w ostateczności.

Czy polskie prawo dba o dobro dziecka?

Ważne jest, by sąd ograniczał władzę rodzicielską na określony czas, żeby sprawy dzieci nie przeciągały się w nieskończoność. Tak jest na świecie i taką zmianę przewiduje złożony w Sejmie projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego. Na świecie sąd, ograniczając władzę rodzicielską, wyznacza termin sześciu miesięcy, zobowiązuje też odpowiednie służby do pomocy tej rodzinie i po pół roku przed sądem staje rodzina i pracownik socjalny. On nie jest wrogiem, ale sprzymierzeńcem tej rodziny. Ale jeśli nie ma żadnej poprawy, to na kolejnej rozprawie prawa rodzicielskie mogą jej zostać odebrane.

Często dzieci nie trzeba rodzicom zabierać, wystarczy przysłać kogoś, żeby im pomógł. Na Zachodzie rzadko dochodzi do pozbawienia władzy rodzicielskiej. W Holandii jeden pracownik socjalny w sytuacjach kryzysowych spędza dwadzieścia godzin tygodniowo z jedną rodziną. Jeżeli u nas pedagog, kurator czy pracownik socjalny ma pod opieką sto rodzin, to ile on godzin może tygodniowo poświęcić każdej z nich?

Rodzinom z problemami trzeba pomagać, czasami chodzi tylko o drobną pomoc finansową. Znam matkę alkoholiczkę, której odebrano dziecko i umieszczono u mnie. Powiedziałam jej, że musi znaleźć pracę i odwiedzać to dziecko, żeby je odzyskać. Ona wszyła sobie esperal i znalazła pracę, ale twierdzi, że nie starcza jej na bilet do Warszawy z Mińska Mazowieckiego. I teraz nie wiem: czy ona nie może, czy nie chce odwiedzać dziecka? Czy nasz system zrobił wszystko, żeby przywrócić to dziecko rodzinie? A to jest jego podstawowe zadanie.

Czy polskie prawo adopcyjne trzeba zmienić przed wejściem do Unii Europejskiej?

Niedawno dostosowano kodeks rodzinny do konwencji międzynarodowych, określono postępowanie w sprawach adopcji zagranicznych, czyli takich, w których przenosi się dziecko do innego kraju. Określono też zasadę bezwzględnego pierwszeństwa adopcji w Polsce. Sąd został też zobowiązany do wysłuchania opinii dziecka przy adopcji, nawet jeśli nie ma ono trzynastu lat, ale jest w stanie fakt adopcji zrozumieć. Dotyczy to zwłaszcza zmiany imienia dziecka, co przy adopcji zdarza się często.

Wreszcie, rzecz najważniejsza - możliwość wglądu w pierwotny akt urodzenia. Tego wcześniej nie było. Dzieci adoptowane - w Polsce dopiero po osiągnięciu pełnoletności, na świecie nie ma tu wymogu wieku - mogą poznać swoją pierwotną tożsamość. Teraz największa grupa klientów ośrodków adopcyjnych to nie rodziny adopcyjne, ale dawne adoptowane dzieci. Nie ma tygodnia, by ktoś nie szukał swoich korzeni.

Według Ministerstwa Edukacji Narodowej w roku 1999 55 797 dzieci przebywało w rodzinach zastępczych (3299 odbiegających od normy rozwojowej), 17 190 - w domach dziecka, 911 - w rodzinnych domach dziecka.

Źródło: Gazeta.pl

0
Twoja ocena: Brak