Dzieciństwo z cudzej łaski

Temat: 
Wiadomości ze świata, prasy itp.

Dzieciństwo z cudzej łaski

"...dziecko dla pełnego i harmonijnego rozwoju swojej osobowości powinno wychowywać się w środowisku rodzinnym, w atmosferze szczęścia, miłości i zrozumienia..."
preambuła Konwencji o Prawach Dziecka
Obecnie w domach dziecka przebywa ok. 20 tys. dzieci w różnym wieku. Dwadzieścia tysięcy nieszczęść, rozżalenia, niepewności i niewysłowionej wprost potrzeby akceptacji i miłości. "Status" wychowanków tych państwowych placówek opiekuńczych nie jest jednakowy - niektóre maluchy zostały porzucone przez matki zaraz po urodzeniu, inne dzieci skierowane do PDD na mocy sądowych wyroków, jeszcze inne przebywają tam czasowo, dopóki matka czy oboje rodzice nie znajdą mieszkania, nie podejmą pracy (szacuje się, że ok. 34% wychowanków domów dziecka w Polsce mieszka tam tylko ze względu na biedę w rodzinie).
W obcym-własnym domu:

Kiedyś po ciebie wrócę...

- Do kogo przyszłam? No przecież do Pa-tryka, pod "siódemkę". Długo mnie nie było, bo z Wojtkiem za pracą chodziliśmy, i jeszcze to mieszkanie... Nie składało się jakoś. Bo tak naprawdę, to syn ma tu lepiej, niż miałby ze mną. O pracę trudno, trochę sprzątam, Wojtek śmieci wynosi ze sklepów, jak towar przywiozą - mówi Monika, która po porodzie zostawiła syna w szpitalu, a wyrokiem sądu ograniczono jej prawa rodzicielskie (za niewystarczające kontakty z dzieckiem. W ciągu kilkunastu miesięcy była w domu małego dziecka siedem razy, a tzw. wystarczający kontakt przewiduje przynajmniej dwie-trzy wizyty w miesiącu). - A ten Wojtek, to jest ojciec Patryka? - No nie, ale mnie rozumie, wie, że ja nie byłam przygotowana na dziecko, głupia byłam. On nadaje się na ojca, ale trzeba
nad nim jeszcze popracować.
- A pani nadaje się na matkę? Przecież sąd ograniczył pani prawo do dziecka, za rzadko je pani widywała, starała się...
- O Jezu, przecież tłumaczę, że mam trudną sytuację! Tak to już u nas jest, że jak dziewczyna nie może zająć się dzieckiem, to już najgorsza jest, wywłoka jakaś. Ja tam nie planowałam ciąży, to lepiej, żeby dzieciak nie miał co jeść? Spokojnie, nie mówię przecież, że go tu zostawię na zawsze. Za parę lat może go zabiorę... Do adopcji dać? Co też pani, ja go kocham!

Przelotne spotkania:
Dasz mi szansę?

Patryk ma 14 miesięcy i każdego dnia inną przytulankę. Tutaj wszystkie zabawki są wspólne i zanim chłopczyk zdąży pokochać jedną, już musi zadowalać się drugą. Mamy też nie zdążył pokochać. Zaraz po porodzie Monika prawie wykrzyczała, że się bardzo cieszy z dziecka, ale nie może go teraz zabrać ze szpitala, bo nie ma na to warunków, i dopiero jak się urządzi, to się nim zajmie.
Chłopiec był silny i zdrowy, nie mógł więc przebywać długo w szpitalu. Decyzja była jednoznaczna - dom małego dziecka. Tym samym maluch został wpisany na listę społecznych sierot. Widać już u niego objawy choroby sierocej i coś, co zwykło się nazywać "lepkością uczuciową" - do każdej dorosłej osoby, którą ma w zasięgu wzroku albo maleńkich rączek, chłopczyk wręcz przyrasta swoim małym ciałkiem.
Monika po czterdziestu minutach wy-chodzi spod "siódemki", wyraźnie widać, jak "schodzi" z niej powietrze, poprawia włosy, przeglądając się w szybie uchylonego okna. Dopiero teraz zauważa, że jest obserwowana: - A wie pani, chyba trzeba będzie poszukać Patryczkowi jakiegoś fajnego kąta. Jak się z kimś dogadam, to będę też mogła do niego wpadać, no nie?

Duże tęsknoty:
Wiem, że się nie spełni

- Na cukrzycę zachorowałam w klasie maturalnej. Już wtedy od dwóch lat spotykałam się z Maćkiem, rówieśnikiem z sąsiedniego podwórka. To była taka znajomość, o której się wie, że musi trwać całe życie i najlepiej w jednej rodzinie - śmieje się Joanna, 32-letnia dziś kobieta. - O czym to ja mogłam marzyć pięć lat po ślubie? O pięknym, różowiutkim bóstwie, które będziemy kochać jak nikogo innego na świecie. Jednak wszystkie diagnozy lekarskie były jednoznaczne: ciąża to jawne zagrożenie dla dziecka, dla mojego życia... Na początku się buntowałam, nie chciałam nikogo słuchać, gryzłam palce do krwi, żeby Maciek nie słyszał mojego płaczu. Tak bardzo tęskniłam, czułam się pokrzywdzona przez los. Nie wyobrażałam sobie życia w rodzinie, w której nie ma i nie będzie dzieci.
- A mąż?
- Wie pani, mężczyzna, wydaje się, widzi to inaczej i jemu nieobecność - kilka lat po ślubie - dziecka chyba tak bardzo nie ciążyła, nie przeszkadzała...

Miłość za miłość:
Tak jak w kinie

- Może nie było po mnie widać, że pragnę dziecka nie mniej niż Asia, ale przeżywałem to równie mocno, bardzo mocno - Maciek wpada Joannie w słowo. - Widziałem, jak ona się szarpie, a nawet później zacząłem się bać, że to się źle skończy. Pamiętam na przykład, jak kilka razy w tygodniu wracała, często po kryjomu, do filmu "Stalowe magnolie" z Julią Roberts, na którym zawsze płakała jak bóbr... - No i któregoś dnia nie wytrzymał, skrzyczał mnie: "Nawet o tym nie myśl!", wyłączył telewizor, i kaseta wylądowała na śmietniku - kończy, śmiejąc się Joanna. - To było w październiku, kiedy po raz pierwszy, niezwykle zestresowani, poszliśmy do ośrodka adopcyjno-opiekuńczego. Wychodziliśmy uspokojeni, z listą fachowej literatury i informacjami na temat dzieci gotowych do adopcji pod względem prawnym. Miałam tylko jeden warunek - żeby dziecko było zdrowe. Maciek dodał jeszcze, że chcemy pokochać malucha mającego nie więcej niż rok życia, no i najlepiej dziewczynkę - opowiada Joanna.
W adopcji, tak zwanym przysposobieniu dziecka, bardzo istotny jest jego wiek - najkorzystniejszy to 3-9 miesięcy. Starsze dzieci są już niestety "naznaczone" zaburzeniami osobowości. W takich przypadkach najlepiej jest, oczywiście dla dziecka, gdy decyzja o adopcji zapada na podstawie wcześniejszych z nim kontaktów. To znaczy, dobrze, jeśli do tej pory stanowiło się rodzinę zastępczą lub po prostu zaprzyjaźnioną
z dzieckiem. To ułatwienie dla obu stron.

Po drodze do adopcji:
Witaj w domu!

Osoby zdecydowane na adopcję muszą czekać. Najczęściej, kiedy wszystko toczy się bez przeszkód, około roku, zdarza się, że trochę krócej. Czekać nie tylko na dziecko. Rodzice muszą zostać odpowiednio przygotowani - bywać w ośrodku, zadawać pytania i odpowiadać na nie, spotkać się z sędzią, by w końcu uzyskać zgodę na zabranie dziecka pod swój dach. - Już na początku marca następnego roku odebrałem telefon z ośrodka adopcyjno-opiekuńczego. W jednym z domów małego dziecka przebywał sześciomiesięczny chłopczyk, gotowy do adopcji. Przyznam, że to nas zaskoczyło, nie powiem, że rozczarowało, bo myśleliśmy, przynajmniej ja, o dziewczynce. Ale prędko dotarło do nas, że przecież naturalni rodzice też nie mają wpływu na płeć swojego potomstwa. A tak poza tym, czy mieliśmy prawo "wybrzydzać"? Joasia modliła się tylko, żeby było zdrowe. I było - wspomina Maciek.
Pracownicy ośrodków adopcyjno-opiekuńczych wiedzą, że łatwo jest zna-leźć rodziców dla bardzo małych i zdrowych dzieci. Duże albo chore nie mają tyle szczęścia - niektóre nigdy nie znajdują opiekunów. Jednak zawsze szuka się do skutku: w Polsce i za granicą - za pośrednictwem centralnego banku danych. Ważne tylko, żeby dzieci znalazły dom, w którym będą czuły się jak pełnowartościowi ludzie, kochane, i zupełnie nie-istotne, czy będzie to w kraju nad Wisłą. - Zanim mogliśmy przytulać Michałka do woli, wzięliśmy udział w badaniach psychologicznych, pedagogicznych, oceniano nasze warunki bytowe, nawet pytano są-siadów o opinię na nasz temat - opowiada Joanna.

Liczy się zdanie dziecka:
Chcę być wasz!

- Mnie tam wszystko jedno, czy trafię do Krawczyńskich, czy nie. W bidulu zawsze chcieli mnie komuś wcisnąć. Kiedyś, miałem chyba ze trzy lata, przychodziła do mnie jedna pani. Strasznie mnie obcałowywała, wpychała prawie na siłę banany, a ja ich nie znosiłem. No i któregoś razu pociągnąłem ją tak mocno za ucho, że zerwałem jej kolczyk prawie z połową tego ucha. Krzyk był straszny i potem długo już nikt do mnie nie przychodził. Krawczyńskich znam dwa lata, nawet ich lubię i tego ich Jacka też. Mogę z nimi mieszkać, czemu nie? Matki nie pamiętam i chciał-bym mieć własną. A nazwisko, jak będzie trzeba, też mogę zmienić - opowiada Rafał, 12-latek, od jedenastu lat wychowanek domu dziecka, od dziewięciu skierowany do adopcji. Najprawdopodobniej już niebawem zamieszka z ludźmi, którzy chcą mu poświęcić swój czas, obdarzyć uczuciem, pokierować przyszłością.
Dla młodej, mającej odpowiednie warunki bytowe pary adoptowanie jak najmniejszego dziecka to z pewnością najlepsze wyjście. Ale przecież nie tylko osoby przed lub tuż po 30. roku życia decydują się na przysposobienie dziecka, również starsze. Chcą tego zarówno ludzie bez-dzietni, jak i ci z własnymi pociechami. Ich potencjalni nowi wychowankowie mają często po kilka lat, odmienne charaktery, ulubione zajęcia i... własne zdanie. "Potencjalni" - bo o tym, czy trafią do danej rodziny, decyduje specjalna komisja kwalifikacyjna. Nic jednak po komisji, jeżeli dziecko (lub dzieci) nie zaakceptuje nowego opiekuna. Ponadto to, które ukończyło 13. rok życia, musi tę akceptację jasno wyartykułować także przed sędzią.
Rafał nie sprawia wrażenia dziecka, które marzy o normalnym domu, kochającej rodzinie, własnych zabawkach. Czy aby ten jego wyraz obojętności, pozornego nie-wzruszenia to nie jest po prostu przysłowiowe "dmuchanie na zimne", żeby nie zapeszyć i żeby się w końcu udało nie żyć złudzeniami, nadzieją bez pokrycia?

Rodzina zastępcza:
Odruch serca i odwaga

Opinie o tym, że domy dziecka należy zlikwidować, bo to przestarzała i nieefektywna forma opieki, wylęgarnia emocjonalnych kalek, nie pojawiły się wczoraj. Tru-dno, doprawdy, z nimi polemizować. Alternatywą dla DD mają zaś być rodziny zastępcze. W wielu przypadkach (ok. 0,04% polskich dzieci wychowuje się w rodzinach zastępczych, w USA - ok. 0,46 proc.) jest to dalsza rodzina dziecka, której sąd przyznaje prawo do opieki. Ale rodzinami zastępczymi bywają także osoby niespokrewnione, decydujące się na poświęcenie życia obcemu dziecku (czasem dzieciom), którego np. pełna adopcja jest niemożliwa. Taka decyzja oznacza często rezygnację z kariery zawodowej, wielu przyjemności i ambicji, zwiększoną odpowiedziałność za powierzone dziecko.
Trzeba się też, niestety, liczyć, niejednokrotnie z prymitywną i niczym nieusprawiedliwioną presją środowiska. Te wszystkie komentarze i pseudorady: "A na co wam taki kłopot? Będziecie się użerać z cudzym dzieciakiem?". Najgorsze, że niektórzy zastępczy rodzice są często gotowi przyznać takim "życzliwym" rację, mierząc się z problemami, których nie byli w stanie przewidzieć.
Bywają jednak przypadki odrzucenia przez dziecko wszelkich o nie starań. Bo kiedy nagle zamiast szpetnego i pełnego agresji języka słyszy mowę nacechowaną czułością, dziecko, które do tej pory tego nie znało, może się buntować i uparcie dążyć do "nawrócenia się" na znany sobie styl życia.

Trudne kochanie:
Dlaczego taki jesteś?

- Przeżyliśmy ciężkie momenty z Piotrkiem, który trafił do nas po ośmiu latach pobytu w domu dziecka. Na początku wydawało się, był zadowolony z kontaktów
z nami i dwójką naszych własnych dzieci. Ale jakiś czas potem chłopiec zaczął zamieniać nasze życie w małe piekło. Przeklinał, a na zwróconą uwagę tylko wzruszał ramionami, świadomie popsuł kilka cennych sprzętów w mieszkaniu. Kiedyś nawet dokonał samookaleczenia, dając w szkole do zrozumienia, że to mój mąż "ukarał" go za nieposłuszeństwo. Kilkakrotnie po przeprowadzonych z nim rozmowach Piotrek pakował się i wyprowadzał do domu dziecka. Przyznam, że miałam chwile załamania i niewiele brakowało, a zrezygnowalibyśmy z podjętego trudu. W końcu doszliśmy do wniosku, że Piotrek testuje nas na swój sposób, sprawdza, czy dbałość o jego zachowanie, ubiór czy szkolne sprawy to nie jest wyreżyserowane widowisko, które kiedyś się skończy. Znajoma pani psycholog uświadomiła nam, że wiele dzieci, społecznych sierot, po prostu nie potrafi kochać i szanować. I im więcej bólu i krzywdy im zadano, tym mniej potrafią obdarzać czułością inne osoby. Piotruś bał się też, że to "nowe życie" kiedyś się skończy, wszystko wróci do normy, tzn. do domu dziecka - tak widzi problem syna mąż Hanny, Robert. - Zresztą niedawno, a minęło już pięć lat, Piotrek sam się do tego przyznał. Były przeprosiny, łzy, ale skończyło się na śmiechu.
Zapytani, czy z obecną wiedzą podjęliby ponownie decyzję o stworzeniu rodziny zastępczej, odpowiadają po chwili zastanowienia: - Tak, ale musielibyśmy się jeszcze solidniej przygotować. Mimo lektury i uwag fachowców, nie wiemy wszystkiego o dzieciach. Tych dzieciach. Pewne jest, że trzeba je wspomagać. Czasami nawet za bardzo wysoką cenę.

Komentarz psychologa

Dla pełni zdrowia i równowagi psychicznej każdego człowieka najlepiej jest, by mógł wzrastać w stabilnym i bezpiecznym środowisku rodzinnym. Nic nie równoważy strat emocjonalnych, gdy przychodzi dojrzewać bez stabilnych zrębów wychowawczych, poczucia przynależności do rodziny, procesu identyfikacji z bliskimi, znaczącymi osobami. Brakuje wtedy poczucia siły, własnej wartości, pewności i sprawczości w życiu. Jeżeli rodzina biologiczna nie zaspokaja fizycznych i psychicznych potrzeb dziecka, nie dając też gwarancji, że będzie wkrótce w stanie je zaspokoić, należy dziecko umieścić w zdrowej, prawidłowo funkcjonującej rodzinie zastępczej lub adopcyjnej. Również dla starszych dzieci, często z trudnymi doświadczeniami, taka decyzja może być ogromną szansą. Proces adopcyjny w Polsce trwa ok. roku. W tym czasie odbywa się przygotowanie (spotkania indywidualne lub szkolenia grupo-we), diagnoza i kwalifikacja kandydatów - zwykle 3-6 miesięcy. Od chwili zaakceptowania konkretnego dziecka przez nawiązanie z nim kontaktu i okres preadopcyjny do wydania sądowego postanowienia o adopcji może upłynąć także ok. 3-6 miesięcy. Orzeczenie adopcji pomiędzy rodziną adopcyjną
a dzieckiem równoznaczne jest z nawiązaniem między nimi stosunku formalnoprawnego, tak jak między rodzicami a dzieckiem naturalnym. Tym samym zrywaniu ulegają więzy dziecka
z rodziną biologiczną, która nie może domagać się kontaktów
lub przedstawiać innych roszczeń wobec dziecka i jego nowej rodziny. Nawiązanie takich więzi, jak w rodzinie naturalnej udaje się najlepiej, gdy dzieci adoptowane są małe,
a ich rozwój i stan zdrowia odpowiadają oczekiwaniom
i możliwościom kandydatów na rodziców. Dzieci chore, z problemami rozwojowymi, starsze (powyżej 7. roku życia) oraz liczne rodzeństwa (troje i więcej) mają mniejsze szanse na znalezienie rodziny adopcyjnej. Dla nich potrzebni są kandydaci z odpowiednią motywacją, gotowi do takiego działania, by pomóc dziecku odnaleźć się w życiu. Oni mogą przejmować opiekę w ramach rodzin zastępczych lub prowadzić rodzinne domy dziecka. Niestety, ciągle jest za mało chętnych na rodziców zastępczych oraz rodzinnych domów dziecka, aby wszystkie przebywające w instytucjach opiekuńczych dzieci do nich trafiły. Zbyt mało polskich rodzin chce zrobić w swoim życiu miejsce dla przybranych dzieci, a ci, gotowi na takie poświęcenie, najczęściej nie mają odpowiednich warunków mieszkaniowych i finansowych. Rodziny zastępcze otrzymują pomoc pieniężną na częściowe pokrycie kosztów utrzymania dziecka. Dla osób niespokrewnionych z nim jest to np. kwota 786 zł miesięcznie.

mgr Urszula Bieniek
Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy
Wrocław, ul. Niemcewicza 2
Żródło: Dobre Rady nr 6/2002

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Rebas

Re: Dzieciństwo z cudzej łaski

Bardzo serdecznie dziękuje Mietkowi z udostępnienie i uzyskanie zgody Redakcji "Bobre Rady " na publikację tego materiału.

Portret użytkownika robert7447

Re: Dzieciństwo z cudzej łaski

Nashville Bluegrass Band [xdbhsqx.net.cn] Eres Tu [mjizdy.com.cn] Another Night [zluexsxd.net.cn] Plague Of Ghosts, B) Digging Deep [uknfymxj.org.cn] Weak (Ackee & Saltfish Mix) Esplendor [uupffrs.com.cn] Think [mbuerkus.com.cn] Lord Help Me Please [tavscojt.cn] Stillness Of Heart (Amsterdam Acoustic Version) Politik [xpseje.net.cn] La Leyenda De La Llorona [pbzutgm.com.cn] King Of Snake (Dave Clarke Remix) Rude Boy-run De Dance [togga.cn] Don`t Make Me Wait (Maximum Frequency Mix)