1 grudnia 2003 i pierwszy krok...

Zrobiliśmy mały, nieśmiały, pierwszy kroczek. Od razu z przygodami...Czy to dobra wróżba? Na pewno :) Byłam tak zachwycona bliską datą pierwszego spotkania w KOAO, że zgodziłam się na piątek na 16. Zaglądam do kalendarza -dramat. Daniel ma jakieś ważne spotkania (czy moze być ważniejsze od TEGO?), zamykanie gazety. Dramat.
Dzwonię znowu, pani próbuje odebrać, telefon się blokuje, ujjj. Ale wreszcie im ten telefon "odpsułam" i umówiłam sie na najbliższy wtorek, na 10.
Jestem przerażona, podniecona i szcześliwa. Boję się tylko, że ośrodek nie będzie chciał zacząć procedury (bo mamy już biologicznego synka, bo mamy tylko 3,5 letni staż małżenski itp, itd...). Czy każdy miał takiego stracha? Czytam stare wątki na boćku (nie powiem czyje). Też się bali. Też byli niepewni. Oglądam zdjecia w galerii, zdjecia ze spotkań. Uśmiechnięte buziaki, pełnia szcześcia. Ach! Czego tu sie bać?

0
Twoja ocena: Brak