No to zaczynam!!!

Zbierałam się już kilka dni do zrobienia mojego PIERWSZEGO wpisu.
To miał być najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
W zeszłym tygodniu zrobiłam test ciążowy - taki zwykły sikany. Nie było jeszcze kreseczki, chociaż m-czka opóźniła się już 3 dni, a ja zawsze miałam "książkowe" cykle. Piersi zaczęły rosnąć, ogólne zmęczenie po południu no i ani najmniejszego znaczku @.
Doktor kazał zrobić test z krwi - na określenie poziomu HCG, bo "ciąża mogła rozwijać się wolniej" - tak powiedział.
Jak to oczywiście z małych miasteczkach bywa na wynik trzeba poczekać kilka dni. Pani laborantka zapewniła mnie, że wyniki NA PEWNO "pojadą" pojutrze. Stwierdziałam że nie bedę się śpieszyć, skoro wyniki zabiorą ZA DWA DNI!! Tak minęło 5 kolejnych dni, bo pani laborantka codziennie mówiła co innego. Wreszcie wczoraj, gdy kolejny raz usłyszałam, że "wyniki pojadą za dwa dni", wkurzyłam się i sama pojechałam do tego nieszczęsnego "dużego miasta" i zrobiłam sobie badanie HCG.
Wynik dostałam na drugi dzień, czyli dziś - 0,0.
Po prostu mnie zatkało. Przez pierwsze 10 minut jeszcze funkcjonowałam w miarę, zdążyłam zadzwonić do doktora - zalecił mi lek na wywołanie m-czki. Po rozmowie koniec - szloch ..... Dlaczego znowu to samo??? Dlaczego natura robi nam takie okrutne psikusy? Doktor powiedział, że mogło dojść do zapłodnienia, ale ciąża po prostu się nie rozwijała ...
Generalnie to ja tak sobie płaczę już cały boży dzień.
Gdy czytam o doświaczeniach innych, próbuję sobie wytłumaczyć, że nie jestem sama i że inni może mają się gorzej ode mnie. Ale to i tak boli ...
Tak bardzo pragnęliśmy, żebyś został z nami Maluszku ....
Czy Pan Bóg to już o nas w ogóle zapomniał..?

0
Twoja ocena: Brak