Niewyspane przemyślenia...

Uuuu to była noc, Karolina chyba się wyspała w dzień bo w nocy ucięła sobie jedynie 3 krótkie drzemki. Ja podobno również sobie uciąłem jakieś drzemki, choć nie pamiętam, a na pewno nie czuje, natomiast Agnieszka raczej nic sobie nie ucięła. Jak zadzwoniłem do domu z pracy, to dowiedziałem się że obie spały od 8 do 11 i jak zwykle dostałem ochrzan, że w nocy chrapałem i przeszkadzałem jej usnąć. No cóż ... pewnie ma rację.

A dziś Karolina kończy roczek, spora z niej panna, wiele już potrafi i często ma swoje zdanie. To swoje zdanie, jak i inne emocje najlepiej wyraża przenikliwym piskiem, który nauczyliśmy się już ignorować (oczywiście nie zawsze i na tyle tylko, na ile jest to możliwe).
Fajnie że z nami jest, czasy gdy jej nie było wydają się takie nie realne, chociaż czasem tęsknimy do drobnych przyjemności, czy przyzwyczajeń które wtedy mieliśmy.
Nasze wolne chwile, drobne przyjemności i przyzwyczajenia, a nawet nasz cały świat ma teraz ciemną karnacje, mocno kręcone włosy, duże oczy, śliczny uśmiech, sam chodzi, krzyczy z zadowoleniem baaaa jak się przewróci i czasem jest nieznośny, męczący i denerwujący (o 4 w nocy na przykład), ale zawsze (nawet o 4 w nocy) potrafi wywołać uśmiech i błogość gdy się przytuli i pogłaszcze mrucząc muuu (mój) lub gdy rozdaje mokre buziaki.

Ciągle jest to takie nie realne, nagle się zjawiła, ktoś urodził i oddał nam na wychowanie najcudowniejsze dziecko świata.
Bocianie opisy pierwszych spotkań chyba nie do końca wiernie oddają rzeczywistość.
Nasze pierwsze spotkanie to nie było fajne wydarzenie, emocje były nie przyjemne, przynieśli jakieś dziecko, takie ciemne ... to nie było wielkie podniosłe przeżycie, ono raczej gniotło prawie fizycznie bolało. Decyzja i tak była już wcześniej podjęta, teraz czuje się głupio gdy przypominam sobie te chwile. Jak mogłem mieć jakieś wątpliwości...
Kilka dni później każde wyjście za szpitala to była rozpacz, ale miłość nie pojawia się na pstryknięcie ... dziś mogę z całą pewnością napisać że kocham moją córkę najbardziej na świecie, ale nie wiem kiedy ją pokochałem. Gdy się nad tym zastanawiam, wydaje mi się że kochałem ją od zawsze, ale przypominam sobie to pierwsze spotkanie i wychodzi że chyba nie od zawsze. Zresztą czy to ważne? Ważne że jesteśmy razem i ma mnie kto ciągnąć za powieki o 4 w nocy ;-) .

Zabawne przecież to nie działo się rok temu.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika jasminek

ja mam kotka...ciemnego narazie... w sumie czarnego :-) ... tez go nie miałam, sam mnie znalazł...