Walka na serca

Każdego dnia odkrywam w sobie nową siłę. Każdego dnia odkrywam, jak bardzo jestem słaba i bezradna wobec naszych problemów. Znajduję siłę na to, aby pocieszać załamaną koleżankę z Bociana. Mówię jej to wszystko, co sama chciałabym usłyszeć. To jak pocieszanie samej siebie. Ale doładowuje. Czuję się wtedy taka silna, ponad wszystkie problemy tego świata. Zupełnie jakby były one poza mną. Jak bym stąpała leciutko po szczytach górskich, rozgarniając ramionami kłębiące się chmury. Odwaga, siła, optymizm. Potrafię zdobywać góry, potrafię poradzić sobie ze swoim stresem, bólem, cierpieniem. Potrafię wytłumaczyć Zuzie, Majce, Basi, dlaczego warto walczyć, dlaczego nie można się poddawać. Wszystko jest proste, oczywiste. I uśmiech, którym witam w drzwiach Miśka. „Wiem, że teraz się uda! Na pewno”. I jego nieśmiały odzew. Wieczór spędzony na oglądaniu najdurniejszej komedii, jaką kiedykolwiek widziałam. Ale za to śmieję się do rozpuku. Cieszą mnie głupie gagi, chociaż nie cierpię tego gatunku filmów. Cieszą mnie, bo moje bateryjki życiowe są naładowane. Cieszy mnie myśl, że teraz będzie już dobrze. I zasypiam w błogim spokoju, przytulając w marzeniach swoje maleństwo.
Budzi mnie pochmurny poranek. Jeszcze nie wiem co to takiego, ale coś powoduje szybsze bicie mojego serca. Wszystko leci z rąk. W pracy ciągną się godziny. Chodzę i robię dobrą minę do złej gry. Uśmiecham się grzecznie i promiennie. Koleżanka przelotnie zaczepia mnie na korytarzu i szepcze do ucha: „ Wiesz, podziwiam cię, naprawdę. Niesamowite jak potrafisz być radosną po tym wszystkim, jak cię życie doświadcza.” Uśmiecham się grzecznie. Już wiem co mnie tak dusi w gardle od rana. To strach, ból, nienawiść do całego świata. To dławiące poczucie niesprawiedliwości świata. W samochodzie Misiek już wie, że to nie jest mój dobry dzień. Próbuje zagadywać, ale po kilku minutach poddaje się. Wie, że cokolwiek powie, spotka się z moją niechęcią. Wie, że musi przeczekać. Za to go kocham. W domu rzucam się natychmiast do komputera. Teraz ja szukam kogoś silniejszego od siebie. Teraz ja liczę na to, że ktoś mnie zapewni, że jeszcze warto. Że nie można porzucać nadziei. Majka? Co ona mówi? Że wierzy? Że trzeba? Że nie wolno? Po dwóch godzinach dziękuję jej, jak ona wczoraj mi. Dziś ona pewnie ogląda komedię. Ja wezmę środek nasenny.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika ulus

pięknie to napisałaś i prawdziwe. Życzę Wam wszystkiego najlepszego.

PCO, hsg, laparo (09.2003), 2 x iui, ciąża naturalna,
Asia ur. 20 stycznia 2005 nasz dar od Boga
19 VII 07 usunięcie 7 tyg. ciąży ektopowej
20 X 08 hhcg 157,6
22 X 08 bhcg 303
25 X 08 bhcg 791,
6tyg. ciąża i bijące serduszko