Nasz trzeci raz

Ograniczyłam dostępność mojego dziennika. Sama nie wiem dlaczego. To są te huśtawki nastrojów. Wczoraj chciałam się dzielić swoimi przeżyciami, dziś nie. Nie wiem co będzie jutro. I chyba nie chcę wiedzieć. Fatum, przeznaczenie? Cokolwiek to jest - nie chcę znać przyszłości. Dlatego chyba boję się pójść do wróżki. Boję się, że powie mi najgorszą rzecz: nigdy nie przytulę własnego dziecka. A chcę jeszcze wierzyć, chcę marzyć, planować...Patrzę na kobiety w ciąży, spacerujące z wózkami, uśmiecham się do rumianych pyziaczków w kolorowych czapeczkach i myślę o moim dzieciątku. Ciągle wierzę, że powie do mnie "mamo". Mimo tych przeżyć...
Pani Doktor, która się nami zaopiekowała to wspaniały lekarz i człowiek. To Ona pierwsza zainteresowała się nie moją fizycznością, wynikami hormonów, histeroskopii i innych zjawisk, ale przejął Ją stan mojej duszy. Poradziła zasięgnąć pomocy psychologa. Wlała w nasze serca nadzieję i przekonanie, że nie wszystko jeszcze stracone, że są ludzie, którzy poza współczuciem mają dla nas dobre słowo i plany przyszłych działań. Pierwsze zalecenie: kupno psa. I tak w naszym domu zamieszkała cudowna suczka rasy golden retriever. Wypełniła całą naszą uwagę, nasze myśli. Spacery, obiadki, biegunki, wizyty u weterynarza. Było lato, a my jak byśmy zapomnieli o wszystkich naszych nieszczęściach. Godziny spędzaliśmy na spacerach z psem. W ruch poszły też badania zlecone przez Panią Doktor - genetyka, bakterie, wirusy i wszystkie inne zjawiska. Krok po kroku zbliżaliśmy się do osiągnięcia równowagi. Byliśmy znowu silni i szczęśliwi. Wszystkie wyniki wychodziły modelowo. Zaczęliśmy myśleć o kolejnej ciąży. Stało się to dokładnie rok od ostatniego razu. W styczniu stwierdziłam, że znowu jestem przy nadziei. Przy nadziei. Dobre określenie. Dopiero teraz rozumiem jego znaczenie. Z nadzieją i cicha pokorą czekałam, co przyniesie każdy kolejny dzień. Nie powiedzieliśmy nikomu, że znowu jestem w ciąży. Dmuchaliśmy na zimne, bojąc się zapeszyć skradające sie cicho szczęście. Pani Doktor zapisała leki i kazała odpoczywać i nie denerwować się. Łatwo powiedzieć!!! Z takim bagażem doświadczeń - nie denerwować się??? Żyłam jak we śnie. Na zmianę wierzyłam i powtarzałam sobie, że tym razem będzie dobrze, że do trzech razy sztuka, a jednocześnie budziłam się ze strachem i przekonaniem o beznadziejności mojej sytuacji. Nie wiem. Może to dobrze, że w głębi serca liczyłam się z tym, że sytuacja może się powtórzyć. Przygotowana byłam na najgorsze, choć w sercu ciągle tkwiło ziarenko nadziei - "może jednak teraz się uda? " Nie udało się. Tak, jak wcześniej ciąża bez jakichkolwiek objawów obumarła przed upływem 8 tygodnia.

0
Twoja ocena: Brak