Nasz pierwszy raz

Pobraliśmy się w czerwcu 2001 roku. Długo czekaliśmy na ten szczególny dzień. Cieszyliśmy się jak dzieci. Miały zacząć się same szczęśliwe dni dla nas. I tak było. Pod koniec czerwca, krótko po ślubie zorientowałam sie, że jestem w ciąży. Jaka była nasza radość!! Co mówię - wariowalismy ze szczęścia. Głównie ja, bo Misiek zaczął troche się bać. Odpowiedzialności, braku czasu, braku zainteresowania z mojej strony. Ale nauczył sie cieszyć moim szczęściem. Chodziłam dumna jak paw. Trochę było kłopotów, bo mieliśmy zaplanowaną podróż poślubną, ale lekarz powiedział, że nie widzi żadnych przeciwskazań, jeśli tylko będę na siebie uważać. Uważałam, i to jak!! Cieszyłam się każdym dniem , każdą godziną mojej ciąży. Przed wyjazdem kupiłam sobie poradnik dla kobiet w ciąży. Miałam wrażenie, że jestem taka wyjątkowa. Po powrocie zawieźliśmy radosną nowinę naszym rodzicom. Przyjęli to z prawdziwą radością. Mijały kolejne dni. Wszystko w największym porządku. Zaczęliśmy snuć marzenia o naszym maleństwie. Życie upływało jak pasmo szczęścia. Do 19. lipca. Tego dnia zgłosiłam się na rutynową kontrolę. Nic szczególnego. A jednak miała ona zaważyć na naszym życiu. Wyrok brzmiał okrutnie: brak akcji serca płodu - ciąża obumarła w 7 tygodniu. Długo nie docierała do mnie ta wiadomość. Dopiero w domu poczułam, jak wylewa się ze mnie cały ból i rozpacz. Mąż nic nie mówił - siedział obok, a łzy spływały cichutko po jego policzkach. Kilka dni później zabieg, a potem nic tylko pustka. Nikt nie dzwonił, bo nie wiedzieli co mają nam powiedzieć, jak pocieszyć. Wtedy cieszyłam się z tego, że jesteśmy sami ze swoim cierpieniem. Dziś wiem, że trzeba o tym mówić, nie można się zamykać przed światem. To wzmaga ból. Długo dochodziłam do siebie i nie wiem czy tak naprawdę doszłam do siebie. Szukałam wytłumaczenia dlaczego tak się stało. Nikt nie chciał mi nic powiedzieć. Lekarze zapewniali: pierwsza ciąża - to się zdarza, przypadek populacyjny. Ja szukałam dalej. Szukałam też winy w sobie. Wymyślałam tysiące faktów, które moim zdaniem mogły wpłynąć na to, co się stało. Bez skutku. Ból tkwił dalej, a im więcej rozpamiętywałam, tym cierpienie było głębsze. Na nikogo nie mogłam liczyć. Siostry, teściowa, a co gorsza - moja mama jakby wszyscy byli poza tym, co się stało. Nikt mnie nie rozumiał. Nie wiem czy nawet próbowali zrozumieć. Nikt oprócz Miśka. To, że jestem, że nadal sie uśmiecham, że ciągle mam nadzieję zawdzięczam tylko jemu.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Allunia

Darma... jakbym czytała swój dziennik... ślub w czerwcu 2001, ciąża, kontrolne badanie 19 lipca, brak serca płodu, cała rodzina poza problemem tylko ja i mój Mąż.... trzymaj się, i nad nami zaświeci słońce, a nasze maleństwa będziemy tuliły nie tylko w marzeniach :-)

Okruszek - VII.04 [*]
Gabrielka - X.05
Arturek - IX.07
Basia - III.14

Portret użytkownika agatka297

nadzieja

Łzy sie cisną jak czytam twoją historię. Ja jestem już bez cienia wiary, że zostanę mamą. Mam 38 lat o dziecko staramy sie od 2 lat. Wyniki nasienia męża są bardzo złe. Zbyt mało plemiką, a te które są to % aktywności. Ale czasami cuda się zdarzają. I ja tak bardzo czekam na ten cód.

Aga