Pierwsza wizyta w ośrodku

Wczoraj byliśmy na pierwszej wizycie w ośrodku. Spotkanie odbyło się w miłej atmosferze i ogólnie wrażenia mamy dobre. Nawet mój mąż, który bardzo boi się adopcji i ma wiele wątpliwości był bardzo zadowolony. Podaliśmy podstawowe informacje, dostaliśmy broszurę z wykazem dokumentów, które mamy dostarczyć. W lipcu-sierpniu czekają nas testy psychologiczne i wizyta w domu. Jeśli przejdziemy wszystko pomyślnie, to we wrześniu zaczniemy kurs. Pierwszy zapał i ekscytacja trochę przygasły i zastępuje je po mału bardziej trzeźwe myślenie. Zaczynam się zastanawiać, czy nas w ośrodku zaakceptują, czy powiedzą, że nie nadajemy się na rodziców. Z drugiej strony Panie już powiedziały, że ciężko będzie znaleźć dla nas zdrowe dziecko. W sumie nikt nie jest doskonały, a jednocześnie chyba się nawzajem potrzebujemy. My bez dziecka, dziecko bez rodziców. Myślę sobie, że wkroczyłam w ten wiek, w którym już nie mogę sobie pozwolić na wątpliwości. Idziemy więc dalej tą ścieżką i zobaczymy co przyniesie los. Możemy sobie planować wszystko co chcemy, a życie i tak toczy się swoją drogą. Potrzebujemy dużo siły i wiary w siebie.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika tamlin

Znam Twoje

Znam Twoje wątpliwości,ekscytacje od podszewki, sama przechodziłam to kilka lat temu. Tymczasem od pięciu lat mamy cudownego synka, który już niedługo skończy 7 lat. Sama nie mogę uwierzyć kiedy to zleciało. Nie będę ukrywać, że było ciężko, jest bardzo ciężko, ale jest też cudownie to inny wymiar życia, życia rodzinnego. Nie wiem w jakim mieście staracie się o maluszka, ale szkolenie we wrześniu to mega krótki termin. Pozdrawiam serdecznie i ściskam, życzę Wam wytrwałości i trzymam kciuki.

Portret użytkownika Ewunia1111

Zgadzam się z Tobą, tamlin.

Zgadzam się z Tobą, tamlin. Te wątpliwości pewnie miała każda osoba, która zaczynała proses adopcyjny. To normalne. Dziecko zmienia wiele spraw. Wywraca do góry nogami cały uporządkowany świat. Bywa ciężko. Ale przenigdy nie wróciłabym do życia sprzed dziecka. Mam cudowną coreczke, choć bywaja chwile, że mam ochotę wysłać ją w kosmos i sama gdzieś na chwilę uciec. Ale to wspaniałe i bardzo empatyczna dziecko :)
A jeśli chodzi o choroby dzieci..
Nasza córka, gdy ja poznaliśmy miała niespełna 2 miesiące i według dokumentacji medycznej, była zdrowym dzieckiem. I tak było. Niepełnosprawność wyszła dużo później. Tak po prostu była. Niektórych chorób czy niepełnosprawności nie da się zdiagnozować u paromiesiecznego dziecka.
W nanych mi rodzinach adopcyjnych są dzieci zdrowe i chore. To loteria.
Nie chce Cie straszyć, ale trzeba mieć na uwadze, że może być różnie.

26.08.16 zadzwonił TEN telefon!
Mamy córeczkę!