Akt urodzenia czyli jak się zostaje matką

Mogę tylko podejrzewać co czuje matka kiedy tuż po porodzie kładzie się jej dziecko na piersi.
Dziś poszłam rano do USC odebrać akt urodzenia. Pan wypisywał mi akt a mi po prostu zaczęły płynąć łzy. Imie matki Czwojdziak
imię ojca Tomek
Imię córki Hanna Czwojdziakowa.
Przy końcu byłam już cała we łzach. Płynęły potokiem. A ja nie mogłam tego zatrzymać.
wzruszenie udzieliło się Panu urzędnikowi. Wstał i podał mi rękę. Pogratulował.
Jak wyszłam z urzędu i doszłam do auta- nie mam pojęcia.

Mam córkę, mogę to bez końca powtarzać- jestem matką.
Gdybym rodziła swoje dziecko to zapewne czułabym się właśnie tak.

Cuda się dzieję w moim życiu, to są takie cuda, których w żadnej bajce nie wyczytam. Dzieją się sprawy takie cudowne,że aż nierealne (gdybym myślała o nich kilka lat temu).

Byłam w swoim życiu świadkiem narodzin cudownych dzieci invitrowych, adopcji dzieci, bólu straty, rozpaczy...
Części tego doświadczyłam na własnej skórze. Do dziś mi się nie chce to w głowie pomieścić,że to wszystko się zadziało,że jest.
Cały proces dochodzenia do momentu, w którym jestem dziś oblałam morzem łez.
Wiele lat to trwało i było trudne. To był ciężki "poród" ale dziś kiedy "położono mi dziecko na piersi" zapomniałam o wszystkim. Liczy się tylko to,że jestem mamą Hani a Hania jest moją córeczką. Wyczekaną, wyśnioną, wymarzoną.
Wszystkie te lata, kiedy czekałam.

Każda droga zaczyna się od postawienie pierwszego kroku, raz zaczęta nie kończy się nigdy. Zmienia kierunki, czasem trzeba zrobić jeden krok wstecz,żeby potem nastąpiły dwa w przód. Czasem jest ciężko, bo idziemy pod wiatr, pod górę. Dla niektórych góra jest niewysokim pagórkiem dla innych jest Koroną Ziemi.
Czym by jednak nie była nie należy nigdy się zatrzymywać. Można zwolnić, odpocząć ale ZAWSZE trzeba iść do przodu.
Widok z góry jest niesamowity.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos )

Odpowiedzi

Portret użytkownika łosica

Jest jakaś magia w tym

Jest jakaś magia w tym wydarzeniu, gdy ta droga do rodzicielstwa była długa i wyboista. Pamiętam jak odebraliśmy nasz akt. Siedzieliśmy potem na tej samej ławce pod USC, na której siedzieliśmy po odbiorze aktu urodzenia naszych martwo urodzonych dzieci (jak to masakrycznie brzmi). Zawsze płakałam jak bóbr, tyle, że tylko raz były to łzy radości.