logopeda i kafusz czy osobowość mojej Ptyśki

Byłyśmy u logopedy-Hani ta wizyta zdecydowanie nie podeszła.
Na każde zadane pytanie(nawet to najłatwiejsze) odpowiadała: eee kulde nie wiem mama...
Pani logopeda stwierdza, że jest źle- ba nawet tragedia!
Wychodzimy- trzeba poszukać innego logopedy, bo jak robi krowa i świnka Hanka wie.
Potrafi też zbudować kilkuwyrazowe zdanie.
Uczy się prawie codziennie nowego słówka.

Kilka dni temu... poczekalnia przed salą do SI. Czekamy na Ptysi kolej. Podchodzi Pani z wózkiem i 2 latkiem w środku.
Hani wyciąga rękę,żeby przywitać się z chłopcem. Mama chłopca: ale Pani widzi,że mój syna ma zespół downa?
ja: no widzę, ale przecież to nie szkodzi, żeby razem się bawili..
Dzieci oddają się zabawie na podłodze poczekalni.
Nie pamiętam kontekstu ale w pewnym momencie mówię,że Hania jest adoptowana. Pani jak opętana wkłada syna do wózka i tyle ją widziałam...

Moja córka ma swoj styl, swoje poczucie smaku i swoje widzi misie.
Ostatnie czasy na tapecie jest kapelusz- trochę za duzy i bardzo już wytarty (po starszej kuzynce).
Hani idzie nadwór -kafusz musi być!
Nawet tak prozaiczne zdarzenie jak wypad do biedry nie obejdzie się bez kapelusza na głowie.
Jest też poranna batalia o sukienki, buty...
Moja córka ma osobowość dość mocną.

0
Twoja ocena: Brak