Najlepszy i najgorszy dzień

Nie wiem dlaczego piszę, pewnie tak jak większość z tu obecnych chciałabym powiedzieć coś o czym mówić innym nie chcę, ale powiedzieć komuś muszę. Każdy z nas ma swoją historię z którą musi żyć, oby te smutne opowieści skończyły się szczęśliwie.

Wszystko zaczęło się prawie dwa lata temu we wrześniu. Wreszcie poznałam mężczyznę, który mnie kocha - tak nadal mimo wszystko :) Postanowiliśmy założyć Rodzinę, ale nie myśleliśmy że może się udać za pierwszym razem.
Najpierw spóźnił się okres o 10 dni, potem był jakiś nie wyraźny- wizyta u ginekologa - mimo informacji o staraniach Pani dr zaleciła przyjmować luteinę i nie stwierdziła ciąży. Byłam z dnia na dzień słabsza, dostałam zapalenia pęcherza i silnych bóli w okolicach nerek lekarz rodzinny rozpoczął kurację. Testy ciążowe z apteki negatywne, wszystkie a było ich kilka. Omdlenie w pracy... aż wreszcie ... ból po prawej stronie nie mogłam podnieść się z łóżka. Telefon do Rodziców... krwawienie z dróg rodnych. Wizyta w szpitalu najpierw jednym potem drugim ginekologiczno -położniczym. Test ciążowy z krwi, USG wskazuje na torbiel jajnika. Pani doktor na informuje mnie o braku ciążu, aby po kilku chwilach usłyszeć, że jednak nie bo to były wyniki innej pacjentki. Jestem w ciąży! Myslę sobie to tylko torbiel na jajniku jak nic wszystko się poukłada. Po chwili następna informacja: "powinna Pani zostać na obserwacji ale nie ma wolnych łóżek proszę udać się do innego szpitala. O.K. byle maleństwu nic niebyło! Pakujemy potrzebne graty i wiozą mnie do następnego szpitala jest 23. Na izbie przychodzi ogromny Pan doktor z dłońmi jak bochenki chleba. Pytam ile zostanę jak to wygląda ... "przecież Panią czeka operacja. - jaka operacja myślę sobie? Lekarz odkłada długopis patrzy na mnie i pyta wreszcie czy wiem dlaczego tu jestem? Tak jestem w ciąży i mam torbiel krwawiącą na jajniku. Nie! MA Pani zaawansowaną ciąże pozamaciczną i rozerwanym jajowodem i idzie panina blok operacyjny. Czy nikt nie powiedział Pani o tym?
Uwierzcie mi (jeśli oczywiście ktoś to czyta :)) myślałam że to jakiś koszmar. Przestałam panować na własnym ciałem, potem zemdlałam i płakałam. Kolejny lekarz tuż przed operacją - okropna lekarka - nie delikatna z tipsami do pasa, na moje pytanie czy będą naprawiać jajowód powiedziała, ze przecież mam drugi.

Przeżyłam, postanowiłam się nie poddawać, ale bojąc się o siebie chciałam po pół roku być pewna że drugi jajowód jest ok. Trafilam do profesora w prywatnej klinice, który powiedział ze sobie wymyślam chorobę a drożność jajowodów bada się po kilku latach starń a u nas ciąża od razy i na dodatek 2 miesiące w jajowodzie więc nic tylko robić.

Nie posłuchałam. Drożność jajowowdu wykazała jego całkowitą niedrożność. Postanowiliśmy zadziałać w innej klinie i podejść do in vitro.

Procedura całkowicie nie udana wszystkie zarodni za wyjątkiem jednego się rozpadły. A tej jeden nie zagnieździł się w macicy. Kruszynka nie chciała z nami zostać.

... długo nic, aż wreszcie postanowiliśmy sprzedać wyremontowane mieszkanie ( do dzisiaj się nie sprzedało - nikt nie chce mieszkać pod miastem:() odkładanie pieniędzy i myśl a nóż widelec może by znów naturalnie spróbować. Daliśmy jednak za wygraną.

Styczeń tego roku test z krwii pozytywny ... brak zarodka w macicy brak w jajowodzie brak w jajniku... to gdzie on jest?

I znów leki, USG co 2 dzień... i silny ból od rana...szpital...krwotok... diagnoza poronienie. Nie znaleziono nigdzie maleństwa.

Postanowiliśmy sprzedać auto żeby mieć na procedurę i przeprowadzić się do taty który ma duże mieszkanie i mieszka niedaleko mojej pracy tak abyśmy mogli sprzedać i auto i mieszkanie jak ktoś w końcu kupi. Zbieramy... cały czas zbieramy ...

Niby postanowione - idziemy na in vitro jeszcze raz, ale im bliżej tego terminu tym bardziej uciekam od tego myślami. Działam w tym kierunku, odkładam pieniądze, mam dodatkową prace zresztą tak jak mój luby, ale im bliżej tym bardziej wątpie czy po prostu nie tak powinno być ... przecież nic nie dzieje się bez przyczyny, a może jednak?

0
Twoja ocena: Brak