Kolejny krok do przodu

Mały Miś zaczyna chodzić! I strasznie się tym jara. Dzisiaj na spacerze miał taką zabawę: podciągał się, chwytając się moich nóg, wstawał, szedł, po kilku metrach upadał na pupę, raczkował roześmiany z powrotem do mnie i od nowa to samo. Chyba z 10 razy tak zrobił. Cieszy się jak… dziecko, że już potrafi to samo, co brat. Ja też się cieszę, chociaż od jakiegoś czasu już wiedziałam, że tak będzie. Że w końcu wstanie i pójdzie, jak każde inne dziecko. Wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywały. Powiem więcej, teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie małym mądralą. W dodatku z charakterkiem i swoim zdaniem. Już od wielu miesięcy nie mierzę mu obwodu głowy, nie ma sensu się denerwować. Ważne jak wygląda, jak się zachowuje. A jest super!

I niech się w nos pocałuje lekarz, który półtora roku temu powiedział nam, że mały ma 10% szans, że kiedykolwiek pójdzie do szkoły. Pamiętam jego nazwisko bardzo dobrze, ale nie napiszę go tutaj. Ten kto usłyszał od niego podobne rzeczy o swoim dziecku, wie. A usłyszeli, oj usłyszeli… Spotkaliśmy takich rodziców na rehabilitacji. Doktor „wybitny neurochirurg”. Wszystkim gada straszne rzeczy, jakby sprawiało mu to przyjemność.

A tymczasem maluchy mają to gdzieś i robią swoje.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika MalaMi87

Oj znam lekarzy, którzy

Oj znam lekarzy, którzy uwielbiają się postawić nad pacjentami aż za dobrze... okropność! Dużo zdrówka dla Twoich maluchów :*

Portret użytkownika MalaMi87

Oj znam lekarzy, którzy

Oj znam lekarzy, którzy uwielbiają się postawić nad pacjentami aż za dobrze... okropność! Dużo zdrówka dla Twoich maluchów :*

Portret użytkownika Alicjaaaaa

Dziękujemy :-) Niektórzy po

Dziękujemy :-) Niektórzy po prostu nie powinni pracować z ludźmi, zwłaszcza w zawodach wymagających minimum empatii. Tamtego faceta izolowali od nas już do końca naszego pobytu w szpitalu, po tym, jak zobaczyli moją reakcję na rozmowę z nim. Generalnie ryczałam jak bóbr i łaziłam po oddziale tygodniami, szukając kogoś, kto zaprzeczy jego słowom. To samo robiłam zresztą przez kilka miesięcy po powrocie do domu. Nasze życie byłoby znacznie spokojniejsze, gdybyśmy nie odbyli tej jednej rozmowy z tym człowiekiem.
Mój własny lekarz od niepłodności też nie był mistrzem taktu. Pamiętam, jak na moje pytanie o mrożenie zarodków, które chyba skojarzyło mu się z religią, spytał czy lubię się modlić, bo jeśli tak, to żebym SIĘ MODLIŁA, żeby były jakiekolwiek zarodki, bo szansa jest mała. O taki przyjemny gość. Zresztą cały czas rzucał podobnymi tekstami. Co ciekawe zmienił się nie do poznania, kiedy zaszłam w ciążę. Myślę, że to dlatego, bo mógł mnie wtedy wpisać na listę swoich osobistych sukcesów zawodowych. Przedtem byłam tylko upierdliwym, zadającym miliony pytań, nierokującym przypadkiem.

Starania od czerwca 2012 r.
Endometrioza + słabe nasienie
05. 2011 r. - laparoskopia
10. 2016 r. - IMSI (3 zarodki, 2 podane, nie udało się)
03. 2017 r. - laparoskopia 2
05. 2017 r. - IMSI 2 (2 zarodki, 2 podane, 12 dpt beta 312,5 i są 2 serduszka!)

Portret użytkownika Magia13

Taa

uwielbiam takich "lekarzy". Mnie pół roku temu tak załatwiła neuropsycholog. Postawiła taką diagnoze, że pół godziny wyłam w samochodzie a pół roku żyłam w stresie. Potem udało nam się dostać do innego specjalisty, który zgodnie z naszymi przypuszczeniami kazał nam wyrzucić tamten papier do kosza...
A tak na margnesie ta pani neuropsycholog niby na co dzień pracująca z dziećmi była tak antypatyczna, że O. nie nawiązała z nią kontaktu przez 3 spotkania. Kolejnemu diagnoście udało się to po 5 minutach!
Empatia to obecnie towar deficytowy.
Gratuluję pierwszych kroków!

3 lata starań
3xIUI
XI 2015 I ICSI-SET. 31 dpt :love:
04.08.2016 - Olga na świecie.