Wiara przychodzi znienacka

Miałam wypadek samochodowy. Cudem przeżyłam. Wygląda na to, że mam coś jeszcze w tym życiu do zrobienia i ktoś nade mną czuwa...
Podchodzimy jeszcze raz do in vitro. Nie wiem czemu. Po prostu wróciła do mnie wiara. Może potrzebowałam czasu. Za tydzień idę na laparoskopię. Oczywiście jak zawsze w tym czasie moja szefowa zaplanowała dla mnie szkolenie, które może przynieść mi awans. I znowu wybór. Ciężki wybór. Bo jak się nie uda... Ale idę dalej ściągając swoje marzenia. Zastanawiam się tylko nad tym, skąd biorą się opowieści o niepłodnych, które robią karierę? Jak można robić karierę pomiędzy szpitalami, stymulacjami i transferami?

Jak przeżyłam wypadek, to przeżyję i laparo prawda...?

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Motyl16

MałaMi, oczywiście, że

MałaMi, oczywiście, że przeżyjesz laparoskopie, podobnie jak kolejne ivf. Masz w sobie ogromne pokłady siły i wytrwałości. Cóż, ja jestem zdania, że Twoje, moje zmagania z niepłodnością wymagają sił nadludzkich. A w międzyczasie starań, rozterek, układania nowych planów, trzeba żyć - mimo, że to trudne zadanie, gdy głowa, ciało skupione są wokół Dziecka. Czasem praca, awans to lek i balsam - stały punkt na mapie nowych badań, nowych doświadczeń.

Życzę Ci powodzenia i chcę dodać, że marzenia się spełniają tym którzy walczą :)

2014-ciaza naturalna (*6tc)
pwcj,mutacja MTHFR 1298C, nt,
2017-leczenie immuno... MLR 14,3%,
2017-ciaza naturalna (*11tc),
2.1.2018-transfer 2 Zarodków KD,beta 11 dpt:765 i 4.9.2018-Syneczek,
20.05.2019-mamy bijące serduszko Niespodzianki.