Co dalej?

Plan jest jasno określony. Wizyta u immunologa już umówiona, badania zaplanowane. Data laparoskopii ustalona. Powinno mi ulżyć. A ja nie mogę dojść do siebie po porażce. Do tego stopnia, że zaczynam się źle czuć fizycznie. Boli mnie praktycznie wszystko i mam zawroty głowy. Zupełnie nie wiadomo skąd. Dużo też śpię i zaczynam unikać ludzi. Oni mogą mieć dzieci. Zaczynam też znowu mieć problemy z kobietami w ciąży i dziećmi... Może to już było dla mnie zbyt wiele.
Wczoraj byłam przypadkowym świadkiem dwóch rozmów o tym, że nie można zajść w ciążę z powodu głowy. Że ktoś odpuścił i mu się udało. Koleżanka powiedziała mi też kilka dni temu, że może za bardzo chcę. Ale ja już nie czuję tego wielkiego poczucia "chcienia" co na początku. Przy tym podejściu czułam całkowity spokój i pewność powodzenia. Może mimo wszystko to problem w głowie? W końcu nie zostałam zdiagnozowana.
Czuję, że jestem coraz starsza i moje szanse na dziecko maleją. Zaczynam czuć strach przed upływającym stale czasem. Za chwilę będzie za późno. A ja kręcę się w kółko i biegam po kolejnych badaniach bezskutecznie szukając pomocy.

0
Twoja ocena: Brak
  • Kategorie:

Odpowiedzi

Portret użytkownika mona87

ból

MalaMi87 odczuwam to samo... Także czuję strach przed upływem czasu i także boję się że nie zdążę zostać matką. Przez męża stoję w miejscu od 1,5 roku, bo on nie może zdecydować się co dalej... Porażka :(

Portret użytkownika MalaMi87

A co macie do wyboru?My tak

A co macie do wyboru?
My tak staliśmy w miejscu przez dwa lata. Teraz zaczynam żałować, jak widać plan B który miał się udać, też nie wypala...

Portret użytkownika mona87

ból

Do wyboru mamy in vitro z nasieniem dawcy. Podchodziłam już do 3 inseminacji z nasieniem dawcy, ale się nie udało :(
A te 1,5 roku postoju to przez ojca mojego męża.Stary się zaczął wtrącać. Myślał, że jestem taka głupia i zgodzę się, aby to on był dawcą. Oczywiście teściowa i mój mąż nie mieliby o tym wiedzieć... A ja o wszystkim powiedziałam teściowej i mężowi, i rozpętała się burza... Stary tłumaczył się swojej żonie, że lepiej jego nasienie, niżbym miała zajść w ciążę z jakimś murzynem... PATOLOGIA!!!! Ten staruch to już ma zupełnie poje....ne w tym chorym łbie.Wykrzyczał mi nawet, że "gdyby nie ja, to na pewno byśmy mieli dzieci".Totalne dno z tego dziada :( Chodziło mu zapewne o to, ze nie skorzystałam z jego "cudownej propozycji". Od tego momentu mąż zaczął jakoś inaczej patrzeć na dawcę. Niby chcę dziecka, ale ma opory. Czuję się już zupełnie bezradna :(:(:(

Portret użytkownika MalaMi87

O raju!!! Wolałabym już nie

O raju!!! Wolałabym już nie mieć dziecka niż urodzić dziecko mojego teścia!!! Rany Boskie!! Miałabyś urodzić rodzeństwo swojemu mężowi?? Chore...
Wiesz my z mężem dużo rozmawialiśmy o dawstwie i dla Niego dawstwo nasienia to tak jakbym Go zdradziła... Mężczyźni po prostu inaczej to trochę postrzegają. Jak myśleliśmy o KD to mi też było ciężko... Mimo wszystko czułam się z tym nieswojo. W końcu zdecydowaliśmy się na AZ bo będzie strawiedliwie

Portret użytkownika Misieńka

MałaMi

Właśnie przeczytałam praktycznie wszystkie Twoje wpisy. Jak ja Cię dobrze rozumiem wprawdzie jeszcze nie minął rok od mojego ślubu patrz (starania się o maluszka)ale zachowania mamy baardzo podobne. Wiem co czujesz gdy widzisz nowe dziecko w rodzinie i w głowie pytanie a ja?. Ja też zrobiła bym prawie wszystko by być mamą. Jesteś niezwykle waleczną dziewczyną, wiem że Ci się uda. Jesteś już inną osobą, spróbuj znaleźć tą radość z początków starania te poczucie humoru i dowcipne wpisy. Masz wspaniałego męża, pięknie się czyta o Tym jak go kochasz i jak on kocha Ciebie. Bo miłością jest to, że zgadza się na to wszystko tyle lat i jest z Tobą na dobre i na złe.
MałaMi wiem,że próbowałaś pewnie baardzo wielu rzeczy patrz diety a badałaś kiedyś wit D (25OHD)? może warto spróbować medycyny alternatywnej Jerzy Zięba, dr Hubert Czerniak z całego serca chciała bym Ci pomóc. Pomodlę się za Ciebie pozdrawiam i do usłyszenia :D

Większość rzeczy na tym świecie stworzona została przez ludzi,
którzy wytrwali, kiedy zdawało się, że nie ma już nadziei.
- Dale Carnegie

Portret użytkownika MalaMi87

Bardzo mi miło, że

Bardzo mi miło, że przeczytałaś mojego całego bloga :) trochę się już tego uzbierało. Rozumiem, że przechodzisz teraz ciężkie chwile. Pierwszy rok starania był dla mnie najbardziej stresujący. Wszyscy chcieli mi wmówić, że problem jest w głowie, co nie było prawdą. Lekarze też nie chcieli mi pomóc, bo byłam jeszcze młoda i miałam czas. Jak się teraz okazuje nie powinnam była czekać całego roku, bo ze zdiagnozowaną endometriozą zalecenia są
takie, żeby zacząć diagnostykę i leczenie już po pół roku starań. Tak więc moja rada - nie daj się zbyć lekarzowi i nie daj sobie wmówić, że problem masz w głowie. Szukaj lekarza, który będzie chciał Cię zdiagnozować i leczyć. Jeśli chciałabyś się poradzić albo wygadać, to napisz do mnie na priva.
Twój wpis dał mi dużo do myślenia. Faktycznie jestem już inną osobą. Kiedyś wierzyłam, że chcieć to móc i szłam przez życie jak torpeda. Dzisiaj wiem, że na wiele rzeczy nie mam wpływu. Z jednej strony znacznie odjęło mi to pogody ducha i pewności siebie, z drugiej pozwoliło mi się wyciszyć. Coraz częściej tęsknię za dawną sobą i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się znowu w siebie uwierzyć. Myślę, że ważne jest wsparcie rodziny. U nas niestety rodzice i rodzeństwo. Wszyscy oni się od nas odwrócili. Obcy ludzie okazali nam serce i wsparcie.