Macierzyństwo

Patrzę na te wszystkie matki z dziećmi i zastanawiam się jak im się to udało. Dla mnie sam pozytywny wynik testu wydaje się być czymś nieosiągalnym. Niezależnie co bym robiła i tak na końcu ścieżki jest 0. Nie mówię tu o zwykłych staraniach trwających nawet dwa lata, stymulacjach, IUI, IVF, AZ. Wszystkie histeroskopie, zabiegi, leki, transfery, zwolnienia lekarskie. W moim przypadku nie przynoszą żadnego skutku. Czymś niemożliwym wydaje się pozytywna beta. Czymś nadludzkim wzrost bety, o usłyszenia serducha nawet nie marzę. Potem badania, ciąża, żeby ją szczęśliwie donosić. Chyba łatwiej jest pójść piechotą na Marsa. Pozostaje zwykła proza życia i pustka. Nie potrzebuję psychologa, ani rad o tym, że można być szczęśliwym bez dzieci, można adoptować. Ja to wszystko wiem. Tylko co z tego. Moje pozytywne nastawienie nic nie wnosi do beznadziejnej sytuacji w której jestem.
Prawda jest taka, że jestem tak beznadziejnym przypadkiem, że nawet na Bociana się nie nadaję i niestety nie przynosi mi on potrzebnej pomocy.

0
Twoja ocena: Brak
  • Kategorie:

Odpowiedzi

Portret użytkownika Rudzik22

To tak jak dla mnie... Jakbym

To tak jak dla mnie... Jakbym stała przed ścianą, przed wielkim NIE.