Złe i dobre myśli

Miśki niedawno skończyły rok. Nie mam pojęcia, kiedy to zleciało. Pierwsze miesiące wypełnione bieganiem po szpitalach, operacjami i nieustannym strachem dłużyły mi się niemiłosiernie, ale kiedy wreszcie przyszedł spokój, dni zaczęły biec z prędkością światła. Mimo to zdążyłam się poczuć szczęśliwa. To było dobre, długie i ciepłe lato. Pierwszy raz od dawna doceniłam to, że świeci słońce, że szumią drzewa, a ptaki śpiewają. Chodziłam na długie spacery z wózkiem i czułam radość. Bo było tak pięknie, bo zimne, szare i smutne dni powoli zacierały się w mojej pamięci. Wiem jednak, że strach nigdy do końca nie zniknie. Już zawsze będę się bała o moje dziecko i to w bardziej paranoiczny sposób niż zwykła matka.

Ostatnio na przykład maluch zaczął wymiotować, a ja myślałam, że umrę. Natychmiast w głowie pojawiła mi się perspektywa zatkanej zastawki i kolejnych operacji, które nie wiadomo co mogą przynieść. A potem okazało się, że ma temperaturę i… odetchnęłam z ulgą. Bo to oznaczało zwykły wirus. I rzeczywiście, potem młody zaraził tatę, brata, a na końcu mnie. A my tylko się z tego śmialiśmy, pomiędzy jedną a drugą gonitwą do toalety.

Zwykłe dolegliwości dziecięce w ogóle nas nie ruszają. Kiedy inni rodzice mi mówią, że ich dziecko nie mogło pójść na szczepienie, bo mu zęby szły (nasz Miś miał bezwzględne przeciwskazania) albo że byli z nim na ostrym dyżurze, bo dostał wysypki, to chce mi się śmiać. Wiem, że dla nich to problem, ale z mojej perspektywy… Ostatnio fryzjerka opowiadała mi z przejęciem, że jej dziecko po porodzie leżało w szpitalu tydzień, bo miało żółtaczkę i niedomknięty przewód Botalla. Nic nie powiedziałam, bo co miałam powiedzieć? Że jeden mój syn leżał w szpitalu dwa miesiące, a drugi cztery (w czterech różnych szpitalach), przeszedł siedem operacji, a z całego szeregu ich problemów żółtaczka i przewód Botalla były najmniejsze?

Ale to już nie ważne. Dzieci są cudowne. Cieszy mnie każdy ich postęp, a postępów robią ostatnio mnóstwo. Pierwszy Miś dogonił donoszone dzieci, siada, próbuje wstawać i zaczyna raczkować. Drugi dzielnie walczy z grawitacją i mimo obniżonego napięcia mięśniowego podnosi się już sam na prostych rączkach. A teraz zaczął pełzać. Jestem z nich taka dumna!

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Motyl16

Gratuluję serdecznie odwagi,

Gratuluję serdecznie odwagi, siły i tej radości, którą widać w tym wpisie. I tylko zdrówka życzę, bo chyba całą resztę już masz.

2014-ciaza naturalna (*6tc)
pwcj,mutacja MTHFR 1298C,niedoczynność tarczycy.
Salve KD-dwa transfery na nie,
2017-leczenie immuno... MLR 14,3%,
2017-ciaza naturalna (*11tc),
2.1.2018-transfer dwóch Zarodków KD,beta 11 dpt:765.
4.9.2018-Syneczek.