Dawca

Zawsze marzyłam że będę w naszym dziecku doszukiwać się cech męża , oczy,uśmiech czy cechy harakteru.
To straszne, decydować się na dawce.
To okropne że trzeba było z tego wszystkiego zrezygnować.
Wybierając dawce czułam się jak zdrajczyni i chociaż to mąż mi już sam dawno to proponował, ja musiałam do tego dojrzeć,a zajęło mi to 3 lata.
Mimo tego dalej nie czuję się z tym komfortowo.Bardzo chcę mieć dziecko i mieliśmy wybór albo dawca albo życie tylko we dwoje.
Jak trudno jest wybrać dawce , zwłaszcza gdy do naszej grupy krwi pasują tylko ci bez zdjęcia i żadnych danych oprócz grupy krwi, koloru włosów i oczu, oraz wzrost , waga i zawód.
Jesteśmy teraz przed stymulacją i staram się myśleć pozytywnie, choć dopadają mnie złe myśli.
Najważniejsze żeby się udało.
Marzę o tym że mamy już dziecko , jesteśmy szczęśliwi i zapominamy o dawcy.Marzę o tym by mieć wreszcie pełną szczęśliwą rodzinę i zapomnieć o koszmarze niepłodności.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika nynyny

:)

Życzę Ci z całego serca, by Twoje marzenia się spełniły i abyś w końcu odnalazła spokój.
Ale czy nie zastanawiałaś się nad konsultacją z psychologiem specjalizującym się we wspieraniu leczenia niepłodności? Może jest ktoś taki współpracujący z kliniką, w której się leczycie? Bo jeśli już teraz masz wątpliwości, to czy na pewno znikną? Czy nie zabiorą Ci radości z macierzyństwa?

Piszę, bo miałam podobne dylematy.. Po wielu nieudanych próbach mój M. proponował skorzystanie z dawcy.. Rozmawialiśmy o tym trochę, miałam podobne wątpliwości co Ty..

Powodzenia! :-)

2014-2015 -> 3 pełne procedury, 5 x ET, 7 zarodków, aż w końcu...
02.2016 r. urodziła się nasza Kruszynka :love:

05.2017 r. - crio :-)
01.2018 r. urodził się Klusek :love:

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp

Dziękuję.Już jestem oswojona z moimi myślami.Najważniejsze by się udało.
Ogólnie temat dawca jest trudnym tematem,to trochę jak zdrada wobec męża. Ale ułożyłam to już sobie, bo przecież to on pierwszy powiedział o dawcy, po 2 dużo czytałam i dziewczyny piszą że jak już jest dziecko to o dawcy się zapomina. Po 3 nigdy bym sobie nie wybaczyła że nie spróbowałam i dalej płacze po kontach że nie mam dziecka. Teraz czekam na @ i działamy. Wszystko gotowe,omówione,leki już mam i dobre nastawienie też. Dziękuję za dobre słowa.Na pewno wiesz jak podnoszą na duchu.

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia

Portret użytkownika bloo

raczej bądź ostrożna z tą

raczej bądź ostrożna z tą pewnością, że o dawcy się zapomina. Będzie częścią Twojego dziecka i nie ma znaczenia, że będzie to dziecko Twoje i męża. Część jego genetycznego dziedzictwa będzie pochodziła od innego człowieka i albo to zaakceptujecie i pokochacie w Waszym dziecku (a nie: zapomnicie i przykryjecie dywanem), albo będzie bardzo, bardzo trudno, bo żadnej tajemnicy nie da się upchnąć w szafie na tyle głęboko, aby kiedyś z niej nie wypadła.

Portret użytkownika Ewunia1111

Bloo, w punkt ujęłaś to, co i

Bloo, w punkt ujęłaś to, co i mi chodziło po głowie. O dawcy nie da się zapomnieć. To wyjdzie podczas wizyty u lekarza, gdy ten zapyta np.o choroby w rodzinie. To wyjdzie, gdy ktoś będzie doszukiwać się podobieństwa Waszego dziecko, do Was. I nie chodzi mi o to, że wszystkim dookoła musisz się tłumaczyć, bo oczywiście nie musisz, ale o to, co wtedy będzie się działo z Tobą i jaka będzie Twoja reakcja. Bo takie sytuacje będą Ci przypominać o dawcy. Zgryziesz się, jeśli teraz tego sobie nie poukładasz. Dziecko jest świetnym obserwatorem,widzi reakcje rodziców, z czasem kojarzy pewne fakty. Do tego rośnie. Nie zawsze będzie tym malutkim, rozkosznym bobasem.
Zamiatanie problemu pod dywan może odbić się czkawką całej Waszej rodzinie. Przemyśl to jeszcze. Życzę dobrych wyborów i spełnienia marzeń.

26.08.16 zadzwonił TEN telefon!
Mamy córeczkę!

Portret użytkownika Biała wilczyca

odp

Przecież mi nie chodzi o całkowite wyparcie tematu a o to że to będzie nasze dziecko.
O dawcy nie da się całkiem zapomnieć, ale w codziennym życiu nie myśli się o tym tylko po prostu kocha.

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia

Portret użytkownika bloo

napisałaś, że marzysz o

napisałaś, że marzysz o chwili, w której będziesz mieć już dziecko, pełną rodzinę i zapomnisz o dawcy. Dlatego napisałam to co wyżej.
Dawstwo nie jest adopcją, ale jest wiele podobieństw między tymi sposobami budowy rodziny. Różnice są takie, że w dawstwie doświadczasz ciąży i (jeśli korzysta się z gamet) dziecko jest spokrewnione z jednym z rodziców. Nawet jeśli jest to dawstwo komórki lub zarodka, przez 9 miesięcy żywisz, utrzymujesz i własną krwią wspierasz zarodek, później płód, a później dziecko. Twoje dziecko. Masz całkowity wpływ na okres prenatalny, więc Twojego dziecka nie spotka FAS (wierząc, że ludzie starający się o dzieci nigdy nie sięgną po alkohol podczas ciąży), co często jest niestety udziałem dzieci adoptowanych. I różnica jest też taka, że dawstwo jest niewykrywalne na poziomie papierów - żadnych sądów, żadnych zmienianych aktów urodzenia, nikt się nie wtrąca.

Ale są też podobieństwa. Najważniejsze to to, że każde dziecko ma prawo do wiedzy o swojej tożsamości, a tożsamość dzieci adoptowanych i urodzonych dzięki dawstwu sięga do ich rodzin genetycznych/biologicznych, a nie tylko adopcyjnych lub 'ciążowych'. Więc w tym sensie przez całe życie Twojego dziecka będzie Wam towarzyszyć druga połowa jego/jej dziedzictwa. I zgodnie z konwencją o prawach dziecka, ono ma prawo do wiedzy o tym.
Nierzadko odsuwa się myśl o tym na bok, bo najpierw dziecko jest marzeniem, a potem jest maleńkim bobasem, który nie potrzebuje rozkmin ani opowiastek o tacie, dawcy, mamie, przygodzie w klinice i niepłodności.
Tyle, że to dziecko szybko przestaje być bobasem, a piszę to jako matka 17latka. Czas płynie.
Tak więc jeśli już na początku ustawia się opowieść o dawcy jako opowieść o nieistotnej pożyczce genetycznej, jedna inseminacja i zapominamy o udziale dawcy, to to zwyczajnie niepokoi w kontekście przyszłości rodziny. Bo nie jest też przypadkiem, że jawne dawstwo obowiązujące w większości krajów Europy zachodniej (jawne = dziecko po 18 rż ma prawo poznać tożsamość dawcy/dawczyni, tak samo jak dzieci adoptowane mają prawo do poznania tożsamości matki/ojca biologicznych) zostało wywalczone nie przez aktywistów, prawników i lekarzy, a przez dorosłe dzieci urodzone dzięki dawstwu, które założyły sprawy w sądzie przeciwko ministerstwom zdrowia, lekarzom, a czasem przeciwko własnym rodzicom. W tym ostatnim przypadku nie z powodu konfliktu z rodzicami, a dlatego, bo w niektórych systemach prawnych była to jedyna droga, aby ruszyć sprawę oficjalnie (analogicznie jak przy zmianie płci w Polsce trzeba wytoczyć sprawę własnym rodzicom).
Tak więc owszem, to jest ważne dla tych dzieci i historia to już pokazała. Nikt nie mówi, aby każdej wigilii stawiać puste nakrycie dla dawcy ;), ale droga wiary w to, że wystarczy kochać i temat sam się rozwiąże, też nie jest drogą właściwą.

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp

Czytałam o tym i jest też druga strona medalu. Dziecko dawcy nie do końca czuje się w rodzinie, brakuje mu nieznanej części siebie.Czeka na moment kiedy będzie mogło poznać dawce,a opiekuna-tatę nie do końca akceptuje.Takie rozchwianie emocjonalne jak dla mnie nikomu nie służy. Lepiej by dziecko czuło się całkowicie nasze i kochane,niż myślało że jego biologiczny tata i pewnie rodzeństwo są gdzieś w świecie. Moja postawa jest taka a nie inna, by zapewnić stabilizację i kochający dom.
Mąż też ma takie zdanie.Po co dziecku mieszać w głowie i zaburzać jego tożsamość i poczucie bezpieczeństwa.

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia