Leczenie to słabość mojego życia

Wiosną zapisałam się na kurs niemieckiego. Szło mi bardzo dobrze, aż do dzisiaj. Totalnie zawaliłam test robiąc głupie błędy w prostych rzeczach, które umiałam. Wszystkie poprzednie testy napisałam na 100%. Nie byłam na ostatnich zajęciach i nie skupiałam się na poprzednich dwóch. Byłam rozkojarzona i niespokojna przed histeroskopią. Nie mogłam się na niczym skupić. Zamiast histeroskopii zrobili mi w szpitalu łyżeczkowanie. Nie wiem czy to źle czy dobrze. Nikt z lekarzy o tym ze mną nie rozmawiał. Dowiedziałam się z wypisu i czułam się inaczej. Dużo bardziej bolało. Na kontrolnym usg piersi, lekarka zrobiła mi też usg tarczycy i stwierdziła, że jest za mała i wygląda jej na hashimoto. Poradziła, żeby ginekolog zbadał mi fsh, ft3 i ft4. Ciekawe, że nikt tego nie sprawdził. Łatwiej jest może zrobić in vitro? Pewnie usłyszę, że to i tak nie ma znaczenia. Tak jak endometrioza, wysoka prolaktyna, czy mutacja mthfr...
Wracając do testu z niemieckiego, najpierw nie miałam głowy przed histeroskopią, potem źle się czułam fizycznie, a teraz zastanawiam się co powie Doktor na najbliższej wizycie i jak łyżeczkowanie wpłynie na nasze plany związane z AZ. Znów leczenie wpływa na moje funkcjonowanie i nie mogę się z tym pogodzić. Nie wiem czy powinnam sobie pozwolić na taką słabość, czy raczej trzymać poziom i nie użalać się nad sobą. Życie toczy się dalej. Nie stoi i nie czeka, aż ogarnę leczenie. Myślę sobie, że takie problemy nie dotyczą tylko mnie, czy innych niepłodnych, ale wielu chorych ludzi. Jak pogodzić pracę z kolejną chemią. Człowiek rwie się do życia i chce funkcjonować jak inni, a jednocześnie leczenie na to nie pozwala.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp

Dokładnie tak.
Leczenie i nasze przeżycia cały czas wpływają na nas źle. Ja też często nie potrafię się skupić, źle śpię i ogólnie dziczeję.
Co do tarczycy już dawno ktoś ci powinien zlecić badania. Ale nie martw się tym aż tak bo moja szwagierka to ma i właśnie jest w ciąży. Zrezygnuj też z ibuprofenu .

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia

Portret użytkownika goplana89

Przez trzy miesiące czekania

Przez trzy miesiące czekania na termin w poradni na Polnej też nie mogłam myśleć o niczym innym. Przestałam się skupiać na pracy, która jeszcze przed skierowaniem bardzo mnie absorbowała. A po szpitalu uświadomiła sobie, że mentalnie całe lato w nim spędziłam. Tak to już jest jak coś nas tak stresuje, kiedy cher coś takiego mieć za sobą...

Portret użytkownika łosica

Też wielokrotnie słyszałam,

Też wielokrotnie słyszałam, że to nie ma znaczenia. W końcu trafiłam na kogoś, kto uważał, że ma. Wiem, że są dziewczyny u których rzeczywiście to nie wpłynęło ani na starania ani na ciążę.