Zmiany

Znajomi męża też nie mogli mieć dzieci z winy plemników.Para ta wróciła do pl i się udało.Doszły mnie słuchy że wiele par tak ma.Wróciliśmy do pl w sumie z innych powodów, ale byliśmy pełni nadziei. Mija 2 rok i nic.
Żyć mi się nie chce.
Życie i dom jest taki pusty.
Teraz czuję już dużą presję z powodu wieku.Myśleliśmy o adopcji ale jakoś po 1 te procedury nas przerażają, ja nie pracuję więc nie będą na to dobrze patrzeć.A to że będą ciągle nam robić inspekcje i się wtrącać też mi nie pasuje.Myślę że oni w żaden sposób nie odpuszczą i nie pozwolą nam żyć w spokoju , że na każdym kroku będą nam przypominać że to nie nasze dziecko.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika bloo

a ja myślę, że ściezka

a ja myślę, że ściezka adopcyjna się jeszcze dla Was nie otworzyła (albo może nie jest Waszą ścieżką, nie wiem), skoro czujecie lęk. Nie ma w tym nic złego zresztą, po prostu niekiedy przychodzi na to czas, a niekiedy nie przychodzi. Nie wiadomo, jak będzie u Was. Gdybyś jednak chciała spróbować sobie tę ścieżkę pootwierać, poczytaj ksiązki o adopcji pisane przez rodziców, pozaglądaj na fora adopcyjne i grupy facebookowe. Daj sobie czas, niech to się samo układa w głowie. Może coś z tego wyjdzie, kto wie?

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp

Dziękuję za ten komentarz.
Na razie myślimy o inseminacji z dawcą. Mamy nadzieję że w końcu się uda bo nie mam już siły. Depresja mnie nie opuszcza. Siostra męża jest w ciąży, a ja zamiast się cieszyć to płaczę.

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia

Portret użytkownika MalaMi87

Co do powrotu do pl... To nie

Co do powrotu do pl... To nie działa. Nie zadziała też wyjazd na wakacje czy wyluzowanie, bo niepłodność to choroba, a nie stan umysłu. Choroba, którą się leczy, bądź nie w przypadku kiedy nie wynaleziono jeszcze sposobu leczenia. Z tego co wyczytałam, to podeszliscie do ivf tylko raz i mieliście 3 transfery? Może warto spróbować jeszcze raz? Trzy zarodki to raczej dobry wynik dający nadzieję na powodzenie zabiegu.

Portret użytkownika magda2828

In vitro

Tak- u nas też nie udało się przy pierwszym transferze. Dopiero trzeci transfer okazał się szczęśliwy..może warto jeszcze spróbować...? Trzymam kciuki za Was. :)

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp

Tak,mieliśmy 1 in vitro.Ja świetnie reagowałam na stymulację jajeczkowania i wyszło nam na 3 transfery.
Teraz myślimy o inseminacji z dawcą.

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp

Mieliśmy 6 zarodków podanych w 3 transferach i się nie udało.
Myślę że to przez te moje emocje i to że mąż mi kazał przez ten czas po transferze siedzieć a właściwie leżeć w domu.Przed nami inseminacja nasieniem dawcy i nie umiem sobie tego w głowie poukładać.
Szukałam gdzieś informacji i porad w jak podejść to tego na spokojnie.

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia

Portret użytkownika bloo

zajrzyj na tę

zajrzyj na tę stronę:
http://www.nasz-bocian.pl/powiedziecirozmawiac_pobierz_poradniki

szczególnie polecam zapoznanie się z poradnikiem dla rodziców dzieci w wieku 0-7, ale pozostałe też są ważne.To istotne, ponieważ dawstwo gamet (i nasienia, i komórek, i zarodków) działa bardzo podobnie do adopcji, tyle że jest to adopcja prenatalna. Owszem, ona nie jest obudowana takim systemem prawnym jak adopcja klasyczna - nie przechodzi się kwalifikacji, nie rozmawia z psychologiem i nie trzeba spełniać wymogów, ale to - w mojej opinii - jest tylko pozorną zaletą adopcji prenatalnej. Ludzie czują się początkowo bardziej wolni, bo państwo im się w nic nie wtrąca, ale pod koniec dnia zostają sami z wyzwaniem pt. mamy dzieci niegenetyczne, te dzieci mają swoją historię, a my nie dostaliśmy żadnych narzędzi, jak to ugryźć, kiedy mówić o tym dziecku i jak się w tym odnaleźć. W efekcie znajdziesz na bocianie kupę historii o tym, jak ludzie czuli się przerażeni tekstami obcych osób o tym, czy między dzieckiem i nimi jest podobieństwo; jak nie wiedzieli, co mówić w gabinetach pediatrycznych i jak rozbijali się o rafy "nie mam żadnych danych o dawcy/dawczyni". A działo się to dlatego, bo nikt ich nie przygotował na takie doświadczenie.
Nie liczyłabym na lekarzy, bo polskie środowisko lekarskie uparcie nie dostrzega w adopcji prenatalnej jej społecznego wymiaru: udaje, że to tylko genetyczna pożyczka bez konsekwencji, najlepiej nie mówić dziecku, wszystko się ułoży.
Uczulam na to, bo rzadko kiedy okazuje się to prawdą, tyle że lekarze nie mają szansy się o tym dowiedzieć, bo nie towarzyszą później rodzinom i - to już wiem z doświadczenia - nie uzupełniają swojej wiedzy w tym zakresie.
W Europie dominuje dawstwo jawne, są poradniki, są książki dla dzieci, są stowarzyszenia dorosłych dzieci urodzonych dzięki dawstwu, jest też kupa badań naukowych o tym, że tajemnica w rodzinie jest generalnie szkodliwa dla wszystkich jej członków.
Dlatego dawstwo powinno być bardzo dobrze przemyślaną decyzją, bardzo świadomą i raczej podejmowaną w jasności, że nie da się go wymazać z historii ani pamięci, bo im bardziej się będzie udawac, że go nie było, tym silniej wywali to w przyszłości.
Jestem zwolenniczką dawstwa i jest mi to bardzo bliski temat, ale od lat widzę, że przez lekarskie przemilczanie tematu doprowadza się co najwyżej do kryzysów w rodzinach.
Dlatego jeśli jesteście zdecydowani bardzo namawiam do rozmowy z psychologiem (specjalizującym się w niepłodności - w Warszawie są 2 świetne specjalistki od tego tematu, w Łodzi jedna, w Gdańsku też) po prostu aby pogadać z osobą trzecią, postronną i znającą temat, która pomoże Wam poukładać sobie to w głowach: jakie macie stanowiska, czy są one takie same, jakie będą plany na przyszłość, jak wyobrażacie sobie Waszą rodzinę. Serio, to ważne. Bardzo.
Jeśli ktoś nie jest gotowy na to, że jego dziecko nie będzie dzielić z nim DNA i że zawsze będzie mu towarzyszyć jakaś cudza historia (dawców) to mimo wszystko lepiej próbować z własnymi komórkami. Albo świadomie pracować w kierunku akceptacji tej sytuacji, bez wchodzenia w pułapkę 'jak tylko zajdziemy w ciążę to o wszystkim zapomnimy' - nie zapomnicie.

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp

Bardzo dziękuję
Do tych specjalistów mam bardzo bardzo daleko.
Nie wiem jak szukać jakiś poradników.
Mam trochę problem właśnie z tym że to nie będzie męża, a on nie ma żadnego z tym problemu.Wiem że robi to dla mnie.
Wydaje mi się że jak już będzie ciąża
to będzie nasze dziecko. Ale ten pierwszy moment w klinice budzi we mnie strasznie sprzeczne emocje.
1 wizyta w klinice niedługo a ja mam mętlik w głowie. Marzę o dziecku na tyle że nie mogę bez niego żyć. Jest pusto,źle, brak mi motywacji do innych rzeczy , święta są straszne bo marzę o świętach z dzieckiem.Mam zdolości manualne i marzę o tym by z dzieckiem robić fajne rzeczy.Był czas że myślałam że może chcę dziecko bo inni mają, bo tak wypada itp.Ale wiem na 100%że tak nie jest.Mam w sobie dużo miłości, chcę kochać to dziecko tak po prostu

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia

Portret użytkownika bloo

poradniki są własnie pod

poradniki są własnie pod linkiem, który wkleiłam. Są za darmo.

Portret użytkownika MalaMi87

U nas w klinice lekarze

U nas w klinice lekarze bardzo odpowiedzialnie podchodzą do dawstwa. Kiedy powiedziałam, że decydujemy się na Adopcję Zarodka mój lekarz od razu powiedział, że to adopcja i jakie wiążą się z tą decyzją konsekwencje. Aby podejść do AZ trzeba mieć zaświadczenie od psychologa, że jest się gotowym na adopcję. My rozmowę mamy już za sobą i bardzo ale to bardzo nam pomogła, szczególnie mężowi który miał wątpliwości i sklaniał się właśnie do "niemowienia". Pani psycholog indywidualnie podeszła do naszego przypadku i pomogła nam obrać strategię najlepszą dla naszej rodziny. Mój mąż, który strasznie bał się tej wizyty, powiedział, że to była najlepsza część całego leczenia.

Portret użytkownika MalaMi87

Pani psycholog mówiła nam

Pani psycholog mówiła nam właśnie o tych poradnikach i polecała Naszego Bociana ;)

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp

Jak zaakceptować fakt że to nie jest wspólne dziecko?
Poradniki zaraz ściągnę i przeczytam,choć ja mam z tym problem emocjonalny

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia

Portret użytkownika MalaMi87

To będzie nasze wspólne

To będzie nasze wspólne dziecko. To my damy mu życie, po części z tymi, którzy dali mu swój materiał genetyczny. I my IO i robimy to z miłości do niego więc można powiedzieć, że nasze dziecko będzie podwójnie kochane. Chcemy być rodzicami i cieszyć się rodzicielstwem. Co z tego, że nasze dziecko nie będzie do nas podobne? Czy to ma takie znaczenie?

Portret użytkownika bloo

żadnego, jeśli podchodzisz do

żadnego, jeśli podchodzisz do tego własnie tak :)

Portret użytkownika bloo

żadnego, jeśli podchodzisz do

żadnego, jeśli podchodzisz do tego własnie tak :)

Portret użytkownika Biała wilczyca

Odp MalaMi

Dziękuję, chyba to sobie napiszę na ścianie. Masz 100%racji

To niesamowite jak my kobiety potrafimy walczyć o dziecko ile potrafimy znieść porażek. Upadamy, mamy depresje, a potem znowu stajemy do walki o marzenia