Chcemy być rodzicami

Jako że żaden z lekarzy nie ma co do nas pomysłu na dalsze leczenie, zdecydowaliśmy się podejść do adopcji zarodka. Czeka na nas piękna blastka gotowa do transferu, a tu zonk, w mojej macicy zagościł nawracający polip, który uniemożliwia zagnieżdżenie zarodka. W listopadzie mam termin na kolejną histeroskopię. Boję się, że polip będzie nadal nawracał i nigdy do transferu nie dojdzie. Mam wrażenie jakby cały wszechświat skupił swoje moce na tym, żebyśmy nie mieli dziecka. Może tak jest? Może nie powinniśmy być rodzicami?
Wczoraj byliśmy na spotkaniu w OA. Na kurs czeka się ok półtora roku, więc jest to nasz plan B jeśli AZ nie wypali. Pani uraczyła nas opowieścią o tym, że jest bardzo mało dzieci zdrowych oddanych do adopcji i powinniśmy się zastanowić na co jesteśmy gotowi, fas, choroba psychiczna w rodzinie, niepełnosprawność. Gdzie są te zdrowe małe sierotki o których trąbią w mediach i o których opowiadają mi wszyscy ludzie namawiający mnie na adopcję? Z drugiej strony pani dała nam do zrozumienia, że prześwietlą nas, naszą rodzinę i naszych znajomych, czy na pewno nadajemy się na rodziców. Słuchając jej i powtarzając tą rozmowę na nowo i na nowo, dochodzę do wniosku że nie jesteśmy dość dobrzy, żeby być rodzicami. Dochodzę do wniosku, że jesteśmy parą dziwakòw. Nie jesteśmy idealni, nasze rodziny i relacje z nimi są trudne. Straciliśmy wielu znajomych ze względu na to, że oni mają dzieci, a my nie. Są takie dni, że nie radzimy sobie z emocjami. Nigdy nie byliśmy ponadprzecietnie zainteresowani pomaganiem innym czy pracą z dziećmi. Chcieliśmy po prostu mieć dziecko tak jak miliony ludzi na świecie. Myślałam, że wyjdę z ośrodka jak na skrzydłach, a wyszłam z ciężarem na sercu. Mój mąż skwitował to stwierdzeniem, że to i tak była najłatwiejsza rozmowa która nas tam czeka.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika czwojdziak

MalaMi glowa do góry,jedna

MalaMi glowa do góry,jedna tylko sprawa-zamin podejdziesz na serio do adopcji to zamknij dokladnie drzwi do leczenia. My u siebie w ośrodku słyszeliśmy historie gdzie pary " urywaly" się ze spotkan ,bo mieli transfer lub wizytę w klinice i z miejsca byli skreslani.

06.06.2003 Obustronna amputacja jajowodów
2014-2016 5 IVF Na krótką chwilę dotykaliśmy nieba...
02.2018 Nowy etap OA.

Portret użytkownika MalaMi87

Wiem. Tak nie zrobimy. U nas

Wiem. Tak nie zrobimy. U nas w OA czeka się półtora do dwóch lat na sam kurs. Z tego względu chcemy się zapisać wcześniej.

Portret użytkownika bloo

nie zawsze tak jest, zależy

nie zawsze tak jest, zależy to od ośrodka. Po pewnym czasie będziesz wiedziała, z jakiej ligi jest Wasz ośrodek - akceptujący czy traktujący kontynuację leczenia jako zbrodnię. Jeśli to drugie to zalecane jest dyplomatyczne milczenie ;)

odnośnie tego, że Wy po prostu chcieliście mieć dzieci, a nie pielęgnować misję - ja to rozumiem, też tak miałam. Dlatego nie adoptowałam i skreślałam tę opcję z góry, ona nie była dla mnie, dla nas.
Minęły lata, zostaliśmy rodziną zastępczą. Wszystko mi się przewartościowało. Obciążenia dzieci i mój stosunek do nich też. Naprawdę wszystko. I powiem z perspektywy moich doświadczeń tak: choć teksty o tym, aby przekuwać cały ten niepłodnościowy syf w jakieś większe dobro samorozwoju sa jednymi z najskuteczniej wkur**ących, to prawda jest taka, że albo zaczynasz to robić, albo polegniesz. Bo nie da się żyć na smutku w dłuższej perspektywie.

pamietajcie tez jakby co, że w adopcji nie ma rejonizacji. O ile jesteście gotowi jeździć to kurs możecie zaliczyć szybciej niż zapowiadane półtora roku czy dwa lata.