łzy nad niczym

Popadam w depresję. Czytam artykuły, oraz wpisy na bocianie. Powoli dociera do mnie ile to wszytko trwa. To straszne. Mam 29 lat. Ktoś mi kiedyś pewnie powie, dlaczego tak późno zdecydowaliśmy się na dziecko...ale nie mogłam inaczej. Gdyby moje dziecko miało tyle lat co mój instynkt macierzyński, pewnie dzisiaj byłabym już babcią. Gdyby miało tyle ile mój związek z najwspanialszym mężczyzną, miałoby już pięć. Ale dzisiaj człowiek staje się dorosły dopiero kiedy sam zarabia na siebie. Ja jestem dorosła od roku. Studia, długie poszukiwanie pracy... A wszystkiemu temu towarzyszył ból świadomości, że mój czas biegnie. Do tego wiedziałam, że będą problemy ale cóż mogłam zrobić? Mój partner chyba nie do końca jest świadomy ile to trwa. Nie mamy jeszcze ślubu, mieszkania...ale to może poczekać. Musi poczekać. Nie zależy mi na obrączce tylko na tym cudzie życia, na cudzie naszej miłości. Od grudnia 2017 nie biorę tabletek i mówiąc snie mam miesiączki.
Tak bardzo chcę patrzeć jak mój ukochany przytula nasze maleństwo...
Przestałam myśleć o czymkolwiek innym. Wieczorami czytam artykuły o leczeniu niepłodności u byłych anorektyczek i coraz bardziej boję się, że nie ma dla mnie szans na naturalną ciążę. Przez ostatnie trzy miesiące czekania na termin w poradni endokrynologii na Polnej w Poznaniu przeczytałam chyba wszystkie dostępne w Internecie publikacje. Najbardziej boję się, że na wizycie w poradni nie dowiem się nic, poza wyznaczeniem terminu w szpitalu, na który znowu będę długo czekać...i znowu czekanie...wiem, że większość z dziewczyn z bociana jest już dobrze oswojona z tym podłym czekaniem...ale to nie zmienia faktu, że ono mnie dobija.
Czytam, na bocianie, że wiele z dziewczyn każdą miesiączkę odbiera jak poronienie, ja nie mam miesiączek więc nawet nie mogę płakać po tym niby poronieniu. Nie mam prawa do łez, bo przecież nic się nie stało. Nic się nie stało, nic się nie dzieje i nic się nie stanie. Moje jajniki nic nie robią, więc jak ma się coś stać...?
Chcę prawa do łez!

0
Twoja ocena: Brak