4 lata za nami...

Nie bylo mnie tu 4 lata...duzo sie wydazrylo w ciagu tego czasu. Tak jak pisalam w ostatnim wpisie podjelismy decuzje o adopcji w UK. Proces byl bardzo stresujacy i trwal ok 18 miesiecy. W tym czasie zmarla moja tesciowa. Mielismy 3 miesieczna przerwe po czym R stwierdzil ze jest gotowy do kontynuowania procesu adopcyjnego. W marcu 2016 roku uznani bylismy za rodzicow adopcyjnych, wpadlam w wir szukania naszego dziecka...niestety malo wsparcia ze strony pracownika ktory zajmowal sie nasza adopcja, presja ktora sama wywieralam na sobie ze ja musze juz teraz oraz depresja mojego meza spowodowaly ze podjelismy decyzje o rocznej przerwie. Moje malzenstwo sie rozpadalo. Maz przyznal sie do zdrady i chcial separacji. Swiat rozpadl mi sie na kawaleczki. Juz nic nie rozumialam, nie wiedzialam jak to sie moglo tak potoczyc, gdzie zrobilam blad? Po dlugiej rozmowie podjelismy decyzje o jeszcze jednej probie, chcielismy odbudowac nasze malzenstwo, chcielismy sprobowac jeszcze raz. Dlugo nie moglam sie otrzsnac i zaczac ufac mezowi, balam sie ze podjelam zla decyzje, czulam ze powinnam dac sobie czas, ze moze to bylo zbyt pochopne,ze sie dusze. Czas jednak leczy rany a maz udowodnil ze zaluje i staral sie jak mogl zebym mu znow zaufala. Jednak po roku zdecydowalismy sie nie wracac do adopcji, obydwoje nie czulismy sie na silach po ostatnich przejsciach. Ja jednak nie przekreslalam tego wyjscia do konca, maz przyznal sie po paru miesiacach ze on nie da rady i nie chce wracac do adopcji. Nie umialam sie z tym pogodzic i otwarcie dalej mowie o tym ze w przyszlosci chcialabym wrocic do tego tematu ale czy maz kiedykolwiek zmieni zdanie? Nie wiem i boli mnie to bo ja widzialam nas jako rodzicow adopcyjnych, maz na poczatku tez widzialam to w jego oczach i sam sie do tego przyznawal jednak po smierci jego mamy cos sie zmienilo. Cos w nim peklo, a moze po prostu stal sie wygodny. A moze to brak wiary ze damy rade? Moze strach ze znow miedzy nami cos sie zepsuje. Znow rozmowy, mowie mezowi ze nie wyobrazam sobie zycia bez dziecka on widzi to inaczej ale mnie kocha i w koncu przyznaje ze ta jego decyzja o adopcji nie jest byc moze tak do konca przemyslana, moze za jakis czas bedzie czul to co kiedys, moze zmieni zdanie ale na razie nie jest gotowy. Koniec 2017 roku decydujemy sie na jeszcze jedna probe in vitro. Tym razem w Polsce, szukamy kliniki, rezerwujemy wizyte i szykujemy sie do badan ktore maja byc w sierpniu. A tu niespodzianka, w lipcu spoznia mi sie okres, robie test ktory wychodzi pozytywnie. Jestem w czwartej ciazy. I znow strach, czy sie uda? Obydwoje podchodzimy do tego z dystansesm ale bardzo sie cieszymy. Po poltorej tygodnia dostaje krwawienia i mysle ze to koniec. Placz, bol i taka zlosc na to wszystko. Po godzinie jednak krwawienie ustaje, nie wiem co myslec. Nastepnego dnia ide do lekarza i prosze o umowienie mnie na usg. Wizyte mam za 5 dni w ciagu ktorych leze, odpoczywam i staram sie myslec pozytywnie. Pierwsze usg pokazuje ze moje malenstwo jest, widac slabiutkie bicie serduszka ale lekarka mowi ze to wczesna ciaza i zobaczymy sie za tydzien. Tlumaczy ze ciaza moze byc mala bo moglam miec pozniejsza owulacje albo moze sie zle rozwijac. Przygotowuje na najgorsze. Jade do domu i placze. Nie wiemy co robic. Jechac do Polski i prosic o leki czy czekac. Podjelismy decyzje ze pojedziemy do polskiego lekarza i poprosimy o progesteron. Lekarz niestety tlumaczy ze on wyznaje zasady angielskie i niezbyt chce przepisac tabletki, twierdzi ze jak ta ciaza sie zle rozwija to lepiej bedzie jak poronie, ze to naturalna selekcja itp. Ja siedze cicho ale maz zaczyna sie sprzeczac z lekarzem ktory niechetnie przepisuje tabletki. Oddycham z ulga i mysle moze sie uda, mam tabletki wiec moze bedzie dobrze. Kolejny tydzien, znow mam krwawienie ale lzejsze niz wczesniej. I tak jak ostatnio krwawienie ustaje po godzinie. Nastepnego dnia mam kolejne usg. Dzidzia urosla, Boze jak ja sie ciesze. Dziekuje i mysle uda sie tym razem, musi. Lekarka jednak mowi ze bicie serduszka jest bardzo nieregularne i nie daje gwarancji ze ciaza przetrwa. A ja jakbym tego nie slyszala bo wierze ze bedzie dobrze. Tego samego dnia planowo jedziemy do Polski. Za 2 dni mam kolejne usg ale juz w Polsce. Jak na razie serduszko jeszcze bije, lekarz przepisuje mi Luteine i zastrzyki Neoparin na rozrzedzenie krwi. Twierdzi ze po 3 stratach takie sa zalecenia w Polsce. Ja czuje ze bedzie dobrze jednak lekarz mowi ze ciaza jest mala, zbyt mala ale to moze przez przesunieta owulacje. Za 2 tygodnie mam sie stawic na kolejnym usg. Czas leci, biore leki i zastrzyki, czuje nudnosci, jestem ospala i zmeczona. Typowe objawy ciazy. Brzusio rosnie i ja coraz bardziej kocham naszego maluszka. Rodzina wspiera i caly czas mowi ze bedzie dobrze. Ja w to tez wierze tak jak i moj maz. Przed nastepnym usg szukam jak moja dzidzia powinna wygladac, ma byc widac juz nozki i raczki. Juz sie nie moge doczekac ale wkrada sie strach. Boje sie...Poprzedni lekarz jest na urlopie wiec widzi mnie inny ginekolog. Jest nioezbyt mily, pospiesza mnie, i nagle mowi przykro mi nie ma bicia serduszka. A ja w to nie moge uwierzyc, w glowie mi wszystko wiruje i nie wierze. To znow sie dzieje...kolejne dzieciatko we mnie umarlo. Mam czekac na poronienie...Placzemy razem z mezem...juz nie mam sily na dalsza walke. Kolejny tydzien mija. Jestesmy w UK, mam planowane usg w szpitalu. Jestem wczesniej i od razu mowie pielegniarce o diagnozie lekarza z Polski. Juz sie nie ludze ze bedzie ok, czuje ze dzidzia umarla. Usg potwierdza wczesniejsza diagnoze i lekarz proponuje indukcje lub zabieg. Wybieram wywolanie, mam jechac do domu po rzeczy i wrocic do szpitala. Tego samego dnia godzine po podaniu tabletki zaczynam krwawic, odchodzi moje malenswto...Czuje ogromna pustke, nie potrafie plakac. Lekarz wypisuje mnie do domu nastepnego dnia, beda badac plod pod wzgledem genetycznym bo to juz 3 poronienie w UK. Pierwszej ciazy pozamacicznej nie licza jako poronienia. Mam prawo do badan na ktore musze czekac 3 miesiace. Juz minely 3 tygodnie po poronieniu. Nie wiem czy chce sie dalej starac, nie przezyje kolejnej straty ale z drugiej strony nie potrafie sie jeszcze poddac. Na razie nie chce o tym myslec. Czytam ksiazki o poronieniach i radzeniu sobie po stracie. Dzis wrocilam pierwszy dzien do pracy, czuje jakbym ta ciaze sobie tylko wymyslila. Zastanawiam sie czy to sie wydzrzylo. Czasami czuje ze oszaleje, boli, bardzo boli. Zastanawiam sie czy moze w koncu uda mi sie pogodzic z tym ze moze nigdy nie bede miala dzieci. Chce byc szczesliwa i nie moge mierzyc szczescia tym czy mam dzieci ziemskie czy nie. Ale jak zlikwidowac ta pustke w srodku? Ja juz nie chce zyc ciagle staraniami i ukladac soboe zycia pod ciaze. Mam 38 lat i musze powoli przyzwyczajac sie do mysli ze moze nie bede mama ziemskich dzieci. Czy bedac mama aniolkowa moge byc szczesliwa? Mam metlik w glowie. Nie wiem, juz nic nie wiem. Kocham Was moje 4 aniolki (*)(*)(*)(*).

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika magda2828

Smutne

Bardzo mnie poruszył Twój wpis..dużo smutku za Tobą,... dużo siły Tobie/Wam życzę i wiary, że w końcu los się uśmiechnie...pozdrawiam serdecznie

Portret użytkownika wiola_3105

Dziękuję za wsparcie

Dziękuje Magdo, mam nadzieję że siła wróci. Muszę się tylko odnaleźć w tym wszystkim i podjąć decyzję czy dalej tego chcę czy przestaję się starać. Niestety nie jest to łatwa decyzja...

Portret użytkownika goplana89

Bardzo współczuję

Bardzo Ci współczuję. To co przeszłaś jest wstrząsające. Podziwiam Twoją siłę, chciałabym taką mieć a jestem dopiero na początku drogi. Obyś znalazła spełnienie jako mama.

Portret użytkownika kingapolak7

Tulę

Tulę do serduszka :*

20 lat walki :bobas:
9 transferów :(

czekamy na :telefon:
który "niesie szczęśliwą nowinę"

28.03.2018 - Mamy Córcię z Serduszka :love:
28.03.2019- Cud :testI: b

Portret użytkownika MeganM

Tulę

Bardzo mi przykro. Wiem przez co przechodzisz bo też mam 3 swoich dzieci wśród Aniołków. Ostatnie odeszło w 25 tc. Mam tez jedną ziemską córeczkę, którą kocham nad życie. Mam nadzieje, że jednak uda Ci się zostać w końcu mamą. Nie trać nadziei choć to nie łatwe.

Portret użytkownika wiola_3105

Dziekuję

Dziewczyny bardzo wam dziękuję, czytam ròżne pamietniki i wiele historii kończy się tak dobrze. Czy u mnie też tak będzie? Pewnie Bóg jeden wie...Czy nauczę się z tym żyć? Nie wiem, nie jest łatwo.

Portret użytkownika Motyl16

Całuję

Kochana Twoje słowa są moimi. Bardzo często myślę o swoich Cudnych Aniołka h, które czekają na mnie w niebie. Dwie ciąże biologiczne, naturalne i dwa nie udane transfery... ogólnie pięcioro Dzieci, które są, ale nie ze mną i moim mężem. I mimo, że były mniejsze od główki szpilki to ciągle myślę jakie by były? Przecież z nimi umierały nasze wyobrażenia i plany. Rozumiem Twój ból i mam nadzieję, że prócz Dzieci które czekają na Ciebie po drugiej stronie, doczekasz się Maleństwa ziemskiego.

2014-ciaza naturalna (*6tc)
pwcj,mutacja MTHFR 1298C,niedoczynność tarczycy.
Salve KD-dwa transfery na nie,
2017-leczenie immuno... MLR 14,3%,
2017-ciaza naturalna (*11tc),
2.1.2018-transfer dwóch Zarodków KD,beta 11 dpt:765.
4.9.2018-Syneczek.