Kolejny powrót

Cześć!
Jakiś czas temu sama przed sobą obiecałam sobie, że już tu nie wrócę. A jednak, widocznie to silniejsze ode mnie. Od razu przeszłam do pamiętników i zobaczyłam Wasze historie, dziewczyn, których losy śledziłam na bieżąco, np nynyny - dwukrotna mamusia! Super!
Aczkolwiek u mnie nic nie drgnęło - żadnej ciąży nie przybyło, żadnego więcej dziecka.
Dziś mam jakiś kryzys, ostatnio zaczelam pracę, nie do końca ją lubię, ale pracować trzeba.... Z mężem dalej tragedia, tego już nawet nie można nazwać małżeństwem, nie sypiamy ze sobą, żyjemy jak pies z kotem, ciągle kłótnie, nienawiść. Jak ja siebie nie nawidze za wszystko.
Dzisiaj mój synek (już pięciolatek) nauczył się jeździć na dwóch kółkach - pedaluje tymi girkami, widok cudowny. I kiedy tak patrzyłam na niego to pomyślałam "Boże taki cud, a ma tak spieprzone życie".. z mężem się nie rozwiodlam, ale jest tragicznie, mały wychowuje się w gownianej atmosferze, tak bardzo chce rodzeństwo i żebyśmy się z mężem dogadali. Jest za mały, żeby zrozumieć, że pewnych rzeczy się nie naprawi. Miało być dobrze, już było lepiej, w sumie nauczyłam się męża traktować jak powietrze i nauczyliśmy się żyć we dwoje, było super, a potem zmowu zaczęły się zaczepki.
Dzisiaj wystawilam za małe ciuszki synka na sprzedaż, do tej pory każdą zabawkę, skarpetke, spioszek chowalam mając nadzieję, że może kiedyś się przyda. Dziś po segregacji szafy synka postanowiłam tego nie chować.
I w tym momencie coś pękło, nie wiem czemu, myślałam, że mam to już za sobą, że poszłam dalej, pogodzilam się z losem.
Jak widać nie potrafię, rycze jak dziecko nie wiem nad czym? Nad swoim losem? Przecież mam pracę (co prawda nie tą o której marzyłam), dom (w którym nie umiem się odnaleźć) , męża (z którym nic mnie już nie łączy). Nic z tych rzeczy nie daje mi szczęścia, może za dużo chcę od życia? Przecież mam syna, kocham Go, On kocha mnie. Ale.... ? Czuję się tak do bani... tak mi dzisiaj strasznie źle.
Znów się rozpadlam na kawałki, coraz drobniejsze, coraz ciężej mi się pozbierać i poskładać do kupy...

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Bambi55555

Nie mam dziecka

Nie mam dziecka z pierwszym mężem i to na pewno sprawia, że nasze historie nie są identyczne. Ale ja podjęłam decyzję o rozwodzie gdy było już tak beznadziejnie, że ginęłam w tym związku... i była to najlepsza decyzja jaką podjęłam. Serio. Dopiero później zobaczyłam, że to małżeństwo to była jedna wielka pomyłka i jak może być super w związku. Innym związku.
Obecnie jestem mężatką po raz drugi i jestem w 14 tyg ciąży. Nie żałuję decyzji o rozwodzie. Wiem, że nic by się nie poprawiło a tkwienie w tamtym związku zniszczyło by mnie zupełnie (niewiele już brakowało).
Nie mówię, że było łatwo. Było cholernie trudno, może ktoś powie, że łatwiej bez dzieci. Pewnie z jednej strony łatwiej, ale z drugiej cholernie ciężko, bo pragnienie dziecka zostało, a za to zupełny brak możliwości realizacji tego pragnienia. Bo niby z kim?
Było cholernie trudno - tak. Trauma - tak. Ale było warto!!!! :)

2010 - Aniołek [*] (17tc)
2015 - 1 ICSI (1 zarodek) - nie udane
2016 - 2 ICSI (2 zarodki) - transfer odroczony
2017 - Aniołek [*] (10tc)
2018 - criotransfer ostatniego zarodka - cudzie trwaj! :)