Balagan...

Czesc Dziewczyny, czytam Was od kilku mcy, zawsze jak jestem zagladam do zakladki pamietniki i czytam ... ale sama nic do tej pory tutaj nie zamieszczalam. Teraz jakos tak trudniej mi jest i szukam jakiejs rady, dobrego emaptycznego slowa. No nic. Przejde do rzeczy.
W glowie mam straszny chaos ... zauwazylam ze jestem bardziej nerwowa a relacja z mezem tez jest napieta. Chodzi o ciaze... Jesienia zeszlego roku z ciazy blizniaczej jedno Malenstwo od nas odeszlo... Byl to pierwszy trymestr. Drugi Maluszek rozwijal sie prawidlowo ale musialam lezec i brac leki.Znaczna czesc ciazy spedzilam w szpitalu ale to nie jest wazne. To co mialo znaczenie to fakt ze moj Synek mial wady wrodzone. Dowiedzielismy sie o tym w 13 tc. Walczylismy o Synka lub o to, zeby moc sie z Nim godnie pozegnac. Niestety nie dane nam bylo popatrzec sobie w oczy czy uslyszec jak placze. Odszedl od nas 2 tygodnie przed terminem porodu. Od pogrzebu minely 3 miesiace. Rozmawialam z mezem aby wszystkie rzeczy po starszej siostrze naszego Synka oddac potrzebujacym. Nie chce zeby staly w garazu... a moj maz chce je zostawic. Ciagle powtarza ze chce miec jeszcze 3 dziecko... ja tez chce ale mnie paralizuje strach. Nie umiem myslec juz tak jak kiedys i wiem ze nigdy nie bedzie tak jak kiedys. Jak porozmawiac z mezem aby zdal sobie sprawe ze niektore marzenia po prostu sie nie spelniaja... jak rozmawiac zeby bylo normalnie ... Dzisiaj dowiedzialam sie ze znajoma jest na samym poczatku ciazy i martwi sie jak to bedzie dalej. Usmiechnelam sie i powiedzialam po prostu ' bedzie dobrze'. Dlaczego sobie samej nie potrafie tego powiedziec....
Czy jest tu wsrod Was ktos kto przeszedl traume choroby i straty Maluszka a jednak mial w sobie odwage zeby sprobowac jeszcze raz ...?

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Darka28

Serce matki do końca życia...

Będzie pamiętać o swoich dzieciach. Tule mocno, myśle, ze nikt nie jest w stanie kto tego nie przeżył zrozumieć. Ja mam córeczkę z in vitro i teraz jestem na początku ciąży. Tez bardzo się boje, tego żeby moje dziecko nie było chore. Myśle, ze musisz sama być gotowa do podjęcia decyzji o kolejnej ciąży. Dać sobie czas na żałobę. Myśle, ze Two Aniołek właściwie dwa dadzą ci znak. Niestety trzeba żyć dalej, może jeszcze kiedyś będziesz miała okazje opowiedzieć rodzeństwu o Twoich Aniołkach. Przytulam wirtualnie .

Darka

Portret użytkownika Mama Z i J

Dziekuje:*

Dziekuje:*

Mama dwojki Skarbów...4l zdrowej Dziewczynki i dzielnego Chłopca, który w 9 miesiącu przyszedł na świat otulony wiecznym snem.

Portret użytkownika łosica

dec

Może warto byłoby wybrać się wspólnie do psychologa? A jeśli mąż nie będzie chciał, to chociaż samemu, żeby dowiedzieć się jak rozmawiać. Psychologiem nie jestem, ale znam niestety temat straty i to, co ważne, to rozmowa. Szczera i bez ukrywania swoich uczuć, obaw, marzeń. Najgorsze jest duszenie w sobie i nie mówienie całej prawdy. Potem narasta to latami, a byle pierdoła może być powodem do wybuchu wzajemnych żali i pretensji.
Musi być też czas na żałobę po stracie. Ile ona ma trwać, tego nie wie nikt. U jednych może trwać krócej, u innych dłużej. Sami będziecie czuć, czy ten czas już minął.
Nie napiszę Ci nic w stylu: nie martw się, będzie dobrze, albo, że tym razem się uda. To są banały, często niepotrzebne. Nie chodzi o to, żeby teraz jakoś się pocieszać i przekonywać, że już nigdy Cię to nie spotka. Chodzi o to, żeby mieć wsparcie niezależnie od tego, co przyniesie los i to takie realne wsparcie (często bez zbędnych słów, wystarczy, żeby ktoś po prostu był z nami). Wiem po sobie, że ten happy end w postaci urodzenia małego, słodkiego bobaska może po prostu nie nastąpić (pomimo zapewnień, że tym razem na pewno się uda). Nie mówię, że tak będzie u Ciebie, może tak być, ale wcale nie musi.
Jak dla mnie nie jest odwagą spróbować jeszcze raz. Odwagą jest podjąć taką decyzję, która jest zgodna z tym, co czujesz, czego pragniesz i co będzie dla Ciebie lepsze. Nawet jeśli ma to oznaczać brak kolejnej ciąży.

Portret użytkownika Mama Z i J

Tak ... masz racje. Szczera

Tak ... masz racje. Szczera rozmowa przede wszystkim... Wczoraj odwazylam sie szczerze powiedziec to co czuje i okazalo sie ze maz boi sie tak samo jak ja... Chce podjac jeszcze jedna probe bo zawsze marzyl o duzej gromadce dzieci ale boi sie tak samo jak ja. Nie wiemy co dla nas zaplanowano tam na gorze ale chyba jeszcze kiedys sprobujemy. Teraz jest czas na dochodzenie do siebie. Nie wiem ile to potrwa. Dzisiaj jak bylam u Synka na cmentarzu to lzy ciagle leca... to jeszcze nie czas na trudne decyzje. Ja nie jestem gotowa. Byc moze kiedys poczuje ze to ten moment a moze los zdecyduje za mńie.

Pozdrawiam Cie mocno!

Mama dwojki Skarbów...4l zdrowej Dziewczynki i dzielnego Chłopca, który w 9 miesiącu przyszedł na świat otulony wiecznym snem.

Portret użytkownika asiasrok1

za krótki czas

Ja miałam 3 nieudane próby in vitro, za każdym razem strata była ogromna długo nie mogłam dochodzić do siebie. Za 4 razem zaszłam w bliźniaczą ciążę i chociaż cieszyłam się jak szalona to przez 36 tygodni każdego dnia martwiłam się i nie byłam w stanie się nawet uśmiechać aby nie zaklinać rzeczywistości. Chłopcy na szczęście urodzili się zdrowi i silni ale za każdym razem kiedy się nie udawało był to dla mnie koniec świata. Do tej pory pamiętam daty każdego zapłodnienia nieudanych prób i często myślę jaki cud z nami nie chciał zostać.... Myślę, że 3 miesiące to bardzo krótki czas... twój mąż i pewnie ty tez potrzebujecie jeszcze go dużo, żeby nie myśleć o tym ciągle, chociaż nigdy o tym nie zapomnicie. Macie rodzinę, dzieci, siebie dajcie sobie czas... a jeśli ciuszki są dla ciebie zbyt dużym obciążeniem to schowaj je głęboko tam gdzie nie zaglądasz, a zobaczysz, że nagle o nich zapomnisz. Ty zapomnisz, a on będzie wiedział, że są i będzie wam lepiej. Mój bliski kolega z pracy stracił 2 dziecko w 6 miesiącu. 3 ciąże za pierwszym razem urodziła martwego synka w 6 miesiącu, po raz drugi zaszła w ciąże i w 8 miesiącu urodziła zdrową córkę 2 syn odszedł do aniołków w kwietniu tego roku Maciek stracił chęć do życia, a jego żona zrezygnowała z pracy nie jest w stanie wrócić do ludzi, którzy patrzą na nią ze współczuciem. Urodziła aniołka w kwietniu mamy wrzesień, a oni mimo tego, że mają jeszcze córeczkę cały czas brak w nich chęci do życia i oboje twierdzą że gdyby nie Liwia (córka) to nie mieli by dla kogo i po co żyć. Mamy teraz spotkanie integracyjne ale Maciek z żoną nie przyjdą nie mają chęci śmiać się i cieszyć bo w ich sercu jest ogromny żal, który muszą sami przeżyć, przeczekać, zrozumieć. Maciek mówi, że tego nie da się wymazać bo przecież ich synowie są z nimi cały czas, sa w myślach oraz niespełnionych marzeniach i planach... kiedyś te chmury rozwieje wiatr i wyjdzie do was słońce... ale każdy ma swój czas na przejście przez swoją żałobę i wyrzucanie czegokolwiek nic tego czasu nie skróci... Powodzenia i słoneczka