Czy można być niepłodnym, mając już dziecko?

Długo zbierałam się żeby wkoncu coś napisać. Cały czas mi nie daje spokoju, pytanie dlaczego nie mogę mieć dzieci tak ,, normalnie". Dlaczego żaden lekarz nie znalazł naszej przyczyny niepłodności? Dlaczego udało się tylko raz? Przy trzeciej próbie in vitro? Mamy zdrowa, pełna życia prawie 4 letnia córeczkę. Teoretycznie możemy mieć dzieci, bo ona jest na to dowodem. Jak to możliwe ze przy wszystkich prawidłowych wynikach, przez 8 lat nigdy nie doszło do naturalnej ciąży? Zbliżam się do 35 lat. Dokładnie za rok tyle będę miała. Jeśli nie będę już miała więcej dzieci, ta zagadka pozostanie ze mną do końca życia. Czy ktoś tez miał z Was taki przypadek?

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika bloo

Twoja córka jest dowodem na

Twoja córka jest dowodem na to, że z Waszych komórek mogą być dzieci, a nie na to, że możecie mieć dzieci. Subtelna różnica, ale w praktyce znacząca ;)
A co do Twojego pytania- ja jestem takim przypadkiem. W momencie, kiedy podchodziłam do IVF klasyfikowano nas jako niepłodność męską, ale to było przed zmianą norm WHO (zmieniły się zresztą chyba 3 miesiące później). Zgodnie z nowymi normami mój mąż jest płodny, ja również. Nigdy nie doszło do spontanicznej ciąży, a jesteśmy razem 13 lat.
Z tym, że dla mnie nie stanowi to już problemu, jestem porodowo usatysfakcjonowana (choć jakbym mogła jeszcze raz przeżyć poród to chętnie, ale sam poród - zero ciąży i zero noworodków), a opiekuńczo spełniam się jako RZ i matka biologiczna.
Jesli formułować tu jakieś konkluzje to napisałabym tak: o ile marzy Ci się kolejne dziecko to wygląda na to, że bez ivf się nie obejdzie. Kto wie, co jest powodem? Wiele kwestii dotyczących biochemii i mechaniki zapłodnień objawia się wraz z rozwojem diagnostyki i medycyny, choć wcześniej zaliczano je do idiopatii.
Część z nich praktycznie nic nie wnosi - poza cennym aktem nazwania danej przypadłości właściwym terminem łacińskim - ponieważ spontaniczna ciąża i tak nie zaistnieje. Tak stało sie na przykład z otoczkami komórek jajowych, które u promila kobiet są nieprzenikalne dla plemników i wychodzi to na jaw dopiero w momencie zapłodnienia pozaustrojowego, kiedy komórka już znajduje się pod mikroskopem.
Objawów nie ma żadnych, fizycznie partnerzy są zdrowi, klasyczna idiopatia, która przywodzi w końcu do decyzji o in vitro - w trakcie procedury laboratoryjnej prawda wychodzi na jaw.
Należy sądzić, że tego rodzaju case'ów jest więcej, a obecnie zalicza się je wciąż do niepłodności idiopatycznej.
Pytanie w gruncie rzeczy nie brzmi tutaj: co nam jest? tylko: co chcemy zrobić z brakiem ciąży?
Jeśli nic nie chcemy zrobić to ok, jeśli jednak chcemy kolejne dziecko to cóż - albo postawa wyczekująca i liczenie się z tym, że więcej dzieci może jednak nie być, albo powrót do ART.

Portret użytkownika Darka28

I niestety...

Bloo myśle ze Twoja wypowiedz jest w 100 % trafiona do naszego przypadku i caly czas z tym przypadkiem nie mogę sobie poradzić. Nie wracając po ostatniego zarodka nie chce tracić ostatniej życiowej szansy. Na cała procedurę od początku mnie nie stać. Adopcja nie wchodzi w grę, bo mamy już dziecko i mąż już by się nie zgodził. Mój instynkt macierzyński nie został zaspokojony. Czuje się matka jedynaczki i niestety boje się o nią okropnie. Jestem przewrażliwiona na jej punkcie. Chciałabym jej przychylić nieba.

Darka

Portret użytkownika mysiuniaa86

Doskonale Cię rozumiem. Mam

Doskonale Cię rozumiem. Mam syna 4-ro latka po ivf, potem 2x crio i dwie ciąże, lecz obie poronione. Jestem w związku 8 lat i tez nigdy nie bylo naturalnej ciąży. Z tym, że mam ciut inne zdanie od bloo. Pragnienie dziecka jest ogromne, wręcz namacalne. Ale strach przed kolejnym poronieniem jest strasznie paralizujacy. Reasumując - nienawidze siebie za to, że nie potrafię podejść od nowa do ivf, ale też nie umiem pogodzić sie z tym, że dwójka moich dzieci jest w niebie, a mój ziemski syn nie ma rodzeństwa. Zatem jestem w czaenej du### niestety. Zabija mnie to od środka. I codziennie zadaje sobie pytanie, dlaczego My?...

Starania od 2008r.
Laparotomia w 2009r. - endometrioza
3 X IUI - bez skutku
IVF - 26 luty 2013 synek Nikodem <3
24 lipiec 2014 - transfer
16 wrzesien 2014 Aniolku czuwaj [*]
07.01.2015 - transfer
23.01.2015 [*]
Dzis nie ma juz nas. Nastal koniec.

Portret użytkownika Darka28

:(

Właśnie tego cały czas się boje, bo u nas jest to ze praktycznie możemy mieć dzieci, ale ich sami zrobić nie możemy. U nas jest głównym problemem, problem finansowy. Jesteśmy z tych gorszych przypadków, gdzie natura nam zabrała ta możliwość. Choćby nie wiadomo jak byśmy się wyluzowali. Nawet ciąża z in vitro nie pomogła na naturalna. Mam jeden zarodek. Boje się po niego wrócić. Boje się dlatego, ze pozbawie się nadziei na jeszcze jedno dziecko. Boje się ze stracę znowu mnóstwo pieniędzy, a nic z tego nie wyjdzie. I najgorsze jest to ze moja dusza nie może zaznać spokoju. Niby jestem szczęśliwa mama, ale ciagle gdzieś krążąca w czasoprzestrzeni. W zeszłym roku straciłam aż 3 zarodki. Pozostał jeden. Nie chce go stracić.

Darka

Portret użytkownika mysiuniaa86

Ja wróciłam po moje mrozaki,

Ja wróciłam po moje mrozaki, zagniezdzily się, ciąże też były, ale nie wiem czemu nie zostały ze mna. Jaa bym musiała zaczynać całą procedurę od nowa. A po poronieniu moich dziaczkow bardzo schudlam i mam roznego rodzaju nerwice. Nawet w tym momencie moje ciało nie nadaaje się jako inkubator. Ale po stanie mojej psychiki wnioskuje, że raczej kolejnego poronienia bym nie przetrwała...

Starania od 2008r.
Laparotomia w 2009r. - endometrioza
3 X IUI - bez skutku
IVF - 26 luty 2013 synek Nikodem <3
24 lipiec 2014 - transfer
16 wrzesien 2014 Aniolku czuwaj [*]
07.01.2015 - transfer
23.01.2015 [*]
Dzis nie ma juz nas. Nastal koniec.

Portret użytkownika bloo

Gdybyś zaszła w ciążę

Gdybyś zaszła w ciążę spontanicznie to też byś pozbawiła ten zarodek szansy na urodzenie się w Waszej rodzinie, więc ta logika ma pewne dziury. Jeśli po niego wrócisz i nie będzie ciąży - sprawa jest czysta, najwidoczniej nie miał potencjału stania się człowiekiem i żadna tu czyjakolwiek wina. Przetrzymując go w azocie niczego nie zmieniasz ani nie wytwarzasz nowej jakości: i tak nie masz kasy na nowe IVF, a los tego zarodka został zdecydowany w momencie połączenia dwóch gamet. Dopóki nie zostanie umieszczony w macicy nikt się nie dowie, jaki los jest mu pisany.
Jeśli wrócisz i zajdziesz w ciążę - super, sprawa również rozwiązana, tylko pozytywnie.
Jeśli jednak zaszłabyś w ciążę spontanicznie bez wykorzystania tego zarodka to za jakiś czas stanęłoby przed Wami widmo oddania go do adopcji, a wtedy sytuacja zmieniłaby się znacząco:

1. nigdy się nie dowiesz, czy z tego zarodka była ciąża czy nie

2. jeśli byłaby - to konkretne dziecko będzie wyrastać w świadomości, że było przez kogoś bardzo chciane, ale jako zarodek ustawiono je w złej kolejności do transferu i dlatego jego bracia/siostry urodzili się w rodzinie genetycznej, a ono nie, bo zabrakło dla niego miejsca. Dlatego oddano je do adopcji prenatalnej. To są cholernie trudne decyzje i w jakimś sensie zrozumiałe u ludzi, którzy mają już dzieci z in vitro, ale życie nie pozwala im na odebranie kolejnych zarodków - rozstali się, nie stać ich na kolejne, pogorszył się stan zdrowia. Nie mają wyboru, szczególnie że prawo zmusza ich do oddania zarodków, jeśli sami nie mogą ich odebrać.
Ale Wasza sytuacja taka nie jest - po prostu liczysz na spontaniczną ciążę mając zamrożony zarodek, który przecież powołałaś do życia dając mu pewnego rodzaju metafizyczną obietnicę, że jest oczekiwany i się urodzi. Czasem tej obietnicy nie da się wypełnić, bo życie zagra nam na nosie. Ale kaman- liczenie na spontaniczną ciążę bez zabezpieczenia w sytuacji, w której ten zarodek istnieje?
Czy powiedziałabyś swoim dzieciom (zakładając, że spontan by się jednak trafił, a zarodek musielibyście tak czy siak oddać), że być może mają gdzieś na świecie genetyczne rodzeństwo, którego nigdy nie poznają? Czy sama uniosłabyś po latach te pytania?

3. jeśli nie byłoby ciąży - i tak się o tym nie dowiesz do końca życia pozostając z pytaniami bez odpowiedzi.

Przepraszam, jeśli brzmię ostro, ale zawsze z trudem przychodziło mi zrozumienie par, które rezygnują z zabezpieczeń licząc na naturalsa, a mają zamrożone zarodki. Po prostu tego nie kumam. Znam ludzi, którzy oddają zarodki do adopcji i to najczęsciej są dramatyczne decyzje, o których nie chce się później rozmawiać - właśnie dlatego. Znam też wielu szczęśliwych rodziców dzięki adopcji zarodka, ale oni są w innej sytuacji zupełnie. Po co narażać się na taki egzystencjalny dylemat, jeśli ktoś nie musi? Bo lęk przed porażką? Nie chcę być złą prorokinią, ale gdybyś rzeczywiście zaszła w ciążę i nie mogła odebrać tego zarodka, bo nie byłoby szans na wychowanie trzeciego dziecka, to dzisiejsza wizja lęku przed brakiem ciązy po criotransferze byłaby kompletnie niczym wobec wizji braku jakichkolwiek informacji o losie tego oddanego zarodka. I też poczuciem, że sytuacja jest kompletnie nieodwracalna. Bo wtedy by taka była. Dziś nie jest, wiec nad czym się zastanawiasz?

Portret użytkownika Darka28

Może tak jest...

Dostałam trochę kopniaka

Darka

Portret użytkownika Darka28

Może tak jest...

Dostałam trochę kopniaka

Darka

Portret użytkownika mysiuniaa86

Bloo ma talent do dawania

Bloo ma talent do dawania takich kopniakow. I zazwyczaj ma racje w tym co pisze. Nie zawsze się z Nią zgadzam, ale teraz ma rację. Wróciłam po wszystkie moje dzieci, nie udało się, nikt nie obiecywał, że się uda, ale wróciłam. Tyle byłam Im winna. Nigdy nie byłabym w stanie ich oddać, a chęć stworzenia rodziny 2+3 była ogromna. Niestety życie potoczyło się inaczej. Zostaliśmy rodziną 2+1, ale nie darowalabym sobie gdybym nie spróbowała ich powołać do życia. Inną sprawą jest, że codziennie je przepraszam za to, że nie było dane mi Ich urodzić, że nie byłam dla nich dobrym 'inkubatorem', że nie przeżyły. Ale wróciłam. I nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym je zostawić.
Pozdrawiam.

Starania od 2008r.
Laparotomia w 2009r. - endometrioza
3 X IUI - bez skutku
IVF - 26 luty 2013 synek Nikodem <3
24 lipiec 2014 - transfer
16 wrzesien 2014 Aniolku czuwaj [*]
07.01.2015 - transfer
23.01.2015 [*]
Dzis nie ma juz nas. Nastal koniec.

Portret użytkownika Darka28

Coś mi komputer zaszwankował i nie dokończyłam wypowiedzi...

Nigdy nie chciałam porzucić mojego zarodka. Nawet gdybym zaszła naturalnie w ciąże. Chciałam tylko powiedzieć ze jest moja ostatnia szansa. Tylko jeden zarodek z 3 pełnych procedur stał się zdrowa córeczka. Tęsknie za moim zarodkiem i najchętniej wróciłabym po niego od razu. Ze względów zdrowotnych i finansowych nie mogę na razie po niego wrócić. Sam transfer z badaniami to koszt około 3 tysięcy. A boje się ze tak jak w zeszłym roku coś pójdzie nie tak. Myśle ze to była tez wina kliniki. Nie ma już mojego lekarza, a ten w klinice odniosłam wrażenie ze działa tylko aby klinika zarabiała a nie żeby się udało. Zlekceważył moje obawy, mimo ze dazylam aby transfer mieć wykonywany na cyklu naturalnym to wręcz zmusił mnie do sztucznego bo powiedział ze to nie ma znaczenia. ( przecież łatwiej zaprogramować kobietę to wizyt i działań kliniki)A ja czułam ze jednak ma. 3 zarodki straciłam w jednym miesiącu. Ten wpis wrzuciłam bardziej jako moje żale do życia, ze jako zdrowe teoretycznie osoby, nigdy nie mieliśmy szans na naturalna ciąże. Nawet ta z on vitro raz skończyła się pustym jajem. Tylko raz odnieśliśmy sukces, największy w moim życiu. Nie ma dnia gdzie nie myśle o moim zarodku, a jak Bloo napisała ze jest tam w ciekłym azocie to już wogole mi się oczy jeszcze bardziej otworzyły ze przecież to może być brat albo siostra bliźniaczka mojego dziecka, chociaż zawsze o tym wiedziałam, tylko tyle porażek odniosłam ze sama przestałam w niego wierzyć.. Ja zawsze uwielbiałam dzieci, chciałam mieć duża rodzine. Kocham moja córeczkę. Pamietam wszystkie 11 zarodków które straciłam. Został tylko jeden. Sam samotny w klinice. Wrócę po niego, no chyba żeby mnie na tym świecie nie było. Życie nie jest sprawiedliwe...

Darka