Moja PCOSowa historia

Hej to mój pierwszy wpis, przedstawię tu swoją historię, może kogoś zainteresuje może nie ale piszę ją głównie dla siebie żeby kiedy nadejdzie ten czas gdy uda nam się wydać na świat dzidzie (mam ogromną nadzieję) przeczytam sobie co przeszłam i że się udało mimo wszystko. Zmagam się z zespołem policystycznych jajników - PCOS. O tym, że coś jest nie tak uświadomiłam sobie gdy miałam 17 lat i nadal nie zaczełam mięsiączkować. Początkowo diagnozy różne od dwurożnej macicy po "wszystko jest w porządku". A więc po drugiej z rzędu wizycie, która umocniła mnie w przekonaniu, że nic mi nie dolega zaprzestałam wizyt u lekarzy, tym bardziej że w międzyczasie całkiem naturalnie przyszła pierwsza @. Problem powrócił gdy miałam ok. 20 lat. Wtedy to zauważyłam że mam coraz to większe owłosienie w miejscach w których kobiety zazwyczaj go nie miewają. Jako, że w internecie jest wszystko tak więc wklepałam do komputera objawy i sama się zdiagnozowałam - to PCOS. Poszłam do lekarza i powiedziałam o swoich podejrzeniach. Ten z kolei wysłał mnie do szpitala na badania hormonalne. Z racji tego, że cykle miałam nieregularne a do szpitala było ciężko się dostać więc poszłam wtedy kiedy to było możliwe (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że powinny to być określone dni cyklu). Po 3 dniach dostałam wypis ze szpitala i wyniki badań, gdzie moja młoda prowadząca pani doktor ze szpitala zaznaczyła: nie stwierdzono PCOS. Uff ulga, wypis do kieszeni i znowu życie w przekonaniu, że wszystko jest ok. Aż do czasu gdy potrzebowałam pilnej wizyty u lekarza. Pojechałam wtedy do pierwszego lepszego gina który by mnie przyjął "od ręki" no i pomyślałam co mi szkodzi, pokaże mu ten wypis ze szpitala. Jeden rzut okiem na wyniki i : ten cukier ewidentnie świadczy o PCOS musi się pani jak najszybciej zacząć leczyć! Ta wiadomość mną wstrząsnęła. Jak to przecież w szpitalu mnie przebadali i wykluczyli to choróbsko! A więc właściwa diagnoza została postawiona dopiero gdy miałam 20 lat, a więc zeszło się 3 lata. Z racji młodego wieku nie planowałam potomstwa więc lekarz przypisał mi tabletki anty. Początkowo sceptycznie i niechętnie się do tego odnosiłam i zaczęłam je brać tak naprawdę pół roku później gdy objawy towarzyszące PCOS w postaci owłosienia coraz bardziej się nasilały. I tak zleciało 1,5 roku - non stop Syndi35. W wieku 22 lat wyszłam za mąż i postanowiliśmy nie zwlekać i działać odrazu bo wiedziałam, że będzie ciężej niż u innych. No i tabletki poszły w odstawkę we wrześniu, w październiku jeszcze przyszła @ a potem cisza aż do stycznia. Ostatnia wizyta u gina który mnie zdiagnozował zakończyła się słowami "nic więcej nie mogę dla pani zrobić". A więc znowu z pomocą przychodzi internet i szukam najlepszej kliniki w okolicy. Pierwsze wizyty nie były zbyt obiecujące to były tylko obserwacje i nakaz naturalnych prób. Po 3 bezskutecznych miesiącach czas na konkretne działania. I tak oto obecny cykl to leczenie clo, Siofor500, inofem i pregnyl. Były dwa dominujące pęcherzyki.Jest 18dc wczoraj był zastrzyk z pregnylu a ja leżę z bólem brzucha i zastanawim się czy to w ogóle coś da? Czytając w internecie historie PCOSowiczek nie jestem npełniona optymizmem. Wręcz przeciwnie domyślam się, że to jest i tak dopiero początek mojej walki. A więc teraz pozostaje czekanie czy coś się ruszy i wcale nie nastawiam się pozytywnie ;(

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika NaNa31

U mnie podobna historia...

U mnie podobna historia... Początek identyczny - brak miesiaczki, wszyscy mówili OK,a w wieku 20-21 ZONK,z tym, że u mnie miesiączka bez leków w ogóle nie istnieje;/ a do tego insulinooporność ;/i powiem Ci, że z perspektywy czasu z samym PCOS bym sobie jeszcze poradziła (dieta+ odpowiednie leki), ale problem jest także po stronie męża (i to poważniejszy niż u mnie) więc u nas sytuacja patowa;/ Tylko (albo AŻ) in-vitro. Ale się nie poddajemy i mimo przeciwności myślę, ze w końcu się uda ;) Przesyłam moc pozytywnej energii, obyście jak najszybciej doczekali się dzidziusia! :*, PCOS to nie wyrok, nazwałabym to raczej WYZWANIEM. Buziaki

Portret użytkownika tomalwa

Dziękuje za słowa otuchy

Dziękuje za słowa otuchy ;*
Właśnie najgorsze jest to, że byłam zbywana przez tyle czasu i mogę stwierdzić że sama się zdiagnozowałam a lekarzom tylko podrzuciłam pomysł! Ogromne nadzieje wiąże z obecnym cyklem bo miałam bardzo dobre wyniki no ale zobaczymy jak się to potoczy... Jak czytam ile kobiet z PCOS nie ma dzieci i ile lat walczy to tracę nadzieję. A Wy jak długo już się staracie?

Portret użytkownika NaNa31

Ponad dwa lata. Ale tak jak

Ponad dwa lata. Ale tak jak mówię nawet lekarz powiedział, że gdyby chodziło tylko o PCOS już pewnie dawno bylibyśmy rodzicami (przy odpowiednich lekach itd) i ten cały czas leczyli (ginekolog/połoznik) mnie i nic, więc pojechaliśmy do porządnej kliniki i w końcu przebadali meża i się okazało, ze tu pies pogrzebany;/ i stąd to in-vitro... ehhh, no ale co zrobić? życzę powodzenia i cierpliwości! :)

Portret użytkownika amand

pcos, cukrzyca, isulinoporność, 2 dzieci

Witaj ja mam dwójkę dzieci, leczyłam się prawie półtorej roku nim zaszłam w pierwszą ciążę, a drugi dziecko urodziłam po 6 latach także przy PCOS można zajść w ciąże powodzenia

mama 9 letniego Filipka i 2 letniej Hani, PCOS, cukrzyca,jaskra.......