Cud adopcji, cud narodzin.

Temat: 
Adopcja Dziecka

Inna Kobieta
Nie wiadomo dlaczego są na świecie takie kobiety, które pomimo wielkiego serca i wielkiej miłości do drugiego człowieka, zdolne do poświęceń i do dawania siebie innym - nie mogą wydać na świat własnego potomstwa. Co one czują - tego tak naprawdę nikt nie wie i nie zrozumie, dopóki sam nie zetknie się z tym problemem?

Każdemu wydaje się, że są gorsze. I często bywa tak, że nie dlatego że nie mogą mieć dzieci, bo tak naprawdę nikomu tego nie mówią i nikt nie wie, co się dzieje. Można się tylko domyślać. Dzieje się tak, bo żyją swoim życiem, robią karierę, całymi dniami przesiadują w firmie, wydają pieniądze, jeżdżą po świecie i od czasu do czasu spotykając znajomych słyszą: „Ty to jesteś taka konsumpcyjna”!

Dziwne stwierdzenie – nieprawdaż?
Co to znaczy – konsumpcyjna?
Lepiej nazwać kobietę konsumpcyjną niż powiedzieć jej, że nie nadaje się do społeczeństwa, bo jest niepłodna. Zawsze każdy nietaktowny człowiek stara się wybrnąć z własnej wścibskości i ewentualnego chamstwa używając dziwnych określeń. Wydaje mu się wtedy, że jest bardziej kulturalny i być może uda mu się zaspokoić własną ciekawość lub zmusi kobietę to wyznania: "O Boże, jaka ja jestem nieszczęśliwa! Nie mogę mieć dzieci! "
Wtedy to stara się przekonać ją, że bardzo mu przykro, że nie chciał, że to takie straszne!
Szczerze mówiąc – brzydzę się takimi osobami, bo wcale nie jest im przykro i wcale nie jest to dla nich takie straszne! Ten problem ich nie dotyczy i nie mają pojęcia, co może taka kobieta czuć. Idą do domu i w przypływie wielkiego współczucia opowiadają wszystkim sąsiadom po cichutku, w tajemnicy, żeby się nikt nie dowiedział, że ta Pani Kasia jest taka nieszczęśliwa, bo ona nie może mieć dzieci. Z ulgą natomiast kładą spać swoje, patrząc na nie, myślą: jakie to szczęście, że mnie to nie spotkało!

A kobieta wraca do pracy, do codziennego obowiązku bycia, do nadgodzin, dyspozycyjności....
Dlaczego? -zapyta ktoś. Bo na samą myśl powrotu do pustego domu, w którym nikt na nią nie czeka, w którym nie trzeba sprzątać, robić zakupów, prać, prasować, szykować do szkoły... chce jej się wymiotować. Tak, po jakimś czasie nienawidzi własnego domu, który przed trzema, czterema laty z mężem urządzała w pocie czoła. Zapytacie o męża? Mąż tak jak żona - żyje własnym życiem, pracuje, wyrabia nadgodziny, jest dyspozycyjny, wydaje zarobione pieniądze i czasami spędza czas z żoną. Im dłużej to trwa, tym bardziej się od siebie oddalają. Tym mniej czasu spędzają ze sobą. I to wcale nie znaczy, że się nie kochają, nie szanują. Oni tylko siebie unikają, żeby unikać rozmów, zwierzeń, łez i pytań, – dlaczego inna może a ja nie?!

Rodzina.
Rodzina jest bardzo miła i kochająca. Powiedziałabym - nawet wyrozumiała i uczuciowa. Każdy przecież wie, jaka może być rodzina. Nieważne jest, co do siebie czuje mąż i żona. Nie ważne jest cierpienie w momencie, gdy zaczynamy zdawać sobie sprawę, – co się dzieje. Ważne jest, co powiedzą sąsiedzi, że oni tak już dwa lata i nic!!!!! Boże może oni nie mogą......? I co wtedy? Najpierw zaczyna się podpytywanie: Co z wami? Może byście się wzięli do roboty? Nie można myśleć tylko o sobie! – Daje rady mama, teściowa lub ciocia.
Chcą być taktowne . Obracają to w żart. Myślą , że tak szybciej się dowiedzą – o co tak naprawdę chodzi?

Imieniny cioci
Siedzimy przy stole. Jemy. Pijemy. Wujek opowiada dowcipy. Nagle ni stąd ni zowąd ciocia rzuci – niby tak – wiesz u Kowalskich było takie małżeństwo co nie mogło mieć dzieci!
Tak? – pyta druga ciocia
I co ? – wtrąca trzecia
No i wiesz poszli do takiego lekarza i ona wzięła jakieś tam tabletki i urodziła właśnie cudowne dziecko – chłopczyka!
Ojej, no cudownie! – krzyczy druga ciocia. I spogląda w moją stronę spode łba , czy usłyszałam jaki to cud się zdarzył u Kowalskiej w rodzinie.
Ja nie reaguję, więc natychmiast słyszę, jak ciocia kontynuuje:
A nie wiesz kochana , gdzie ten lekarz przyjmuje? – a nóż może usłyszę i po cichu polecę do tego cudotwórcy!
Słyszałam, że gdzieś w centrum, jak chcesz to, mogę ci powiedzieć – zadzwonię zaraz do Zosi –ona mi powie!

No, chętnie – kontynuuje druga ciocia- bo wiesz u mnie w pracy jest taka dziewczyna, co prosiła mnie że jak będę coś wiedziała , to żebym jej dała namiary!
A ja siedzę i sobie myślę: ty głupia stara babo, już na pewno jakaś dziewczyna z pracy prosiła cię o telefon!
Czy one naprawdę myślą, że my wszystkie jesteśmy takie głupie?

Zwykły dzień
Boże, znowu nic, to już tak dwa lata! Kiedy zdarzy się jakiś cud?!
Mam znowu chandrę i nie chce mi się żyć. Dlaczego wszystkie mają dzieci a ja nie?! Co ja komu zrobiłam?

Zwykły dzień
Przyszłam do domu. Podnoszę słuchawkę i dzwonię. W słuchawce słyszę głos sympatycznej dziewczyny – Klinika – słucham. Chciałabym się umowić z dr. Malinowskim. Nie ma problemu. Pani pierwszy raz? Tak w tej klinice- tak...
Wizyta
Dzien dobry- starszy pan odpowiada na moje wejście. Co u pani się dzieje. Proszę odpowiedzieć. 1987- operacja na prawym jajniku. Rozlana torbiel. Przy okazji usunięcie wyrostka.
Ile lat, od kiedy współżyjemy, aborcje? , od kiedy stara się o dziecko, ile lat w małżeństwie?
Spowiadam się Panu doktorowi. Mam 22 lata i chce mieć dziecko. Wszystkie koleżanki mają dzieci , lub są w ciąży, a jeśli nie to planują dzieci...
Zalecenie – hormony. Jakieś tabletki. Wizyta - 50 zł. Do zobaczenia za miesiąc.

Czekam. Kolejny miesiąc. Kolejny cykl. I nic. Zmieniam lekarza. Znowu spowiedź. Te same pytania, jakby ich tego uczyli na studiach. Mam 25 lat i od kilku lat regularnie odwiedzam ginekologa. Co znaczy regularnie? Raz w miesiącu. Od ośmiu lat, raz w miesiącu – tj. co najmniej 96 wizyt . Do tego dodać koszty wizyt, leków. Niebagatelna kwota...

To już 30 rok mojego życia i jak sięgnąć pamięcią -to od lat nic nie robię tylko latam po lekarzach i robię badania poziomu hormonów! Życie uczy mnie coraz większej pokory wobec niego! Przeglądam moje badania: 1992/1993/1994/1995/1996/1997 rok itd. wszystko za każdym razem aktualizowane! Czuję się coraz gorzej. Hormony mają wpływ na moją figurę, na moje samopoczucie. Robią mi się guzki – na piersiach, na tarczycy, na jajnikach- wszystko to wynik leczenia hormonalnego.
Wizyta u koleżanki
Moja koleżanka. Znamy się od 1989 roku. Spotykamy się regularnie. Byłam niemalże przy narodzinach jej dwójki dzieci. Wie, że je bardzo kocham, że chętnie wychodzę z nimi na spacer i iich pilnuję. Opowiadam jej o swoim problemach. Wie jak to wszystko znoszę. Ale czy na pewno wie?!
- no, co tam u ciebie?
- jakoś tam, znowu się nie udało!
- Kaśka P. zaszła, wiesz?
- Tak ? Naprawdę? Fajnie! Ojej i ja się cieszę, że niektórym się udaje!
- no wiesz? Bo one to chcą mieć dzieci , nie tak jak ty, tylko byś w pracy siedziała i kasę zarabiała! A ile ty właściwie będziesz jeszcze studiować? Może byś wreszcie założyła rodzinę!.....
Załamałam się! Ręce mi opadły wraz ze szczęką i tak mnie zatkało, że przez tydzień nie mogłam dojść do siebie!

Rozmowa z mężem.
Wiesz. to nie chodzi o pieniądze tylko o ciebie. Może powinnismy zaadoptować...
- nigdy w życiu! Będę próbowała.

06 listopada 2002
Godz. 15.45 – spotkanie w ośrodku adopcyjnym na ul. Szpitalnej 5 w Warszawie. Nie byłam w ogóle zdenerwowana, choć sytuacja tego wymagała. Byłam raczej ciekawa, czego się dowiem i o czym będą ze mną rozmawiać. Byłam sama, ponieważ Jurek musiał jechać na Targi do Mediolanu. Powinniśmy być tam razem, ale są rzeczy równie ważne jak dziecko, choćby to, że w życiu trzeba też zarabiać, żeby móc je utrzymać. Rozmowa była taka sobie - odniosłam wrażenie, że pani pedagog jest zaskoczona tym, że ja wcale nie chce płakać i żalić się na swój los. Że po prostu podchodzę do tego normalnie, że życie jest takie, jakie jest i trzeba robić wszystko żeby było lepsze. Trudno, nie mogę być w ciąży, ale chce mieć dziecko, dlaczego adoptowane, bo uważam, że takie też trzeba kochać. Nie będę płakać i użalać się nad swoim losem. Opowiedziałam pani, dlaczego nie mogę mieć dzieci. Porozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się, że będą spotkania z nami, z Jurkiem i ze mną oddzielnie wizyta w domu, a wszystko nie powinno trwać dłużej niż rok. Naturalnie ja chciałabym, żeby to trwało jak najszybciej. Naprawdę chce już mieć dziecko. Chce żeby moja rodzina była pełna. Żebyśmy razem wyjeżdżali na wakacje. Żeby nie była pustki w moim domu. I żebym wiedziała, dla kogo muszę żyć.
Następne spotkanie wyznaczyłyśmy na 20 listopada na godzinę 15.00. Muszę przynieść podanie w formie wypracowania z uzasadnieniem, dlaczego chce tego dziecka.
10.Listopada
Pojechałam z Adzią do Galerii. Kupiłyśmy dwie książki: „Jeża” i „ Wieżę z klocków” usiadłyśmy w kawiarni zamówiłam lody i kawę Adzia czytała "Jeża", ja - "Wieżę". Przeczytałyśmy je od razu. I później rozmawiałam z Adzią co to jest adopcja, dlaczego dzieci są adoptowane i nie mają mamy i taty. Jak tu wytłumaczyć 7-letniej dziewczynce to wszystko? Ale Ada jest bardzo mądrym dzieckiem i od razu pojęła, o co chodzi. Byłam z niej dumna. W domu zachowywała się trochę dziwnie, widać było, że bardzo to przeżywa. Ja i Ada jesteśmy zżyte ze sobą emocjonalnie i ciężko jej zrozumieć, że ciocia może mieć dziecko. Nie chcę jej zwieść. Będę ją kochać tak samo jak swoje!
11. Listopada
Powoli przyzwyczajam rodzinę, że będziemy mieli dziecko. Patrzą na nas trochę dziwnie i z niedowierzaniem pytają czy jestem w ciąży. Powiedziałam o tym Małgosi – ucieszyła się i powiedziała, że bardzo dobrze robimy, że wreszcie czas na podjęcie takiej decyzji. Rozmawiałam też z Agnieszką – nie wierzyła w pierwszej chwili. Natomiast, gdy Ada przyniosła jej ”Jeża” zrozumiała, że to nie zabawa w ciuciubabkę tylko prawdziwa decyzja. Piała z zachwytu. Cieszę się, bo to moja najlepsza przyjaciółka. Wychowuje w końcu dwoje dzieci! Wiem, że będę mogła liczyć na jej pomoc.
Wieczorem położyliśmy się z Jurkiem i zastanawialiśmy się jak to będzie? Jakie mebelki? Jaki wózek? Wybraliśmy imię. Jeżeli będzie chłopiec to nazwiemy go Daniel albo Jakub dla dziewczynki Magda.
Codziennie śni mi się, że trzymam w ręku dziecko i nie chcę go wypuścić. Takie malutkie leży na mojej piersi i się mocno przytula. Boże, jaki to piękny sen!
18 listopada 2002
Za dwa dni spotkanie w ośrodku. Nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że będzie to wszystko krotko trwać. Nie wiem, co pisać mam pustkę w głowie. Znowu problemy z mamą, z rodziną. Czy ja nie zasługuje na prawdziwą rodzinę? Czy nie należy mi się prawdziwa miłość? Dlaczego Jurek jest chory? Czy po raz kolejny w życiu muszę zmagać się z problemami, które są wcale niepotrzebne? Ile może wytrzymać jeden człowiek?

21 grudnia 2002
To strasznie dziwne uczucie . Aż trudno uwierzyć, że takie rzeczy się zdarzają ! Czasami mam uczucie jakbym była w ciąży. Jest mi niedobrze. Mam zachcianki i takie tam odczucia o jakich mi opowiadały moje koleżanki. Chyba wczuwam się w rolę tej kobiety, która nosi w łonie już moje dziecko.

20 marca 2003
11.oo - wizyta Pani z ośrodka adopcyjnego w domu. Rozmawiamy , siedząc przy kawie. Nagle pada pytanie: a jakie dziecko to właściwie by Państwo chcieli? Chłopca czy dziewczynkę? Odpowiadam bez namysłu: zdrowe. Ale w duchu myślę o dziewczynce.... Bo wiecie państwo jest... Matko serce zaczyna mi bić coraz szybciej nie mogę złapać tchu, mam wrażenie , że ona chce powiedzieć mi to na co czekam od 12 lat , że będę miała dziecko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
... jest chłopiec. Urodził się jednak z wadą i szukamy dla niego odpowiedniej rodziny...
Ojej nie mogę myśleć, jestem tak podniecona, że nie obchodzi mnie jego wada. Już czuje jak go kocham. Pytam o wszystko. Ma jeszcze robione badania. Jeszcze nic nie wiadomo.

27 marca 2003
Dzwonię do ośrodka. Chce się spotkać. Chce porozmawiać o dziecku. Chce je zobaczyć. Umawiamy się na jutro.
NOC !!!! KIEDY ONA SIĘ SKOŃCZY?! NIE MOGĘ SPAĆ A CZAS DŁUŻY SIĘ OKROPNIE!!!!
28 marca 2003
Godz. 9.00 - meldujemy się z mężem w ośrodku. Pani Grażyna wyciąga dokumentację. Czyta: rodzina dziecka matka , ojciec, powód oddania do adopcji. Wszystkie szczegóły. Badania. Leczenie. Wada z którą się urodził. Opadnięta powieka na prawym oczku. Nie podnosi się i jedno oczko jest zamknięte – trzeba podklejać, by wzrok się rozwijał prawidłowo
Co Państwo o tym sądzą? Chcecie Państwo zobaczyć dziecko?
-Tak – odpowiadamy chórem.

1.12.2003
Dziewczynka? Nie! Chłopiec!!!!! Tak właśnie - rok temu byliśmy po raz kolejny drugi, może trzeci w ośrodku adopcyjnym. Co ja wtedy myślałam? Nie pamiętam szczegółów , wiem tylko, ze myślałam o dziewczynce. Co jest dzisiaj ? Już siedem miesięcy a właściwie osiem leży obok mnie śliczny, cudny, przepiękny chłopiec. I kocham go tak bardzo, że pisząc to łza kreci mi się w oku. Pamiętam jak dziś: dzień 30.03 2003 był ze mną, a kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy – tego się nie da opisać, to jest jak poród, to jest tak jakby położyli ci dziecko na piersi , które właśnie urodziłaś. Ja przeżyłam cud narodzin!!!!!!!!!!!!. W takiej chwili nie myślisz czy ono jest takie czy owakie , nie patrzysz na inne dzieci, nie podziwiasz, nie zastanawiasz się czy są ładniejsze, czy brzydsze, bo trzymasz w ręku swoje dziecko!
Nagle znika myśl - kto? dlaczego? jakie będzie?

Jesteś matką, wreszcie twoje życie nabrało sensu. I w tej chwili to piękne sześciotygodniowe maleństwo otwiera oOczki i uśmiecha się do ciebie, dając ci do zrozumienia, że kocha cię tak jak ty jego. Biorę go w ramiona i oboje czujemy się bezpiecznie. Nagle w jednej sekundzie czujesz jakbyś miała je od tak dawna. Wszystko przestaje być ważne. Liczy się tylko ON. Ten jedyny śliczny bezbronny chłopczyk, która wyciąga do ciebie rączkę miaucząc jak malutki, kociaczek, który właśnie znalazł bezpieczne schronienie w twoich dłoniach. Jego główka jest taka malutka, kształtna jak ręka, nóżki to drobinki wielkości palca wskazującego. Boże jak sobie ziewnął! Patrzę i czuje, ze nie dam rady go zostawić samego, nie prześpię nocy bez niego! A przed mną sobota, niedziela i dopiero w poniedziałek – nie wiem czy wszystko załatwię w sądzie- by odebrać go ze szpitala.

Przez myśl przenika mi jego matka biologiczna. Co ja do niej czuje? Czuje ogromna wdzięczność! Czuje, ze świat jest dziwny, niezrozumiały, ponieważ to, co dla jednych jest ciężarem - dla innych staje się największym błogoslawienstwem. Mam dla niej ogromny szacunek i bardzo mi przykro, że musiała się z nim rozstać. Wiem, że było jej bardzo ciężko, zostawiła list, nie czytałam go...
Dzięki niej jestem taka szczęśliwa...
Chciałabym się dzielić z nią każdą chwila życia mojego syneczka, naszego syneczka. Każdym jego dniem. Wiem, że ona codziennie o nim myśli, wiem że zastanawia się czy mu jest dobrze, czy jest kochany przez nas i czy mu nic nie brakuje. Mam ochotę krzyczeć tak głośno, żeby mnie usłyszała – on jest cudny, szczęśliwy i nic mu nie brakuje!
Mam nadzieje, ze kiedyś się tego wszystkiego dowie, że zobaczy te setki zdjęć, które mu robię, że przeczyta kiedyś to, co ja teraz piszę.

Dziś Kubuś ma 4 lata. Chodzi do przedszkola i jest cudownych, grzecznym i mądrym chłopczykiem. Kochamy się bardzo! Za każdym razem, kiedy dajemy sobie buziaka pyta mnie:
- mamo, jestem Boski, prawda?
- boski jesteś mój syneczku, boski...

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos )

Odpowiedzi

Portret użytkownika mama_Aniolka88

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Droga Anonymus,
To co powiem jest banalne, ale to straszne co cię spotkało. Nie mogę zrozumieć dlaczego tak się dzieje, że jedni nie maja wogóle dzieci a drudzy robią je na potęgę, maja po 6 i każde niewyżywione :( Cieszę się, ze masz wkońcu swoje upragnione dzieciatko, adoptowanego synka Kubusia!

Poza tym bardzo ładnie piszesz. Twoja historia rzuciła pewne światło na moje życie.

Pozdrawiam!!

Portret użytkownika mela30

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Kochana, niesamowicie opisałaś cud narodzin Twojego synka, trudy, ból starań, i miłość wielką miłość do Kubusia. Życze wszystkiego najlepszego dla całej waszej rodzinki - mela

Nie rezygnuj nigdy z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.

Portret użytkownika xmadziara

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Choć zazdrość to dość niskie uczucie- zazdroszczę !
życzę Waszej rodzinie samych dobrych chwil !

I cichutko krzyczy we mnie nadzieja, że może już niedługo i my odnajdziemy nasze szczęście ....

24.09.2008- Mamy syna !

Portret użytkownika ap730

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Czytając twoją historię mam wrażene, że kroczę podobną ścieżką. Mam bardzo podobne przeżycia. W tym momencie oczekujemy z męzem na dziecko adopcyjne. Twoja historia dodaje sił. Dziękuję.

Portret użytkownika szyszka100

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Jak to czytam, to mam przed oczami swoje życie, kilka latach bezowocnego leczenia i wreszcie olśnienie ! Adopcja ! Własnie jesteśmy po pierwszej wizycie, trzymajcie kciuki!

22.11.2007 IVF/ICSI Poznań-Polna, 25.05.08 Kornelek
Dr Derwich DZIĘKUJEMY!

Portret użytkownika WiktoriaZ

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Witam!
Wydawało mi się ,że czesc tego co piszesz to o mnie...ja nie chodze do lekarzy... moze boje się tego co usłysze??? Od ponad 2 lat czekamy z mężem na adoptusia. To czekanie ma swoje etapy- raz jestem zła,załamana, zawiedziona, niespokojna, a czasami- dumna , szczęśliwa i pełan nadzei. Najważniejszy jest jednak koniec tej drogi , który będzie zapewne poczatkiem czegoś pięknego i ciekawego jednocześnie

POZDRAWIAM

Jesteśmy rodzicami:) świat nabrał kolorów:)

Portret użytkownika MAJDA

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Kochana piekne.Po prostu piekne

<a href="http://suwaczki.maluchy.pl/li-28291.png">nasz kochany kwiatuszek</a>

Portret użytkownika KRISTAL

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

JESTEŚ WIELKA!!!!!!!!!!!!

IX/07 IMSI PROVITA klapa
VII/08 ICSI "NOVUM"
18.07 transfer
Wiara czyni cuda!
10 dpt 86.41
12 dpt 213.9 progesteron 73.1
14 dpt 469.4 progesteron 77.68
13.08 widzieliśmy "najpiękniejsze" NASZE serduszko

Portret użytkownika uca

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Wzruszyłam się czytając twoją opowieść. Cud adopcji jest także moim udziałem. Mam cudownego 3-letniego adoptowanego synka, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Życzę dużo szczęścia i powodzenia.

Portret użytkownika Nerusia

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Kochana bardzo się wzruszyłam czytając Twoją historię może dlatego że jest bardzo podobna do mojej. Też jestem bardzo szczęśliwą mamą adopcyjną , mam kochanego synka Szymonka.życzę Wam wszystkiego najlepszego i buziaki dla synka.

Portret użytkownika misia3

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Moja najcudowniejsza córeczka urodziła się również w marcu 2003r.Jest więc rówieśniczką Kubusia.Czytając Twój tekst wróciły piękne wspomnienia sprzed 4 lat, gdy podobnie jak Ty po raz pierwszy trzymałam swoje dwutygodniowe maleństwo na rękach.Dziś to jest śliczna i mądra panienka, cały sens mojego życia. Pozdrawiam.

Portret użytkownika vini

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Jak czyta się taką opowieść z życia to tak jak bym na swoje patrzyła, 6 lat po ślubie i 2 poronienia a potem przez 2 lata nic... Praca w firmie 24 na dobę i czegoś ciągle brak a wszyscy mówią "powinniście mieć dzieci macie warunki" Chyba również zacznę myśleć o adopcji.
Pozdrawiam

Portret użytkownika dottie

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Gratuluję Kubusia. a Tobie vini życzę szczęścia i odwagi w myśleniu. Ja właśnie zaczęłam- kilka dni temu zawiozłam dokumenty i we wrześniu zaczynam spotkania z psychologiem... A "zbierałam się na odwagę" długo. I jestem spokojniejsza...

Portret użytkownika Anik76

Re: Cud adopcji, cud narodzin.

Witaj!
Doskonale rozumiem Twoją sytuację. Opisałaś to, co również jest częścią mojego życia... Z tą różnicą, że po licznych operacjach, leczeniu hormonalnym zaszłam w ciążę. Matką byłam przez 10 tygodni.. Potem poronienie w domu.. Z udziałem męża.. Bez niego niedałabym rady dalej żyć. Praca.. trudny powrót (jestem neonatologiem- pracuję na sali porodowej).. Teraz kiedy "mamy" pytają mnie, czy przyjmuję w jakieś przychodni, to jest dla mnie najlepszy dowód i komplement, że nie jestem "biedną bezpłodna kobietą". Mnóstwo pytań, rad od rodziny, "wsparcia", że przecież mogło być chore, uszkodzone etc. Byłam matką mojego dziecka, nieważne jakiego.. Tęsknie za nim, czasem płaczę.. Rozważaliśmy możliwość in vitro, ale mój mąż powiedział stop. On potrzebuje również mnie i nie może patrzeć na moje cierpienie. Wystąpiliśmy o adopcje. Jesteśmy w trakcie procedury.. Chcemy mieć nasze dziecko. Bardzo dziękuję Ci za to co napisałaś o cudzie narodzin Kubusia.. Rzeczywiście, jest boski.. Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz dziękuję.

Portret użytkownika studenttt

Mala Magda szuka rodzicow

Dzien dobry. Jestesmy studentkami V roku wydz.lekarskiego. Na zajeciach z pediatrii spotkalysmy mala Magde i od razu ja pokochalysmy :) Magda ma uregulowana sytuacje prawna i wlasciwie "od jutra" moze zostac adoptowana. Dziewczynka urodzila sie z wada ktora zagrazala tym ze nie bedzie chodzic.. Zostala zoperowana i swietnie sie rozwija, ma bardzo duze szanse na to aby chodzic. Mala ma teraz 4 miesiace. Jesli jest ktos kto chcialby blizej poznac cala sytuacje prosze o kontakt mailowy na adres

magda21.01.10@gmail.com

Zamieszczamy rowniez zdjecia :)

http://picasaweb.google.pl/116178740607925646388/Malamagda?authkey=Gv1sR...

Portret użytkownika kasiorek45

ta inna kobieta

Droga Mamo Kubusia :)

dziękuję, że podzieliłaś się ze mną Waszą historią. Jak ktoś wcześniej czuję, że i moje losy się w nią wpisują. Czasem barwy są inne, a jednak malujący się obraz jest bardzo podobny. Jesteśmy już prawie na etapie wyczerpania metod "leczenia". Ja, bardziej ja niż mój mąż, odkrywam, tak na serio, w sobie myśl o adopcji dziecka. Taka myśl nigdy nie była mi obca. Ale dużo łatwiej jest teoretyzować, niż wcielić ją w życie. Kiełkuje we mnie, przyglądam się jej i myślę...
Dzisiaj Twój Kubuś ma prawie 9 lat, ile macie już Waszych chwil, ile przeżyć, radości i trosk. Jak o tym myślę, to czuję, że przecież i my moglibyśmy już zacząć kolekcjonować takie chwile z naszym Dzieckiem. Ono i my, my i Ono - MY.

Gorąco Was "boskich" pozdrawiam! :)

12.12.2012 Nasz Jasiu! :love:
Nasz drugi Skarb!