Cuda się zdarzają:)

Temat: 
Ciąża po latach walki

Cześć, jestem tu po długiej przerwie - chyba po to właśnie, żeby na siłę Was przekonać, ze zdarzają się takie zaskakujące historie, jak moja.

Moja historia jest może nie tak długa, jak wielu dziewczyn, ale swoje przeszłam, przepłakałam niejedną noc i nie mogłam patrzeć spokojnie na
brzuchate, uśmiechnięte koleżanki albo na wózki z małymi brzdącami.
Moje problemy zdrowotne to wieczna torbiel na jajniku, słabe owulacje, uciążliwie wracająca nadżerka. I wielkie pragnienie dziecka, które po roku bardzo intensywnych starań zamieniło się w obsesję. Diagnozowanie, leki, leczenie, bieganie do lekarza co chwilę, termometr i test owulacyjny jako najważniejsze przyrządy w naszym domu. Kiedy o tym pomyślę - przypomina mi się wielki żal i gniew, jaki we mnie wzrastał. I wielkie poczucie niesprawiedliwości.
W końcu skierowanie na laparoskopię w celu usunięcia torbieli, diagnozy itp.
No i, psiakostka - mój organizm spłatał figla, spóźnił mi sie okres - nie zdążyłam, nasz urlop, urlop lekarza, potem szaleństwo - kupiliśmy nowy
samochód, zaczęliśmy remont mieszkania, skakałam po drabinach i nosiłam łóżka, szafy i różne inne dziwne rzeczy. Potem - oczywiście zasłużony urlop, na którym z wielkim zdziwieniem odkryłam, że tak po prostu, najzwyczajniej w świecie jesteśmy w ciąży!!!! Tej chwili nie zapomnę do końca życia i teraz myslę, że nasza Majeczka po prostu czekała na właściwy moment, aby pojawić się w naszym życiu - oczywiście tylko dla niej ten moment był najwłaściwszy, no bo my - kredyt, kolejne studia, tysiące zobowiązań zawodowych...
A przecież jakoś się wszystko ułożyło i oto jest - śpi w pokoju obok nasza księżniczka, w której pojawienie ja już szczerze wątpiłam, jedynie mój mąż stale, uparcie i konsekwentnie mnie przekonywał, że na pewno będzie - kiedyś, jak nie jutro, to pojutrze:)) I miałam go słuchać :)))

Jestem pewna, że wiele z Was uśmiechnie się i powie, że rok to nic i w
zasadzie nic nie znaczy - ale kiedy jest to rok naprawdę bardzo usilnych starań, zycia od cyklu do cyklu, z termometrem w ręku i testem owulacyjnym na podorężu - jest to wieczność.
Ja zrobiłam chyba najmądrzej, kiedy zmieniłam mojego stałego ginekologa na innego. Nie przekonywał mnie argument, że kiedy po dwóch latach starań nic nie będzie, to zaczniemy się diagnozować na serio - miałam 28 lat i nie chciałam tracić czasu na dreptanie w miejscu. No i niestety, albo na szczęście okazało się, jakie są moje problemy i dzięku wielkiemu wyczuciu lekarza i dobrze dobraniu leczenia mój stan na tyle się ustabilizował, że mogłam "naturalnie" zostać mamą w najmniej oczekiwanym momencie.
Moja walka trwała dłużej - cała ciąża była zagrożona, miałam skurcze od czwartego miesiąca, córcia była hipotrofikiem - urodziła się w 8 miesiącu ciąży z wagą 2000 gramów, ale jej wielka wola życia, rośnięcia i dawania nam
radości i uśmiechu wraz z naszym morzem miłości spowodowały, że jest dziś niezłym pulpecickiem, który czaruje kazdego, kogo spotka.
Dlatego namawiam Was gorąco do intensywnego odstresowywania się i szukania takiego lekarza, który szybko Was zdiagnozuje i poprowadzi do wymarzonego celu:))

Pozdrawiam wszystkich gorąco i życzę powodzenia.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos )

Odpowiedzi

Portret użytkownika madzia2102

pytanie

Witam i gratuluje coreczki! Chcialabym zapytac o te skurcze w 4 miesiacu - czy poznalas przyczyne? I w jaki sposob zatrzymano porod? Ja stracilam moja coreczke w 5 miesiacu ciazy wlasnie z powodu wczesnych skurczy. Z gory dziekuje za odpowiedz