Spotkanie z ministrem

Temat: 
Nasze historie

Nasze historiePamiętacie list szczęśliwej mamy dzięki refundacji in vitro, jaki wraz z podziękowaniem dla ministra zdrowia przysłała nam w sierpniu jedna z forumowiczek? Opublikowaliśmy go na stronie głównej naszego portalu oraz na profilu FB Stowarzyszenia Nasz Bocian. List, jak się rychło okazało, bardzo szybko został przeczytany przez adresata podziękowań, a jego autorka zaproszona z całą rodziną do Warszawy na osobiste spotkanie z ministrem. Poniżej możecie przeczytać jej relację z tego spotkania.
Przy okazji pozdrawiamy pana Ministra Zdrowia Bartosza Arłukowicza oraz urzędników Ministerstwa i życzymy przyjemnej lektury :)

Zostaliśmy wraz z mężem zaproszeni do Ministerstwa Zdrowia na spotkanie z ministrem Bartoszem Arłukowiczem. Byliśmy z mężem bardzo zaskoczeni ale uznaliśmy , że nie wypada odmówić więc wybraliśmy się na tę wycieczkę do stolicy. Dla mnie było fajnie ubrać coś innego niż dres i pojechać tam z poczuciem, że ma się do załatwienia coś bardzo ważnego :) Chcieliśmy zabrać córeczkę ale była troszkę przeziębiona a to kawałek drogi, przywieźliśmy za to jej zdjęcie. Nasza córeczka ma już skończone pięć miesięcy a ja dalej nie dowierzam, że ją mamy, kiedy patrzę jak spokojnie śpi w łóżeczku to łzy jakoś same cisną się do oczu – długo na nią czekaliśmy, to pewnie dlatego.

Ponieważ to nie było jakieś tajne spotkanie to mam nadzieję, że Pan Minister nie będzie mi miał za złe, że pokrótce opiszę jego przebieg. Pan Arłukowicz pytał o naszą historię i o to jak potraktowano nas u wybranego realizatora programu, którym jest Centrum Medyczne Angelius Provita w Katowicach. Moim zdaniem ma on dużą wiedzę na temat zabiegów in vitro i do tego taką ludzką wrażliwość, minister też człowiek, dużo rozumie :) . Niepotrzebnie się obawiałam przed tym spotkaniem, przyznam, że lekki dreszczyk wcześniej był, no nie co dzień ma się do czynienia z politykami. Mówiliśmy jacy to jesteśmy szczęśliwi, my i dziadkowie, którzy całkowicie zwariowali na punkcie swojej wnuczki .Wreszcie jesteśmy pełną rodziną. Mówiliśmy, że gdyby nie program refundujący zabiegi in vitro to tej ciąży najprawdopodobniej by nie było, ponieważ nie byłoby nas stać na zabieg, przez te lata leczenia i tak wydaliśmy już bardzo dużo pieniędzy. Zwróciliśmy uwagę , że ludzie w naszym wieku mają już dużo starsze dzieci podczas gdy my dopiero pięciomiesięczne , no cóż tak nam się poukładało życie.

Opowiedziałam więc jak przebiegała procedura w Centrum Medycznym Angelius Provita w Katowicach , jaki to jest fajny, nowoczesny szpital i poradnie specjalistyczne , życzyłabym wszystkim abyśmy w razie konieczności leczyli się właśnie w takich. Począwszy od recepcji, położnych, pielęgniarek, embriologów i lekarzy , wszyscy byli dla nas bardzo mili i pomocni. Wiedzieliśmy jak postępować, gdzie i kiedy się zgłosić, czuliśmy, że dobrze się nami zaopiekowano. Zawsze dokładnie i spokojnie. Poczucie bezpieczeństwa dawała też świadomość, że program refunduje trzykrotne podejście do procedury , choć w naszym przypadku nie było takiej konieczności. Człowiek się do dobrego przyzwyczaja i później kiedy trafia do zwykłego publicznego szpitala, to jest to jak brutalne zderzenie z rzeczywistością, no nie wszędzie tak jest. Mówiłam też jakim dobrym specjalistą jest dr n. med. Grzegorz Mańka, bo to on po przeanalizowaniu naszej historii choroby i zrobieniu dodatkowych badań, odkrył coś czego nie wiedzieliśmy przez te wcześniejsze lata leczenia. A byliśmy już u niejednego lekarza.
Na początku nie byłam pewna czy jest sens powtarzać niektóre badania, zwłaszcza te na sali operacyjnej, jednak ostatecznie zgodziłam się. Wynik mnie zaskoczył, to był całkowity zwrot, ponieważ wcześniej leczono męża a ja uchodziłam za zdrową. Mimo nowej diagnozy zabieg in vitro był jedyną możliwością. Pan doktor zawsze umiał natchnąć nadzieją, jednocześnie mówiąc szczerze jak się sprawy mają, cierpliwie i wyczerpująco odpowiadał na nasze pytania (a raczej na moje bo to ja głównie pytałam, mój notes zawsze był pod ręką :). Pan doktor ma dużą wiedzę i doświadczenie więc mu zaufaliśmy. Odpowiednio dobrana stymulacja spowodowała, że udało się za pierwszym razem a przyznam, że po wcześniejszym nieudanym IVF, nie liczyłam na to. Także my tu na południu kraju mamy naprawdę bardzo dobrych i wykwalifikowanych specjalistów. Nawet gdyby zabieg się nie powiódł, nie zmieniłabym zdania o naszym lekarzu i klinice bo czułam, że robią wszystko co się da zrobić. Przecież na powodzenie zabiegu wpływa tak wiele czynników.

Wspomniałam Panu Ministrowi, że o dziecko zaczęliśmy się starać rok po ślubie czyli wieki temu ( w 2000 r), nie skupiłam się więc na robieniu kariery, nie stosowałam też w nadmiarze antykoncepcji, jak to niektórzy twierdzą, tylko nie udawało się bo zachorowaliśmy na niepłodność. Pan Minister pytał czy dotyka nas słownictwo jakie często pojawia się w mediach, czy krzywdzą nas opinie osób przeciwnych in vitro. Cóż miałam odpowiedzieć : oczywiście, że dotyka , każdy ma prawo do swoich poglądów ale nie do obrażania innych i do szykanowania dzieci poczętych dzięki in vitro. Zdarzało się, że słynne „dotykowe bruzdy” lub wypowiedzi niektórych działaczy katolickich działały tak silnie , że miałam ochotę rzucić czymś w telewizor ! Nikt nie lubi, kiedy ktoś nam narzuca jak mamy żyć i kiedy wkracza w sferę bardzo intymną. Takie wypowiedzi wprowadzają dużo zamieszania i złej energii. Pan Minister mówił, że jesteśmy pierwszymi pacjentami korzystającymi z programu refundacyjnego, którzy go odwiedzili ale tak myślę, że może nie ostatnimi?

Nie spodziewaliśmy się zupełnie ale nasza córeczka dostała od Pana Ministra prezent, bardzo fajny prezent, to było bardzo miłe :) Pan Minister poruszył też temat tworzonej ustawy dotyczącej in vitro. To bardzo ważna sprawa i będzie się działo. Już o tym pisałam ale gdyby nie pomoc rządu (mam na myśli Pana Ministra Bartosza Arłukowicza, premiera Donalda Tuska) i wszystkich, którzy pracowali nad programem refundacji zabiegów in vitro, m.in. dzięki Waszemu Stowarzyszeniu bo włożyliście w to masę pracy, gdyby nie fachowa pomoc dobrego specjalisty dr Grzegorza Mańki, to najprawdopodobniej nie byłabym dzisiaj mamą. Te dwie sprawy musiały się zadziać w jednym miejscu i czasie. Dziękuję, że list, który kiedyś napisałam nie pozostał bez echa, że ktoś go przeczytał i pochylił się nad losem pacjentów chorych na niepłodność, dziękuję, że mnie uratowaliście bo dopiero teraz chce mi się żyć, pracować, mam dla kogo. A w ogóle to kto nazwał macierzyński urlopem? Jestem wyleczona z niepłodności, ja już nic nie muszę. Pocieszające jest to, że takich szczęśliwych par dzięki temu programowi jest więcej, jestem tego pewna. Pytanie co będzie dalej gdy on się skończy? Nie jest tak, że mnie się udało i już mnie nie obchodzi co będzie dalej, obchodzi mnie i to bardzo. Czy wreszcie rząd przegłosuje ustawę? Co z rodzinami wykluczonymi w tym momencie z programu? Co z rodzinami potrzebującymi dawstwa gamet? Tych niewiadomych jest sporo. Dla mnie i dla wielu wyborców to teraz bardzo ważna sprawa, z której na pewno rząd będzie rozliczany. Mam nadzieję, że Pani premier Ewa Kopacz dopilnuje aby wreszcie to uregulowano. W moim odczuciu to silna kobieta i ja wierzę, że teraz jest szansa aby się wreszcie udało. W ogóle kobiety są silne :) . Zwłaszcza te chorujące na niepłodność są silne. Żywię nadzieję , że Pani premier nie dopuści abyśmy płacili gigantyczne kary Unii Europejskiej bo jak wyjaśnić tego sens? No ale zobaczymy…

Także podsumowując Pani Aniu "władza" ma ludzki wymiar :) . Spotkanie było krótkie ale konkretne, było bardzo miło. Uważam też, że to dobrze, że Pan Minister postanowił sprawdzić bezpośrednio u pacjentów jak odbierają swój udział w programie refundacyjnym. Żałuję jednego, że nie ma w nas zgody na pokazanie, że to właśnie my; niby wiemy, że o in vitro trzeba mówić głośno, pokazywać, że dzięki tej metodzie rodzą się zdrowe , szczęśliwe dzieci a mimo to coś nas blokuje. Strach może trochę wstyd? Choć z drugiej strony niby przed czym? Trudne to…. i jak to nieraz w małżeństwach bywa, nie jesteśmy w tym zgodni. Może za jakiś czas? W każdym razie przed córką nie zamierzamy tego ukrywać.

Dzięki uprzejmości Pani Kasi zwiedziliśmy ministerstwo a później poszliśmy na krótki spacer po Krakowskim Przedmieściu. Mąż jako zagorzały kibic piłki nożnej, a kiedyś półzawodowo z nią związany, był wniebowzięty widząc szkockich kibiców w ich narodowych strojach, nie mógł sobie odmówić zrobienia pamiątkowego zdjęcia z jednym z nich ( hmm widok dwóch facetów, z czego jeden w spódnicy a drugi w czapce z pióropuszem - bezcenne) .No i Warszawa o tej porze roku jest piękna :) . Chciałam jeszcze porozmawiać z Panem Ministrem o robocie da Vinci ale niestety czas nie pozwolił.

W drodze powrotnej dostałam sms-a od dziewczyny, którą kiedyś poznałam na Waszym "boćku". Trochę to trwało ale poleciłam jej aby się zgłosiła do Provity, do "naszego" doktora :) . Podeszła do procedury in vitro, też w programie refundacyjnym i okazało się, że ma pozytywny wynik bety hCG, no i się popłakałam ze szczęścia, obie się popłakałyśmy. Taki to był dla mnie dzień pełen wrażeń. Dziś wiem, że na pewno jest w ciąży co potwierdziło badanie usg . No i niech ktoś powie, że ten program nie jest potrzebny, jest i to bardzo, świadczą o tym choćby tworzące się kolejki oczekujących. Szczerze mówiąc skala problemu niepłodności w naszym kraju trochę mnie przeraża. Pojechałam też do "naszej" kliniki z podziękowaniami i choć nie mogłam podziękować każdemu z osobna to wszystkim im jestem bardzo wdzięczna za to co dla nas zrobili.

Teraz czekam z niecierpliwością na czytanie bajek, zabawy w piaskownicy, szaleństwa na śniegu, czekam kiedy będziemy jeździć razem na nartach , chodzić po górskich szlakach, przecież muszę to wszystko mojej córeczce pokazać prawda? Może kiedyś mi opowie o swojej pierwszej miłości, nie mogę się już doczekać ;-) Kiedyś zabiorę ją w Karkonosze, posiedzimy w „Samotni”, wejdziemy na Śnieżkę i opowiem jej naszą historię, bo tam się wszystko zaczęło. Opowiem jak za nią tęskniliśmy i czekaliśmy ,kiedy się pojawi w naszym życiu. W górach więcej widać… Nasza mała iskiereczka….. Mam tylko nadzieję, że się nic nie stanie, bo ośmieliłam się głośno powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Słyszę rano wołanie: mamo, tato, maaamooo już wstałam, gdzie jesteście? Oczywiście jest to wykrzyczane w jej języku, który tylko my rodzice rozumiemy :) , no cóż jest 5:30,czas zacząć kolejny dzień , dzień nowego, lepszego życia.

4.636365
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.6 (22 votes)

Odpowiedzi

Portret użytkownika magda2508

Cuda

Tak, na naszych oczach dzieją się cuda, na które czekalismy latami. Wyczekane, wymodlone, wyplakane. Dziś nasz synek jest jeszcze pod moim serduszkiem. Liczymy każdy dzien i jesteśmy juz coraz bliżej chwili, kiedy będziemy go tulic. Czas walki o swoje szczęście dla osób borykajacych się z niepłodnościa jest czasem ogromnego cierpienia, samotności,nadziei. Program Ministerstwa Zdrowia to dla wielu par jedyna droga, jedyna szansa na rodzicielstwo. Ja wiem, że teraz moje życie nabierze sensu, kolorów, uśmiechu.

7 lat starań
oligoasthenoteratozoospermia ciężka
sierpień 2011r.- nie doszło do punkcji, hiperstymulacja jajników
luty 2012r.- I IMSI, Białystok :(
lipiec 2012r.- II IMSI, Białystok :)8,9 tydz. Aniołek
luty 2013r.- operacja żylaków powrózka nasienneg