Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Temat: 
Adopcja Dziecka

Nie do końca potrafię odnaleźć się na stronach bociana, ale czuję że powinnam coś napisać.
Jako nastolatka zachorowałam na ostre zapalenie przydatków. Nie do koca zdawałam sobie sprawę jakie mogą być następstwa tej choroby, ale trochę miałam pojęcia.
Za mąż wyszłam w wieku 22 lat za sporo starszego mężczyznę, to był mój pierwszy rok na studiach, ale nie miałam czasu czekać na dziecko. Pierwszej nocy zaczęliśmy "pracować". Mój mąż wiedział wcześniej o mojej przebytej chorobie. Miną rok i nic. Poszyliśmy do lekarza, mąż miał oddać nasienie do analizy, warunki w jakich to robił, były upokarzające, mnie nie badano, bo "organizm kobiety jest bardziej skomplikowany". Okazało się że z tym nasieniem też nie jest tak jak być powinno. Mąż łykał witaminki, przestał palić, ale następny rok trwało zanim dał namówić się na następną analizę nasienia. Warunek - w Kriobanku. Tym razem okazało się ze jest w miarę dobrze, zabrali się za mnie. W Kriobanku kobieta wcale nie była skomplikowanym organizmem. Stwierdzono że nie mam owulacji, skierowano mnie na laparoskopie (oba jajowody nie drożne). Potem była inseminacja - bez rezultatu, nie muszę pisać co czułam. Pamiętam jak kiedyś w kolejce do spowiedzi po raz pierwszy zadałam sobie pytanie czy to podoba się Bogu. Poruszyłam tą kwestię i ... dziwny zbieg okoliczności prawda? Zaczęłam mieć wątpliwości, ale ponownie zdecydowaliśmy się na inseminację. Wyprodukowali we mnie 6 komórek jajowych, u męża wybrano giganty.... Tym razem powinno się udać myślałam i tak twierdził lekarz. Przygotowując się do tego zbiegu myślałam: 6 komórek, może być 6-cioro dzieci, jak je wychować, jak donosić jak urodzić??? PRZECIEZ TO NIE MOŻLIWE!!! Myślałam, na pewno zaproponują mi redukcje zarodków... o nie! Ja która pragnę zajść w ciążę mam podjąć taka decyzję?! Miałam burzę w mózgu, ale była kolejna inseminacja. Zostawiłam wszystko w rękach Boga. Nie udało się. To było najdziwniejsze uczucie jakie w życiu doświadczyłam. Chciałam być w ciąży, ale gdzieś we mnie był strach przed możliwością bycia w tak "dorodnej"ciąży i co za tym idzie- następstwami.
Coraz częściej rozmawialiśmy o adopcji. To maż często "przez przypadek" poruszał te kwestie. A np. a wiesz ci zaadoptowali, u mnie w pracy zaadoptowali... Tak bardzo chciałam porozmawiać z kimś kto zaadoptował. Nie wiedziałam o istnieniu Bociana ,a zresztą nie miałam takiego dostępu do internetu. Oczywiście kiedyś przez "przypadek"poznałam znajomych męża co zaadoptowali, porozmawialiśmy trochę ale nie za dużo bo nie wiele przecież się znaliśmy. Nie wiem czego się spodziewałam po takiej rozmowie, chyba chciałam żeby to ktoś za mnie podjął tą decyzję. Powiedział : nie martw się, nie ma czego się bać, to jest wspaniałe itp.,a usłyszałam:to twoja decyzja, ty musisz ją podjąć. Od tamtej pory praktycznie nie mogłam przestać myśleć o adopcji.
Któregoś dnia miałam potężnego dołka. Byłam sama w domu... Postanowiłam jeszcze raz spróbować. Starałam dodzwonić się do PSK (prof. Szamatowicza) interesowało mnie ile kosztuje in vitro. Ot dziwne, nie mogłam się połączyć, a tyle razy próbowałam. Dołek sięgnął zenitu, zadzwoniłam do Ośrodka adopcyjnego - połączyło mnie natychmiast. Spytałam jakie są warunki, jakie są potrzebne dokumenty. ULŻYŁO. Mąż bardzo się ucieszył, że zadzwoniłam. Następnego dnia pojechaliśmy na rozmowę, kolejnego dnia sama zawiozłam komplet wszystkich dokumentów(mąż był w pracy). Pani z ośrodka powiedziała ze w jej 25 letniej karierze zawodowej jeszcze nie miała takich "szybkich" rodziców. Mąż czekał na syna, ja na córkę, dlatego napisałam płeć obojętna. Potem było szkolenie dla przyszłych rodziców adopcyjnych. Do dziś dnia z niektórymi utrzymujemy kontakt. Na szkoleniu pojawiły się znowu wątpliwości, a dlaczego? Otóż przyszła jedna pani co jakiś czas temu zaadoptowała dziecko i zaczęła opowiadać jak to było u nich. Często pojawiało się stwierdzenie że serce czuje od razu miłość do dziecka, cos je pcha w jego kierunku, bałam się, co będzie jeśli tego nie poczuję, strasznie się bałam.
Czas leciał, ja oczywiści ciągle zadawałam sobie jakieś dziwne pytania, ale coraz bardziej się niecierpliwiłam, aż tu nagle telefon - mamy dziewczynkę. Jechaliśmy własne samochodem, maż nie patrzył, że jest w centrum miasta, zaczął z radości trąbić. Za 5 minut byliśmy w ośrodku. Los chciał że byłam właśnie przeziębiona, a moja córeczka była prawie całe swoje kilkumiesięczne życie na antybiotykach. Nie dali mi Jej tylko mężowi. Ledwo powstrzymywałam łzy ze wzruszenia. Taka wydała mi się do niego podobna. Nie czułam poza tym nic nadzwyczajnego, ale jakoś przestało mi to przeszkadzać. Tak trafiła do nas iskierka. Dzisiaj czytam o Waszych staraniach o dziecko i myślę: po co to wydawać pieniądze i tak będzie tak jak ma być. NIC I TAK NIE ZDZIAŁAMY WBREW WOLI BOGA.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos )

Odpowiedzi

Portret użytkownika admin

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

:-)))))Dziekuję.
Też czuję,że Bóg czuwał nad nami.
Wiem,że nasze cierpienie miało sens.Wiem,że to Bóg postawił na naszej drodze ludzi,którzy pomogli odnaleść naszą córeńkę.
Teraz wiem,co w życiu jest najważniejsze.
pozdrawiam gorąco

Portret użytkownika Jarecki

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Oj wzruszyłam się. ta historia jest tak podobna do mojej że aż szok.
Kaśka (od Jareckiego)

Portret użytkownika uca

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Dziękuję za ten artykuł. Też jestem podobnego zdania, iż nic nie jesteśmy w stanie zrobić wbrew woli Boga i naszemu przeznaczeniu.

Portret użytkownika dziubasek2

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Popłakałam się jak to czytałam. Jesteście fantastyczni że tak szybko dojrzeliście do decyzji o adopcji. Ja mam wiele wątpliwości ale nadal walczęo swoje. Może warto przestać i poddać się woli Boga i poszukać swojego dziecka które już jest i czeka. Wielkie wrażenie Twojego opowiadania pozostanie we mnie na bardzo długo a może pomoże w podjęciu decyzji ? Pozdrawiam bardzo gorąco.

Portret użytkownika iwan

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Uważasz że nie wolno czynić nic innego poza metodami naturalnymi aby posiadać dzieci. nie zgadzam się z tym absolutnie Oczywiście i tak wszystko jest w rękach Boga. Ale to bzdura, że tylko adopcja to dobre posunięcie. Dla mnie ciąża to coś tak nieprawdopodobnego i wyczekiwanego, że oddałabym za nia bardzo wiele. Każde dziecko jest kochane ale i tak najbardziej chciałabym je urodzić sama. Może jak już sprawdzę wszystkie możliwości to pomyślimy o adopcji.
A płacić naprawdę jest za co.Chyba nie ma rzeczy bardziej wartej pieniędzy.

Portret użytkownika Beti75

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Zazdroszczę wam, że potrafiliście podjąć decyzję o adopcji. Jestem po nieudanej próbie invitro i zaczeliśmy z mężem myśleć o adopcji. Jednak mam tak wiele obaw. Jakie będzie, czy poradzimy sobie z ewentualnymi kłopotami wychowawczymi ( myślę o tu o kłopotach związanych z pewnym obciążeniem genetycznym) ? Czy minie mi uczucie zazdrości na widok kobiet w ciąży, czy może się nasili?
Jednocześnie nie wyobrażam sobie naszego żecia tylko we dwoje. Mamy w sobie zbyt dużo miłości i powinniśmy się nią podzielić z kimś jeszcze. Chciałabym aby ktoś jeszcze mógł skorzystać z naszego szczęścia, że stworzyliśmy z mężem wpaniały, ciepły i pełen miłości dom.

Beti75

Portret użytkownika nuj345

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Ja również jestem po nie udanym invitro,jesteśmy
w trakcie adopcji i uwież mi że jetem teraz bardziej spokojna, kobiety w ciąży już mnie nie denerwują .
A czekanie na adocyjnego dziecka jest o wiele ciekawsze niż zajęcie w ciąże . Naprawde to jest cudowny okres w moim życie czeka na syna mam nadzieje że juz nie długo

Portret użytkownika admin

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Dzis mija dokadnie rok... 365 dni od chwili kiedy zadzwonil telefon "jest dziecko" uslyszalam...
Czy sie nie balismy?
balismy sie potwornie: balismy sie jej genow, wczesniejszego zycia, balismy sie ze kiedys wykrzyczy nam, ze nie jestesmy jej rodzicami... Asia miala 22 miesiace wiec mogla niesc ze soba ogromny bagaz doswiadczen. Bardzo sie balismy. W Dniu Dziadka zawiezlismy moim rodzicom zdjecia. Widzac lzy mojej mamy troszke przestalam sie bac. Rodzina byla dla nas ogromnym wsparciem, zwlaszcza, ze adopcja przebiegala z gigantycznymi komplikacjami. Nie bylo latwo: byly wrzaski, uderzanie glowa o sciane, autoagresja... Dzis obchodzilismy pierwszy prawdziwy Dzien Babci. Wieczorem rozszczebiotana corcia polozyle sie z tatusiem, wyrecytowala mu kilkanascie wierszykow i ze slowami "gratuluje ci ze mnie kochasz" usnela. Gdyby w tej chwili ktos dal mi mozliwosc wyboru: urodzisz piekne, zdrowe dziecko ale minonego roku nigdy nie bylo, z cala pewnoscia odpowiedzialabym- nie, za nic w swiecie.

Portret użytkownika halek

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Nie zazdrość. Decyduj się! Ja, przepraszam - my (mój mąż i ja) zdecydowaliśmy sie bardzo szybko i juz od 1 roku i 10 miesięcy mamy najwspanialszą córeńke świata. A wielu ludzi mówi: jakaż ona do Pani podobna! A jacy my jesteśmy szczęśliwi! KObiety w ciązy od tej pory nie robia na mnie wrazenia, choc wcześniej to bardzo bolało... Kłopoty wychowawcze?? A masz gwarancje że ich nie bedzie przy "wlasnym" dziecku?? Obciążenie genetyczne: jak daleko wstecz znasz swoją rodzinę?? A wszyscy w niej sa tylko zdrowi, piekni i bez wad?? Ja nigdy patrząc na MOJE DZIECKO o tym nie myślę. Myśle tylko że Pani która ją urodziła uszczęśliwila nas przez to ze nie popełniła żadnego głupstwa, które mogłoby nas pozbawić dziecka. Skoro macie szczęście i miłość - dajcie ją innym a - zobaczysz - wróci z nawiązką. Trzymam za was kciuki!! Do boju (o dziecko i szczęście!)!!

Najszczęśliwsza Kasiowa Mama

Portret użytkownika IzuniaT

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Już po roku różnych zabiegów medycznych na mnie i moim mężu zaczęłam myśleć o adopcji. Ale mojemu mężowi zajęło to dwa i pół roku. Na pierwsze dziecko (Michał, ma teraz 3,5 roku) czekaliśmy równo dziewięć miesięcy! Już po pierwszym zgłoszeniu się do ośrodka a-o poczułam się jak bym była w ciąży! Co za zmiana kiedy od ponad dwóch lat co miesiąc doznawałam zawodu! Ale jeszcze przez jakiś rok po przysposobieniu Michasia miałam nadzieję, że coś się we mnie odblokuje i zajdę w ciąże. Nie zaszłam. Zgłosiliśmy się po drugie dziecko. Dzisiaj córeczka ma już prawie dwa lata. Żartuję, że chociaż oszczędzamy na antykocepcji i nie doświadczam poranno-wieczornych mdłości, tak naprawdę jednak chętnie bym zobaczyła pozytywny wynik testu. Kłopoty wychowawcze, geny - tak naprawdę rodzone dziecko to też jedna wielka niewiadoma. To Bóg rozdaje dzieci, i te rodzone i przyposobione. Chodzi chyba o decyzję, żeby przestać żyć tylko dla siebie a zacząć jeszcze dla kogoś innego. Życzę cudownych dzieci!

Izunia, mama adopcyjna
Michasia (III. 2001) i Agusi (XI. 2002)

Portret użytkownika Fokoletto

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Bardzo podobała mi się ta historia. Ja z mężem równiej chcemy adoptowac dzieciątko. Jesteśmy juz po I rozmowie w proc. kwalifikacyjnym. Za niedlugo następna. Mam 24 lata. Prosze mi powiedziec jak wygląda sprawdzanie warunków domowych przyszlych kandydatow na rodzicow. Mam psa i chomika - czy to nie zaszkodzi i takze jakie trzeba miec zarobki. Bardzo proszę o odpis na fokoletto do mojego dziennika - będe czekać. Dziękuje. Prosze tez powiedziec jaka byla reakcja otoczenia.

Portret użytkownika admin

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Czytam Twój tekst miesiąc po jego napisaniu pewnie już wiesz wszystko co chciałaś wiedzieć a może już masz dzieciątko? reakcja otoczenia? my z mężem nikomu się nie tłumaczymy żyjemy dla siebie nawzajem kochamy się i to wystarczy nasz maluszek ma teraz trzy latka ale najgorsze przed nami trzeba Mu powiedzieć i o tym bez przerwy myślę w tym wszystkim to jest najtrudniejsze nie jacyś ludzie ale uczucia mojego synka jak ich nie zranić ???? kiedy śpi sobie spokojnie patrzę na niego i myślę kruszynko nie gniewaj się że nie mogłam Cię urodzić ................. tak bardzo Cię kocham!!!!!

Portret użytkownika admin

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Ja również przeczytałam Twój list dopiero teraz. Powiem Ci, że my z mężem przeszliśmy już wszystkie formalności w ośrodku. Teraz czekamy na telefon. Na każdy dzwonek telefonu podnosze się i myślę, że dzownią aby powiedzieć nam, że urodziło się nam dziecko. Już nie mogę doczekać tej chwili, kiedy zostaniemy rodzicami. To będzie zapewne najpiękniejsza chwila w naszym życiu. Pozdrawiam wszystkich. Trzymajcie za nas kciuki.

Portret użytkownika admin

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

ZAUFAJ BOGU I PRZEZNACZENIU.ODWAGI A MOZE JUŻ MACIE DZIECKO?
NAJWAŻNIEJSZE ABY MIEĆ KOGO KOCHAĆ I O KOGO SIE TROSZCZYĆ-ZYCIE TAK SZYBKO MIJA!
ŚW.JÓZEF PRZECIEŻ ADOPTOWAŁ PANA JEZUSA...
POWODZENIA.SZCZĘŚLIWI RODZICE ADOPCYJNI.

Portret użytkownika admin

Re: Mój proces dorastania do podjęcia decyzji - adopcja

Dziękuję ! Właśnie TO chciałam przeczytać ! xmadziara