Piąte dziecko

Temat: 
Wiadomości ze świata, prasy itp.

Piąte dziecko
rozmawiała: Joanna Sokolińska 22-11-2003 01:00
Piątego lipca urodziłam piąte dziecko. Weronikę. Nie czuję się na siłach być mamą noworodka. Reportaż Joanny Sokolińskiej
Siedzimy w mieszkaniu Beaty Z. Cztery pokoje, białe ściany, dwa obrazy olejne. Idealny porządek i kwiaty na parapecie. W łazience poradnik dla rodziców, jak wychowywać nastolatka. Beata podaje poczęstunek: smażoną rybę, a do herbaty domowe ciasto, które dziś upiekła
Joanna Sokolińska: W e-mailu do redakcji podała Pani swoje telefony - domowy i komórkowy - ale podpisała się Pani "Beata Z.". Czy teraz poda mi Pani swoje nazwisko?
Beata: Nie.
Ile ma Pani dzieci?
Pięcioro. Najstarsza córka ma 20 lat, syn 19, młodsze dzieci - siedem i pięć.
Musiała Pani bardzo wcześnie zostać mamą.
Jak skończyłam 18 lat, wyszłam za mąż - z miłości, nie spodziewałam się dziecka. Maturę zdawałam z obrączką na palcu. Mąż, o kilka lat ode mnie starszy, przychodził po mnie pod szkołę. Córka urodziła się tuż po tym, jak skończyłam ogólniak, rok później - syn.
Mąż był moją pierwszą miłością, prawda, tatusiu?
(Beata zwraca się do męża, który siedzi obok, na kanapie)
Która długo trwa. Widać dobrze Pani wybrała.
Nigdy nie żałowałam. Mąż jest dobrym człowiekiem. On chciał mieć dużą rodzinę. Ja nie miałam tu jakichś szczególnych wyobrażeń, tak się potoczyło.
Ma Pani telefon komórkowy, stały dostęp do internetu. Kilka dni temu przyjechała Pani z daleka do Warszawy na jeden dzień, spotkać się ze znajomą i pokazać dzieciom zoo. Chyba trudno utrzymać na dobrym poziomie taką dużą rodzinę?
Radzimy sobie. Ja teraz nie pracuję - mam pierwszą grupę inwalidzką - ale mąż, mechanik, ma stałą pracę w państwowym przedsiębiorstwie, już od lat, do niedawna też dorabiał prywatnie. Rok temu to dorabianie się skończyło, bo zachorował, ma kłopoty z ręką. Wie pani, ja czasem myślę, że może powinnam narzekać. To wtedy ludzie by mi współczuli i może lepiej by mnie teraz rozumieli. Szwagierka, która ma jedno dziecko i dwie pensje - ona i mąż zarabiają - ciągle jęczy, jak to jej ciężko. I teściowa jej współczuje i pomaga. A do mnie mówi: "Ty sobie poradzisz". No i radzę sobie. Na przykład to ciasto, które pani teraz je, to mój przepis. Ja w ogóle bardzo lubię piec, gotować. Mam koleżankę kosmetyczkę i taką umowę z nią: ja jej piekę ciasta na imieniny, ona mnie przyjmuje w gabinecie.
Pani Beato, powiedziała Pani, że ma pięcioro dzieci, ale wymieniła Pani wiek czwórki.
Piątego lipca urodziłam piąte dziecko. Weronikę. Oddałam ją do adopcji.
Dlaczego?

(Beata długo milczy)
Mam kłopoty z sercem, w chwili gdy dowiedziałam się o ciąży, byłam w trakcie diagnozowania drugiej choroby. Okazało się, że to guz mózgu. Jeśli urośnie, zrobią operację. Nie wiem, co się ze mną potem stanie. Może będę zdrowa, może będę sparaliżowana. Jestem ciągle zmęczona. Nie czuję się na siłach być mamą noworodka. Lekarz namawiał mnie na aborcję, mogłam ją zrobić legalnie.
Ale?
Kusiło mnie to. Gdybym dokonała aborcji, nie byłoby problemu. Nie byłoby problemu takiego, jaki mam teraz. Przepraszam, ciągle ciężko mi się opanować.
Wybrała Pani trudniejszą drogę. To był Pani pomysł?
Tak. Mój. Mój i męża. To nasza wspólna decyzja.
Ale ktoś musiał powiedzieć to pierwszy.
Tak, chyba tak. Nie pamiętam teraz. My wszystkie decyzje podejmujemy razem. Chociaż... Właściwie wszystkie decyzje podejmuję ja. Mąż powiedział, że to moje zdrowie, to ja jestem chora, to ja muszę wybrać.
Znała Pani kogoś, kto oddał dziecko do adopcji?
W mojej dalekiej rodzinie jest taka osoba. Tam obie rodziny - ta, która dziecko oddała, i ta, która je przysposobiła - się znają. Nowa mama czasem jedzie na wieś z córką do tej matki, która urodziła. To się jakoś udało. Nigdy jednak z tą kobietą nie rozmawiałam, nie mówiło się o tym, choć wszyscy wiedzieliśmy.
Mąż Beaty: Mamy też jednych znajomych, którzy sami wzięli dziecko do adopcji.
Pani jest wierząca?
Tak. Staramy się regularnie chodzić do kościoła. Może nie w każdą niedzielę, ale często.
Pomyślałam, że choć aborcja jest możliwa, to ja nie umiem tego zrobić. Nie mogę zabić mojego dziecka.
Pomyślałam: Boże, tyle osób nie może mieć dzieci. Muszę znaleźć rodziców, którzy je pokochają. I wszystko będzie dobrze.
Chciała Pani sama znaleźć rodzinę dla swojego dziecka?
Tak. Ja wiedziałam, że jeśli je oddam, to już nie będzie tak naprawdę moje dziecko. Ale zależało mi, żeby ta rodzina raz w roku przysyłała mi informację, co się z nim dzieje. Czy jest zdrowe, jak się rozwija. Rozumie pani?
Nie.
Gdybym sama znalazła Weronice rodziców, matkę, która wzięłaby ją na ręce zaraz po porodzie, nie czułabym teraz, że zostawiłam dziecko, że je porzuciłam. To byłoby inaczej, jakbym je komuś oddała pod opiekę.
Jak Pani szukała tych rodziców?
Zaczęłam grzebać w internecie, nie wiedziałam, gdzie szukać pomocy. Trafiłam na stronę www.nasz-bocian.pl, tam są ludzie, którzy nie mogą mieć dzieci, część się leczy, część myśli o adopcji. Pomyślałam, że może tam znajdę kogoś, kto mi zaufa i kto będzie chciał wziąć moje dziecko, jak tylko się ono urodzi.
Pani wiadomość wzbudziła spore zamieszanie, bo w Polsce inaczej niż w wielu krajach na Zachodzie, gdzie rodzice adopcyjni często poznają biologiczną matkę, kiedy jest jeszcze w ciąży, adopcja ze wskazaniem jest bardzo rzadka. Nie chcą tego ośrodki adopcyjne, a ludzie się boją. Boją się późniejszych kontaktów z biologicznymi rodzicami.
"Na bocianie" wiele osób mówi, że chce wychowywać swoje adopcyjne dzieci w szacunku wobec biologicznej matki. Kiedy to czytam, mam ochotę krzyczeć.
Jak można wychowywać dziecko w szacunku do biologicznej matki, jeśli jednocześnie się mówi, że oni sami, rodzice, nie chcą nic o niej wiedzieć?
Trudno się im dziwić.
Wiem. Ale biologiczna matka - i chciałabym, żeby ludzie o tym wiedzieli - to nie zawsze jest ktoś z marginesu. Ja też kiedyś myślałam, że dziecko mogą oddać tylko nienormalni ludzie. Oglądałam ich w telewizji i byłam pewna, że mnie to nie dotyczy, że trzeba być nie wiem kim, żeby to zrobić!
U nas w rodzinie nie ma patologii. Mąż pali, to jedyny nałóg, z którym walczymy. Jesteśmy normalną, kochającą się rodziną, a jednak to się zdarzyło.
Znalazł się ktoś, kto zdecydował się wziąć od Pani dziecko?
Nie. Jedna pani się wahała, ale się nie zdecydowała.
Pani oczekiwała jakiegoś wynagrodzenia?
Nie! Skąd! Myślę, że ludzie też dlatego tak się boją adopcji ze wskazaniem, bo uważają, że tu musi chodzić o pieniądze. Że ten, kto oddaje dziecko, czegoś się spodziewa. Ja chciałam tylko wiedzieć, że moje dziecko nie będzie musiało leżeć tych sześciu tygodni w szpitalu. Bo wiedziałam, że ja nie zmienię zdania, mała mogłaby od razu trafić do nowej rodziny.
Polskie prawo daje matce sześć tygodni na podjęcie ostatecznej decyzji o zrzeczeniu się praw do dziecka. Nie można tego ominąć.
No właśnie. A potem co najmniej cztery tygodnie trwa procedura adopcyjna. Dziecko musi być w szpitalu albo w pogotowiu rodzinnym. Nie chciałam tego.
Nie wahała się Pani?
Wahałam. Gdybym miała kogokolwiek, kto mógłby mi pomóc... Gdyby był ktoś, kto mógłby zabrać dziecko na spacer... Ale my jesteśmy zdani sami na siebie.
A rodzina? Pani rodzice? Mówiła Pani o teściowej.
Żyją. Mama jest schorowana, rencistka. Niektórzy mówili, że przecież mam dorosłe dzieci, one by zajęły się Weroniką. Ale jak ja bym mogła urodzić dziecko i kazać dzieciom się nim zajmować?
Pani Beato, Pani od początku nie chciała tego dziecka, prawda?
(Milczenie)
Nie chciałam. Akurat mój najmłodszy syn podrósł. Nie, nie miałam już siły. Wie pani, ja go bardzo długo karmiłam piersią, trzy lata. Jeszcze niedawno zasypiał tylko przy cycusiu. A teraz powoli robi się samodzielny, wychodzi sam na podwórko.
Czasem myślę, że może my z mężem byliśmy nieodpowiedzialni, że ja w tę ciążę zaszłam.
Jak Pani myśli, dlaczego łatwiej nam zrozumieć, przyjąć to, że kobieta - ze zwykłej, normalnej, niepatologicznej i nie bardzo biednej rodziny - usunęła ciążę, niż to, że ją przeszła do końca i oddała dziecko do adopcji?
Sama nie wiem. Może to przez to, że przez tyle lat w Polsce przerywanie ciąży było legalne? Mam koleżanki, które otwarcie mówią, bez skrępowania, że miały skrobankę. Nie zawsze jedną. O tym można powiedzieć głośno nawet teraz, kiedy aborcja jest zakazana. A oddanie dziecka do adopcji matka jednak będzie ukrywać.
Kto wie o Weronice?
Prawie nikt. Wiedzą starsze dzieci i wie moja teściowa. Nie wiedziałaby, ale przyszła któregoś dnia, byłam już w zaawansowanej ciąży, kapnęła się i zapytała - to powiedziałam prawdę. Miała pretensje do mojego męża.
Że zaszła Pani w ciążę czy że chce oddać dziecko?
O jedno i o drugie. Powiedziała, że nie wyobraża sobie, jak ja będę z tym żyła.
A Pani sobie to wyobraża?
Nie. Coraz gorzej...
Rozumie Pani, dlaczego teściowa miała pretensje do Pani męża? Uważa, że to jego decyzja?
Nie, chyba nie, prawda, tatusiu?
Mąż Beaty: Może to dlatego, że jest moją matką?
Jak dzieci przyjęły informację, że ich siostra zostanie adoptowana?
Z najstarszą dwójką rozmawialiśmy, kiedy ciąża zaczęła być widoczna, i potem, kiedy wróciłam ze szpitala. Od razu powiedzieliśmy, co zamierzamy i dlaczego. Syn spokojnie powiedział, że to nasza decyzja. Córka inaczej. Zamknęła się w pokoju, chyba płakała. Rozmawiałam z nią, przekonywałam, że to będzie dobre. Chociaż sama nie byłam do końca pewna.
Młodsze dzieci naprawdę nic nie wiedzą? Sąsiedzi?
Ukrywałam to. Zresztą i tak musiałam leżeć, miałam bóle kręgosłupa, to związane z wypadkiem z przeszłości. Ale nie brałam żadnych proszków przeciwbólowych! Nie chciałam, żeby coś stało się dziecku.
Dzieci myślały po prostu, że mamie pupa utyła. Sąsiedzi nie wiedzą - odkąd ciąża była widoczna, nie wychodziłam z domu. Nie było sensu wtajemniczać w naszą sprawę innych ludzi. Adopcja jest w Polsce sensacją, a dzieci oddają tylko...
...wyrodne matki.
Tak. Ludzie myślą, że tego się nie robi. A to nieprawda. Kiedyś, jak szliśmy z mężem do ośrodka adopcyjnego, spotkaliśmy tam inną parę. Ona była w ciąży, więc przyszli w tym samym celu co my. Wyglądali normalnie, nie byli pijakami, porządnie ubrani. Chciałam do niej podejść, porozmawiać... Wstydziłam się. Teraz żałuję. Powinna wiedzieć, że nie jest sama.
Kiedy nie udało się nikogo znaleźć "na bocianie", poszli Państwo do ośrodka adopcyjnego?
Tak, i powiedzieliśmy, że chcemy oddać dziecko i że prosimy, żeby znaleźli dla niego rodziców. Takich, którzy raz w roku powiedzą nam, co się z dzieckiem dzieje. Ale ośrodek był na nie. Ich psycholog stwierdził, że ja jestem nieprzewidywalna, że mogę zmienić zdanie i że będę chciała to dziecko z powrotem. Przekonywałam, że nie, że jestem zdecydowana, ale oni wciąż powtarzali, że nie ma mowy. Ośrodek był tylko dla przysposabiających, nie dla mnie. Takie miałam wrażenie.
Mąż Beaty: Nie pomogli nam. Nie chcieli nawet wysłuchać naszych racji.
Przekonywali Panią, żeby Pani rozważyła zmianę decyzji?
Tak. Kiedy byłam w ciąży, to były jakieś rozmowy. Kiedy dziecko się urodziło, przestali ze mną rozmawiać. Jakby moja rola się skończyła. Pani z ośrodka powiedziała, żebym tam już lepiej nie przychodziła, bo wizyty w ośrodku będą mi to wszystko przypominać. Jakbym mogła zapomnieć!
W szpitalu wiedzieli, że chce Pani oddać Weronikę?
Nie, wstydziłam się powiedzieć. Bałam się, co powiedzą, co o mnie pomyślą. Jak rodziłam najstarszego syna, leżałam na sali z dziewczyną, która oddała dziecko. Boże, jak ją traktowali!
Ostatnie porody mieliśmy z mężem rodzinne, nawet przy tych pierwszych, kiedy nie wpuszczali mężczyzn na oddział, mąż zawsze chciał być jak najbliżej mnie. Teraz ze względu na zdrowie miałam cesarskie cięcie. Po porodzie leżałam w szpitalu kilka dni, Weronika była w oddzielnej sali. Nie od razu mogłam wstawać, kiedy do niej poszłam, jakaś pani powiedziała: "A ja się zastanawiałam, czyja ta sierotka!"
Czułam żal. Do ludzi, że nikt nie chciał ode mnie jej wziąć od razu. Do świata, do siebie, że może nie zrobiłam wszystkiego, że może mogłam dalej szukać rodziców dla mojego dziecka. Nazwałam moją córkę, choć nie wiem, czy nowi rodzice nie zmienią jej imienia. Myłam ją, przewijałam, karmiłam piersią.
A potem, przed Pani wyjściem ze szpitala, mąż powiedział lekarzom, że zostawiacie dziecko.
Tam są dwie lekarki współpracujące z moim ośrodkiem adopcyjnym. Szpitale współpracują z różnymi ośrodkami, jeśli matka zostawia dziecko, kontaktują się z nimi i noworodek albo zostaje na oddziale, albo trafia do pogotowia rodzinnego tak jak Weronika.
Pogotowie rodzinne to taka rodzina zastępcza na bardzo krótki czas. Noworodek lub niemowlę trafia tam, dopóki nie rozwiąże się jego sytuacja prawna i nie znajdą się nowi rodzice.
Chciałam Weronikę odwiedzać. Gdybym wiedziała, że są dla niej rodzice, to oczywiście bym się o to nie starała. Dlatego ciągle dzwoniłam do ośrodka, żeby mi powiedzieli, czy ktoś do niej przychodzi. Nie chcieli.
Dlaczego chciała Pani ją odwiedzać?
Nie chciałam po prostu, żeby była sama.
Jak jest teraz?
Bardzo bałam się rozprawy w sądzie, podczas której musieliśmy zrzec się praw do Weroniki. Ale pani sędzia była miła. Uspokajała mnie, że wszystko będzie dobrze, że znajdzie się dom. Udało mi się na niej wymóc, że ośrodek poinformuje mnie, jak znajdą się rodzice. Czasem z mężem rozmawiamy o Weronice. Jak jej jest. Gdzie jest. Czasem boję się, jak to będzie, gdy moje dzieci będą miały swoje dzieci. Wezmą je na ręce i co wtedy o mnie pomyślą?
Pani Beato, dlaczego Pani do mnie napisała?
Pamiętam, jak byłam mała i wujek kiedyś powiedział, że choćby mieli żyć o suchym chlebie, to dziecka oddać nie można. I ja zawsze myślałam, że jeśli ktoś oddaje dziecko, to jest to patologia. A nie jest. Ja bym chciała, żeby ludzie to zrozumieli. Nie zawsze tak jest.
Weronika nadal czeka na nowych rodziców w pogotowiu rodzinnym
rozmawiała: Joanna Sokolińska
Źródło: Wysokie Obcasy

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika admin

Re: Piąte dziecko

nikt nie ma prawa komentować cudzego życia i cudzego postępowania, nikt z nas nie wie co go w życiu spotka i co wtym życiu będzie musiał zrobić, można krytykować czyjąś sukienkę ale nie postępowanie

Portret użytkownika admin

Re: Piąte dziecko

Większość z nas tu obecnych stara się o dziecko wszystkimi dostępnymi sposobami ja jestem po pierwszym transferze i czekam z niecierpliwością na wynik jeszcze siedem dni, choć nie leczyłam się długo bo trafiłam na świetną klinikę z wspaniałymi lekarzami i od razu było wiadomo co nam dolega to swoje przeszłam. Nie brakuje nam niczego poza dzidzią. Ale mimo wszystko nigdy nie śmiałabym krytykować postępowania tej kobiety bo niewiem jakbym się zachowała w jej sytuacji. Niestety tak ten świat jest ułożony to czego z całego serca pragnie jedno małżeństo drugiemu Bóg daje w naddmiarze. Napewno Weroniczka będzie szczęśliwa w rodzinie, która ją adoptuje jestem o tym przekonana.

Portret użytkownika bea14

Re: Piąte dziecko

To wspaniałe, że pani Beata urodziła Weroniczkę. Nie rozumiem kobiet, które ze względów np. mieszkaniowych czy z wygody zabijają niemarodzone dzieci. Zdarza się tak niestety - mam przykład we własnej rodzinie. Szanuję a nawet podziwiam decyzję kobiety, która kochając i troszcząc się o swoje nowonarodzone dziecko jednak ze względu na jego dobro potrafiła podjąć i podtrzymać tak trudną decyzję. Z pewnością to najtrudniejsza decyzja w jej życiu. Na pewno znajdą się ludzie, którzy stworzą maleństwu wspaniały dom.

bea14

Portret użytkownika Vill

Re: Piąte dziecko

Ja mysle że wszystkie kobiety które marzą o maleństwie nie dopuszczają mysli o oddaniu swojego dziecka ale nam nie wolno sądzić ludzi przez pryzmat własnych problemów i osobowości, nie wiem czy popieram panią Beatę...ale uważam że jest to myśląca kobieta i pomyslała o przyszłości tego dziecka mądrzej niż np. podrzucając na śmietnik...przykre...jedni maja nadmiar drudzy niedosyt ale ...cest la vie...

Portret użytkownika admin

Re: Piąte dziecko

Zdenerwowała mnie ta dziennikarka; jak można stwierdzić, że aborcja cieszy się w naszym kraju większym zrozumieniem niz oddanie dziecka do adopcji! Nie wierzę żeby tak było. Sama w swojej praktyce prawniczej poznałam jedną młodą kobietę, która z powodu bardzo trudnej sytuacji materialnej oddała swoje czwarte dziecko do adopcji. Podziwiałam ją, o ile łatwiej byłoby ciążę usunąć... a tak gdzieś rośnie mały kwiatuszek.

Portret użytkownika admin

Re: Piąte dziecko

Beato, bardzo szanuję i podziwiam Twoją decyzję. To piękna decyzja aby dać życie swemu dziecku, nawet jeśli urodziłaś je dla kogoś innego. Od roku jestem mamą adopcyjną. Mojego synka adoptowałam w wieku 7 tyg. Od początku gdy go zobaczyłam a nawet wcześniej wiedziałam, że urodził się właśnie dla nas. Nawet tak irracjonalnie sercem czuję, że ja go urodziłam, tak , tak sercem, ale jego mama biologiczna również go urodziła. Bardzo ją za to szanuję. Dałaś życie Weroniczce wbrew łatwiejszym wyborom. A dlaczego nie mogłaś znaleźć dla niej rodziców adopcyjnych? Widocznie Ci, którzy są jej przeznaczeni przechodzą tą formalną procedujrę przez ośrodek i w ten sposób być ich nie znalazła. Dziękuję Ci za to co zrobiłaś tak jak dziękuję tej nieznanej mi mamie mojego synka.

Portret użytkownika admin

Re: Piąte dziecko

Beato, bardzo szanuję i podziwiam Twoją decyzję. To piękna decyzja aby dać życie swemu dziecku, nawet jeśli urodziłaś je dla kogoś innego. Od roku jestem mamą adopcyjną. Mojego synka adoptowałam w wieku 7 tyg. Od początku gdy go zobaczyłam a nawet wcześniej wiedziałam, że urodził się właśnie dla nas. Nawet tak irracjonalnie sercem czuję, że ja go urodziłam, tak , tak sercem, ale jego mama biologiczna również go urodziła. Bardzo ją za to szanuję. Dałaś życie Weroniczce wbrew łatwiejszym wyborom. A dlaczego nie mogłaś znaleźć dla niej rodziców adopcyjnych? Widocznie Ci, którzy są jej przeznaczeni przechodzą tą formalną procedujrę przez ośrodek i w ten sposób być ich nie znalazła. Dziękuję Ci za to co zrobiłaś tak jak dziękuję tej nieznanej mi mamie mojego synka.

Portret użytkownika bruni

Re: Piąte dziecko

to nie tyle jest komentarz, co uwolnienie moich myśli na ten temat...
Nie wiem co bym zrobiła, gdybym ...
ale albo w tym artykule fakty i wypowiedzi zostały przedstawione lakonicznie i pobieżnie, albo...?

Pani Beata jest chora, ma guza, ale nie zapadł wyrok śmierci!
Zostaje jeszcze ojciec dziecka! To ich wspólne dziecko! Jeśli matka niedomaga, to ojciec również może zajac sie dzieckiem.
Tak sie zastanawiam, ze gdybym ja teraz zachorowała powaznie (odpukac, tfu tfu), to co?
Mamy oddać naszego syna do adopcji, bo ja nie bede mogła się nim zająć? NIgdy!
Nawet gdybym musiała prosić o pomoc mamę , teściową, starsze dzieci! Choć nie wydaje mi się bym w takiej sytuacji musiała prosić o pomoc!

Decyzja należy do Pani Beaty i jej Męża - to ich dziecko i zrobią z nim co zechcą - już zrobili!

Ja wiem jedno - matka Weroniki ma ( czy ma?) "usprawiedliwienie", ale ojciec?...
Nie mieści mi się to w głowie!
Poza tym uwazam, ze ludzie Ci zawiedli przede wszystkim swoje pozostałe dzieci i być może nieodwracalnie zniszczyli część ich psychiki!
W tej sytuacji należało się zastanowić nad losami całej rodziny. Możliwość uczestniczenia w podjeciu decyzji powinny mieć dzieci (te starsze)...
Generalnie, ja sobie tego nie wyobrażam. Nie wyobrażam sobie jak teraz ta rodzina funkcjonuje i czy rodzice zastanowili sie co zrobili swoim dzieciom (nie Weronice), ale tym dzieciom, które mają!

bruni - mama Filipa, prawie 6latka:)

Portret użytkownika beza12

Re: Piąte dziecko

ja tez podziwiam Beate. kierowalo nia poczucie odpowiedzialnosci. Ale zezloscilam sie po przeczytaniu tego artykulu. Na co? na nasz system prawny , na opieszalosc osrodkow adopcyjnych. czy naprawde Weronika musi tyle tygodni lezec sama, bez rodzicow, milosci? czy nikt nie umial pomoc Beacie i jej coreczce? przciez dziecko zdrowe, z klarowna sytucja prawna. Beata od poczatku twierdzila, ze wlasnie tego sie obawiala, aby jej dziecko nie bylo same ale od poczatku mialo rodzicow. I co? W odpowiednim momencie zwrocila sie o pomoc do osrodka adopcyjnego i nikt jej nie mogl pomoc? nie ma rodzicow dla Weroniczki?

beza12

Portret użytkownika anka26

Re: Piąte dziecko

jestem w tej samejsytuacji coBeata.Nie ma pomocy.Termin porodu mam 21.12.Nie wiem jak sobie z tym poradzę.Ona ma chociaż podporę w męzu. Ja nikogo. Sama siebie potępiam.

Portret użytkownika aks2

Re: Piąte dziecko

Anka26 .....Aniu napisz do mnie ........
Robin , albo Aks2

Portret użytkownika admin

Re: Piąte dziecko

CZYTALAM TEN ARTYKUŁ Z BIJĄCYM SERCEM SAMA MAM CZWORO DZIECI NIE PRACUJĘ ZAJMUJE SIĘ DZIEĆMI, URODZIŁAM PIERWSZE DZIECKO KIEDY MIAŁAM 17 LAT SAMA JESZCZE WTEDY BYŁAM DZIECKIEM ALE MUSIAŁAM SIĘ ZAJĄĆ SYNKIEM I STANEŁAM NA WYSOKOŚCI ZADANIA POTEM URODZIŁAM JESZCZE TRÓJKĘ NIE BYŁO ŁATWO. MOJA CÓRKA MA 4 LATKA I JEST NAJMŁODSZA MĄŻ SAM PRACUJE I JEST CIĘZKO JA MAM KŁOPOTY ZE ZDROWIEM ALE JESTEM MATKĄ I NIE WYOBRAŻAM SOBIE ODDANIA DZIECKA. NIE CHCĘ OCENIAĆ NIKOGO TYLKO JEDNO CHCIAŁABYM NAPISAĆ ŻE MATKA KTÓRA ODDA DZIECKO DO KOŃCA ŻYCIA BĘDZIE MIAŁA WYRZUTY SUMIENIA I MYŚLI O TYM CZY DOBRZE DZIEJE SIĘ Z JEJ DZIECKIEM CZY NIE JEST GŁODNE I CZY JEST KOCHANE I NAJWAŻNIEJSZE CZY JEŚLI SIE DOWIE ŻE JEST ADOPTOWANE CZY BĘDZIE UMIAŁO PRZEBACZYĆ
WIEM ŻE JEŚLI KOBIETA MA INSTYNKT MACIEŻYNSKI TO NIGDY SWOJEGO DZIECKA NIE ODDA I ZROBI WSZYSTKO CO W JEJ MOCY ABY DZIECKO ZOSTAŁO PRZY NIEJ A DLACZEGO TAK PISZĘ PRZYTOCZĘ CHISTORIĘ MOJEJ BABCI MOJA BABCIA MIAŁA 7 DZIECI MÓJ DZIADEK BYŁ CO TU DUŻO PISAĆ KOBIECIAŻEM I LEKKODUCHEM A BABCIA BYŁA POWAŻNIE CHORA MIAŁA GOŚCIEC I NIE MOGŁA CHODZIĆ ALE STARAŁA SIĘ JAK MOGŁA I NIE ODDAŁA SWOICH DZIECI CHOCIAŻ W PÓŻNIEJSZYM ETAPIE CHOROBY NIE MOGŁA CHODZIĆ I WYKONYWAŁA WSZYSTKIE CZYNNOŚCI NA KOLANACH . PODZIWIAŁAM JĄ ZA JEJ HART DUCHA I MODLĘ SIĘ ZA TĄ DZIELNĄ KOBIETĘ. TERAZ MAM APEL DO PANI KTÓRA ODDAŁA WERONICZKĘ PROSZĘ PRZEMYŚLEĆ JESZCZE RAZ SWOJĄ DECYZJĘ MA PANI MĘŻA I DZIECI I DA SOBIE PANI NA PEWNO RADĘ TRZYMAM ZA PANIĄ KCIUKI I WIERZĘ W PANIĄ

Portret użytkownika admin

Re: Piąte dziecko

Bardzo chętnie wychowam dziecko, którego rodzice nie mogą tego uczynić. niezapominajka77@interia.pl

Portret użytkownika admin

Re: Piąte dziecko

jestem adoptowana dlatego nie wyobrażam sobie jak można oddać własne dziecko kiedyś to dziecko będzie miało ogromny żal do pani jak ono się będzie czuło gdy się dowie że było niechciane proszę postawić się w jego sytuacji do końca życia będzie się czuło gorsze

Portret użytkownika chmurka_257

Re: Piąte dziecko

CZYTAJAC TO, SERCE WALILO MI JAK MLOT ,PODZIWIAM BARDZO PANIA BEATE ZA TAK ODWAZNA DECYZJE CHOC BARDZO TRUDNA DLA NIEJ I DLA JEJ RODZINY. PANI BEATO SZKODA ZE NASZE DROGI NIE ZESZLY SIE W TYM CZASIE KIEDY PANI SZUKALA RODZICOW DLA SWOJEJ MALEJ WERONICZKI.
JESTEM MAMA ADOPCYJNA JUZ OD 2,5 ROKU A OD 2 LAT UTRZYMUJEMY KONTAKT Z RODZICAMI I RODZENSTWEM BIOLOGICZNYM NASZEJ CORECZKI.SAMI CHCIELISMY TEGO KONTAKTU BO UWAZALISMY ZE NASZA ADOPTOWANA CORECZKA POWINNA POZNAC SWOICH RODZICOW I SIOSTRE .SPOTYKAMY SIE RAZ W ROKU WTEDY ZDAJEMY CALA RELACJE RODZ. BIOL. CO SLYCHAC U NASZEJ CORECZKI.CO JAKIS CZAS WYSYLAMY ZDJECIA MALEJ .WYDAJE MI SIE ZE DOBRZE MIEC TAKI KONTAKT Z RODZ. BIOLOGICZNA DZIECKA ,NASZE DZIECKO CHOC MA DOPIERO 4 LATKA TO OD 2 LAT WIE KIM SA JEJ RODZICE BIOL. NIE PYTA O NICH KIM SA ,JAK WYGLADAJA ITD. BO NIBY PO CO??WIE WSZYSTKO NA TEN TEMAT,MOZE ICH ZOBACZYC NA ZYWO,DOTKNAC ....I DLA NAS TO TEZ JEST DUZY PLUS !!

szczęśliwa seduszkowa mama

Portret użytkownika robert7447

Re: Piąte dziecko

Giovanissime zoccole [calendarioldrn.ycc-shk.com.cn] Dive porno fighe depilate [sjw-bmb.org.cn] Giornali inserzioni gratuite [gazw-zqbt.org.cn] Mia moglie scopa con un trans [ragazziwgcfpvg.sgsp-latp.cn] Porn photos [puttanelv.qkp-tgk.cn] Foto erotiche cartoni griffin [whatntii.rawj-dogv.org.cn] Ragazze che si fanno fottere [corvagliafnd.zo-ivx.com.cn] Inesto racconti [localikpogar.tdwt-catt.cn] Pornodive francesi gratis [xkw-zzwr.org.cn] Sfondi disney [nvq-obsm.net.cn] Siti di foto culi amatoriali [chiavatehp.vz-gwt.net.cn] Tettona romana [clipszdi.ouv-kstk.cn] Sfondi e screen saver [skx-ghn.com.cn] Video lesbo [vh-noc.org.cn]

Portret użytkownika robert7447

Re: Piąte dziecko

Fly Like An Eagle [dwfruxqe.cn] Nothing Has Been Proved [yejugz.cn] All The Fool Sailed Away [kvfsjqho.net.cn] Burn Faster [wbdrep.org.cn] Hijo De La Luna [tkuirzd.net.cn] Lusitano [kdvao.net.cn] Wir Ham`s Ja - Der Luxusabend - Der Kariesmorder [ehmkux.cn] Remember (D. Whitaker Version) Old Jew [sssxoqg.cn] Rise Up [cskttn.net.cn] Like An Ocean [irtjajq.org.cn] Bastards [fpcalgep.net.cn] There Is No God (Edit) Ed Ancor La Tremenda Porta - Roberto Devereux (Original)

Portret użytkownika robert7447

Re: Piąte dziecko

I Love The Life I Live (I Live The Life I Love) Studio Chat (5) A Time For Love [ossdvhzf.cn] Sweet Black Girl [yzxjj.net.cn] Alabama [sjuaq.cn] I M Just A Little Bit Shy [xaahb.net.cn] Vem Kan Alska Mig [tvbppcwn.net.cn] Girl With A Red Carnation [yozhl.net.cn] Magic Moments [zfavash.cn] Obby [kukvpb.com.cn] Barcelona [xshhozo.com.cn] Parabens Pra Voce [cleldwkk.com.cn] Bailamos En El Junque (Feat. Malena Perez) A Lack Of Color [gtaievk.org.cn]