Nasza 5-letnia historia

Temat: 
Nasze historie

Nasze historieWszystko zaczęło się pod koniec 2007 roku - decyzja, że staramy się o dziecko.
Niestety, nie szło nam to tak dobrze, jak naszym przyjaciołom - ciągle nie było efektu.
Po niecałym roku zdecydowaliśmy się na wizytę w Novum - a tam od razu kubeł zimniej wody - mam torbiele endometrialne i potrzebna jest operacja, która wcale nie da nam gwarancji na naturalne zajście w ciążę... Po kilku miesiącach byłam już po operacji, a my mieliśmy nadzieję, że jednak teraz się uda. Niestety, myliliśmy się.

W kolejnym roku przeszliśmy 3 ICSI, wszystkie nieudane. Po ostatnim znowu wylądowałam w szpitalu na kolejną operację.
W 2010 roku mieliśmy dość i zrobiliśmy sobie przerwę. Zaczęłam leczyć się farmakologicznie, już nie w Novum, przeszłam też histeroskopię. Dopiero w 2012 byliśmy gotowi na to, żeby znowu przystąpić do in vitro. Zdecydowaliśmy się na zmianę kliniki na Invimed. Kolejny raz podeszliśmy do ICSI, niestety bez efektu.
Wtedy stwierdziliśmy, że mimo nieudanych prób, najbardziej ufamy lekarzom z Novum, dlatego to tam podeszliśmy do naszej ostatniej stymulacji. Bo zdecydowaliśmy, że ta będzie ostatnia...
Dodatkowo zdecydowałam się na dłuższy urlop, aby oderwać się od stresów w pracy i spokojnie poddać leczeniu. Podskórnie czułam, że stres ma na mnie duży wpływ. W sierpniu byłam już na urlopie i zaczęliśmy stymulację.
Nic nie zapowiadało szczęśliwego zakończenia: zarodki były średniej jakości, a ja miałam podwyższony progesteron, co obniża skuteczność. Po 2 tygodniach zobaczyłam 2 kreski na teście - jedna była bardzo bladziutka, ale ewidentnie były dwie :-) Następnego dnia z sercem w gardle pojechaliśmy zbadać krew - wynik był pozytywny!!! Po 5 latach walki i 5 ICSI udało się :-)
Nie muszę chyba opisywać, ile nas to kosztowało - i nie mówię tu o pieniądzach. Kolejne podejścia bardzo obciążały naszą psychikę, każda porażka była dramatem.
Ja byłam właściwie pewna, że nigdy nie zajdę w ciążę, że po prostu nie jest mi to pisane. Na szczęście zawsze po jakimś czasie udawało nam się otrząsnąć i znowu stanąć do nierównej walki. Ale bywało bardzo ciężko.
Jestem w 20 tc, mam termin na maj, na razie wszystko przebiega bez problemów. Trzymajcie kciuki! I nie traćcie nadziei :-)

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos )

Odpowiedzi

Portret użytkownika kici

To prawda nigdy nie traćcie

To prawda nigdy nie traćcie nadzieji ja zaszłam w ciążę naturalnie przy policystycznych jajnikach i endometriozie. Urodziłam w 2011 roku chorego synka na rozszczep kręgosłupa i wodogłowie i inne wady towarzyszące ale dzisiaj mój synek ma 20 miesięcy i zrobił mi wczoraj najpiękniejszy prezent stanął w swoim łóżeczku na nóżki także moje modlitwy zostały wysłuchane. Ma nad swoim łóżeczkiem trzy obrazki z Aniołem stróżem. Wierzę że to one opiekują się Kubusiem. Wczoraj z tego szczęścia aż się popłakałam. Dziękuję Panie Boże za ten cud.

Portret użytkownika megiw1978

staram się od 2007 r.

Ja też staram się od 2007 roku z mężem o dziecko, niestety bezskutecznie. Po 4 latach intensywnego leczenia straciłam pęcherzyk żółciowy. Jestem po 8 miesięcznej przerwie w staraniach z powodu operacji. Do tej pory przeszłam 4 stymulacje CLO, 1 indukcję Pregnylem i kilka serii duphastonu. W 2012 we wrześniu udało się nam naturalnie zajść ale okazało się ze to tak zwana mała ciąża. dla nas tez każdy nieudany cykl zapowiadający się sukcesem, ale kończący się niepowodzeniem to tragedia. miałam myśli samobójcze, było mi ciężko. moim oparciem zawsze jest mój maź. bo rodzina szczególnie męża (teściowa)ciągle mnie niszczy psychicznie. wiem ze jest nam bardzo trudno ale czekamy, czekamy teraz na program MZ dot. in vitro i mamy nadzieje ze może się uda zakwalifikować, bo niestety nas nie stać nawet na jedna próbę.

2007r rozpoznanie ch. Hasimoto, hiperprolaktemia i leczenie
starania od 7 lat,
nasienie M ok!
Marzec 2013 M: zawał serca, zapalenie mięśnia sercowego i lewego płuca
Kwiecień 2013 HSG - jajniki drożne skręcone zmienione pozapalne, liczne zrosty około j

Portret użytkownika edyta28

jakbym czytala moja historie...:)

mi rowniez udalo sie za piatym podejsciem do icsi zajisc w upragniona ciaze :) i rowniez rodzilam w maju:) moje córcie maja juz 20 miesiecy! sa piekne, mądre- przez dwa dni przeszly z pampersow na nocnik - moja mala pochwala, daja tez czasem w kosc - jak to maluchy ,ale wierz mi ze wiem co teraz czujesz. ja tez mialam momentami dosc i nie wierzylam ,ze po tylu probach sie uda0- tym bardziej ,ze czytalam czasem opinie lekarza ktory po 3 -cim nieudanym podejsciu doradzal alternatywne wyjscia.
Pisze to do kobiet ,ktore sa po kilku nieudanych probach - nie zapominajcie ze w calym leczeniu potrzeba jest po prostu troche szczescia...:)jak w zyciu i pamietam moje podejscie. Kazda nieudana proba to byl dla mnie dramat,ale pamietam ze obiecalam sobie ze bede probowala dopoki starczy mi sil.
trzymam za wszystkie starajace sie mocno kciuki :)

Portret użytkownika kaska2

Witam! gratuluję:) i

Witam! gratuluję:) i równocześnie szukam otuchy i wytrwania. Wczoraj dowiedziałam się że czwarta próba inseminacji nie udała się. Staramy się z mężem o dziecko o trzech lat. I tak naprawdę do dziś nie znamy przyczyn niepowodzenia. Mąż ma wyniki dobre (nawet bardzo). Ja teoretycznie też. Byłam już u kilku różnych lekarzy i nikt nie znalazł przyczyny. Od kilku miesięcy leczę się u kolejnego, który poinformował mnie (jakiś miesiąc temu), że mam policystyczne jajniki, choć wcześniej nic o tym nie wspominał, żaden inny lekarz też. Nie mam żadnych typowych ich objawów.Cykle regularne. Lekarz powiedział mi, że właściwie to zostało nam in vitro. Weszłam na stronkę szukać otuchy, bo brak mi już sił na cokolwiek.Czytam Wasze historie i cieszę się, choć równocześnie już nawet nie mogę uwierzyć że mnie też coś takiego spotka.

kaska2