Historia dla tracących nadzieję :)

Temat: 
Nasze historie

Nasze historie
Witam wszystkich:)
Z moim mężczyzną znamy się 4 lata, od dwóch bezskutecznie staraliśmy się o dzidziusia. Po kilku miesiącach niepowodzeń oboje udaliśmy się do specjalisty. Byłam przekonana, że to jakiś drobiazg uniemożliwia mi zajście w ciążę i na pewno jak tylko trafimy na dobrego lekarza, pomoże nam on.

Diagnoza: u mnie pcos. U mojego mężczyzny po wykonaniu dodatkowych badań okazało się, że defragmentacja plemników mojego Piotra sięga 49%. To znaczyło, że nawet przy dobrej morfologii potencjał do zapłodnienia z takimi wynikami dna był praktycznie zerowy. Po wielu wizytach w różnych specjalistów w kilku miejscach Polski i po zapoznaniu się z wynikami opracowań na temat wysokiej defragmentacji dna plemników (w Polsce nie mogliśmy za bardzo nic na ten temat znaleźć. Wertowaliśmy amerykańskie opracowania tamtejszych lekarzy, jest tego sporo) wiedzieliśmy, że nawet na in vitro szans za bardzo nie mamy z takim materiałem genetycznym. Powtarzaliśmy badania, wyniki wciąż bardzo złe nie pozostawiały żadnych złudzeń. Pogodziliśmy się z tym choć trwało to kilka miesięcy i bardzo bolało. Podjęliśmy decyzję o podejściu do inseminacji nasieniem dawcy. Zależało nam na czasie, nie chcieliśmy już dłużej czekać aż coś się polepszy. W tej sprawie mieliśmy umówioną wizytę u kolejnego specjalisty w połowie grudnia br. Na początku listopada stwierdziłam, że już ponad tydzień spóźnia mi się okres. Piersi od kilku dni bolą, brzuch też a okresu jak nie było tak nie ma. Przez myśl mi nie przyszło, że mogę być w ciąży. Zrobiłam test sama nie wiem po co. Gdy ujrzałam dwie grupę kreski nie uwierzyłam. Kupiłam jeszcze dwa testy, wyniki znów pozytywne. Kolejnego dnia pobiegliśmy do ginekologa. Potwierdził ciążę, to był już siódmy tydzień:) nasz lekarz powiedział, że to cud i przy naszych wynikach tej ciąży być w ogóle nie powinno i mam podziękować TEMU NA GÓRZE. Dziś to już 11 tydzień, maluszek rośnie jak na drożdżach a my wciąż jesteśmy w szoku. Nasza historia to dowód na to, że cuda się zdarzają i w naturze nie ma rzeczy niemożliwych :)

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (10 głosów )

Odpowiedzi

Portret użytkownika alina1978

Wierzę w takie zakończenia

Witam bardzo się ciesze i zarazem gratuluje, byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie gdyby i u mnie cud się zdarzył,dwa jajowody uszkodzone zerowe szanse na naturalne zapłodnienie oto moja diagnoza, ja marzę o tym aby po 5 nieudanych próbach in vitro kolejne podejście zakończyło się ciążą dodam ze od 6 lat staramy się o szczęście ale nie poddaję się. pozdrawiam gorąco i jeszcze raz dratuluje

Portret użytkownika sasha84

nie trać wiary

alina- na 100% się uda!!! My ponad trzy lata żyliśmy wprzekonaniu, że już nie mamy szans, a teraz moje pięciomiesięczne bliźniaki śpią sobie grzecznie i sapią jak małe misie przez sen :*

Portret użytkownika alina1978

Nie tracę

Gratuluję bliżniaków i dziękuję. Wierze że i ja niedługo zamieszczę post na naszym bocianie "udało się", pozdrawiam i życzę szczęśliwego macierzyństwa.

Portret użytkownika megiland

Witam, nie traćcie nadziei i

Witam, nie traćcie nadziei i nie dawajcie sie zwodzic kliniką, ktore tak mocno czesto naciskja na in vitro.
My z mężem staraliśmy się o dziecko 2 lata, zrobilismy chyba wszelkie mozliwe badania, nasienie bylo ok, a u mnie ciagle cos...
najpierw brak owulacji, niskie AMH,bezskuteczne 4 stymulacje owulacji, jedynym skutkiem były torbiele na jajnikach, które na szczęście same się wchłonęły, potem hsg-jajowody drozne, wysoka prolaktyna, niski progesteron...wszystkie wirusy przenoszone droga plciowa wykluszone, 10 stycznia laparoskopia/histeroskopia i drożność - lekarz stwierdzil ze mam niedrożne jajowody i pozostaje mi tylko in vitro...mąż nie chcial sie zgodzic ja tez nie bylam przekonana do tego zabiegu, szczegulnie jak przeczytalam sporo artykułów na ten temat.
Odpuściliśmy, zaczęłam interesować się adopcja ale na ten krok nie bylam jeszcze dosc gotowa... uznalam ze trudno ( i wcale nie przyszlo mi to latwo, przeplakalam wiele dni i nocy) jesli nie mozemy miec dzieci i Bog tach chce to musimy sie ztym pogodzic. Odpuscilam calkowicie bo wiedzialm z z niedroznymi jajowodami szanse sa marne - zakladalam ze moze kiedys przez przypadek sie uda...
zaczelam duzo tanczyc co bardzo mnie odprezalo i uspokajalo, pilam tez ziolka Ojca klimuszki na zrosty w jajowodach i zaczelam zyc wlasnym zyciem.
I tu bęc - jestem teraz w 8tyg ciazy, przy naturalnych staraniach, a wlasciwie bez staran/liczenia/czekania/itp.
Ot tak po prostu wyluzowala.
Wam tez sie uda :) musicie mocno w to wierzyc :)
Trzymam za Was kciuki :)

Portret użytkownika el.ella

mam pytanie

Gratuluję bliźniaków,super :) Moożesz zdradzić ,gdzie się leczyłaś?Dzięki