Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Temat: 
Adopcja Dziecka

Bardzo mnie drażni bardzo małe zrozumienie społeczne (środowiskowe) tematu adopcji, a już zwłaszcza kiedy to młodzi ludzie, niedługo po ślubie decydują się na adopcję dziecka. Najczęściej słyszą wtedy argumenty: ale dlaczego zaraz adpotować, trzeba poczekać, najpierw mieć swoje dziecko, jesteście jeszcze młodzi, adpotowane to niegdy nie wiadomo co z niego wyrośnie, itp...
Wydaje mi się, że wiele ludzi nie rozumie, że potrzeba adopotwania dziecka musi wynikać z czystej miłości do dzieci, a nie tylko być podyktowana problemami z poczęciem własnego dziecka, po wielu latach często dramatycznych starań. Czy to nie piękne chcieć adpotować dziecko, dać dom i miłość istotce, która najbardziej na świecie potrzebuje miłości? Czasem wydaje mi się, że wiele ludzi traktuje adopcję jako wyjście ostateczne, nie śmiem dodać "zło konieczne". Uważam, że instynkt macierzyński to nie tylko biologia. Bo co to znaczy być matką? Obdarzyć miłością i opieką pewną istotkę i czuć się odpowiedzialnym za jej życie i wychowanie. Czy do tego potrzebna jest ciąża?
Czasem myślę sobie, że moje problemy z zajściem w ciążę to znak od Boga, że jestem taką osobą, która nie ma żadnych oporów, aby adoptować dziecko.
Uczulam na te kwestię. Pomyślmy czasem co tak naprawdę zmienia fakt, że się dziecko urodzi. Czy z emocjonalnego punktu widzenia biologia ma tak wielkie znacznie? Znam małżeństwa, które rozpadły się bo już razem nie były w stanie walczyć o ciążę. A gdyby w połowie drogi adpotowały dziecko i stworzyły mu prawdziwy dom?
Apeluję o większą wrażliwość. Można się starać o swoje biologiczne dziecko, ale czy jest sens za wszelką cenę. Tak wiele dzieci czeka na swoją szansę bycia pokochanym... i tak wiele z nich niestety jej nie otrzymuje. Traktujmy adpocję jako dar do Boga, możliwość uszczęśliwienia nie tylko siebie, ale przede wszystkim samotnej istotki, której ktoś przed nami nie pokochał...

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Michal

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Nie wątpię że intencje Malesi która napisała ten artykuł są dobre, ale nie potrafię się z nim zgodzić (z wyjątkiem wstepu ;-) ).
Po pierwsze uważam że adopcja nie jest droga dla wszystkich, do adopcji trzeba dojrzeć, dwie osoby muszą być pewne tej decyzji a niektórzy NIGDY nie osiągną tej dojrzałości i nie ma w tym nic złego. Na bocianie jest dość silna presja na adopcje, szczególnie widoczna przy postach które mają podnieść na duchu czy pocieszyć, w nich często dyskretnie pokazuje się drogę adopcji jako alternatywę czy wyjście awaryjne. Oczywiście również w tym nie ma nic złego, ale niektórzy mogą ulec tej presji nie będąc jeszcze wcale gotowi. Uważam że leczenie jest NATURALNĄ próbą przezwyciężenia problemu niepłodności i to co dla niektórych jest staraniem się za wszelką cenę dla innych będzie zaledwie wstępem do tego na co są w stanie się zgodzić aby mieć dziecko.
Po drugie uważam że jeśli ktoś stara się o adopcje po to żeby dać dom i miłość istotce, która najbardziej na świecie potrzebuje miłości i twierdzi że jest to jedyny i główny powód jego decyzji (nie mówię że Malesia tak twierdzi), to kłamię lub coś z nim jest poważnie nie tak. Oczywiście niektórzy mogą się z tym nie zgodzić, ale motorem wszelkich działań człowieka jest egoizm, a czysty altruizm nie istnieje wiec również decyzja o adopcji powinna być oparta w większym stopniu na ?zrobieniu sobie dobrze? niż mieć na celu naprawianie świata.
A po trzecie dziecko, i to zarówno biologiczne, jak i adoptowane nie może być traktowane jako lekarstwo a ratowanie małżeństwa. Jeśli partnerzy nie potrafią wspierać się trudnych momentach życia lub co gorsza nawet ze sobą rozmawiać na trudniejsze tematy, to dziecko tego nie naprawi.
Oczywiście jest to tylko moje prywatne zdanie i nie planuję nikogo na takowe nawracać, chciałem tylko zwrócić uwagę na fakt że adopcja nie jest łatwą decyzją choć dla ludzi którzy ją podjęli może się wydawać prosta i oczywistą. Ale pamiętajmy że dla leczących się ci adoptujący są z zupełnie innej bajki i że ta bajka nie koniecznie jest lub będzie ich bajką.

--
Pozdrawiam
Michał

[p2p][/p2p]

Portret użytkownika blotniaki

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Michał
zgadzamy się z tym co napisałeś w 100% nic dodać nic ująć

Portret użytkownika Licia

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z przedmówcą.
Szczerze mówiąc nie widzę również nic strasznego w tym, jeśli adopcję traktuje się w pewnym sensie jako "ostateczność" czyli ostatni krok po leczeniu, które się nie powiodło.
Ja podjęłam decyzję o adopcji, bez leczenia, ale na pewno nie z tych względów, o których piszesz. Albo niezupełnie z nich - po prostu z moim mężem byliśmy na to gotowi, było nam łatwo podjąć tą decyzję. Chcieliśmy miec rodzinę - czasami nawet uważam, że poszliśmy na łatwiznę;-););-)
I uważam, że z emocjonalnego punktu widzenia biologia ma duże znaczenie! Żeby adoptować dziecko, powinno się pogodzić ze swoją innością, niemożnością posiadania biologicznego dziecka. Gdyby w połowie drogi to małżeństwo o którym piszesz adoptowąło dziecko, to mogłaby być z tego niezła tragedia - oboje mogliby żałować swojej decyzji i przelewać swoje frustracje na dziecko.
Przykro mi, ale z wieloma tezami Twojego artykułu się nie zgadzam, mimo, że pasuje do roli "nie traktującego adopcji jako ostateczność"

Lidka, mama Stasia i Basi

Portret użytkownika igaa

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Tak ja traktuję adopcję jak dar od Boga.
Ale Bóg powoli wskazywał nam którędy pójść.Czy zaadoptowałam w połowie drogi?Chyba jednak doszłam do jej końca -do końca swoich sił.
Bo gdzie jest ta połowa ,a gdzie koniec?

Chciałabym żeby więcej ludzi adoptowało dzieci.Bo one już są i trzeba je kochać.

Ale uważam tak jak przedmówcy,że każdy ma swoje małe wybory.I musi działać w zgodzie z własnym sumieniem.Bo gdy zrobi coś wbrew sobie ,bedzie cierpiała cała rodzina. A w szczególności dziecko.

Gdzieś w podświadomości zawsze chciałam adoptować dziecko.To ,czy więc byłam egoistką,że chciałam mieć dziecko mojego męża?
Teraz wiem,że adopcja to była nasza właściwa droga.Ale chyba jednak musiałm dojść do samego jej końca, żeby się o tym przekonać.I wiem ,że całe cierpienie sprawiło ,że nauczyłam się kochać bezinteresownie moją córkę taką jaką jest. I wiem,że było ono potrzebne.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Życzę Ci spełnienia.Abyś wkrótce odnalazła swoje dziecko.
Igaa

url=http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=31293][/url]
Koci kalendarz 2006

Portret użytkownika ika_28

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Adopcję traktuję nie jak ostateczność, ale jak wyjście z ciemnego dusznego tunelu na powietrze. Mozna zyc w takim własnie tunelu całe życie, a można też zacząc po prostu zyć. Decyzja o adopcji w moim przypadku nie była poprzedzona leczniem. Była naturalna, moim ogromnym marzeniem od wielu lat było adoptowanie dziecka. Gdybysmy mieli dziecko tez bysmy adoptowali. Będąc w zaawansowanej ciąży planowaliśmy adopcję. Los zdecydował inaczej, adoptowany dzidziuś bedzie naszym jedynym zyjącym.
Żeby zaadoptowac dziecko, pokochac je, trzeba mieć ogromne pokłady miłości. Biologiczne dziecko się kocha po prostu, miłości do adotowanego dzidziusia trzeba sie nauczyć, ale trzeba tez miec do tego predyspozycje. Nie kazdy je ma i dlatego nie każdy nadaję się do adopcji. Adopcja jest piękną droga do rodzicielstwa, ale tylko dla wybranych. Tych przez Boga.

ika_28

Portret użytkownika admin

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Też się zgadzam w 100% . A zabieram głos z 2 powodów:
1. Wczoraj przeczytałam artykuł w najnowszym (lipcowym) Zwierciadle o dziewczynie, która miała strasznie pokiereszowane życie m.in dlatego, że jej adopcyjni rodzice rozwiedli się, nie podołali swojej roli - oddali ją do DD. Jak to czytałam, przypomniała mi się moja koleżanka - świetny naukowiec, ale samotna i nieszczęśliwa - ona twierdzi, że miała smutne dzieciństwo- była adoptowana i choć rodzice nie rozwiedli się, to adoptowanie dziecka nie ocaliło ich miłości- dlatego jest sama.
Nie piszę tego, by kogokolwiek straszyć, tylko chcę podać przykłady, że pojawienie się dziecka w małżeństwie, które ma ze sobą problemy nic nie rozwiązuje - chyba nawet komplikuje wiele rzeczy i nie ma znaczenia czy dziecko pojawia się dzięki adopcji czy naturalnie.
2. Malesia, piszesz o presji środowiskowej- mam nadzieję, że nie chodzi o społeczność bocianią, chciałabym bardzo aby choć tutaj NIKT NA NIKOGO NIE WYWIERAŁ PRESJI CO DO TAK INTYMNEJ SPRAWY JAK DROGA DO DZIECKA.
Mam wrażenie, że jest tak, jak pisał Michał, pojawia się presja adopcyjna - i to moim zdanem jest złe, ponieważ są to tak intymne sprawy, że nie ma tu miejsca na sugestie osób trzecich. Przyznam, że irytują mnie wypowiedzi rodziców adopcyjnych nakłaniającye do adopcji lub przedstawiające adopcję jako coś lepszego, szlachetniejszego od leczenia. Oczywiście chodzi mi o wypowiedzi pojawiające się w wątkach osób nie zdecydowanych na adopcję czy nawet nie rozważających tej kwestii
Podobnie myślę o presji leczenia czy wpomagania rozrodu- jeżeli też się pojawia to jest tak samo złe jw.
Jeżeli natomiast piszesz o śodowisku "pozabocianowym"....no cóż takie problemy jak nasz są łakomym kąskiem dla wszelkicej maści plotkarzy - moja koleżanka z pracy też bardzo chciała się dowiedzieć jak wygląda leczenie - czy musimy "to" robić przy lekarzu - bo wtedy to ona by adoptowała i takie tam dyrdymały - potem dowiedziałam się, że cały sąsiedni pokój miał zapewniony temat na kilka dyżurów- teraz każdą zaczepkę ucinam krótko, że to moja sprawa i nic nikomu do tego- pomogły mi "Trudne pytania" - bardzo fajny pomysł -zawsze można znaleźć dobrą odpowiedź np. na pytanie: "dlaczego adoptujecie, przeciez możecie sie leczyć?"
Pozdrawiam. Gośka

Portret użytkownika goska

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

To mówiłam ja goska, coś żle nacisnęłam i wyszedł anonimus:)

Goska

Portret użytkownika emiliaz

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Malesie, wyjełaś mi to zgłowy!!! Dziękuje Ci za to. Zgadzam się z Tobą w 100%.

emilia

Portret użytkownika andyk

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Rzeczywiście adopcja nie musi być ostatecznością, lecz inną drogą. Nie widzę natomiast nic złego w tym, że ludzie najpierw próbują wykorzystać metody leczenia, a dopiero gdy one zawiodą decydują się na adopcję. Zresztą czy takiego podejścia nie wymuszają same OAO - długość związku małżeńskiego, zaświadczenia od ginekologa w przypadku par bezdzietnych. Adopcja jest darem dla obu stron i dla dziecka i dla rodziców adopcyjnych. Ale intencje rodziców w pewnym sensie nigdy nie są "czyste", chemy dziecka dlatego, aby zrealizować własne pragnienie stworzenia pełnej rodziny, dzielenia się swoją miłością z inną istotą, poczucia dawania z siebie. I nie widzę w tym nic zdrożnego. W "pełni czyste" intencje mogą mieć tylko osoby mające już własne dzieci (i mogące mieć kolejne), które chcą adoptować następne.

Portret użytkownika admin

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

W zupełności się z Tobą zgadzam. Po trzecz latach malżeństwa zdecydowaliśmy się na adopcję. Kiedy teściowa się o tym dowiedziała "wybiła" tro mężowi z głowy, twierdząc, że jesteśmy młodzi i żeby jeszcze poczekać na własne dziecko. Mój świat się zawalił. Teraz jesteśmy pięć lat po ślubie. jestem w trzecim miesiącu ciąży po ICSI. Oczywiście, że się cieszę i jestem szczęśliwa, ale ciąglę czuję pewien żal,że jednak nie adoptowaliśmy tamtego dziecka.
Będę jeszcze starała śię namówić męża. Myślę, że teraz jak bedziemy mieli własne dziecko będzie mu łatwiej, a ja w końcu poczuje się w pełni zadowolona. Nie zrozum mnie żle -codziennie dziękuję Bogu za to życie które jest we mnie. Ni przestanę jednak myśleć o adopcji. Nie wystarczy urodzić dziecka, żeby czuć się matką.

Portret użytkownika Agusia

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Tak, adopcja to dar od Boga! Tak jak Wielkim Darem Boga dla mnie i Tomka jest nasza Córcia-Weronisia. Bardzo bym chciała, żebyśmy my, jej rodzice, też byli dla niej darem! Ale o to musimy starać się całe życie!

Agusia
NAJSZCZĘŚLIWSZA NA ŚWIECIE MAMUSIA WERONIKI I MARTY
moje skarby

Portret użytkownika admin

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Zastanawiam się nad adopcją dziecka mojego męża.
Mamy własne dzieci. Adopcja wydaje mi się najlepszym wyjściem w zaistniałej sytuacji (dziecko urodzi się za kilka miesięcy).Czy twoja sytuacja była podobna?

Portret użytkownika admin

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

sądze że posiadanie dzieci równieżnie jest koniecznością szczególnie dla osób myślących w ten sposób , na pewno adopcja nie może być antidotum na bezpłodność

Portret użytkownika Plastelina

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Adopcja przez rodziny które mają już dzieci?
Traktują one dzieci adoptowane tak sama jak swoje biologiczne?
Czy tak wolno?
Czy nie ma wystarczająco rodzin bezdzietnych które pragną mieć dzieci i czekają latami ?
Ja wiedzałam ,że nie będę mogła mieć dzieci już mając 17 lat. Strasznie płakałam wiele nocy nie przespałam ,życie straciło sens. Znalazłam rozwiązanie by posiadać dziecko -przecież mogę adoptować.
Czekam na ten moment z utęsknieniem.
Obecnie mam 32 lata i jestem od 6 lat mężątką.
od 10 lat intensywnie zajmuję się tematem adopcji.
Niestety droga nie jest łatwa.
Pierwszy raz zkontaktowałam się z ośrodkiem adopcyjnym mając 23 lata. Byli zaskoczenimoim moim wiekiem. Postawili warunki których niebyłam w stanie spełnić. Teraz gdy myślałam ,że już na pewno się uda mam do przejścia kolejne schody.

Portret użytkownika admin

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Adopcja jest piękna, zgadzam się. Zgadzam sie też, że zbyt mało jest dla niej zrozumienia. Ale tego ogólnie jest mało, więc chyba to taka nasza ludzka norma. Ale... Przyjaciółka pracuje w domu dziecka. Gdy powiedziałam jej, że myślę o adopcji bądź stworzeniu rodziny zastępczej powiedziała - super, ale najpierw swoje. Nie miałam czasu rozmawiac z nią dłuzej wtedy, ale pamiętam do dziś. Nie mam jeszcze biologicznego dziecka. Niebawem idę do lekarza, bo minęło ponad półtora roku od początku starań o malucha. Plan adopcyjny wciąż jest aktualny i nie traktuję go na zasadzie - jak nie wyjdzie biologicznie. Ale być może jak ktoś może mieć dzieci to powinien najpierw urodzic. Nie wiem, może chodzi o kwestię psychicznego podejścia do dziecka. Może o to, żeby doświadczeń w trduenj roli bycia mamą nabierać na biologicznym a nie adoptowanym dziecku...

Portret użytkownika guga

czy laparoskopia jest bezpieczna?

witajcie.czy ktos mial laparoskopie?czy to bezpieczny zabieg?

Portret użytkownika admin

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Zgadzam się z przedmówcami, że nie można mówić o świadomej adopcji bez gruntownych przemyśleń i rozmów partnerów, co z kolei wymaga czasu. Nie sądzę również, aby adopcja musiała wynikać jedynie z faktu niemożliwości posiadania dzieci. Nie zupełnie zgadzam się jednak, co do stwierdzenia, że lepiej jest uczyć się być rodzicem na biologicznym dziecku. Nie można nauczyć się miłości, albo to masz w sobie, albo nie. Pokochać dziecko, które nosiła w sobie inna kobieta to wyzwanie, ale nie takie, któremu nie można sprostać. Dzieci zwyczajnie kocha się lub nie. Nie można przewidzieć, że dziecko adoptowane będzie mniej lub bardziej kochane niż biologiczne. Zreszta jestem zdania, ze prawdziwa matka, czy ojciec nie dzieli, ale mnoży miłość do dzieci bez względu na to czy są adoptowane, czy biologiczne.

Portret użytkownika admin

Re: Nie traktujmy adopcji jako ostateczności

Zgadzam się z przedmówcami, że nie można mówić o świadomej adopcji bez gruntownych przemyśleń i rozmów partnerów, co z kolei wymaga czasu. Nie sądzę również, aby adopcja musiała wynikać jedynie z faktu niemożliwości posiadania dzieci. Nie zupełnie zgadzam się jednak, co do stwierdzenia, że lepiej jest uczyć się być rodzicem na biologicznym dziecku. Nie można nauczyć się miłości, albo to masz w sobie, albo nie. Pokochać dziecko, które nosiła w sobie inna kobieta to wyzwanie, ale nie takie, któremu nie można sprostać. Dzieci zwyczajnie kocha się lub nie. Nie można przewidzieć, że dziecko adoptowane będzie mniej lub bardziej kochane niż biologiczne. Zreszta jestem zdania, ze prawdziwa matka, czy ojciec nie dzieli, ale mnoży miłość do dzieci bez względu na to czy są adoptowane, czy biologiczne.