To był naprawdę trudny dzień ....

W poniedziałek 13.12 zawitaliśmy po raz pierwszy do psychologa do naszego ośrodka. Nie wiedziałam czego się spodziewać, bo to był nasz pierwszy raz.
W zasadzie to powinnam powiedzieć, że było sympatycznie, no bo było (!!) ... ale... Pogadaliśmy sobie o wszystkim: o nas, rodzinie, pracy, o naszej drodze do tej decyzji.
Wszystko troszkę się zmieniło, gdy pani powiedziała, ze na nasze Dzieciątko nie bedziemy czekac do końca przyszłego roku (tak jak nam to wczeSniej powiedziano), ale ok. rok od momentu ukończenia kursu, a może i dłużej... Kurs skończymy pewnie w marcu - a nawet się jeszcze nie zaczął - tak więc nie ma co liczyć, ze zostaniemy Rodzicami na przyszłe Boże Narodzenie :-((
Pani od razu zauważyła jak na nią wtedy spojrzałam - powiedziała mi zresztą później. W tym momencie w mojej głowie kłębiło się jakies milion myśli - nie tak miało być, znowu rozczarowanie, jak ja to przeżyję.... itp.
Przez cały czas naszej dalsze rozmowy w mojej głowie dzwoniło to stwierdzenie - "Nie zakładajcie państwo, że dostaniecie Dziecko wcześniej niż za rok po kursie. Nie nakręcajcie się bo potem to będzie bardzo trudny okres."
Najtrudniejsze bylo jednak pytanie o nasz stosunek do rodzicow biologicznych... W pierwszej chwili nie wiedziałam co powiedzieć, ale potem powiedziałam, że nie wiem jak powiem mojemu Dziecku kto je urodził - inna pani czy inna mama.
Pani zapytała dlaczego nie inna mama?
To był oczywiście zapalnik dla moich łez - nagle nie wiedzieć skąd polecialy mi jak grochy... Ledwo wydusiłam z siebie, ze to przecież JA będe MAMĄ.... a nie ONA
Pani jednak powiedziała, ze powinno się mówić mama o matce biologicznej - bo dziecko może niepotrzebnie wyrabiać sobie zły obraz pierwszej matki, możemy nieświadomie w pewien sposob ksztaltować jego przyszła opinię.

Gdy się nad tym wszystkim spokojnie zastanowiłam to stwierdziłam, ze pani psycholog pewnie ma rację i pewnie po to są takie spotkania, abyśmy potrafili nauczyć się walczyć z naszymi lękami.

Lękam się, że zostałam źle odebrana - że jestem niepozbierana emocjonalnie... że nie powinnam była płakać...
Ale przede wszystkim to lękam się tego, że będę ta drugą mama - jestem o to zazdrosna - tak - tak to chyba powinnam nazwać.....

Boże jakie to trudne....

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika anonymouse026

gagula,
dużo siły Ci życzę!!
"Niepozbierana emocjonalnie" piszesz,ale gdy człowiekowi bardzo nam czymś zależy, a do tego gdy jest wrażliwy to ma pełne prawo zachować się w ten sposób. Emocje muszą gdzieś znaleźć ujście.
Ja często się tak zachowuję...Powodzenia!

Portret użytkownika gagula

Dzięki bardzo za ciepłe słowa. Ja też reaguje chyba na prawie wszystko emocjami - czasem potem głupio się czuję, ale nic nie poradzę - już taką pewnie mnie Bozia stworzyła :-))

Mama HUBERCIKA najwspanialszego faceta pod słońcem oraz jego cudownej siostry ZOSINKI (jak mawia starszy Brat:-)!