zgoda na ciasteczka

Nadzieje

Temat: 
Ciąża po latach walki

Chciałabym się podzielić moimi doświadczeniami. Dowiedziałam się o tym serwisie całkiem przypadkowo. Przejrzałam, poczytałam wyznania i komentarze ludzi, którzy chcą a nie mogą mieć dzieci.
Mam 28 lat. Zdiagnozowano mnie ponad 10 lat temu, mam PCO. Gdy byłam wolna, nigdy nie myślałam jak poważne to schorzenie. Koszmar zaczął sie gdy spotkałam mojego obecnego męża i gdy zaczęliśmy nasze pierwsze próby stworzenia owocu naszej miłości. Przez 4 lata przeszliśmy piekło. Początkowo byłam pełna nadzieji i raczej minimalizowałam problem. Zaczęliśmy od tabletek, tak po 1,5 roku zaczęłam sie niepokoic, bo nie było żadnych rezultatów. Udaliśmy sie do Warszawy, do kliniki. Zaczęły sie pierwsze kuracje. Zastrzyki, monitoring, ustsalanie poziomu hormonów. I nic, jakby mój organizm miał gdzieś i za żadne skarby nie chciał współpracowac. Co tydzień jeździliśmy 500 kilometrów na kontrole. Sama robiłam sobie zastrzyki hormonalne, moje pośladki i uda bolały pokłute jak sitko. W końcu, przez moją pomyłke w dozie Humegonu ( dałam 3 zastrzyki na raz zamiast 1,5 rano i drugie wieczorem) coś zaskoczyło i okazało się, że jestem w ciaży, i to bliźniaczej. Dane nam było cieszyć się 8 tygodni - poronienie samoistne. Potem kolejne. Moja rodzina prosiła o spokój, mówili, że wszystko samo się ułoży, że takie kuracje mogą być bardzo szkodliwe dla mnie. Niestety, ja tak nie myślałam, skoro się juz udało to jak zaślepiona brnęłam ku celu. Po którymś z kolei poronieniu coś jednak się stało. Załamałam się. Coś mi jakby pękło w środku. Byłam zmęczona, w ciężkiej depresji. Nasza sytuacja finansowa się pogorszyła, mąż stracił pracę, musieliśmy sprzedać samochód, mieszkanie, przeprowadzić sie do moich rodziców. Potem mąż wyjechał do pracy za granicą, ja musiałam uporzadkować nasze sprawy. Nie miałam nawet czasu myśleć o dziecku. Powoli dochodziłam do siebie, mąż przyjeżdżał co kilka miesięcy na pare tygodni. Zastanawialiśmy sie nawet nad adopcją, zaczęłam się rozpytywać, byłam nawet na rozmowie w Ośrodku Adopcyjnym. Ale jakoś tak w ogólnym zabieganiu, nie skupiałam się na tym, potem nawet zapomniałam i jakby pogodziłam się, że tak ma być. Pomyślałam, jak nam się sytuacja ustabilizuje, to zaczniemy kuracje od nowa. Zajęłam się przeprowadzką za granicę, potem przygotowywaniem naszego nowego domu, adaptacją w nowym kraju. Nagle ni z tego ni z owego zaczęłam się bardzo żle czuć, bóle przydatków - pomyślałam, pewnie mnie przewiało na pikniku. Męczyłam sie ok. miesiąca. Lekarz polecił mi zrobienie testu przed wizytą, wyśmiałam go mówiąc, że nie ma takiej możliwości w moim przypadku. Wieczorem siadłam w łazience i pojawiły sie pierwsze 2 kreski. Mówię pierwsze dla mnie, bo nigdy wcześniej testy mi nie wychodziły pozytywnie. Z wrażenia test wpadł do sedesu, mąż wypuścił z rąk tackę z kawą. Poleciałam kupić dwa następne. W ciągu tygodnia zrobiłam jeszcze 6 testów. Kreski ciągle były. Ciągle jeszcze nie wierzyłam, dopiero USG mnie przekonało. I tak już jestem w 6 miesiacu, 26 czerwca spodziewamy sie naszego ukochanego dziecka. I to jest ten cud na który warto czekać. Dlatego do wszystkich starających się, apeluję. Odpoczywajcie między kuracjami. Nie zaślepiajcie się. Gdy mnie to mówiono, także się obrażałam i mówiłam, że ktoś kto nie wie jak cieżko jest zajść w ciąże, nie będzie mnie pouczał co mam robić i czuć. Proszę wszystkie kobiety z PCO, uspokójcie się i zapomnijcie na jakiś czas. Samo przyjdzie. Tak jak do mnie, w najmniej spodziewanym momencie.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos )

Odpowiedzi

Portret użytkownika agga

Re: Nadzieje

Dzięki Teosiu za słowa otuchy :-)
Wierzę, że nam wszytskim zdarzy sie taki CUD!

Agga + 38 tyg. Maleństwo

"Zanim zostałeś poczęty, pragnęłam Cię,
Zanim się urodziłeś, kochałam Cię ...."

Portret użytkownika daniela

Re: Nadzieje

tak jak i Ty "zaskoczyłam" , gdy całkiem dałam sobie spokój i pogodziłam się z myślą , że dziecka nie będzie .Jestem w 5 miesiącu , wszystko idzie dobrze , dlatego rozumiem Twoją radość - gratuluję Tobie ( i sobie , przy okazji)

dorota radecka

Portret użytkownika Patrycja13

Re: Nadzieje

Gratuluję serdecznie! Słyszałam już wiele razy, ze organizm "zaskakuje", gdy kobieta daje sobie spokój. Ale jak to zrobić? Z jednej strony wierzyć, ze wszystko będzie Ok, a z drugiej...
To nie takie proste. Przecież nie mogę się "zaprogramować". A może mogę...

Portret użytkownika nenekuku

Re: Nadzieje

I w moim przypadku tak było . Zrezygnowałam z leczenia , chciałam po nim odpocząć , wyciszyć się uspokoić i kiedy dojdę do siebie pomyśleć znowu o dziecku, ewentualnej adopcji. I właśnie kiedy sobie odpuściłam ku mojemu zdziwieniu i niedowierzaniu na teśćie , który kazała mi zrobić lekarka ( mnie nie przyszłoby to do głowy) około 45 d.c. zobaczyłam dwie kreseczki. Teraz mają te dwie kreseczki dwa latka i na imię Adaś.

Portret użytkownika munia

Re: Nadzieje

Ja też odpoczywałam, prawie 5 lat i co... i nic, więc nie należy generalizować i wszystko zrzucać na psychikę. Ale zgadzam się, że nie należy się w tym 'naszym' leczeniu' pogubić, stracić to co mamy - miłość naszego Misia, i zdrowie, które przecież musi nam długo dopisywać.

Cieszę się, że cuda się zdarzają i wbrew medycynie konwencjonalnej oraz różnym werdyktom brzmiącym jak wyrok dziewczyny zachodzą w ciążę i mają później piękne bobasy.
Gratuluję Ci Teosiu i życzę wszystkiego najlepszego

Portret użytkownika igaa

Re: Nadzieje

Gratulacje Teosiu.To są wielkie słowa.Trzeba się umieć zastopowac w tym pędzie do celu za wszelką cenę, żeby nie zwariować.Pozdrawiam rodzinkę i trzymam kciuki igaa

url=http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=31293][/url]
Koci kalendarz 2006

Portret użytkownika Teosia

Re: Nadzieje

Droga Patrycjo, ja wiem, że zaprogramować się nie da w sytuacji, gdy chęć posiadania dziecka jest silniejsza od chęci do życia. Ja się nie musiałam programować, sytuacja mnie zmusiła do zapomnienia i odłożenia wszelkich prób - byliśmy na skraju bankructwa ( w sumie to dalej sie wygrzebujemy). Myślę jednak, że tu nie chodzi o zaprogramowanie, wiesz co, po prostu odłóż wszystko na potem, daj sobie wolne na pół roku, z myślą oczywiście, że wrócisz do prób. Ja wiem, że to jest strasznie ciężkie, sama przez to przeszłam, na takie rady od innych wręcz chciałam zabijać. Jak to odłożyc, ja nie młodnieje a oni chcą żebym dała sobie spokój na jakiś czas? - tak myślałam. Gdyby nie to, że życie zadecydowało za mnie, pewnie dalej bym latała po lekarzach. Życzę Ci jak najlepiej, szczerze i z całego serca, i czuję że się uda.

Portret użytkownika Monika

Re: Nadzieje

no to może mi też się uda! od kilku miesięcy ( z powodów finansowych ) jestem zmuszona do "odpoczynku". Może wyjdzie mi to na dobre! Pozdrawiam wszystkich!!!

wdzięczna losowi za Bociana...

Portret użytkownika admin

Re: Nadzieje

JA RÓWNIEŻ SIĘ CIESZĘ RAZWM Z TOBA MAM TEŻ PCO I JESTEM W 4MIESIĄCU CIĄŻY PO ROCZNYM STARANIU SIĘ ZAJŚCIA ALE BYŁO WARTO MAM WSPANIAŁEGO LEKARZA POZDROWIENIA ANIA BER.

Portret użytkownika admin

Re: Nadzieje

JA RÓWNIEŻ SIĘ CIESZĘ RAZWM Z TOBA MAM TEŻ PCO I JESTEM W 4MIESIĄCU CIĄŻY PO ROCZNYM STARANIU SIĘ ZAJŚCIA ALE BYŁO WARTO MAM WSPANIAŁEGO LEKARZA POZDROWIENIA ANIA BER.

Portret użytkownika Marcin_Wro

Re: Nadzieje

Trzymaj się
Pozdrawiam

Portret użytkownika eweluska

Re: Nadzieje

Mi rowniez pomoglo chwilowe zapomnienie. Mysle , ze mialysmy szczescie.

Portret użytkownika maggy88

Re: Nadzieje

Dziekujemy Ci wszystkie i wierzymy ze kazda z nas dozna tego szczescia. POWODZENIA

Portret użytkownika admin

Re: Nadzieje

Dopiero dowiedzialam sie ze mam PCO... Wczesniej wszycy przekonywali mnie, ze moje intensywne myslenie i pragnienie malenstwa przeszkadza nam w pojawieniu sie dzidziusia... Ale to nie jest wina tylko mojej psychiki. Narazie sama nie wiem co myslec

Portret użytkownika admin

Re: Nadzieje

Cieszę sie,że ci sie udało.Ja caly czas czekam i mam nadzieje,że także u mnie zdarzy sie cud.Szczęść BOŻE na wszystkie dni Twojego życia

Portret użytkownika nadzieja2018

cześć Teosia cieszę się, że

cześć Teosia
cieszę się, że wam się udało:))
ja też borykam się z PCO i ciągle mam nadzieję,że w końcu się uda...:)

cały czas czekamy na dwie kreseczki...nasz wymarzony cud...