Moje doświadczenie z naprotechnologią

Temat: 
Nasze historie

Nasze historieNa naszej drodze leczenia niepłodności zetknęliśmy sie z ta metodą...zacznę od początku. Opisuję poniżej nasze doświadczenia i rozterki po zetknięciu się z Naprotechnologią.
Na początku znaleźliśmy dr zajmującego się naprotechnologią- wybór padł na Lublin. Pojechaliśmy do dr Barczentewicza- jest on na liście dr napro (mam nadzieję,że nie przekręciłam nazwiska).

Tam na wizycie pomimo,że przywiozłam wszystkie dotychczasowe wyniki badań, łącznie z kilkoma wynikami męża, z których jasno wynikała istota problemu (mieliśmy wówczas tylko 0,5% prawidłowych plemników) dr je zupełnie mówiąc kolokwialnie "olał". Zaczął badanie i skupił się tylko na mnie po czym dal nam skierowanie na badania wszystkiego łącznie z markerami nowotworowymi! Aha, nie wiem czy to istotna informacja ale w pewnym momencie w trakcie trwania badania ścisnął mi piersi aż wypłynął z nich bezbarwny płyn i oznajmił,ze to oznaka choroby! Żaden inny dr (w tym ginekolodzy z Novum czy Invimedu) nie potwierdzili tej diagnozy. Kiedy zadzwoniłam do laboratorium zapytać czy te badania są dostępne Pani laborantka dosłownie była w szoku. Ale oprócz tego dal nam nr telefonu do tzw. trenerki, która to miała się zając istotą problemu.
Owa trenerka przyjmowała w swoim domu (my jeździliśmy do Radomia, z wykształcenia ekonomistka, lat 25). Byliśmy na owym pierwszym i ostatnim spotkaniu z parą która miała niepłodność wtórną i parą po poronieniach. Trzy odmienne przypadki. No i zaczął się wykład...za ścianą jej malutkie płaczące dziecko (wtedy byłam na etapie kiedy to bolało) o budowie męskich i żeńskich narządów płciowych..oraz obserwacji cyklu. Mój mąż ledwo usiedział na tym spotkaniu. Sytuacja była też o tyle niekomfortowa,że nagle na forum obcych ludzi zostaliśmy poproszeni o przedstawienie historii naszej drogi do potomstwa. Kiedy w trakcie owego wykładu powiedziałam owej trenerce,że zakupiłam testy owulacyjne dla potwierdzenia owulacji...nastała cisza i nie uzyskałam odpowiedzi czy to dobry sposób czy nie. Malo tego po wykładzie-spotkaniu kazano nam zakupić książkę (gdyby ktoś był zainteresowany mogę zeskanować)i naklejki do naklejania na kartę obserwacji cyklu- koszt 200zł. Książka po angielsku- mi to nie przeszkadzało ale osoby za tłumaczenie musiały zapłacić dodatkowo 50 zł. W razie oczywiście problemów w wypełnianiu i naklejaniu naklejek można było udać się lub zadzwonić do trenerki. Nawet wciągnęło mnie to klejenie znaczków- przynajmniej potwierdziłam fakt, że dochodzi u mnie do owulacji (bez testów owulacyjnych) ale poza tym nic to nie wniosło. W każdym razie wizyta u owego dr w Lublinie kosztowała 250 zł u trenerki 200zł. Nie pomogło to nic w naszym leczeniu.
Jeżeli chodzi o męża dowiedział się tego samego co od innego dr w Lublinie- może zrobić operację na żylaki powrózka nasiennego. Zbadać hormony i będziemy podkręcać mój cykl. Oczywiście pojechaliśmy skonsultować ten fakt z jeszcze innym dr (w Lublinie już nie traciliśmy czasu). Wybór padł na dr Wolskiego z Novum. Ten potwierdził, że operację zrobić możemy ale rewelacji po niej spodziewać się nie możemy bo stan upośledzenia nasienia jest duży i nie upatruje on przyczyny z żylakach. Może osoby po poronieniach robiące gruntowne badania mogą cokolwiek skorzystać z tej metody jednak przy problemach mechanicznych(niedrożne jajowody, bardzo słabe nasienie- ten fakt trzeba podkreślić bo z lekko obniżonymi parametrami można jeszcze dzięki napro w miarę walczyć itp) jest to metoda bezsilna.
Dzwoniłam jeszcze swego czasu do prof. Wasilewskiego z Białegostoku (kiedyś specjalisty od in vitro a od pewnego czasu naprotechnologa) kiedy miał audycje w radiu...żadna informacja,którą mi wówczas podał nie miała pokrycia- między innymi aby podkręcić cykl kobiety...co podkręcać kiedy jajowody są niedrożne. Powiem jeszcze,że nikt nie zbadał właśnie tychże jajowodów, oczywiście podejrzewam,ze w toku dalszych niezliczonych badań pewnie by to odkryto- nie wiem jak długo trwałoby to bezcelowe obserwowanie cyklu. My uświadomiliśmy sobie,że krocząc tą metodą wydamy niezliczone pieniądze na badania, które pozostawią nas w tym samym miejscu. Mam do dzisiaj nagranie z owej audycji jako niezbity dowód niewystarczalności tej metody. Oczywiście wierzę,że są pary, które mogą coś skorzystać- my tylko straciliśmy pieniążki, czas, nerwy..no i w pewnym stopniu czuliśmy się upokorzeni chociażby ową wizytą u trenerki.
W każdym razie to jest moja opinia na podstawie naszych doświadczeń z naprotechnologią- denerwują mnie zdania,że jest to "alternatywa do in vitro". Jeśli coś ma być alternatywą to powinno mieć podobne lub bardzo zbliżone działanie. A nie ma. Nie powiem skłoniliśmy się ku napro do końca wierząc,że może coś z tego będzie..no i z racji naszych religijnych przekonań- 3 lata podejmowaliśmy decyzje o in vitro. Teraz mogę powiedzieć,że czuliśmy się oszukani właśnie przez fakt, że z "alternatywą do metody in vitro' naprotechnologia nie ma nic wspólnego.

Ps. A teraz news, który usłyszałam od koleżanki,że w naprotechnologii łączy się komórkę jajową i plemnik bez tworzenia nadprogramowych zarodków. Zbaraniałam słysząc to. Nie wiem gdzie to wyczytała ale o niczym takim w trakcie trwania naszej "przygody" nie słyszałam. Nie wierzcie więc ślepo ale zachowajcie zdrowy rozsądek. Gdyby ta metoda przynosiła tak cudowne efekty o których sami o sobie piszą in vitro już dawno zeszłoby na drugi plan a tymczasem kliniki niepłodności codziennie zapełniają się nowymi pacjentami.

3.666665
Twoja ocena: Brak Średnia: 3.7 (3 votes)

Odpowiedzi

Portret użytkownika jagienka79

NAPROTECHNOLOGIA I JA - NASZE KRÓTKIE SPOTKANIE

Jakbym czytała swoją historię...
Po kilku latach prób zajścia w ciążę i 7 inseminacjach mój lekarz dalej nie wiedział dlaczego się nie udaje. Coraz częściej mówił o in vitro Podczas wizyty u lekarza ogólnego napomknęłam o tym, że zastanawiam się nad in vitro. Jaką burzę to wywołało! - tego się nie spodziewałam!!! Wykształcona lekarka zaczęła mnie przekonywać że dzieci poczęte tą metodą są nadpobudliwe, często upośledzone, ile ludzkich żyć zmarnuję!!! Po prostu szok! Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę! Poleciła mi naprotechnologię i dr Barczentewicza. Zaczęłam o tym czytać i poszłam bo sądziłam, że być może poznam przyczyny naszej niepłodności.
Poszłam na wizytę. Dostałam skierowanie na badania, które robiłam już kilka razy. No i badanie piersi! Mocny ucisk i poleciał z nich płyn...Lekarz oznajmił, że to najprawdopodobniej jest przyczyna - dostałam receptę na Bromergon. Po leku czułam się fatalnie, nie byłam w stanie normalnie pracować... Wizyta u trenerki przyspieszyła nasze dalsze działania: Trenerka przyjęła nas w swoim domu. Kobieta w zaawansowanej ciąży, za ścianą ze czworo jej dzieci. Były jeszcze 2 inne pary. Wykład od podstaw - budowa narządów, przebieg cyklu i zasady metody. Wszyscy wyglądali na zdumionych, po pytaniach o datę i wynik ostatniej cytologii mój mąż mało nie wyszedł. Grzecznie dosiedzieliśmy do końca. Nie zdecydowaliśmy się na zakup książek i naklejek. Decyzję o dalszym działaniu podjeliśmy tego samego dnia.
Kilka dni później umówiliśmy się na pierwszą wizytę w Białymstoku u dr Mrugacza. To była połowa marca. Na początku maja mieliśmy transfer i udało się!!! Mamy swój SKARB.

Naprotechnologia to pewnie świetna metoda dla osób które chcą w zgodzie z religijnymi przekonaniami kontrolować poczęcie, do określenia dni płodnych ale na pewno nie dla tych którzy jak ja mają niedrożne jajniki czy inne tego typu problemy. Dobrze to napisała glamourek - po co "podkręcać" cykl kiedy jajniki niedrożne??> Co to da? Jedno jest pewne - na pewno będzie to sporo kosztować;)
Życzę wszystkim dużo zdrowego rozsądku w wyborze metody leczenia a zdecydowanym zwolennikom naprotechnologii sukcesów w leczeniu.

ISCI w BS - dr M.
transfer 8A i 8B - 8 maja
11dpt - beta hcg 148, 13dpt - 243, 16dpt - 719, 23dpt - 7364
03.01.2011 - Zosia jest z nami:)

Portret użytkownika tindra-tuva

Takie glosy jak ten sa bardzo

Takie glosy jak ten sa bardzo wazne, szkoda, ze nie wychodza na swiatlo dzienne...Naprotechnologia nie ma nic wspolnego z in vitro i nie jest dla niego alternatywa.

Portret użytkownika claudia.iwona

"alternatywa" ????

jestem agnostykiem, więc nie mam problemu wyboru "in vitro" a "naprotechnologia", po prostu wiem, że "napro.." jest stworzone wyłącznie dla wyciągania kasy, oparte na ideologii katolickiej, (co akurat jest równoważne). cieszę się, gdy kolejnej parze otwierają się oczy, ale też i smucę zarazem, po staje się to z powodu wydanej przez tę parę kasy i rozczarowań po "terapii" napro.. osobom nabranym na opisaną powyżej metodę współczuję, ale tez dodam, że ivf zostało stworzone jak nie przez boga bezpośrednio, to możliwe, że przez jego wysłanników i różni samozwańczy jego, (tj. boga), przedstawiciele nie mogą nikomu wmawiać, że tę lub inną metodę stwórca uważałaby za godną lub nie.

Portret użytkownika alamakota2

jestem zdziwiona

Trochę jestem zdziwiona tym co napisała autorka tekstu,zaprzeczać nie będę, bo na badaniu z nią nie byłam, ale.... Leczenie kłopotów z niepłodnością rozpoczęłam w jednej z lubelskich klinik. Cały zestaw badań - ok. 500-600 zł. Jako, że w międzyczasie prowadzący lekarz zrezygnował z pracy w tej klinice zostałam skierowana do innego, który z miejsca zakwestionował sensowność części badań i już na pierwszej wizycie zaproponował inseminację lub / jeśli się ona nie powiedzie in vitro. Zrezygnowałam. Po kilku tygodniach trafiłam do dr Barczentewicza /naprotechnologia/ z badaniami już wcześniej zrobionymi i zostały one jak najbardziej wzięte pod uwagę. Musiałam jeszcze zrobić dosłownie 2 czy 3 dodatkowe badania. Ten ginekolog był pierwszym, który zbadał mi piersi.Co do wizyt u trenerki. - pierwsza wizyta była bezpłatna - zestaw do obserwacji i ta nieszczęsna książka w j. angielskim /ale z polskim kserowym tłumaczeniem/ kosztowała nas 80 zł. Nigdy nie mieliśmy spotkań z innymi parami, zawsze indywidualnie. Nasza trenerka sama zresztą borykała się z problemem niepłodności. Naprotechnologia nie jest szybką i tanią metodą. Nasza droga związana z leczeniem nie była prosta i krótka - prawie dwa lata. Jednak warto było... za dwa tygodnie urodzi się nasz synek.

Portret użytkownika marta37

moje doświadczenia z naprotechnologią...

są bardzo dobre. Razem z mężem trafiliśmy do kliniki Napromedica w Białymstoku, do dr. Wasilewskiego. Zdecydowaliśmy się na naprotechnologię po kilku wizytach w klinikach badania niepłodności, gdzie po dość skromnej diagnostyce proponowano nam in vitro. U nas in vitro nie wchodziło w grę ze względów moralych.
Leczenie w Napromedica trwało ok 1,5 roku. Spotkania z intruktorką odbywały się zawsze indywidualnie. Z uwagi na fakt, że jesteśmy z Wrocławia i nie mogliśmy pokonywać zbyt często tak długiej drogi, część spotkań odbywała się przez Skypa. Nauczyłam się obserwować cykl metodą Creightona. Z tych obserwacji i również z gruntownej diagnostyki wynikło kilka problemów, które stopniowo niwelowaliśmy. Kiedy mój cykl był już odpowiedni a my w dalszym ciągu nie zachodzilismy w ciążę, pan dr. zlecił mi badania alergologiczne i badania na nietoleracje pokarmowe. Okazało sie, że mam nietolerancję glutenu. Przeszłam na dietę bezglutenową i dziś jestem w ciąży. Pamiętam kiedy robiłam gastroskopię (badanie konieczne w kierunku stwierdzenia nietolerancji glutenu), pani dr. gastroeneterolog była pod wielkim wrażeniem wiedzy i intuicji mojego lekarza ginekologa.
Brak dziecka to wielki krzyż, sami to przeżyliśmy i dlatego z całego serca polecam naprotechnologię.

Portret użytkownika polaw

Jestem żywym dowodem na to,

Jestem żywym dowodem na to, że naprotechnologia jest skuteczna. Leczenie w Lublinie u doktora Barczentewicza trwało ponad 2,5 roku. Wcześniej oczywiście kilka lat leczenia u zwykłego ginekologa, badanie drożności, przeróżne preparaty witaminowe, wizyty u psychologa, masaże u specjalistów itp... Od kiedy trafiłam do instruktorki i następnie do lekarza naprotechnologa leczenie zaczęło nabierać sensu. Badania miały uzasadnienie, jedno z drugiego wynikało, jeżeli z piersi wydziela się płyn, ma to związek z prolaktyną wytwarzana przez przysadkę mózgową. Zbyt duży wyrzut prolaktyny w stresie, powoduje zablokowanie owulacji. Podobnie tarczyca, również trzeba ją kontrolować. Każde skierowanie na badania lekarz uzasadniał i tłumaczył po co mamy to robić. Jeżeli szwankuje jakiś narząd, zaburza on funkcjonowanie innych, itd. przeszłam 2 laparoskopie, zdiagnozowano u mnie endometriozę, przyjmowałam zastrzyki na stymulację owulacji, i szereg innych leków na tarczycę, przysadkę, oczywiście miałam jak się okazało nietolerancję pokarmową. Wszystko trwało długo. Trzeba było wykazać się ogromna cierpliwością. Ale udało się. Co do instruktorki - na spotkania jeździłam sama, nie było innych osób, nie słuchałam o budowie narządów, itp., książkę otrzymałam po polsku, wszystko było na najwyższym poziomie. Podobnie lekarz - człowiek o ogromniej cierpliwości, wizyta często trwała ponad godzinę, odpowiadał na wszystkie pytania, tłumaczył, rysował schematy. Nikt nit zadawał nam niezręcznych pytań. Kontakt mailowy miałam zarówno z lekarzem prowadzącym, jaki i z instruktorką. Gdyby ktoś chciał więcej informacji - proszę o kontakt na priv. Trzymam kciuki i życzę wytrwałości, choć nie jest to łatwe :)))

pola

Portret użytkownika bloo

nie sądzę, aby "żywe dowody"

nie sądzę, aby "żywe dowody" mogły uwiarygodnić dowolną technikę terapeutyczną, bo kluczem jest to, co tym żywym dowodom przedtem dolegało ;)
Nie wątpię, że usunięcie zaropiałego wyrostka robaczkowego usunie "bolesność w podbrzuszu", jednak niekiedy owa bolesność wynika nie z rozlania wyrostka, a z nowotworu jajnika. I wtedy usunięcie ślepej kiszki jest psu na budę.
Nie skupiajmy się więc na "pomogło i czuję się dobrze/doczekałam się dziecka", a raczej skupmy się na "miałem azoospermię i lekarz mnie wyleczył".
Celowo podaję przykład azoospermii, bo jej wyleczyć się nie da.
Rozważanie naprotechnologii jako lekarstwa na niepłodność jest niedorzeczne, zresztą dokładnie tak samo, jak rozważanie zapłodnienia in vitro, jako lekarstwa na niepłodność.
In vitro prawdopodobnie pomoże doczekać się dziecka parze, w której kobieta ma niedrożne jajowody, ale nic nie poradzi na brak macicy.
Naprotechnologia pomoże poznać cykl i wstrzelić się w odpowiedni dzień (w efekcie dając ciążę), ale tym, którzy nie posiadają naturalnych ograniczeń, aby w tę ciążę zajść.
A więc z góry odpada nam zaawansowana endometrioza, cięzki czynnik męski, nieoperacyjna niedrożność czy niska rezerwa jajnikowa.
Nie róbmy więc ludziom wody z mózgu: każda metoda ma swoich adresatów i nie można mówić o alternatywach, bo usuwanie wyrostka nie jest alternatywne wobec chemioterapii. Terapię dobiera się do przypadku, a nie przypadek do terapii.

Na temat nietolerancji pokarmowych w leczeniu niepłodności nie wypowiem się, bo jest to dla mnie wręcz niewiarygodne, że można wiązać jedno z drugim. Mam świadomość, że naprotechnolodzy uwielbiają zlecać testy na nietolerancję, ale jest jeden mały szkopuł: żadne badania nie wykazują takiego związku.
To, że ktoś jadł przez pół roku galaretkę i zaszedł w ciążę niestety nie wydaje się być ze sobą skorelowane, bardzo mi przykro. Tego typu opowieści podtrzymują wiarę w tzw. dowody anegdotyczne: założyłam czerwone kalosze i spadł deszcz.
Od tego mamy badania, podwójnie ślepe próby i całą metodologię, aby wyłapywać związki, które faktycznie istnieją.

Portret użytkownika ddora

naprotechnologia jest alternatywą dla in-vitro

Po przeczytaniu doświadczenia opisanego przez autorkę oraz poniższych postów można stwierdzić jedno, że osoby krytykujące naprotechnologię niestety nie mają na jej temat wystarczającej wiedzy. Bo jeśli ktoś pisze, że naprotechnologia służy tylko do wyznaczania dni płodnych to jest naprawdę w dużym błędzie. Do wyznaczania dni płodnych tak naprawdę wystarczy trochę podstawowej wiedzy z biofizjologii albo od dawna znane metody (np prof. Roetzera, Kippleyów, etc.) i nie ma potrzeby do tego celu sięgać po naprotechnologię (aczkolwiek ona również znakomicie dni płodne wskaże). Albo jeśli ktoś po jednej wizycie się zniechęca i wyrabia sobie od razu negatywną opinie na ten temat, to nawet nie będę tego komentować. Naprotechnologia wymaga po prostu cierpliwości, bo ona nie omija problemów, choroby, ale próbuje ją zdiagnozować i wyleczyć doprowadzając tym samym organizm do takiego stanu, aby mogło dojść do naturalnego poczęcia.

Z mężem staraliśmy się o poczęcie 6 lat. Trafialiśmy do różnych ginekologów, robiliśmy różne badania - głównie hormonalne i tak naprawdę oprócz trochę podwyższonej prolaktyny i troszkę zaniżonego progesteronu (co ponoć u wielu kobiet nie stanowi problemu z zajściem w ciążę) nic nie wykryto. Zdarzali się również ginekolodzy, którzy nawet specjalnie nie analizując naszych wyników badań sugerowali od razu inseminację, a "jak to się nie uda, to jest jeszcze in-vitro".
Wtedy trafiliśmy do Lublina do dr Barczentewicza - lekarza naprotechnologa. Rzadko spotyka się takich lekarzy jak dr Barczentewicz, którzy poświęcają na wizytę jednego pacjenta ponad godzinę, analizując bardzo dokładnie obserwacje, wyniki badań, odpowiadając cierpliwie na wszystkie pytania. Dopiero wtedy udało się po pierwsze zdiagnozować nasz problem (za niski poziom estrogenów, progesteronu, zbyt mała ilość śluzu niezbędnego do zapłodnienia, jeden niedrożny jajowód, torbiele na jajnikach, nietolerancja pokarmowa na mleko krowie, żyto, a u mojego męża bardzo słabe wyniki nasienia - bardzo mała ilość zdrowych plemników), i po drugie podjąć leczenie. Nasze leczenie trwało prawie 3 lata, ale udało się doprowadzić moje cykle do stanu bardzo dobrego (pod względem hormonalnym) oraz poprawić jakość nasienia u mojego męża. Dzięki temu, pomimo niedrożności jednego jajowodu (wtedy nie było możliwości udrożnienia go w Polsce - teraz doszły mnie słuchy, że już wykonuje się takie zabiegi w Lublinie) była szansa na poczęcie.
Kilka miesięcy temu, właśnie dzięki naprotechnologii, urodziła się nasza córeczka.

ps. i jeszcze do claudia.iwona, która określa się jako agnostyk: leczenie wg naprotednologii kosztowało nas naprawdę dużo mniej niż in vitro.

Portret użytkownika Alice285

Prawda jest taka, że każdy

Prawda jest taka, że każdy chwali tą metodę która mu akurat pomogła.
Nie wszyscy lekarze biorą pod uwagę jedynie wyniki hormonów - jest duże grono takich którzy patrzą kompleksowo na problem. Więc to co piszesz nie wyróżnia szczególnie naprotechnologów - ta metoda jest w Polsce na poziomie raczkującym, trenerem może zostać praktycznie każdy i w większości są to osoby słabo wykształcone w tej dziedzinie. Badanie śluzu (tzw. test pct), badanie drożności (hsg), hormonalne, nasienia, regulacja cyklu są standardowo wykonywane - może akurat nie trafiłaś na takiego lekarza z prawdziwego zdarzenia. A co byś powiedziała gdyby mężowi nie udało się poprawić wyników nasienia? Czy naprotechnologia ma na to jakieś rozwiązanie oprócz adopcji?

5 IUI :( 6 IUI odwołana :(
IVF ICSI X 2013 UDAŁO SIĘ :love:
13.11 jest serduszko
20.02 mam już 430 g i jestem dziewczynką
08.05 kolejne gramy na + 2100 :love:
29.05 ważę prawie 2,6 kg
10.07.2014 urodził się nasz największy skarb - Blanka :love:
[u

Portret użytkownika bloo

zdecydowanie nie zgadzam się

zdecydowanie nie zgadzam się z opinią, iż osoby krytykujące naprotechnologię nie mają na jej temat "wystarczającej wiedzy". Nie chcę się jednak licytować, bo nie o to tutaj idzie.
Sam fakt, iż leczenie trwa trzy lata (a czas zakładany na pełen program napro wynosi 24 miesiące) jest sprzeczny z zasadą efektywności leczenia, na którą składa się wyważenie trzech składowych: kosztów, skuteczności terapeutycznej i czasu.
Zasada efektywności leczenia jest zaś głównym czynnikiem opracowywania programów zdrowotnych.
Sumaryczne zestawienie kosztów in vitro i kosztów naprotechnologii w przypadku pary o zaawansowanej niepłodności, w żadnym razie nie daje wyników na korzyść tej drugiej metody. Pod uwagę należy brać przecież nie tylko nagą cenę zabiegu czy wizyty, ale takze koszty społeczne, w tym ten, że po dwóch latach nieskutecznego leczenia niepłodności średnia samopoczucia pacjentów osiąga wartość 70% dla zachowań paradepresyjnych i depresyjnych.
Innymi kosztami społecznymi są: obniżona samoocena pacjentów, kryzysy w relacjach międzyludzkich, obniżenie efektywności zawodowej osób chorych, pogorszenie się jakości związków.
I owszem, to się przekłada nie tylko na indywidualne portfele, ale także na PKB na przykład, o czym głośno się nie mówi.

Dlatego czas w leczeniu jest bardzo waznym faktorem, i to nie tylko dlatego, bo komórki jajowe pogarszają się z roku na rok, ale również z tego powodu, ze wiele par może do ciązy nigdy nie dotrzeć, bo z powodu psychicznych kosztów leczenia ich związek się rozpadnie przed ciążą.
I to takze jest olbrzymi koszt społeczny, nie mówiąc już o tym, że jest to dramat dwojga ludzi.

Metoda, która na wstępie zakłada czasochłonność, będzie zawsze metodą bardzo kosztowną. I ten koszt nie ma nic wspólnego z wysokością opłaty za wizytę czy podręcznik.

co więcej z jedynych badań naprotechnologicznych (mówię o badaniach zweryfikowanych metodologicznie, a nie wynikach wewnętrznych, które nie są weryfikowane zewnętrznie) wynika, że średnia skuteczność tej metody na ponad dwuletni czas leczenia wynosi (w wartości bezwzględnej) nieco ponad 20%. Warto porównać to z ivf, którego skuteczność (w zalezności od wieku pacjentki) wynosi 3-40% na jeden cykl, a więc na jeden miesiąc.
Co więc jest tańsze społecznie?

Doliczmy też do kosztów psychicznych wielomiesięczne, jeśli nie wieloletnie, obciążenie par koniecznością prowadzenia obserwacji cyklu i stosunkami celowanymi, co trudno nazwać raczej "hołdem dla natury".
Jak wiemy z lektury Bociana ludzie bardzo źle znoszą niepłodność i comiesięczne porażki, jak wiemy natomiast z badań psychologicznych, konieczność seksu niespontanicznego, z tzw. zegarkiem w ręku, jest jednym z powodów kryzysów w relacjach, która wyczerpuje obie osoby, odziera je z intymności i radości współżycia, co niestety przekłada się na jakość związku.
Więc jakkolwiek robienie sobie zastrzyków w brzuch podczas procedury ivf i stymulacja hormonalna są obciążeniem dla pary, powinny być amortyzowane konsultacjami psychologicznymi i tak dalej, to przeciwstawianie ich "cudowi naprotechnologii" jest bardzo grubym nadużyciem- tu nie ma cudów, jest tylko choroba.

Portret użytkownika nooficial

Witam...

Pozwolę sobie zabrać głos, chociaż z napro nie mialam nic wspolnego...
Od samego początku gdy czytam odpowiedzi na zamieszczoną wypowiedź chciałam coś napisać , i doszłam do posty bloo...która tak naprawdę napisała wszystko to co chciałam napisać...
Czy napro pomoże parom u których zawiódł czynnik męski? (tzw. azoospermia) bo tak jak czytamy wcześniej jest to schorzenie którego nie da się wyleczyć - poprostu nie ma plemników...
Czy napro pomoże parom gdzie u kobiety stwierdzono niską rezerwę jajnikową i aby mieć dziecko trzeba działać tu i teraz...a nie czekać 2-3 lata na efekty terapii napro?
Czy napro pomoże parom , w których kobieta ma niedrożne jajowody i nawet inseminacja nie wchodzi tu w grę bo nie ma fizycznej możliwości na zajście w ten sposób w ciąże?
Jest wiele takich pytań , które mnie nurtują...

Co do nietolerancji...ja mam uczulenie na wiele produktów pokarmowych i staram się je eliminować z codzinnej diety, wiele razy pytałam ( kilku lekarzy ginekologów i alergologów) czy to ma jakiś wpływ na zajście w ciąże?I w każdej sytuacji odpowiedź była taka sama,że nie udowodniono aby to miało jakikolwiek wpływ...Nie potępiam metody napro..ale tak jak napisało już tu wiele osób...ona nie jest dla każdego..na pewno nie dla nas...

Portret użytkownika katmly

jestem zaskoczona- leczenie wspomagane a napro

Starałam się o dziecko 2 lata. Po roku starań, stwierdziliśmy z mężem że chyba jest coś nie tak , bo dziecka nie ma i wtedy trafiłam do lekarza ginekologa, dobrego specjalisty, nie-naprotechnologa , bo wtedy ta metoda nie była aż tak popularna.
Zlecił szereg badań hormonalnych, badania nasienia męża już na pierwszej wizycie !!! Następnie po pól roku - badanie drożności, jednocześnie prowadząc obserwację cyklu przez monitoring.
Po roku wprowadził lek na stymulalację cyklu i ...udało się za drugim podejściem. jestem w ciąży
Po roku brania leków, jeszcze przed stymulacją, kiedy nie było rezultatów zaczęłam poważnie myśleć i dużo czytać lit anglojęzycznej nt napro. Na 1-wszą wizytę nie doatrłam, bo się nam udało,ale obserwowałam swój sposób leczenia i koleżanki ( która nadal leczy się metodą napro).

I moje wnioski:

1.Przyznam że jestem zaskoczona niektórymi opiniami. Któraś z Pań piszę że po 6 latach leczenia u ginekologów ...dopiero u naprotechnologa zlecono badanie drożności i nasienia......po 6 latach!!!!!!???? Dziewczyny to do jakich ginekologów wy chodziłyście...to jest standard na 1-rwszej wizycie!!! I nie trzeba być naprotechnologierm, wystarczy trafić na dobrego specjalistę
2. Koleżanka, idąca tokiem napro, leczy się już rok. Cały czas lekarz wprowadza jej nowe leki, stymulacje , chodzi na szkolenia.....a nie zlecił badań ani nasienia jej mężowi ani jej drożności......Przyznam że to mnie zaskoczyło, bo jak można faszerować przez rok lekami, skoro mogą być np jajowody niedrożne albo słabe nasienie.

3. Nie oceniam napro, ale wydaje mi się że ta metoda jest skuteczna tylko dla par z niepłodnością idiopatyczną, ewentualnie ze problemami hormonalnymi. jesli jest niedrożność, albo słabe nasienie to cudów nie ma, i napro nie pomoże. Trzeba tez trafić do dobrego lekarza napro i uczciwego który powie
wprost a nie niepotzrebnie oszukuje parę. Dla mnie leczenie przez 1 rok lekami, a nie sprzawdzenie drożności ani nasienia jest po prostu zwykłym oszustwem...

Co można powiedzieć o lekarzu ( który leczyl autorkę postu) który zleca obserwację cyklu kobiety, każe chodzić do trenera a TOTALNIE ignoruje to że mąż ma tylko 0,5 % prawidłowych plemników, >??????!!!
Powinien uczciwie powiedzieć....... przy takich wynikach nasienia napro Państwu nie pomoże... I to jest uczciwe

Portret użytkownika Michal

chyba warto odnotować że ten

chyba warto odnotować że ten wpis trafił na fronde, czyli na katolicki portal na którym osoby podchodzące do in vitro nazywa się mordercami. co prawda został wklejony bez podania źródła i odsądzony od czci i wiary, ale warto odnotować ze i tam zanieśliśmy kaganek oświaty ;)
http://forum.fronda.pl/forum/pokaz/id/80325

--
Pozdrawiam
Michał

[p2p][/p2p]

Portret użytkownika zamiast

myślę,

że tam niektórym bardziej potrzebne jest chomąto, niż kaganek oświaty.

Franecki, IVV

Portret użytkownika glamourek

Forum fronda..

Aż zerknęłam..i jestem w szoku- nie pojawil sie tam żaden racjonalny argument komentujacy mój wpis :-) Jeżeli komuś brak argumentów to jego metodą jest atak. Ja mam dowody na "leczenie naprotechnologią". W audycji radiowej, która odbyła sie na falach Radia Maryja w mojej rozmowie z dr Wasilewskim problem męża został delikatnie i subtelnie odsuniety mimo,że wyraźnie naznaczyłam,że mąż prawie nie ma plemników (0,5 żywych i prawidłowych. Co ciekawsze, nie zaczęliśmy naszego leczenie niepłodnosci od wizyty u lekarza naprotechnologa- za sobą mieliśmy już wizytę u profesora habilitowanego dr Jakiela w Lublinie tym samym kilka badań nasienia za sobą. Również mój cykl został zdiagnozowany za pomocą badań hormonalnych i żadnych odstęp od normy mój ginekolog prowadzący nie zauważył. Oprócz niedrożnych jajowodów wszystko działalo jak w zegarku. Tak też było kiedy podeszliśmy do stymulacji w in vitro. Ja nikogo nie przekonuję ani jak przeciwnicy in vitro nie potępiam zwolenników naprotechnologii. Chcę tylko abyśmy nie rozmijali sie z faktami- dla par gdzie czynnik męski odgrywa istotne źródło niepłodności lub brak jajowodów wyklucza naturalne poczęcie naprotechnologia nie jest żadną alternatywą. Z faktami należy sie pogodzić. My z meżem zrozumieliśmy to na wizycie u owego naptrotechnologa i utwierdziliśmy sie w decyzji u trenerki. Ale czujemy sie oszukani- nikt nam nie powiedział,że nie mamy tu czego szukać. W in vitro zasady są proste- nikt nam zlotych gór nie obiecywał wręcz wstępne diagnozy prorokowały,że być może trzeba będzie użyć nasienia z biopsji jąder. I o tym jest mój wpis- nie pozwalajcie soba manipulować, słuchać opinii,że in vitro to samo zlo. Jeżeli naprotechnologia nie jest metodą dla nas szukamy innej a nie siedzimy z założonymi rękami. Nam też bylo moralnie ciężko zdecydować sie na in vitro ale w gruncie rzeczy dlatego,że dookoła zbyt wielu pseudospecjalistów wypowiada się na ten temat.Potępia tę metodę a wie tylko to, co chce i potrzebuje wiedzieć. Do decyzji o in vitro dojrzewaliśmy 2 lata i nie żalujemy. Po drodze wypróbowaliśmy wszelkich innych sposobów- operacje, zioła, naprotechnologia. Ktoś na frondzie zadal pytanie ile kosztuje wizyta w klinice niepłodnosci- my w warszawskim invimedzie płąciliśmy 120zł, za konsultacje u dr Barczentewicza 250zł.
Co jest też istotne i ważne to wiek par starających sie o dziecko. Ja jestem jeszcze przed 30-tką ale jest wiele kobiet, które z różnych przyczyn decyduja sie na macierzyństwo później niż by czasem chciały (zmusza ich do tego praca, czynnik ekonomiczny itp.). Co wówczas/ Czy kobieta np. w wieku 35 lat ma czas leczyć sie naprotechnologia x lat..powiedzmy nawet minimum 2 kiedy jej płodność drastycznie spada?

Portret użytkownika magru

nietolerancja pokarmowa może powodować niepłodność

Spotkałam kobietę, która miała nietolerancję glukozy (oraz kilka innych problemów, wynikających z zaburzeń genetycznych). IV jej nie pomogło, dwa razy poroniła poczęte w ten sposób dzieci. Dopiero potem miała wykonane wszystkie badania, z genetycznymi włącznie. Okazało się, że bez eliminacji glutenu, nie miałaby szansy na donoszenie ciąży.
Nie jestem lekarzem, nie znam innych danych. Znam jeden żywy dowód na to, że nietolerancja pokarmowa może mieć negatywny wpływ na płodność. IV w tym wypadku zawiodła.

Poza tym IV nie leczy niepłności (nie doprowadza do zdrowia płodności człowieka), "przeskakuje" niejako ten problem. Napro (w ogóle lecznie) pozwala na naturalne poczęcie, a dla wielu to też się liczy. Są więc także punkty przewagi w drugą stronę. ;)

Portret użytkownika magru

nietolerancja pokarmowa może powodować niepłodność

Spotkałam kobietę, która miała nietolerancję glutenu (oraz kilka innych problemów, wynikających z zaburzeń genetycznych). IV jej nie pomogło, dwa razy poroniła poczęte w ten sposób dzieci. Dopiero potem miała wykonane wszystkie badania, z genetycznymi włącznie. Okazało się, że bez eliminacji glutenu, nie miałaby szansy na donoszenie ciąży.
Nie jestem lekarzem, nie znam innych danych. Znam jeden żywy dowód na to, że nietolerancja pokarmowa może mieć negatywny wpływ na płodność. IV w tym wypadku zawiodła.

Poza tym IV nie leczy niepłności (nie doprowadza do zdrowia płodności człowieka), "przeskakuje" niejako ten problem. Napro (w ogóle lecznie) pozwala na naturalne poczęcie, a dla wielu to też się liczy. Są więc także punkty przewagi w drugą stronę. ;)

Portret użytkownika Łukasz Kurzątkowski

Jednak światło bije z Kościoła a Bóg kocha grzesznika.

Odpowiedzialność leży po obu stronach zarówno zainteresowanych jak i lekarzach, kiedyś wmawiano że płód to nie człowiek i do tej pory pewne środowiska na tym zbijają kapitał polityczny,zamiast skupić się na wzmacnianiu rodziny. Glosy o zagrożeniu rodziny i eliminowaniu takich zagrożeń i sposobach pomocy słyszę tylko z Kościoła. Być może tutaj potrzebne jest zastanowienie, skoro wiele metod takich jak chirurgia zotsało zarzuconych gdy pojawiło się in vitro to świedczy o drodze na skróty i tu ginekologia ma wiele do nadrobienia. Naprotechnologia to przyszłość brakuje lekarzy naprotechnologów.Pan Bóg nie odrzuca nikogo kto przyznał się do błędu.

Portret użytkownika jowita204

niedrożne jajowody

czy słyszałyście coś o bezinwazyjnym udrażnianianiu jajowodów? temat gdzieś mi się przewinął, ale nie mogę się dokopać?

Portret użytkownika Ita

Zadziwiajace....

Najbardziej dziwia mnie wpisy osob, ktore leczyly sie latami i ciagle nie byly zdjagnozowane.
Pierwszym badaniem jakie zlecil mi ginekolog ("zwykly" w przychodni przyszpitalnej) to droznosc jajowodow. Wyszlo ze niedrozne. Dalsze badania (np poziom prolaktyny, jakosc i ilosc plemnikow ale takze poziom hormonow tarczycy i wiele wiele innych) zlecono mi juz w klinice leczenia nieplodnosci. Wszystko ZANIM zaczeto mnie leczyc.....

Gmeranie w pochwie i badanie sluzu oraz pomiar temperatury tez nigdy nikogo nie uleczyly :>

IVF/ISCI Novum :
Łucja Zofia
Lusia

Portret użytkownika mruczek15

I co dalej?

witam.przeczytalam wasza opowiesc,i tak sie zastanawiam czy probowaliscie innej metody,czy po proszu sie pogodziliscie ze stanem bezdzietnosci?pozdrawiam,

Portret użytkownika anutka20

naprotechnologia jest nadzieją

przedstawię swoją historię zanim spotkałam naprotechnologię straciłam dwoje dzieci leczyłam się u 7 lekarzy którzy leczyli mnie nie na to co byłam chora. gdy dostałam się do lekarza naprotechnologii na 1 wizycie stwierdził że mam tarczycę, za mały progesteron nieregularne cykle, słabe jajeczka,PCO i endometrozę jak to usłyszałam to masakra jakaś była ale dano mi nadzieję, po miesiącu leczenia zaciążyłam niestety była pozamaciczna jajowody po dwóch poprzednich ciążach zrobiły mi się słabe. lekarz wykrył u mnie nietolerancję pokarmową na mleko krowie i pszenicę od przejścia na dietę razem z lekami wyniki miałam ideale ale dalej nic więc ostatnia próba laparotomia aby zrobić resekcję jajników bo miałam PCO, przy operacji okazało się że miałam lewy jajowód zrośnięty z ujściem brzusznym zrobiono mi plastykę jajowodu a na drugim resekcję jajnika. dużo osób mówiło mi że po takiej inwazji to w ogóle nie będę miała szans na zajście w ciążę po 4 miesiącach zaciążyłam ale niestety zagnieździło się nie w tym miejscu co miało i znowu laparoskopia gdzie usunięto mi endomitozę i po czterech kolejnych miesiącach zaciążyłam dziś jestem w 27 tc. wiem że wiele przeszłam ale przy tych moich chorobach inni lekarze nic nie robili tylko in vitro polecali a naprotechnologia dała mi szanse na macierzyństwo leczenie trwało 2 lata:)więc naewno jest to metoda dla wytrwałych.

Portret użytkownika anutka20

nietolerancja pokarmowa działa na niepłodność

w odpowiedzi na pytanie o nietolerancję to dam swój przykład byłam na lekach hormonalnych przez parę miesięcy przy których wyniki nie drgnęły. więc lekarz stwierdził abym zrobiła badania na nietolerancję pokarmową okazało się że jestem uczulona na mleko krowie i pszenicę od razu to odstawiłam po miesiącu przy tych samych lekach zrobiłam badania okazało się że z miesiąca na miesiąc wyniki się poprawiały aż doszły do idealnych mam na to dowody bo co miesiąc robiłam badania jak i przed dietą tak i w trakcie niej i widać czarno na białym. Dodam jeszcze że przed dietą 4 razy do roku miałam anginę odkąd jestem na diecie 2 lata nie miałam anginy ani razu mój organizm się wzmocnił. Okazało się że mój organizm walczył cały czas z moją nietolerancją i nie miał już sił na walczenie z czymś innym np. z infekcjami. także moim zdaniem to co jemy też ma duży wpływ.

Portret użytkownika Betti.

Moje krótkie doświadczenia z naprotechnologią

To tylko pogratulować, tym co na pierwszej wizycie u ginekologa mają diagnostykę w kierunku niepłodności... Choć z tego co się orientuję wskazaniem do podjęcia diagnostyki w tym kierunku są 2 lata bezowocnych starań. Na razie mam za sobą pierwszą wizytę u lekarki specjalizującej się w napro (by obalić zarzuty na temat niekompetencji tych lekarzy dodam, że jest ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego). Do tej pory staraliśmy się "na luzie", nie mniej miałam wielokrotnie USG, chociażby ze względu na bolesne okresy i zawsze słyszałam, że wszystko jest ok. i nie mam żadnych anatomicznych problemów. Temat konsultowałam u kilkunastu ginekologów, aż w końcu dałam sobie spokój, bo ile razy można słyszeć "widoczne taki pani urok, proszę pomyśleć o ciąży, bo niektórym kobietom wówczas przechodzi". Kiedyś nawet zasugerowałam, że może mam Pcos, to jeszcze mi się oberwało. Tym bardziej zbaraniałam, kiedy w ubiegłym tygodniu dowiedziałam się, że jednak mam PCO (zajęte 2 jajniki co pani doktor wyraźnie mi pokazała na monitorze, a do tego dużą torbiel (na szczęście w takim miejscu, że nie powinna przeszkadzać) Normalnie się zagotowałam ( jak to możliwe, że dopiero teraz się o tym dowiedziałam. Co by było jakbym jeszcze chciała odkładać chęć poczęcia? Pewnie całkowicie były by niedrożne?!) Już po pierwszej wizycie zlecono mi badania hormonów, monitoring cyklu, a mężowi m. in badania nasienia. Dowiedziałam się, że powinnam uważać na dietę, bo PCO jest często połączone z zespołem metabolicznym, cukrzycą itp (mimo że nie mam nadwagi). Podsumowując: nie zdecydowałabym się na in vitro, bo nie chcę mieć dziecka za wszelką cenę. Znam wady i zalety obu metod (tak, żadna nie jest idealna!) In vitro też ma swoją ciemną stronę, zwłaszcza jeśli nie wychodzi któryś raz z kolei (to dopiero sprawdzian dla związku- niestety znam 2 takie pary). Obecnie zawiesiliśmy plany poczęcia, bo nawet gdyby się udało, to mam za duże ryzyko poronienia. Zobaczymy czy wystarczy leczenie farmakologiczne czy jednak będzie konieczne inwazyjne (tak napro nie ogranicza się wyłącznie do obserwacji śluzu:), ale rownież korzysta z zaawansowanych narzędzi i procedur medycznych :) a przejście tej żmudnej ścieżki badań i leczenia ( jeśli jest ono możliwe w danej jednostce chorobowej) daje szansę na kilka ciąż (co wychodzi zdecydowanie taniej, niż w przypadku in vitro)

Portret użytkownika Sylwia88

PRAWDA O NAPROTECHNOLOGII

To, co Panie napisały, jest bardzo ciekawe. Pisze pracę na temat naprotechnologii. Zbieram różne oponie, również te negatywne. Dlatego chętnie doptyam o więcej szczegółów. Proszę o kontakt, tel. 512470439.

Portret użytkownika Sylwia88

PROSZE O KONTAKT

Dzień dobry. Robię w telewizji reportaż o naprotechnologii. Bardzo zainteresowała mnie Pani historia. Niestety takich głosów jest bardzo mało, a uważam, że trzeba o tym mówić. Proszę o kontakt. 512470439. Zapewniamy anonimowość.

Portret użytkownika Lidia86

naprotechnologia poszła do przodu

Moje doświadczenia z naprotechnologią są bardzo dobre. Lekarze zlecają bardzo dużo szczegółowych badań. Nawet nie podejrzewaliśmy z mężem, że u nas może coś wyjść, bo z zewnątrz wyglądamy zdrowo. A tu okazało się, że mam PCO, chorą trzustkę, rozchwiane wszystkie hormony, endometriozę i niedrożny jeden jajowód. Wszystko po kolei udało się wyprostować, bez konieczności zapłodnienia pozaustrojowego. Wyniki mojego męża też były bardzo słabe, klasyfikujące nas do in vitro. Ale okazało się, że przyczyną słabego nasienia były żylaki powrózka nasiennego. Po operacyjnym ich usunięciu wyniki poprawiły się. Szkoda, że lekarze z klinik In Vitro tak szybko stawiają diagnozę, że jedynym lekarstwem dla danej pary jest in vitro. I to na podstawie samej morfologii!! Do mojej lekarki zgłosiło się wiele par po nieudanych zabiegach in vitro. Okazało się, że np. wystarczyło im uzupełnić witaminę D :) Warto poczytać opinie innych par na stronie www.naproinfo.pl zanim podejmie się ostateczną decyzję, z której metody skorzystać.

Portret użytkownika yahiko

Thanks

The booklet is, unfortunately, a little confused. It thinks its a poster, relying on big numerals to identify each section you are supposed to go to. In little parentheses, though, you get the actual page number. After all, its a book, not a poster. You need the page numbers. readmore http://captainsupport.blogspot.com/2017/03/driver-toshiba-satellite-c640-download.html And the booklet, which requires skipping around a lot depending on how you want to connect to the device, is accompanied by another booklet for troubleshooting. Self-Calibrating. The MP980 scans as it prints the calibration sheet, but you have to use special calibration paper and Canon only supplies two sheets. readmore https://daryldriver.blogspot.com/2017/04/driver-canon-ip2700-download.html Calibration went smoother than with the MP620, though, because the MP980 can handle the task automatically. You dont have to choose which bars are printed most smoothly; the scanner can tell during printing. readmore https://kurodriver.blogspot.com/2017/03/driver-acer-one-14-z1401-download.html Software installation of the Canon applications went smoothly. Easy-PhotoPrint EX is a sleeper printing application, making it a pleasure to print specialty products like albums, calendars, stickers, greeting cards and, well readmore https://levidriver.blogspot.com/2017/04/driver-epson-l1300-download.html You do have to use special heavy calibration sheets, though. Canon only provides two with the MP980. , just more than one picture on a page. All without requiring you to put your images in a particular place on your hard drive, too. . readmore https://starkdriver.blogspot.com/2017/04/hp-laserjet-p1005-download.html Size. It is a good bit bigger than the MP620 at 15.2 x 18.5 x 7.9 inches. The top rear opens to reveal the photo paper tray that extends upwards and slightly back a bit (you dont need much room behind the printer).