Dom malowany cz.2

Temat: 
Nasze historie

Publikujemy drugą część pamiętnika "Dom malowany". Ale to jeszcze nie koniec....i trzeci fragment pojawi się już niedługo ;-) .
3 stycznia 2000

Cały czas wśród popołudniowych zabaw króluje zabawa w mamę, tatę i malutką dzidzię. Dzieci okrywają się całe poduszkami, chowają do norki i wołają mnie, bym je ratowała i z norek wyciągnęła. Każą się karmić, nosić, pieścić i całować. W trakcie tych zabaw nie umieją chodzić. Raz dzidzią jest Bartek, po czym następuje zmiana
i naszą malutką dzidzią jest Przemek. W taki sposób nadganiamy czas, którego moim chłopcom zabrakło.

2 marca 2000

Nie pisałam ponad dwa miesiące. Nie mogłam, bałam się zapeszyć, nie potrafiłam zmierzyć się z tą wiadomością, by wreszcie móc napisać, że stał się cud, że jestem w ciąży. To przedziwne, a jednocześnie przecież tak oczywiste, że kiedy już dawno przestaje się czekać, wtedy właśnie zdarzają się największe niespodzianki. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak stało się dzięki temu ,że adoptowaliśmy chłopców.

3 marca 2000

Podczas jazdy samochodem do miasta opowiadamy sobie często różne historyjki. Chcę przypomnieć moim chłopcom o adopcji. Opowiadam o tym, jak bardzo denerwowaliśmy się i jak nie mogliśmy zasnąć noc przed spotkaniem z nimi. O tym, że przez wiele miesięcy, gdy czekaliśmy na nich, bardzo za nimi tęskniliśmy. A w chwilach największej tęsknoty wołałam głośno; Bartusiu, Przemusiu gdzie jesteście!?! Gdy ich po raz pierwszy zobaczyliśmy, od pierwszego momentu było jasne, że to właśnie na nich czekaliśmy. Dzieci słyszą, że jestem wzruszona, gdy opowiadam tę historię. “ Mamusiu, powiedz jeszcze raz, jak nas wołałaś”, proszą chłopcy. Bartusiu, Przemusiu, gdzie jesteście, -wołam ponownie głośno. Chłopcy są wyraźnie bardzo zadowoleni i proszą, bym tą historię powtórzyła im jeszcze raz.

5 marca 2000

Tatusiu, czy z tęsknoty można umrzeć? Można tak tęsknić za kimś, że nie chce się żyć-odpowiada Józek. Tatusiu jak to dobrze, że nas macie, bo gdyby nas nie było, to byście umarli -stwierdza Przemek. Jestem bardzo rada, gdy słyszę te słowa.

6 marca 2000

Trafieniem w dziesiątkę był zakup gry w piłkarzy. Chłopcy, gdy tylko przychodzą z przedszkola, dopominają się, by w nią zagrać. W piłkarzyki gra nawet Józek i Mateusz. Nie ma dnia, by moi mężczyźni nie rozegrali ze sobą przynajmniej dwóch meczy. Codziennie bawią się przy tym wspaniale. Ich podekscytowane głosy dobiegają do mnie z pokoju obok.

10 marca 2000

Nadal rysowanie domków jest “obsesją” moich dzieci. Podpowiadam, by narysowały coś innego, lecz w końcu i tak pojawia się domek. Co prawda koło niego zaczęła pojawiać się buda psa i kwiatki, ale dom nadal jest głównym tematem ich rysunków.

17 marca 2000

Już od tygodnia leżę w szpitalu. Miałam już trzy krwotoki, ale moje dziecko nadal żyje. Czuję się chwilami bardzo źle. Niepokój ściska mi gardło. Staram się odganiać czarne myśli ,które mnie coraz częściej nachodzą .

18 marca 2000

Chłopcy przychodzą w odwiedziny do chorej mamy. Przemek jest poważny i ma oczy okrągłe z przerażenia. Bartek natomiast, gdy wbiega do sali, już od drzwi woła:” Mamuś, o soczek, mogę wypić? A tam śliweczki” –pokazuje na słoik z moimi ulubionymi oliwkami. Chce biegać po całej sali. Znudzony, chwyta Józka za rękę i mówi:” Tatuś, chodźmy już do domu. ”
W tych chwilach Józek jest niezastąpiony. Odwiedził mnie także Mateuszek. Pyta
o szanse na przeżycie dziecka. Jest zaniepokojony i stara się być mi bardzo pomocnym. Czuję się bardzo blisko z całą moją rodziną. Czuję ich wsparcie i miłość.

20 marca 2000

Józek dzwoni z samego rana i składa “sprawozdanie” z ostatnich godzin. Opowiada jak chłopcy pytają go : “Czemu mamusię boli brzuszek?”- Józek mówi, że z mamusi brzuszka leci krew i że stale jest potrzebny pan doktor. Pytają, czy jeszcze długo będę w szpitalu. Tak długo, jak pan doktor zdecyduje-odpowiada dzieciom Józek. “Pewnie dlatego tak długo mamusia musi być w szpitalu, bo dzidzia w brzuszku cały czas szuka mamy i nie może znaleźć”.

21 marca 2000

Informacje, które otrzymuję od lekarzy nie są pomyślne Nadal istnieje wysokie zagrożenie utraty tej ciąży. Dziś płaczę i boję się. To już piąty krwotok. Nie mogę się pozbierać.

24 marca 2000

Otrzymaliśmy wyniki badań prenatalnych. Będziemy mieli zdrową córkę. Dwa wspaniałe x-sy i 46 chromosomów widnieje na wyniku. Taka informacja była nam bardzo potrzebna. Znowu wstępuje we mnie nadzieja. Każdy dzień nabiera szczególnego znaczenia.

26 marca 2000

Chłopcy odwiedzają mnie w szpitalu. Dziś szczególny dzień – rocznica, gdy jesteśmy razem. Niestety leżę, nawet nie mogę na chwilkę wstać. Biorę po kolei moje maluchy do łóżka i szepczę im do uszka, jak wiele szczęścia mi dają. Wiem, że szczególnie Przemek odczuwa, że już tyle czasu nie ma mnie w domu. Jest jakby obrażony. Pytam go wprost “Przemku jesteś zły, że mama leży w szpitalu, a nie jest z wami ? “Tak”- odpowiada naburmuszony. Tulę go i tłumaczę, jak tylko najlepiej potrafię, dlaczego tu jestem. Mówię mu, że bardzo tęsknię, że bardzo chciałabym być już w domu i jest mi smutno, że nie jestem z nimi.

Później bawimy się w głuchy telefon, ta zabawa całkowicie rozładowuje napięcie. Śmiejemy się. Zawsze “po drodze” coś przekręcimy. Chłopcy bawią się świetnie
i chcą bawić się jeszcze i jeszcze.

27 marca 2000

Prawie codziennie, po odebraniu chłopców z przedszkola, Józek choć na chwilę przychodzi z nimi do szpitala. Zabawa w głuchy telefon staje się stałym elementem odwiedzin. Józek tak świetnie potrafi zorganizować ten czas. Daje sobie znakomicie radę w tej trudnej sytuacji. Wspiera mnie i stara się tak zorganizować życie pomiędzy szpitalem a domem by tą nietypową sytuację dzieci odczuły możliwie jak najmniej dotkliwie. Kocham i podziwiam mojego męża.

31 marca 2000

Nadal krwawię, więc o powrocie do domu nie ma mowy. Przyjeżdżają do mnie rodzice. Odwiedza również siostra. Wielki krwiak, który zagnieździł się w mojej macicy, cały czas zagraża naszej nie narodzonej córeczce.
Z lękiem patrzę w najbliższą przyszłość. Staram się myśleć pozytywnie, choć jest to bardzo trudne . Spotkania z dziećmi bardzo mi w tym pomagają.

2 kwietnia 2000

Niedziela, dzień, który tak lubię spędzać w domu z najbliższymi. Około 12-tej chłopcy z Józkiem odwiedzają mnie w szpitalu. Rano, tuż po śniadaniu, rozmawiałam z nimi przez telefon. Dzisiaj Bartek tak pięknie rozmawiał, chyba po raz pierwszy był to dialog . Zdawał pytania, wysłuchiwał uważnie odpowiedzi, sam też odpowiadał, gdy go pytałam. Przemek jest starszy, więc rozmowy telefoniczne z nim już od jakiegoś czasu były całkiem sensowne. Lecz dziś jest ten dzień, gdy nie mogę wyjść z podziwu, ciesząc się nową umiejętnością Bartka

Popołudnie. Znowu się lękam. Wystarczy trochę więcej krwi, a strach wypełnia mi serce. To trwa już tak długo. Jak mam znajdować siłę, by przetrzymać?

28 kwietnia 2000

Fizyczny ból już poza mną. Moja córeczka urodziła się martwa. Pan Bóg zabrał ją do siebie. Kochałam ją od samego poczęcia i tak długo walczyłam o jej życie. Jeszcze nie mogę się z nią pożegnać.

1 maja 2000

Jutro wychodzę ze szpitala. Cieszę się, że wreszcie będę w domu z moimi dziećmi. Znowu co rano będą przybiegać do mojego łóżka i mój najstarszy też, jakby od niechcenia, od czasu do czasu do naszego łóżka się wślizgnie.

Czekam też na mojego męża, który w złych i dobrych chwilach jest przy mnie zawsze. Czekam na jego ramiona. Tak bardzo mi ich teraz potrzeba, bym mogła się w nich schronić i wypłakać.

2 maja 2000

Jeszcze nie chcą mnie wypuścić. Boją się jakiejś infekcji. Nie potrafię tu już być sama.

5 września 2000

Czas płynie nam bardzo szybko. Lato minęło. Czytam wszystkie swoje zapiski i przypominam sobie minione chwile. Przez te cztery miesiące chłopcy wydorośleli. Przemuś już nie siusia , a Bartulek ma za sobą 10 suchych nocy . Zawsze, gdy dzieci były smutne, że się posiusiały, mówiłam im, że nic nie szkodzi, że każdemu może się zdarzyć. Gdy dzieci były szczególnie smutne, mówiłam, że im na to pozwalam, że mogą siusiać, ile chcą. I proszę -czas moczenia nocnego już za nami.

12 września 2000

Dzieci nadal bawią się w małą dzidzię. Nie jest to zabawa codzienna, ale powtarza się ok. jeden raz w tygodniu. Raz Przemek, a raz Bartek wchodzi pod moją bluzkę i udaje, że jest małą dzidzią. Bartusiu, czy chcesz wyjść na świat ? – nie chcę- woła cieniutkim głosem mój maluszek. Przemuś przynosi mi biszkopty i karmimy dzidziusia przez dziurkę pomiędzy guzikami. Później Przemek jest małą dzidzią. Bartek z ogromną łatwością prosi mnie, bym go urodziła. Pakuje się pod bluzkę –“Mamusiu, bawimy się jeszcze raz-“ woła zadowolony znowu i znowu. Przemek się bardziej ociąga -takie to różne podejścia do świata prezentują moi chłopcy.

15 października 2000

Mój najstarszy syn, Mateusz rozpoczął studia. Teraz będzie już tylko powracać na soboty i niedziele i może wakacje. Zabrał wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy ze swojego pokoju. Dom opustoszał. Nie słychać na okrągło tętniącej muzyki oraz przekomarzań mojego nastolatka. Chłopcy śpią czasami w jego pokoju, traktując to jako wyróżnienie. Planujemy, że wiosną, gdy zaadaptujemy strych dla Mateusza na stałe chłopcy zamieszkają w jego pokoju, a Mateusz będzie miał więcej niezależności i swobody, gdy będzie wracał do domu.

18 października 2000

Mateusz jest najstarszy, Bartek najmłodszy, a ja jestem najśredniejszym synem mamy – powiedział dziś Przemek.

20 października 2000

Przemek z dumą opowiada, że Mateusz poszedł na studia, a on na drugi rok pójdzie do zerówki. Nie omieszkał jednak dodać, że Bartek nie. Bartkowi robi się przykro. Na to Przemuś takimi słowami pociesza braciszka: “ Mateusza nie ma w domu, bo studiuje. Ma tam ciężką robotę, ze znajściem żony i nie płacze”.

21 października 2000

“Pan Bóg jest duchem, jest niebem, które bierze dzieci do mamy”. Dziś tak o Bogu wypowiedział się Przemuś. Dech mi zaparło. Jestem bardzo szczęśliwa, że to, co tak bardzo potrzebne w życiu -wiarę- Przemek już posiada.

22 października 2000

Pojechaliśmy z chłopcami na wakacje do ciepłych krajów, do Tunezji. U nas jesień, a tu wspaniałe słońce. Opalamy się, kosztujemy specjałów kuchni tunezyjskiej, trochę zwiedzamy. Ale przede wszystkim jesteśmy stale razem. Chłopcy codziennie kilkakrotnie kąpią się w basenie. Dzieci odważnie nurkują i robią postępy w samodzielnym pływaniu. To zasługa Józka, jego podejścia i systematyczności, ale przede wszystkim zapału i chęci naszych maluchów. Dziś Józek obiecał chłopcom nocną kąpiel w basenie. Dzieci z wypiekami na twarzy i dumą mi to oznajmiają.

26 października 2000

Bartek wspaniale udaje muezina nawołującego do modlitwy. Śpiewnym głosem woła wszystkich do modlitwy: ”Ludzie, chodźcie do Boga, będziemy się modlić, chodźcie wszyscy z całego świata. Bo jak nie przyjdziecie, to będzie za późno”.

27 października 2000

Wynajęliśmy samochód. Dziś wyruszamy na przylądek Bon i do gorących źródeł Korbus. Przed nami wspólna przygoda. Bartek nazywa mnie “mamuleczek”. Jest mi bardzo miło, gdy mój synek tak się do mnie zwraca.

30 października 2000

Dziś Przemek zapytał: “Dlaczego nie mam zdjęć, gdy byłem mały, ani nawet żadnej kasety. Dlaczego nie pamiętam, kto mnie urodził i czemu byłem w domu dziecka?” Wypowiedział to jednym tchem. Zatkało mnie, mimo, że wydawało mi się, że na ”trudne pytania” jestem gotowa odpowiadać. Powiedział to z taką złością pomieszaną ze smutkiem. Gdy chciałam odpowiadać po kolei na te wszystkie pytania odwrócił się i powiedział, że go oczy szczypią. Wzięłam go na kolana i powiedziałam, że urodziła go mama, która nie mogła być razem z nim. Gdy tak się dzieje, dzieci mieszkają w domu dziecka. Tam czekają na nową mamę. Że ja całe życie czekałam właśnie na swojego Przemka i Bartka i dzięki temu mogliśmy się spotkać, i dzięki temu możemy być razem. Przemek nie chciał tego słuchać. Może chciałam mu powiedzieć za dużo, ta cała sytuacja rozdygotała mnie. Zrobiło mi się przeraźliwie smutno, gdy patrzyłam w oczy mojego dziecka, serce wprost ściskało mi się z bólu. Będę musiała poczekać na kolejną taką chwilę. Może uda nam się wyjść z niej w lepszych nastrojach.

2 listopada 2000

Z tunezyjskich wakacji Bartek i Przemek najbardziej pamiętają meduzę i ryby, które widzieli nurkując pod wodą. Wyglądają tak pięknie, gdy opaleni biegają po plaży. Co wieczór opowiadałam chłopcom wymyśloną historyjkę o sześciu braciach: Kajtku, Tajtku, Dajtku, Majtku, Lajtku i Fajtku i ich rodzicach. Jest ona przebojem naszego pobytu. Chłopcy słuchają jej z wypiekami na twarzy i szeroko otwartymi oczami. Nie mogą się jej wprost doczekać. A szóstka braci żyje wśród nas każdego dnia, gdy dopytują się o ciąg dalszy i najdrobniejszy nawet szczegół ich życia i przygód.

5 listopada 2000

Po powrocie z Tunezji nasza koleżanka pyta Bartka; “A tobie co najbardziej podobało się w Tunezji?” – Bartek myśli, myśli i nagle twarz mu się rozjaśnia “MAMA” - odpowiada.

10 listopada 2000

Dzieci piszą w swoich zeszytach literki. Przemek potrafi już napisać wszystkie imiona członków rodziny. Bartek pisze samodzielnie tata. Chłopcy chętnie i z uwagą piszą w swoich zeszytach literki i różne esy floresy. Co chwilę przynoszą nam i z dumą pokazują pierwsze eksperymenty w pisaniu.

14 listopada 2000

Dziś byliśmy na zajęciach pokazowych w przedszkolu. Nie mogę poznać mojego Bartka. Jest taki uważny i wsłuchany w swoją panią. To nie ten sam Bartek, który w zeszłym roku stawał na głowie i był zajęty własną osobą. Pękam z dumy. Przemek jest jak zwykle uważny i dokładny. Przygryza dolną wargę, jest trochę stremowany. Jak to Przemek. Widzę tylko swoje dzieci. Chłopcy zerkają na nas, uśmiechają się. Każdym spojrzeniem chcę dodać im otuchy. Józek mruga i uśmiecha się do dzieci. Po zajęciach wszyscy razem wracamy do domu.

19 listopada 2000

Józek wyjechał. Jest niedziela. Dzieci od samego rana wstały w złych humorach. Razem jemy śniadanie. Po śniadaniu chcę iść z dziećmi i psami na spacer. Przemek nie chce się ubierać. Zaczyna krzyczeć. Wrzeszczy w niebogłosy, że mnie nienawidzi. Jest wściekły. Żadna moja uwaga słowna do niego nie dociera. Potrząsam nim, krzyczę “co się z tobą dzieje, Przemku opamiętaj się”. Zaczyna się ze mną szarpać. Próbuję go przytrzymać, chcąc uchronić go przed atakiem złości, który go ogarnia. Wyrywa się, bije mnie, kopie i szczypie. Staję się coraz słabsza, zaczynam płakać. Czuję się załamana i bezsilna wobec takiego ataku złości. Nie radzę sobie. Takie zachowanie Przemka powtarza się kilkukrotnie w ciągu dnia. Próbuję starego sposobu z rzucaniem klocków, nie skutkuje. Staram się być spokojna i konsekwentna, ale Przemek jest tak rozchwiany, że i ja czuję się coraz gorzej. Dobre momenty dnia to wspólne gotowanie zupy i kolorowanie dinozaura. Tłumaczę sobie, ze nagromadziło się w nim tyle złości związanych ze złymi doświadczeniami z przeszłości. Może to dobrze, że je wyrzuca z siebie. W związku z tym, że przy mnie czuje się bezpiecznie, pozwala sobie właśnie ze mną iść na całość, zwłaszcza, że nie ma w domu taty. Jak mam reagować na takie zachowania? Chyba będę musiała poszukać pomocy.

23 listopada 2000

Dzieci tak jak w ubiegłym roku dyktują mi listy do Świętego Mikołaja.

List Przemka

Drogi, przepiękny, wspaniały Święty Mikołaju!

Poproszę na Gwiazdkę robota i jeszcze ładny kwiatek, żeby mamulka gdzieś go posadziła. Przynieś mi także paletkę ze sznurkiem i przywiązaną piłeczką. Jeszcze bym poprosił jojo świecące.

List Bartka

Kochany, dobry Mikołaju.

Przynieś mi małego dmuchanego żółwika i małą rybkę i jojo, że w górę i w dół i jeszcze przyczepiony sznurek do paletki z piłką i dmuchaną choinkę.

25 listopada 2000

Dziś, gdy Przemek zaczyna wrzeszczeć, rzuca kurtką, nie chce się ubierać i kopie buty, jestem wyjątkowo spokojna. Nie biorę tego do siebie. Daję mu wewnętrznie prawo, by złościł się, nie mam siły na nic, wiem, że nie złości się na mnie, a na mamę, która go zostawiła - tak sobie tłumaczę ( nie wiem, czy dobrze ) jego zachowanie. Jakoś dziś mi z tym łatwiej. Przemek wyje, wrzeszczy, a ja nic nie mówię, jestem anielsko wprost spokojna, nie wiem skąd spłynął na mnie ten spokój? Może jestem tak bardzo zmęczona, że na inne zachowanie nie mam już siły? Idę do pokoju dzieci, siadam samiusieńka w kącie, sięgam po kartki nadal nie mówiąc ani słowa i zaczynam rysować. Rysuję mazakiem wielki znak zakazu. Pogrubiam kontury, Przemek przestaje płakać, zaczyna przyglądać mi się zaciekawiony. Rozmawiam z Bartkiem i mówię, że wszystkim nam wolno się złościć, ale pewnych rzeczy robić nie wolno. Bartuś mówi, że nie można dotykać prądu. Rysuję jedynkę i kontakt, a następnie go przekreślam. Po pierwsze - nie wolno nikomu dotykać prądu - mówię. “Gdybyśmy dotykali prąd, to moglibyśmy umrzeć” - mówi Bartek. Właśnie tak, bardzo cicho powtarzam. Dzieci z zaciekawieniem mi się przyglądają. Rysuję dwójkę, a następnie dzieci z wielkimi bokserskimi rękawicami. Po drugie nie wolno się bić, cichutko powtarzam. “Może narysuj, że nie wolno bić i kopać mamy” - mówi Przemek. Dobrze, nadal rysuję nic nie mówiąc. Dorysowujemy jeszcze przekreśloną kurtkę na ziemi i przekreślamy rozwalone buty. Rysuje tylko moja ręka, a mnie ogarnia coraz większy spokój. Dzieci przyłączają się do rysowania, pogrubiają kontury, kolorują. Przemek wiesza nasze arcydzieło na lodówce. Do końca dnia nie opuszcza mnie poczucie spokoju. Jak dobrze.

25 grudnia 2000

Święta Bożego Narodzenia minęły rodzinnie. Przyjechał Mateusz, dziadkowie, ciocia Gosia. Była z nami też Natasza z Ukrainy. Chłopcy nie mogli doczekać się Mikołaja. Przygotowali wierszyki i piosenki. Przemuś recytował; “Jesteś z nami choinko wśród naszej rodziny. . . ”, a Bartek śpiewał: “Pójdźmy wszyscy do stajenki”. W tym roku Mateusz był wprost rewelacyjnie przebrany. Nawet ja miałam kłopot z jego rozpoznaniem. Odegrał bardzo starego i bardzo poczciwego Świętego Mikołaja – takiego, o którym marzyłam w dzieciństwie.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Coco

Re: Dom malowany cz.2

Magdo, Twój pamiętnik jest dla nie prezentem pod choinkę. Może - później, po adpocji - stanie się dla mnie oparciem w chwilach trudnych. Dziękuję Ci.
Pozdrawiam Ilona
Ps. A teraz życzenia świąteczne:
Zanim gwiazda zgasnie i święta przeminą, niech pobłogosławi Wam Święta Dziecina. Niech się Wam dzień każdy z Bożym błogosławieństwem przeplata - dziś, jutro w Nowy Rok i po wszystkie lata!

Portret użytkownika admin

Re: Dom malowany cz.2

Madziuj właśnie czekamy na adopcję. Jestem bardzo pod wrażeniem Twijego pamiętnika. Jesteś wspaniałą matką !!!
Marta

Portret użytkownika dcwitcher

Re: Dom malowany cz.2

Allergic allergy reaction shellfish [lynlfsy.org.cn] Assembly language compiler [cnwod.cn] Chicago hummer limousine [jlsehpkw.net.cn] External hemorrhoids removal [ptwggik.com.cn] Titanium lug nut [zozpf.cn] Free adventure mmorpg [dtcnrdx.cn] Distressed leather jacket [wnvyfe.net.cn] Santa clara county office of education [chzmkmjs.com.cn] Akc missouri puppy sale [sepjpdx.net.cn] Farm jones road weaver acre hse home horse i 20 newborn [hhvrea.com.cn] Asian bad boy puppy [tftmj.cn] Advertising enamel encyclopedia guide porcelain price [shrak.net.cn] Classical demise education greek homer killed recovery who wisdom [xjjawmsi.cn] Free clips aria giovanni [ywrjf.org.cn]