nieudana adopcja

Temat: 
Adopcja Dziecka

Nasze historieHistoria bez happy endu:
Młode małżeństwo zgłasza się do ośrodka adopcyjnego w celu zgłoszenia zainteresowania adoptowaniem dziecka/dzieci. Mąż zdrowy, żona od początku okresu dojrzewania wiedziała, że jej płodność pozostawia wiele do życzenia. Osiągnęli granice do których chcieli się posunąć w leczeniu, więc wybrali inną drogę do zostania rodzicami. Przed wybraniem konkretnego ośrodka zwiedzili kilka, ale w tym były najkrótsze terminy, przyjęto ich z otwartymi ramionami.

Sprawa potoczyła się błyskawicznie, miesiąc po kwalifikacji ten telefon. Po miesiącu od telefonu decyzja sądu o powierzeniu pieczy. Wszyscy się dziwią co tak szybko, ale się cieszą, że rodzina jest cała. W niedługim czasie kolejna radość - ciąża.
Przed ostatnią sprawą pojawiają się wątpliwości (dziecko "dziwnie się zachowuje"), ale ośrodek mówi, że to normalne, nie polecają żadnej fachowej opieki, czy konsultacji psychologicznej. Adopcja się uprawomocniła, życie toczy się dalej. Z dzieckiem coraz gorzej. Pewnego pięknego wieczoru przychodzi dzielnicowy z wezwaniem do prokuratury. Okazuje się, że dziecko jest ofiarą przestępstwa na tle seksualnym - sprawa była wiadoma przed odebraniem matce, wszyscy milczeli dla dobra dziecka. Rodzina zaczyna się załamywać, małżonkowie bezradni, szukają pomocy. Ośrodek milczy. Wreszcie wizyta u psychiatry, dziecko dostaje psychotropy, po analizie akt (których ponoć nie było przed adopcją) okazuje się, że już pediatra wysyłał do psychiatry.
Małżeństwo w kryzysie, obawia się o siebie i otoczenie. Podejmują decyzję - rozwiązanie adopcji.
Zaczyna się - rozprawy w sądzie, oskarżenia o bezduszność, wizyty kuratorów, kilkukrotne badania w RODiK.
Na szczęście znalazła się nowa rodzina gotowa podjąć takie zobowiązanie znając całą historię dziecka.
Małżeństwo odbudowuje swoje relacje i liże rany.

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika claudia.iwona

chore

państwo zawiodło na całej linii, współczuję, zarówno rodzinie jak i dziecku. w cywilizowanym kraju, jakim, niewątpliwie nie jesteśmy, osoby odpowiedzialne za przekazaniem dziecka w sposób powyżej opisany, przede wszystkim przestałyby pracować w ośrodku adopcyjnym, a rodzicom i dziecku przedstawiono by propozycje leczenia, opieki, pomocy, etc. wniosek jest jeden - jak podejrzanie szybko zostanie przekazana przez ośrodek adopcyjny pozytywna decyzja o adopcji, należy uruchomić "znajomości" i zrobić prywatne dochodzenie w sprawie przeszłości dziecka. chore..

Portret użytkownika Rysieczka

Nie rozumiem tego

To faktycznie niewyobrażalne, że w ośrodku adopcyjnym zatuszowano tak ważną informację. O tym nalezy mówić głośno: jaki to ośrodek itp., jakie osoby były zaangażowane w ten proceder. Bo można to nazywać używając ostrych słów. I trzeba piętnować konkretne osoby i sytuacje.

Najbardziej jednak ucierpiał mały człowiek, którego narażono na niewyobrażalną traumę, pozbawiając możliwości leczenia, uzyskania fachowej pomocy.

Z drugiej strony nie można tak rzucać oskarżenia trochę w próżnię i pewnie wiele osób, instytucji oberwie po uszach absolutnie niesłusznie. Parafrazując: rzuć błotem, a zawsze coś się przyczepi. Ośrodki są złe, ludzie są nieodpowiedzialni, kręcą...
Nie generalizujmy.

Jednego nie rozumiem. Jakie "zagrożenie dla otoczenia" może sprawiać dziecko, które było molestowane seksualnie?
Nie wiem, nie byłam w takiej sytuacji, ale za Chiny ludowe nie mogę pojąć decyzji o rozwiązaniu adopcji. Rozumiem szok, niedowierzanie, ale nie rozumiem dalszego postępowania rodziny adopcyjnej. Proszę oświećcie mnie... Bo jakieś mam nie najlepsze przeczucia, co do motywacji poczynań ex-rodziców adopcyjnych. Może niesłusznie. Dziecku pozostanie kolejna trauma do przepracowania: 'nie chcieliśmy cię, bo byłeś molestowana/y". Jak tu taką traumę przepracować?

kwiecien 2009 1AID udana ale [*] 9 tc
listopad 2010 2AID - klapa ;-(
styczeń 2011 3AID - II kreseczki. 7. 10. 2011 urodził się Nasz Synek :)

Portret użytkownika omilka

Poczytaj wątek posttraumatyczny lub ten o RAD

Łatwiej zrozumiesz co może dziać się z dzieckiem po takich doświadczeniach i jaki to ma wpływ na rodziców.

Portret użytkownika daks74

wątpliwości

Też mam wątpliwości co do rozwiązania adpocji. Przecież adoptuję, bo kocham na dobre i na złe. Jak pojawiają się problemy to szukam pomocy, a nie odstawiam jak wadliwy produkt z powrotem do sklepu. I czy można przestać z dnia na dzien kochać bo dziecko okazało się być molestowane? Może tej miłości rzeczywiście nigdy nie było? A co z dzieckiem naturalnym które padło ofiara molestowania, oddać do domu dziecka?
Owszem mogę sobie wyobrazić szok rodziców adopcyjnych, bezradność w zetknięciu z problemem, poczucie że to ich przerasta i nie podołają, ale kurcze rozwiązanie adpocji to nie jest metoda. Inna rzecz że mam wątpliwości co do prawdziwości wpisu, bo nie bardzo widzę podstawę prawną do rozwiązania przysposobienia w takiej sytuacji.

Portret użytkownika omilka

ten problem jest niewidoczny

Nie chodzi o to, że dziecko było molestowane, ale jak wpłyneło to na jego psychikę i zachowanie. Zwyczajny rodzic nie jest w stanie podołać życiu z tak straumatyzowanym dzieckiem. Ulega wtórnej traumatyzacji i jego życie również staje się nie do zniesienia. Dla takiego dziecka potrzebna jest rodzina specjalistyczna.

Co do "przestać kochać z dnia na dzień", przecież te więzi dopiero się kształtowały.

"Rozwiązanie adopcji to nie metoda".
Z tego nikt nie wychodzi cało: ani dziecko, ani rodzic. Jednak nie ma sensu trwanie rodziny, gdy dzieci nienawidzą rodziców, a rodzice boją się rano wstawać. Dlatego nie powinno byc żądnych tajemnic o przeszłości dziecka przed przyszłymi rodzicami adopcyjnymi. Ani tematów tabu na szkoleniach dla rodzin.

Pomoc dla rodzin adopcyjnych, dla dzieci z traumą jest u nas znikoma.

Portret użytkownika Rysieczka

Smutno...

Omilka, zajrzałam na podlinkowane wątki, słyszałam też o RAD. Ale przecież adopcja też rodzicielstwo, a jako takie, jest to wybór na dobre i na złe, na całe życie. Owszem, jak się okazuje, nie każdy może i powinien być rodzicem - zarówno adopcyjnym jak i biologicznym. Ale to rozważania ogólne.

Jednak wracając do szczególnej sytuacji, przy okazji zajrzałam też na forum i poczytałam sobie wypowiedzi niewiadomej, chociażby w tym wątku:

http://www.nasz-bocian.pl/phpbbforum/viewtopic.php?f=32&t=10797&start=2295

Podobnie jak daks74 mam niestety wątpliwości, co do prawdziwości historii przedstawionej w artykule. Niestety po lekturze postów niewiadomej mam wrażenie, że historia ta jest po prostu nieprawdziwa, więc chyba nie warto się nad nią mocniej pochylać, ani też komukolwiek współczuć lub kogokolwiek potępiać. Zresztą od początku coś mi tu nie grało…

Nie chodzi o to, że niewiadoma przedstawia subiektywny obraz sprawy, to w pewnym sensie byłoby nawet zrozumiałe, ale chyba manipuluje faktami i je przeinacza, czego robić nie wolno, zwłaszcza gdy rzuca się bardzo dosadne oskarżenia.

Z fragmentów historii przewijającej się na forum Nasz Bocian (vide link powyżej) wynika, że dzieci jednak było jednak dwoje. Trzylatek i sześciolatek. Problemy wychowawcze sprawiało głównie starsze dziecko. W rodzinie adopcyjnej chłopcy przebywali co najmniej przez rok, a na pewno dłużej. Nie było też wzmianki o ciąży, która rzekomo miała się pojawić w ‘niedługim czasie’, są tylko informacje o problemach wychowawczych. Być może ciąża pojawiła się znacznie później, i stąd decyzja o rozwiązaniu adopcji. A więc problemy ciągnęły się przez rok, dwa lata, a może dłużej. Tyle przebywały w rodzinie adopcyjnej. To kawał życia dla małych dzieci, czas który odciśnie się na zawsze w ich psychice. Nie wierzę, że nic nie dało się zrobić, że nie było innej drogi niż rozwiązanie adopcji.
Niestety tyle tylko można wyczytać z ocalałych postów, gdzieś w tym wszystkim pewnie zagubiła się prawda. I chyba jej nie poznamy.

Część postów niewiadomej została niedawno wykasowana i zastąpiona emotkami.
Dlaczego? Przedstawiały coś niewygodnego dla Autorki?

Z obydwu historii wyłania się jednak bardzo smutny obraz losu dzieci, których zawiedli wszyscy: rodzina biologiczna, instytucja i niestety rodzice adopcyjni. Czy naprawdę nic innego nie dało się zrobić? Czy psychoterapia, pomoc fachowców nie pomogłaby zranionemu dziecku powoli odbudować swoje życie, jakoś funkcjonować w społeczenstwie? Przecież starsze dziecko miało dopiero sześć lat, przed nim kawał dzieciństwa i całe życie, jakie?
I nadal pytam: jak poradzić sobie z taką traumą – teraz już podwójną? Nie tylko z molestowaniem, ale również z odrzuceniem?

Niewiadoma, która z tych historii jest prawdziwa?
czemu ma służyć artykuł, który opisuje abstrakcyjną sytuację?

I dlaczego zdecydowaliście się na adopcję dziecka/dzieci, skoro miałaś wątpliwości (czytałam Twoje posty)?

Nie wiem, czy odpowiesz na te pytania swoimi słowami, czy prześlesz znów jakieś linki do artykułów. W każdym razie trzymam mocno kciuki za to dziecko, a raczej tych dwóch chłopców. Mam nadzieję, że już nikt ich nie zawiedzie. Wczoraj wieczorem długo myślałam o tej historii, prawdziwej lub nie, zrobiło mi się tak niewyobrażalnie, piekielnie smutno…

kwiecien 2009 1AID udana ale [*] 9 tc
listopad 2010 2AID - klapa ;-(
styczeń 2011 3AID - II kreseczki. 7. 10. 2011 urodził się Nasz Synek :)

Portret użytkownika omilka

ta historia jest prawdziwa

Pamiętam historię Niewiadomej. Szkoda, że wykasowała posty, jednak było tam wiele bardzo osobistych i bardzo bolesnych spraw.

Niewiele takich historii pojawia sie na forum, bo rodzice wstydzą się, ze zawiedli. Każdy zwyczajny rodzic by zawiódł. Więcej informacji o takich sytuacjach pojawia się na pw.

Nie osądzajmy, póki nie znajdziemy się sam na sam z dzieckiem po przejściach, i to nie przez rok, lecz kilka, kilkanaście lat

Częściej opisują takie sprawwy rodziny zastępcze, ale one nie dopuszczają do swojego forum osób z zewnątrz, bo nie chcą żeby ich ktoś oceniał.

Portret użytkownika PiBi

Prawda

Rysieczko, rzeczywiście, nie wiesz wszystkiego i - nie będziesz wiedzieć, bo nie przypuszczam, żeby niewiadoma chciała odkrywać się do końca, zresztą ją rozumiem.
Najłatwiej jednak ferować wyroki - jak to uczyniłaś w powyższej wypowiedzi.
Prawda, jak zwykle, leży pośrodku.

Portret użytkownika Rysieczka

Historia A czy historia B?

Nie osądzam, nie feruję wyroków. Przeczytałam ten tekst i historia dziecka (czyli jednak chłopców, to już wiadomo) po prostu mnie wciągnęła i zasmuciła.
Dostrzegłam jednak, po lekturze wątku, że wdarły się do artykułu ewidentne nieścisłości i pozwoliłam sobie zapytać o to wprost Autorkę - niewiadomą. Ona oczywiście może skorzystać z prawa do sprostowania, lub też nie. Trudno.
I to wszystko.
Pozostałe refleksje zachowam dla siebie.

PiBi, zgadzam się. Prawda leży gdzieś po środku. Taka puenta chyba najlepiej tu pasuje...

kwiecien 2009 1AID udana ale [*] 9 tc
listopad 2010 2AID - klapa ;-(
styczeń 2011 3AID - II kreseczki. 7. 10. 2011 urodził się Nasz Synek :)

Portret użytkownika Kiran

Czy to śledztwo?

Dobrze, że pojawił się taki artykuł, jako przeciwwaga do słodkich tekstów o ado-bobaskach.. Adopcja to w gruncie rzeczy trudna i złożona sprawa, gdzie jedna trauma (odrzuconego, czasem skrzywdzonego dziecka) spotyka się z drugą (niepłodność rodziców, strata). Jeśli dochodzą dodatkowe czynniki,tak jak tutaj, sytuacja może stać się nie do opanowania bez specjalistycznej pomocy i długofalowego wsparcia. Rodziny adopcyjne często są puszczane "na żywioł", już po sprawie sądowej, a często dopiero po jakimś czasie problemy się ujawniają.
Co do porównania - wątek versus artykuł, autorka napisała ile chciała, szukanie powiązań z innymi tekstami wydaje mi się nie na miejscu. I nie oceniajmy, jak powiedziała śp. Szymborska - tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono..

Portret użytkownika babaloo

Potwornie smutna historia.

Potwornie smutna historia. Nie mogę przestać myśleć o tych biednych chłopcach. Mam nadzieję, że znajda prawdziwą rodzinę. Na dobre i na złe.

I ICSI Centrum IVF w Krakowie-udane
moje słonka dwa

Portret użytkownika niewiadoma

do babaloo "Na szczęście

do babaloo
"Na szczęście znalazła się nowa rodzina gotowa podjąć takie zobowiązanie znając całą historię dziecka"

Portret użytkownika babaloo

Niewiadoma

Doczytałam. Chyba przy pierwszym czytaniu emocje zaburzyły mi percepcję... Trzymam za nich kciuki, żeby podołali.

I ICSI Centrum IVF w Krakowie-udane
moje słonka dwa

Portret użytkownika Nina2

cd.?

Zawiedli Rb, Ośrodek i Ra1 niestety również. Strasznie smutne.
Dla przeciwwagi - blog szczęśliwej Mamy adopcyjnej chłopców odrzuconych przez Ra1: http://www.nasz-bocian.pl/blog/52679

Portret użytkownika omilka

byc może to faza miesiąca miodowego,

Może nowi rodzice będa lepiej przygotowani, otrzymają lepsze wsparcie, a może dzieci się czegoś nauczyły w tamtym domu? Na razie za wcześnie na pełny entuzjazm. Poobserwujmy ten blog choć przez rok. Można tylko życzyc, żeby się wszystkim udało.

Portret użytkownika Nina2

jeśli miodowy to raczej rok :)

Przejrzałam zapisy bloga BarbaryJoniak, a także niewykasowane wpisy Niewiadomej. Nie dla wysuwania oskarżeń wobec RA1. Myślę, że jeśli coś się nie udało, a teraz jest szansa, to trzeba przemyśleć co było wcześniej nie tak, by nie powtórzyć błędów.
Chłopcy są na stałe z Rodzicami od maja 2011, to prawie rok. W poprzedniej rodzinie byli ponad 2 lata, wcześniej rz, pogotowie opiekuńcze, rb - b. dużo jak na na barki dziecka. Młodszy miał łagodniejszą historię, m.in. dlatego, że od zawsze mógł liczyć na starszego, starszy w najtrudniejszym czasie nie miał nikogo kto pełniłby wobec niego rolę matki, na dodatek to o czym Niewiadoma dowiedziała się potem.
Z niewykasowanych wpisów Niewiadomej wynika, że na co dzień stosowane były metody jak dla "zwykłych" dzieci (prawdopodobnie za zaleceniem psycholog). Warto to przemyśleć.

Portret użytkownika omilka

dziecko po traumie, przerzucane wielokrotnie z miejsca na miejsc

Szczerze mówiąc trudno sobie wyobrazić, że będzie dobrze. Dlatego, ze z nowego blogu wynika bardzo naiwne podejście; ocenianie wrazliwości dziecka na podstawie chęci pomocy dziadkowi. A ja pamietam, że to wrazliwe dziecko (wobec którego popełniono wiele okrucieństw) w poprzedniej rodzinie podszczuwało małego, żeby dokuczał rodzicom. Te dzieci od wielu lat były przerzucane przez system jak tobołki,a dziecko jest w stanie skutecznie przywiązać się tylko dwa razy.

Przynajmniej starszy chłopiec potrzebuje terapii z prawdziwego zdarzenia, mało prawdopodobne, ze ma taką.

Portret użytkownika Rysieczka

omilka

omilka,

Takim OSĄDEM i taką prognozą być może zraniłaś I skrzywdziłaś kilka osób, nie dając szans ani dzieciom, ani rodzicom.

Gratuluję empatii(to była ironia)

A ja wierzę, że szanse są, w opowieści Barbary widzę dużo miłości i mądrości. Wierzę, że to była przemyślana decyzja dorosłych ludzi znających historię dzieci i przygotowanych na to, by tym razem pokochać na dobre i na złe.
Mam nadzieję, że nie tylko ja w to wierzę...

kwiecien 2009 1AID udana ale [*] 9 tc
listopad 2010 2AID - klapa ;-(
styczeń 2011 3AID - II kreseczki. 7. 10. 2011 urodził się Nasz Synek :)

Portret użytkownika myszka10

drogie forumowiczki

Dajmy szansę tej Rodzinie, każdy na nią zasługuje, i wspierajmy ich ile się da, zgadzam się z Rysieczką, że to była przemyślana decyzja dorosłych ludzi, którzy poznali historię tych dzieci. OSOBIŚCIE też przychylam się do wypowiedzi Omilki i jednocześnie Jej zachęty do przeczytania wątku na temat RAD (moim zdaniem OBOWIĄZKOWA lektura dla przyszłych rodziców adopcyjnych, psychologów i nie tylko ....).
Czeka Ich na pewno gigantyczna praca. Ja mam tylko jedno dziecko, czasami potrafi wyciąć numer lub coś powiedzieć w domu lub w miejscu publicznym, że włos się jeży na głowie, po chwili pyta już spokojnie czy go kochamy i lubimy......

Bardzo dawno temu spotkałam się z takim stwierdzeniem, że wychowując dziecko lub dzieci zranione trzeba "MIEĆ DELIKATNOŚĆ MOTYLA I SKÓRĘ NOSOROŻCA

Pozdrawiam wszystkich
myszka10

Portret użytkownika omilka

Rysieczka

Adoptowałaś juz dziecko, starsze, po molestowaniu, masz takie w otoczeniu? Skąd czerpiesz wiedzę o zranionych dzieciach? Serce to za mało, trzeba dysponowac wiedzą i wsparciem. Latwo jest przeczytac ckliwą książeczkę. Dla porównania - jest gdzieś w sieci blog matki adopcyjnej "Droga przez piekło". Co powiesz tej matce, że sie nie starała, zabrakło jej serca?

Portret użytkownika Rysieczka

omilka

omilka,
Proszę nie sugeruj mi wypowiadania treści, których nie wypowiedziałam .

A co Ty powiedziałabyś matkom, które wychowują terminalnie chore dzieci? Które poruszają niebo i ziemię, aby pomóc, angażują "wszystkich świętych" upadają i zwyciężają?
Czy to samo co Barbarze, że pewnie nie podołają, bo "każdy zwyczajny rodzic by zawiódł"?
Nie stawiajmy tak spraw, nie generalizujmy, bo jednak są osoby, które w takich wypadkach stają na wysokości zadania, po cichu, nie pisząc na forach.
Znam taką osobę. Tak, taka sytuacja traumatyzuje całą rodzinę, przewartościowuje pewne sprawy, zmusza do szukania pomocy (nie tylko dla dzieci ale też dla siebie), stawiania pewnych rzeczy na głowie, ale też buduje i czasem nawet (paradoksalnie) dodaje skrzydeł i nadludzkiej siły. A rodzicielstwo to przeciez nie ustawiczna sielanka, ani też umowa na czas określony z której się można 'wyoutować', gdyby wyrób (pardon) nie spełniał warunków rękojmi.
To wybór świadomy, stan umysłu, który nie przemija, coś co rodzi się w głowie. Dobra rodzina niesie wsparcie, na dobre i na złe, najsłabszym swoim członkom, czyli dzieciom.

Autorka, pisze że taką drogę (adopcję) rodzicielstwa wybrali. Pozostaje pytanie czy faktycznie byli "rodzicami" dla tych dzieci?
Ale to już było, mineło...

I czy 'adopcja' faktycznie zawsze jest tożsama z 'rodzicielstwem''staniem się rodziną'?

kwiecien 2009 1AID udana ale [*] 9 tc
listopad 2010 2AID - klapa ;-(
styczeń 2011 3AID - II kreseczki. 7. 10. 2011 urodził się Nasz Synek :)

Portret użytkownika omilka

niestety, niczego nie wiesz

o życiu dziecka po traumie, ani o życiu z takim dzieckiem. Opowiadasz o ideałach. Ile znasz z bliska ludzi, którzy z samozaparciem wychowują dziecko, które kradnie, ucieka z domu, ubliża i grozi rodzicom, molestuje inne dzieci a oni z samozaparciem to znoszą, nie pisząc na forach? Co nie znaczy, że nie można dla tych dzieci niczego zrobic, ale na pewno nie podołają temu rodzice dysponujący tylko sercem.

To jest artykuł o nieudanej adopcji, a nie o tych udanych.

Portret użytkownika Kiran

Dzięki

za Twoje posty, Omilka. Bez czarowania i idealistycznych wizji. Lepiej założyć trudności i starać się na nie przygotować.
Oby ta druga rodzina wytrwała, oby nie okazało się, że to zadanie ich przerosło. Życzę im tego z całego serca.
Niewiadoma - zrobiliście, ile byliście w stanie, nie obwiniaj się.

Portret użytkownika Nina2

cd.

Z radością przeczytałam wiadomość o cd. losach Chłopców:
http://www.nasz-bocian.pl/node/33467 To już ponad 2 lata razem.. Będzie dobrze.

Portret użytkownika Nina2

powtórka

powtórka