Dom malowany cz.1

Temat: 
Nasze historie

Pragnę podzielić się z Wami moją historią, myslę o jej wydaniu.
Czekam na opinie i komentarze.

Te wspomnienia napisałam dla Przemka i Bartka.
Dedykuję je również tym wszystkim, którzy obawiają się adopcji.

Niestety tekst okazał się zbyt obszerny (44 strony) jak na możliwości naszego systemu, dlatego publikujemy część która się zmieściła. Myślę że będzie to powieść w odcinkach ...

26 marca 1999

W końcu, po rocznym oczekiwaniu, otrzymałam informację o dwóch chłopcach Przemku i Bartku czekających na adopcję. W noc poprzedzającą pierwsze spotkanie z nimi nie mogliśmy zasnąć. O piątej rano przy kuchennym stole piliśmy poranną kawę. Po drodze do Gdańska nie odezwaliśmy się do siebie słowem.

Wiedzieliśmy, że przed nami spotkania z chłopcami miały dwie rodziny, ale ze względu na zachowanie Bartka rezygnowały. Chłopcy byli więc dwukrotnie odrzuceni. Rozmyślałam, jakie zachowania tak małego chłopca mogły być aż tak odpychające. W rozmowie telefonicznej z opiekunem prawnym dzieci zapytałam o nie. Chciałam być choć trochę przygotowana. Pani Kasia odpowiedziała, że Bartek bardzo silnie protestuje i wszystko neguje.

Jedno spojrzenie na chłopców i wiedzieliśmy, że właśnie na nich czekaliśmy.

Pierwsze słowa Przemka: "Pomogę tatowi", kiedy podczas pierwszego spotkania w domu dziecka rozsypały się Józkowi kredki.

Gdy wreszcie już razem jechaliśmy do naszego domu, Przemka bolał żołądek. Wymiotował po drodze. Trzymał wymioty w buzi, bardzo starał się nie pobrudzić samochodu, by być grzecznym. Podobno w domu dziecka często powtarzał Bartkowi, że jak nie będzie grzeczny, to tata i mama po nich nie przyjdą.

28 marca 1999

Już drugi dzień jestem mamą Przemka i Bartka. Postanowiłam, że będę zapisywała to, co się zdarza, by nie uleciało mi z pamięci.

30 marca 1999

Bartek rzeczywiście przez pierwsze dwa tygodnie swoim zachowaniem sprawiał nam kłopoty. Na wszystko mówił nie. Gdy staraliśmy się, by coś zrobił, rzucał się i wrzeszczał wniebogłosy. Jeżeli to nie skutkowało, zaczynał gryźć.
Rano, gdy byłam wypoczęta, zdecydowałam, że spróbuję "przytrzymywania". Trzymałam go mocno, a Bartek krzyczał i wrzeszczał. Wyrywał się, próbował kopać i gryźć. Czas upływał, trzymałam go nadal. Co jakiś czas powtarzałam, że go kocham i że wiem, co dla niego dobre. Bartek ze wszystkich sił próbował uwolnić się, coraz bardziej bolały mnie ręce, ale wiedziałam, że muszę wytrzymać. Oboje byliśmy spoceni. Koszulka Bartka była cala mokra. Słabł i zaczynał na nowo ze zdwojoną siłą. Później zaczynał przysypiać ze zmęczenia, ale dalej nie przestawał protestować. Zaczęły nachodzić mnie myśli, że chyba jednak nie wytrzymam. Wtedy poczułam, że Bartek zaczyna poddawać się, że nie wyrywa się już tak mocno. Po chwili spocony i zmordowany zaczął krzyczeć: "Ja będę grzeczny. . . Ja będę grzeczny. . . . "Uspokajał się coraz bardziej, a ja zwalniałam uścisk. Jeszcze kilka razy powtarzaliśmy przytrzymywanie z Bartkiem. Ale już nigdy nie trwało to tak długo i miało o wiele spokojniejszy przebieg.

1 kwietnia 1999

Zdjęcia naszej rodziny wiszą w kuchni i pokoju. Przemek i Bartek wskazują zdjęcia na których Józek i ja jesteśmy z Mateuszem lub na zdjęcia małego Mateuszka. (Mateusz to mój dorastający syn, który nie tylko zaakceptował decyzję o adopcji, ale też nie obawiał się o miejsce w moim sercu). Chłopcy mówią: "Tu tata, a tu Przemek, tu Bartek, a mama tam, tu Mateusz. Tu Przemek
z tatą" - Przemek wskazuje zdjęcie, gdzie Józek stoi z naszym znajomym japończykiem.

3 kwietnia 1999

Dzisiaj poszliśmy na spacer i po drodze zaszliśmy do naszych sąsiadów, by się przywitać. W domu oddalonym o 500 metrów mieszkają dwie dziewczynki trochę starsze od chłopców. Chciałam, by poznali się, gdyż pewnie latem będą chcieli czasami razem bawić się. Gdy wracaliśmy, chłopcy z dumą pokazali mi różne przedmioty, które podczas krótkiego pobytu u dziewczynek zdążyli pochować w kieszeniach. Byliśmy już w połowie drogi, ale oczywiście wróciliśmy, by oddać wszystkie te zdobycze. Chłopcy byli bardzo smutni i chyba pierwszy raz w życiu dowiedzieli się, że z cudzego domu zabierać niczego nie wolno. Przez kolejnych kilka dni starałam się bardzo wyraźnie dzieciom rozgraniczać to, co nasze i to, co cudze. Co wolno, a czego nie. Starałam się też możliwie krótko wyjaśniać, dlaczego tak jest. Z zadowoleniem stwierdziłam, że moje starania dość szybko odniosły skutek. Kiedy odwiedziła nas znajoma i powiedziała do dzieci, że jeśli będą dalej tak się bawić to im zabierze zabawkę, chłopcy rezolutnie odpowiedzieli: "Nie możesz tego zrobić, bo z cudzego domu niczego zabierać nie wolno"

4 Kwietnia 1999

Mój tato na święta Wielkiej Nocy przywiózł aparat i mnóstwo rzeczy do ubrania dla chłopców. Zrobiliśmy im dużo zdjęć podczas pierwszych naszych wspólnych świąt.

7 kwietnia 1999

Dzisiaj rozwiesiłam zdjęcia Przemka i Bartka w ich pokoju i w kuchni. Wyszły przepięknie. Szczególnie jedno, gdy przytuleni w koszulkach w czerwone paski śmieją się siedząc w naszym łóżku.

10 kwietnia 1999

Przemek z łatwością układa puzzle. Jest zdolny i ma motywację do każdej aktywności. Gdy powiedziałam, że pewnie wyrośnie na profesora albo kogoś wybitnego odrzekł, że nie chce być profesorem, chce być mamy i taty.

11 kwietnia 1999

"My nie mamy rodziców "- powiedział Bartek wieczorem siedząc w naszym łóżku. "To nie ja powiedziałem" - zawołał przestraszony Przemek. "Nie mieliście taty i mamy, ale teraz już zawsze będziemy z wami. Nawet, gdy będziecie niegrzeczni" -powiedziałam, przypominając sobie wszystkie starania Przemka.

12 kwietnia 1999

Dziś pojechaliśmy w odwiedziny do domu dziecka, w którym przebywał Bartek
i Przemek. Powiedzieliśmy o tym dzieciom. Spotkaliśmy się z lekarką, opiekunem prawnym i panią dyrektor. Wszyscy oni zrobili na nas bardzo dobre wrażenie. Odebraliśmy karty i książeczki zdrowia dzieci.
Zawieźliśmy też niepotrzebne naszym chłopcom ubranka. Może innym się przydadzą. Kilkakrotnie powtarzaliśmy dzieciom, co dziś będziemy robić. Mówiliśmy, że wpierw odwiedzimy dom dziecka, potem pójdziemy do Mc Donalda, a gdy wrócimy do domu, chłopcy będą pomagać tacie w piwnicy. Przemek i Bartek z upodobaniem w kółko powtarzali plan dnia, upewniając się kilkakrotnie, czy na pewno tak się stanie.

14 kwietnia 1999

Józek robi łóżka dla dzieci. Szesnaście lat temu własnoręcznie zrobił łóżko Mateuszkowi. Nasze dzieci śpią w zrobionych przez Józka łóżkach. To już w naszym domu stało się tradycją. Miło mi, gdy o tym myślę.

15 kwietnia 1999

Dziś w nocy Przemek obudził się z płaczem. Najpierw myśleliśmy, że może go coś boli. Później wzięłam go w ramiona i pozwoliłam, by wypłakał się. Mówiłam do niego, by płakał, ile chce, że może nawet płakać bardzo głośno, bo dobrze móc płakać, gdy mama jest blisko. Przemek płakał około pól godziny, a ja kołysałam go i tuliłam. Czułam, że właśnie tego potrzebuje. Potem, kiedy już się wypłakał, poprosił o swoją ukochaną miętową herbatkę i usnął u taty.

16 kwietnia 1999

Wieczorem, gdy wszyscy razem leżeliśmy w łóżku, mówiłam naszym chłopcom, że to właśnie ich wybraliśmy i że bardzo długo na nich czekaliśmy. Że bez nich było nam bardzo smutno. Przemek na to, że mu też było smutno, ale cały czas śnił o Królu Lwie. Następnego dnia poszliśmy do sklepu i kupiliśmy bajkę o Królu Lwie.

20 kwietnia 1999

Minęło kilka dni. Mamy już maskotkę Króla Lwa, piłkę z Królem Lwem, kolorowanki z Sinbą i Nalą. Nawet moja siostra przysłała nam w paczce koszulki bawełniane z aplikacjami Króla Lwa, żółtą dla Bartka, a niebieską dla Przemka.

21 kwietnia 1999

Dzisiaj poszliśmy wszyscy razem do kościoła. Dziękowaliśmy Panu Bogu za naszą rodzinę. Za to, że jesteśmy razem -Bartek, Przemek, Mateusz, Mama i Tata.

23 kwietnia 1999

Gdy Józek wychodzi do pracy, dzieci upewniają się pytając za każdym razem: "Czy tatuś na pewno wróci? ". Po wyjściu Józka pytają o to jeszcze kilkakrotnie w ciągu dnia. Umówiliśmy się, że jeśli Józek będzie mógł, to z pracy do nas zadzwoni. Dzieci czekają na jego telefony. Za każdym razem, kiedy ktoś dzwoni, pytają : "To tata dzwoni ?"

25 kwietnia 1999

Pojechałam z chłopcami z wizytą do mojej siostry, by poznali swoich kuzynów. Byliśmy razem w ZOO. Dzieci biegały po lesie. Starszy syn Kasi Mikołaj był wobec chłopców szczególnie opiekuńczy. Podzielił się swoimi zabawkami, podarował zegarki, które bardzo im się podobały, opowiadał bajki na dobranoc. Dzieci zasnęły zadowolone. Bardzo polubiły dom Kasi. W drodze powrotnej wymieniali po kolei wszystkich członków jej rodziny.

26 kwietnia 1999

Bartek staje się bardziej delikatny i chętniej słucha poleceń. Zdarza się, że mówi nawet" poproszę ". Tuli swoje przytulanki, rano w naszym łóżku przytula się do taty. Przemek natomiast jakby odbijał sobie cały ten czas, gdy był grzeczny "za dwóch". Zaczyna miewać humory. Czasem, gdy coś nie jest po jego myśli, płacze wniebogłosy, krzyczy i - co mnie najbardziej niepokoi-zamyka się w sobie. Ucieka w najdalszy kąt i wrzeszczy, że zniszczy swój namiot lub inną ukochaną zabawkę. Krzyczy przez około 15-20 min i nic wtedy do niego nie dociera. Najlepiej zostawić go samego, pozwolić, by się wyzłościł i wykrzyczał. Raz udało mi się szybko go uspokoić, gdy pozwoliłam mu rzucać lekkimi przedmiotami na jego górne łóżko. Podawałam mu je po kolei i mówiłam :" Rzuć najmocniej jak potrafisz ". Przemuś zaabsorbowany rzucaniem szybko się wyzłościł, zaczął się uśmiechać i cały zły nastrój minął. Nie zawsze jednak to pomaga.

27 kwietnia 1999

Największą radością naszych chłopców jest pójście na basen. Obaj to wprost uwielbiają. Dni tygodnia mijają, ale najważniejszy to ten, gdy idziemy na basen. Chodzimy tam w środy i w soboty. Chłopcy potrafią już skakać do głębokiej wody, zanurzają głowy. W ogóle nie boją się niczego. Ostatnio wszyscy przestali pływać, gdy moje dwa maluchy skakały z trampoliny. Józek ich asekurował i płynął z każdym w stronę drabinki. Chłopcy lubią też zjeżdżać na zjeżdżalniach, grać w piłkę. W ostatnią sobotę po basenie poszliśmy do sauny. Na próbę postanowiliśmy pójść tym razem z dziećmi. Zamierzaliśmy maksymalnie skrócić nasz pobyt w saunie, gdyby im się nie spodobało. Chłopcy zachowywali się wprost idealnie. Byli bardzo grzeczni, nawet chcieli spróbować zanurzyć się w bardzo zimnej wodzie. Wszyscy wróciliśmy bardzo zadowoleni i z apetytem zjedliśmy kolację.

28 kwietnia 1999

Gdy w sobotę byliśmy razem na spacerze, Przemek powiedział:" Tatusiu, jak patrzę, jaki Bartuś jest grzeczny, to mi się serce raduje". Z zaskoczeniem i uśmiechem spoglądamy na siebie i nadziwić się nie możemy, skąd u Przemka takie celne obserwacje.

29 kwietnia 1999

Bartek rano leży z tatą w łóżku i mówi :"Tatuś, ale ty masz ładne okulary", po chwili dodaje "Tatuś, ty jesteś ładny". Józek tuląc Bartusia - śmieje się.

30 kwietnia 1999

Dzisiaj odbyła się pierwsza sprawa w sądzie o adopcję Przemka i Bartka. Pani sędzia wypytywała nas bardzo szczegółowo o motywy naszej decyzji. Potem zapytała, czy w swojej decyzji braliśmy również pod uwagę to, że może ona doprowadzić do rozbicia naszego małżeństwa. Następnie zwróciła się opinię do opiekuna prawnego dzieci Pani Kasi, która powiedziała, że jest to dla nich ostatnia szansa, że dwukrotne odrzucenia miały poważny wpływ na ich stan emocjonalny. Pani Kasia dodała również kilka słów uznania na nasz temat. Sędzia odroczyła sprawę i skierowała nas na kolejne badania do Rodzinnego Ośrodka przy sądzie w Elblągu. Najsmutniejsze jest to, że całe to postępowanie trwa tak długo. Mamy kwalifikację dwóch niezależnych ośrodków adopcyjnych, w których badania kwalifikujące nas na rodzinę adopcyjną trwały około roku. Nasze dzieci zbyt długo też nie miały rodziny. Szkoda, że tak działa polskie prawo.

1 maja 1999

Chłopcy w czasie śniadania wymieniają wszystkich członków naszej rodziny. Mówią na zmianę, przekrzykując się :"Jest Tata Grycman, Mama Grycman, Mateusz Grycman, Wiliam Grycman /to nasz pies, którego kupiliśmy razem z domem, gdyż poprzedni gospodarze chcieli go uśpić/, Borutka Grycman /nasza czarna kotka/, Rudzik Grycman /nasz rudy kot, jak z reklamy Wiscas/, Buraczek chory Grycman, Buraczek zdrowy Grycman. ", wymieniają z ogromnym zapałem. Buraczek chory, to nasz bury kotek, który ostatnio był operowany i razem z dziećmi odbieraliśmy go z lecznicy.

Gdy po południu Józek wychodził z garażu, Przemek powiedział: "Pan Bóg dał nam dobrych rodziców " - i jakby nigdy nic zaczął dalej bawić się piłką. Józkowi stanęły w oczach łzy.

2 maja 1999

Koleżanka Józka z pracy zaprosiła naszych chłopców na urodziny jej czteroletniego synka Olka. Ubrałam chłopców elegancko, kupiliśmy też prezent dla Olka i wszyscy wybraliśmy się na urodziny. Chłopcy bardzo ten wyjazd przeżywali. Starałam się przed wyjazdem wszystko im wyjaśnić, ale po drodze cały czas dopytywali się bez końca. Na urodzinach bardzo starali się, odpowiednio zachować. Wręczyli Olkowi prezent. Jeżeli chcieli się bawić czymś, co nie było w zasięgu ich ręki lub jeść to, co było na stole dorosłych, pytali, czy mogą to wziąć. Najważniejszym wydarzeniem było zdmuchiwanie świeczek. Moi chłopcy, mimo, że urodzin nie mieli, zdmuchiwali je chyba z sześć razy. Później inne dzieci też to chciały robić. Co ciekawe - najmniej zdmuchiwaniem świec był zainteresowany sam solenizant.

3 maja 1999

Przemek układa puzzle. Coś mu nie wychodzi i mówi do siebie głośno często powtarzaną przeze mnie kwestię. "To nic nie szkodzi, najważniejsze to próbować" "Właśnie tak, Przemusiu " -wołam i cieszę się, że pamięta i stosuje w praktyce to, co do niego mówię.

4 maja 1999

Chłopcy mają wspaniały apetyt. Wszystko im smakuje. Od samego początku dopytywali się o tzw. "dokładki". Bartek bardzo lubi kiełbaski, szyneczki i różne mięsa. Przemek zaś preferuje kefiry, jogurty i twarożki. Obaj bardzo lubią owoce. Bartka cieszą nowe smaki nieznanych mu wcześniej potraw.

5 maja 1999

Pojechałam z chłopcami samochodem do miasta na zakupy. Gdy wsiadaliśmy
z zakupami do samochodu, przystanęła moja znajoma i zapytała: "Skąd u ciebie tacy chłopcy?" Nie zdążyłam jeszcze nic powiedzieć, gdy Przemek z rozbrajającą szczerością odpowiedział ; "Z Domu Korczaka"

6 maja 1999

Chłopcy podczas zakupów sprawiają mi kłopoty. Uciekają, nie reagują na moje zakazy, zabierają innym z koszyków co popadnie, wkładają do naszego kosza i nie pozwalają odłożyć na miejsce. Zlana potem obiecuję sobie solennie wybierać się do sklepów razem z chłopcami tylko w razie konieczności i to razem z Józkiem.

7 maja 1999

Wczoraj była piękna pogoda ,więc siedzieliśmy na ławce w ogrodzie. Po raz pierwszy otworzyłam dzieciom puszkę ze słonymi orzeszkami. Z zaciekawieniem pytały: " Co tam jest ?" . Wszystkim orzeszki bardzo smakowały. Kiedy dziś otwierałam puszkę z coca-colą, , dzieci w głos zawołały: "Hura, słone orzeszki!"

9 maja 1999

Pojechaliśmy całą rodziną na Pierwszą Komunię Świętą do Mikołaja, starszego syna mojej siostry. Chłopcy wreszcie mogli poznać wszystkie ciocie i wszystkich wujków. Pierwszy raz zobaczyli też babcię, która nie mogła przyjechać na święta Wielkiej Nocy, gdyż była bardzo chora. Dzieci wracały bardzo zadowolone.
W drodze powrotnej wymieniały po kolei wszystkich członków naszej rodziny. Obserwujemy, że nasi synkowie coraz bardziej są związani ze swoimi kuzynami, których "na zawsze" chcą zaprosić do naszego domu.

14 maja 1999

Nasz najstarszy syn- już osiemnastoletni -jest dla chłopców bardzo ważny. Raz w tygodniu Mateusz zabiera dzieci na salkę gimnastyczną, gdzie grają w piłkę. Chłopcy nie mogą się tego doczekać. Sam też, bez niczyjej namowy, proponuje, że zabierze dzieci na plac zabaw. Czasami układa też z Przemkiem puzzle lub wymyśla chłopcom różne ćwiczenia. Jestem z niego dumna.

19 maja 1999

Ostatnio mieliśmy spore kłopoty z zachowaniem Przemka. Nie słuchał, starał się postawić zawsze na swoim, coraz częściej też zaczęły pojawiać się jego złe humory. Co gorsza Bartek naśladował zachowania starszego brata. Jednego przedpołudnia poczułam się bezsilna i z utęsknieniem czekałam na powrót Józka z pracy. Gdy wrócił i zobaczył, w jakim jestem stanie, zaproponował, bym zrobiła sobie krótki odpoczynek, a sam zajął się dziećmi. Później w nocy długo rozmawialiśmy
i zastanawialiśmy się co dalej robić Na drugi dzień wprowadziłam dzieciom jasne
i krótkie dwie zasady. Zasada pierwsza: MAMA MÓWI RAZ. Zasada druga : DZIECI SŁUCHAJĄ I WYKONUJĄ TO, O CO PROSI MAMA. Jeżeli je złamią idą do swojego pokoju i pozostają w nim tak długo, dopóki nie przeproszą za swoje zachowanie. Starałam się być bardzo konsekwentna. Józef bardzo mnie w tym wspierał. Prosiłam też od czasu do czasu, by chłopcy powtarzali te zasady na głos. Obaj w ciągu tygodnia znacznie poprawili swoje zachowanie.

22 maja 1999

Na polnej drodze dzieci kierują samochodem, siedząc na kolanach Józka. Na początku stale przekomarzali się, kto ma kierować pierwszy. By jakoś z tymi kłótniami sobie poradzić, proponujemy odliczanki. Po kilku razach Przemek zorientował się, że ten, który kieruje drugi, zawsze kieruje do domu. Od tej chwili nie mamy już żadnych problemów. Bartek chce kierować pierwszy, a dla Przemka ważniejsze jest, by to on prowadził samochód w drodze do domu.

26 maja 1999

Dziś Dzień Matki. Dostałam od moich chłopców laurkę. Na jednej stronie życzenia, na drugiej rysunek od Przemka ze słonkiem i domkiem, trzecią stronę zajął Bartuś dość abstrakcyjną artystyczną wypowiedzią. Ostatnia strona należała do mojego najstarszego syna Mateusza, który graficznie całość opracował. Laurkę powiesiłam w sypialni i cały dzień z ogromną przyjemnością na nią zerkałam.

27 maja 1999

Dzieci stają się nastawione bardziej pozytywnie wobec obcych. Gdy pojechaliśmy po sadzonki kwiatów, zauważyły przez okno starszego pana. " O Dziadek !" z radością zawołały i zaczęły machać do niego rączkami. "Ale to nie nasz dziadek"- po chwili powiedział Przemek "nasz jest ładniejszy, to obcy dziadek" - szybko dodał. "To nic nie szkodzi "-stwierdzili chłopcy i dalej machali uśmiechając się do nieznajomego.

28 maja 1999

Poszliśmy dzisiaj po południu w odwiedziny do naszych znajomych, którzy mają piątkę dzieci. Chłopcy bardzo się ucieszyli, gdyż już raz byli tam ze mną w gościnie i bardzo polubili się z dziećmi znajomych. Gdy wracaliśmy, zapytali, czy byli grzeczni. Oboje mówiliśmy, jak bardzo się cieszymy z ich zachowania. "Byliśmy grzeczni. . . . i nadal jesteśmy" -z dumą powiedział Przemek.
29 maja 1999

Bartek prawie codziennie rano wbiega pierwszy do naszej sypialni z uśmiechem od ucha do ucha i woła "Dzień dobry rodzice"
Od kilku dni chłopcy wieczorem słuchają bajki o Jasiu i Małgosi. Przemek pyta mnie, czy chciałabym mieszkać w domku na kurzej nóżce. Słownictwo, jakiego używają , staje się coraz bogatsze.

1 czerwca 1999

Dzień Dziecka. Kupiliśmy chłopcom plastikowy basen i huśtawki . Józek zawiesił huśtawki na jabłonkach. Do piaskownicy nalaliśmy wody. Jest upalnie, więc chłopcy chlapią się i huśtają. Prawie przez cały dzień bawią się na dworze. Są już pięknie opaleni i tryskają zdrowiem.

Dziś do Mateusza przyszedł jego przyjaciel Majki. Będzie nocował w naszym domu. Chłopcy cały czas, mimo moich upomnień, wbiegają do pokoju Mateusza. Młodzież nie spławia dzieciaków, poświęca im chwile na wspólne wygłupy. Nie pierwszy raz obserwuję, że nawet w czasie spotkań z kolegami Mateusz potrafi zająć się dziećmi.

7 czerwca 1999

Na pływalni wynajęliśmy mały basen i zaprosiliśmy na urodziny naszych chłopców dzieci znajomych i sąsiadów. Przyszła ich chyba ze dwudziestka . Wszyscy razem odśpiewaliśmy sto lat. Dzieci były bardzo szczęśliwe. Bartkowi i Przemkowi najbardziej podobał się tort na którym były kolorowe galaretki. Tym razem to nasze dzieci zdmuchiwały swoje świeczki na własnym urodzinowym torcie.

10 czerwca 1999

Pojechaliśmy z chłopcami na wycieczkę nad morze. Dzieci biegały po plaży i po wodzie tak, że przemoczyły swoje spodenki. Zrobiłam im piękną serię zdjęć, gdy wbiegają w morskie fale. Powiesiłam je w korytarzu.

13 czerwca 1999

Jedziemy samochodem. Przemek powtarza na głos zasady jazdy na rowerkach. "Mamusiu, nie wolno wyjeżdżać za linię" "Właśnie tak syneczku-potwierdzam. " "Jak będę wyjeżdżać za linię, to może przejechać mnie samochód. . . i nie będę wtedy miał mamy. Wtedy tylko Bartek i Mateusz będzie miał mamusię " - Tłumaczy sobie .

15 czerwca 1999

Poszliśmy z chłopcami do wesołego miasteczka. Dzieciom bardzo podobała się zjeżdżalnia. Chciały zjeżdżać i zjeżdżać bez końca. Bardzo ładnie wspólnie bawiły się. Gdy wdrapali się na górę Przemek czekał na Bartka i odwrotnie. Nawoływali się przez cały czas. Miło było patrzeć .

17 czerwca 1999

Jutro z moim Ośrodkiem wyjeżdżam na turnus rehabilitacyjny. Po tygodniu Józek z chłopcami do mnie dołączy. Mateusz też wyjeżdża z kolegami. Spakowałam już wszystkie rzeczy dla Józka, Mateusza i chłopców. Nakleiłam też na tablicy karteczki z dniami oczekiwania i zaznaczyłam serduszkami dzień, w którym dzieci przyjadą do mnie. Codziennie rano chłopcy będą odklejać jedną karteczkę. Myślę, że nasze pierwsze rozstanie minie nam możliwie szybko. Będę też codziennie dzwonić.

21 czerwca 1999

Minął już czwarty dzień turnusu. Kilka razy dziennie rozmawiałam z chłopcami przez telefon. Bardzo już tęsknię za nimi. Dzięki karteczkom Przemek nauczył się wszystkich dni tygodnia. Józek mówił Przemkowi, jak bardzo jest z niego dumny. Dzisiaj, gdy rozmawialiśmy przez telefon, opowiadał, że rano przy śniadaniu wszystkie dni tygodnia wymieniał też Bartek. Przemek mu w tym pomagał. Wyglądało to mniej więcej tak. "Poniedziałek"- podpowiada Przemek. "Poniedziałek "- powtarza Bartek. "I co dalej?"- woła nasz malutki. "Wtorek"-szepce Przemek. "Wtorek"- wtóruje Bartek. Co dalej ? "Środa" itd. Na zakończenie Bartuś zwraca się do taty- " Tatuś, ze mnie też jesteś dumny ?".

24 czerwca 1999

Józek opowiada mi przez telefon o tym, jak chłopcy zaczęli interesować się sprawami płci. Bartuś i Przemuś leżą z tatą w łóżku i rozmawiają. "A kobiety mają piersi, a my nie "- stwierdza Bartek "Tatuś, a my mamy pitolki, a co ma mama ?- pyta dociekliwie Bartulek. Józek zamilkł na chwilę, szukając w głowie najlepszej odpowiedzi. "Najlepiej to zapytajmy mamę" -wybawia Józka od trudnej odpowiedzi Przemuś.

28 czerwca 1999

Chłopcy już są ze mną ! Na przywitanie opowiadają mi, co robili dziś w domu i co widzieli po drodze. Biegną do mojego pokoju. Na łóżku rozłożyłam dla nich prezenty. Dmuchane piłki plażowe, plastikowego mini golfa
i słodycze. Dzieci od razu chwytają piłki i wybiegają, by grać nimi na dworze. Minął zaledwie tydzień, a prawie bym zapomniała, jakie z nich szybkie iskierki.

1 lipca 1999

Podczas spaceru, gdy jesteśmy na polnej drodze puszczam ręce chłopców. Co jakiś czas wołam to Przemka, to Bartka. Za każde przybiegnięcie do mamy dostają buziaka.

6 lipca 1999

Na dobranoc dzieci lubią słuchać bajek z kaset magnetofonowych. Ostatnim przebojem jest bajka o Herkulesie, której słuchają już chyba dziesiąty raz. Chłopcy chcą być silni, zwinni i szybcy jak Herkules.

10 lipca 1999

Jadąc z nami samochodem, Przemek powtarza na głos "Z cudzego domu nie można zabierać ani małej, ani dużej rzeczy" /chwila ciszy / i dalej kontynuuje coraz smutniejszym głosem ", ani nic, . . . . . . . . ani paletki. "- Jaką to paletkę i u kogo musiał zobaczyć i zapragnąć nasz średni synek?

17 lipca 1999

Podczas spaceru uczę dzieci jak zachowywać się na drodze. Kiedy jesteśmy na ruchliwej ulicy, nie wolno puszczać rąk mamy. Ale, gdy już jesteśmy na polnej drodze i zawołam ich, mają szybko zejść na pobocze i stanąć twarzą do jadącego samochodu lub ciągnika. Bartek uczy się bardzo szybko i uważnie naśladuje starszego brata.

20 lipca 1999

Dzisiaj, gdy tylko zaobserwowałam u Przemka początki złego humoru, od razu zaproponowałam -"Choć Przemulku mocno porzucamy na łóżko klocki,
pamiętasz, jak już to robiliśmy?" Przemek chętnie zgodził się. Podczas rzucania krzyczał -"Jestem bardzo zły". Trzy razy napełniałam pudło z klockami. I tym razem pomogło.

26 lipca 1999

U obu chłopców obserwujemy nieufność wobec obcych. Dzieci niechętnie witają się. Czasami zdarza się, że w ogóle nie chcą się przywitać. Na początku, gdy ktoś zadaje im pytanie, nie chcą na nie odpowiadać. Jeżeli odpowiadają, to bardzo cicho, odwracając przy tym głowy w drugą stronę. Obserwujemy, że "złe zachowania" nasilają się również w trakcie odwiedzin gości lub naszych wyjść
z domu w nowe, nieznane otoczenie. Szczególnie Przemek miewa wtedy dużo częściej swoje "złe humory". Musi upłynąć jeszcze trochę czasu, by chłopcy czuli się bezpiecznie nie tylko w domu, gdy jesteśmy sami.

3 sierpnia 1999

Wieczór nastraja nas zwykle do rozmów. Często zdarza się to, gdy razem leżymy już w łóżkach. Dzieci bardzo lubią ten wspólnie spędzany czas. Myślimy też, że jest on naszym dzieciom szczególnie potrzebny. Wieczorem chłopcy są bardzo wyciszeni, przytulają się do nas, tulą się też do siebie i dużo z nami rozmawiają.
" A dzieci w domu Korczaka nie mają takiego domku "- mówi Przemek.
" Teraz nie mają, ale na pewno przyjadą po nich inni rodzice "-odpowiedziałam.
"To wtedy zostaną tylko same Panie -"skwitował zadowolony Przemuś.

11 sierpnia 1999

Dziś Bartek z tatą wstali rano i razem zjedli wczesne śniadanie. Podczas śniadania Bartek bardzo rezolutnie stwierdził: "Dzisiaj Przemek i mama już nas nie dogonią "

20 sierpnia 1999

Mijają wakacje. Już czuję w powietrzu jesień, codziennie wydarza się wiele, ale jakoś nie mam ochoty na pisanie. Zakończyły się wreszcie sprawy sądowo-prawne. Mamy nasze dzieci wpisane do dowodów osobistych. Nie mogłam napatrzyć się na ten wpis. Z radością i dumą zaglądałam do swojego dowodu przez pierwsze dni.
W trakcie wakacji gościliśmy w naszym domu kuzynów - Mikołaja i Alka, synów mojej siostry. Chłopcy grali w różne gry, kąpali się razem w basenie, bawili się w ogrodzie, pomagali mi też chętnie przy sadzeniu kwiatów. Czuję i z niemałą radością obserwuję, że moja siostra kocha chłopców. Powiedziała mi , że przed adopcją myślała, że taka miłość jest o wiele trudniejsza. Teraz dzięki niej odczuwa miłość do moich dzieci jako wspaniały dar i że jej losy już na dobre i złe będą związane z moimi dziećmi. Byliśmy też z naszymi chłopcami nad morzem i na wyprawie jachtem po Jezioraku. Był to wspaniały czas.

23 sierpnia 1999

Któregoś razu Przemek zapytał "Mamusiu czemu tak na nas patrzysz ?" "Bo bardzo was kocham" - odpowiedziałam. Po kilku dniach Przemek prosi mnie "Mamusiu, zapytaj mnie, czemu tak na Ciebie patrzę ?" "Czemu tak na mnie patrzysz Przemusiu" - pytam zgodnie z życzeniem mojego synka. "Bo cię kocham mamusiu" odpowiada bardzo zadowolony .

25 sierpnia 1999

Przygotowujemy się do chrzcin naszych chłopców. Odbędą się one 28 sierpnia w kwidzyńskiej katedrze. Zaprosiliśmy rodzinę, przyjaciół i znajomych. Wszystkich z dziećmi. Będzie około pięćdziesięciu osób. Kupiłam chłopcom piękne granatowe lakierki. Uszyłam im też na tą okoliczność spodenki z granatowej wełny. Obiad zjemy w restauracji . Po obiedzie chcę podać lody i owoce oraz ciasta domowej roboty. Dzisiaj zrobiłam wszystkie potrzebne zakupy.

30 września 1999

Czas mija nam bardzo szybko. Pierwszego września nasi chłopcy poszli po raz pierwszy do przedszkola. Ja natomiast wróciłam do pracy. Trochę obawiałam się, czy nie wrócą wcześniejsze zachowania , które obserwowaliśmy wcześniej. Zdecydowaliśmy, że gdyby tak się działo, wezmę urlop wychowawczy. W pierwszych dniach pojawiało się trochę trudności, ale nauczycielka dzieci- Pani Grażynka- ze wszystkim sobie poradziła. Gdy wczoraj zapytałam ją, czy chłopcy byli grzeczni, odpowiedziała :"W naszej grupie wszystkie dzieci są grzeczne. " Usłyszałam taką jej odpowiedz i zrobiło mi się błogo na sercu. Moje dzieci mają szczęście, że trafiły na taką Panią.

3 października 1999

Przemek budzi się rano i przybiega do naszego łóżka: " Mamusiu, jaki ja teraz jestem grzeczny." Pewnie, że jesteś grzeczny syneczku-odpowiadam. " " Mamusiu, ale jak byłem w domu Korczaka, to byłem niegrzeczny" Milknę. Jak długo jeszcze Dom Korczaka będzie wracał w rozmowach z moim synkiem?. Jeszcze długo, bardzo długo, mówię sama do siebie.

8 października 1999

W trakcie spędzanych wspólnie popołudni często malujemy, słuchamy kaset, czytamy. Z dumą stwierdzamy z Józkiem, że chłopcy uczą się szybko, a co ważniejsze, że bardzo to lubią. Przemek po kilkakrotnym wysłuchaniu kasety, zna ją na pamięć. Nie mogę w to uwierzyć. Z podziwem i ze zdziwieniem pytam: "Przemku, jak ty to robisz?" "Mamusiu, po prostu pomyślałem" -odpowiada mój synek.
Zauważam również jak zacieśniają się więzi między całą trójką moich dzieci. Tak duża różnica wieku między chłopcami, a Mateuszem sprawiła, że w pewnych sytuacjach mój najstarszy syn zachowuje się jak tata.

10 października 1999

Od samego początku dzieci z ogromnym zawzięciem rysują domy. Takich rysunków zebrałam już chyba ze dwadzieścia.

27 października 1999

Postanawiamy z Józkiem wyjechać na tydzień, by odpocząć. Oboje czujemy się zmęczeni. Sama nie czuję się najlepiej. Zmęczenie widzę również na twarzy mojego męża. Prosimy moich rodziców, aby przyjechali i w trakcie naszej nieobecności zaopiekowali się chłopcami. Mateusz obiecał, że pomoże dziadkom. Przygotowuję kilka wskazówek, które, jak sądzę, mogą pomóc rodzicom. Wieszam je na lodówce.

  1. Jeżeli Przemek nie chce iść do przedszkola, żeby go zachęcić dobrze zapytać:
    A może byś dziś zabrał któreś puzzle?. Możesz wybrać te, które
    chcesz zabrać ze sobą. Do tej pory to zawsze skutkowało.
  2. Zawsze rano 6. 15 - 7. 00 leżymy razem w łóżku - później ubieramy chłopców.
  3. Wieczorem dzieci idą do pokoju i wybierają, bajkę której chcą słuchać na dobranoc.
  4. Przemusiowi należy ograniczać słodycze.
  5. Zawsze należy zakładać pieluchy na spanie popołudniowe i nocne. Dzieci śpią po południu w zależności od tego, czy spały w przedszkolu.
  6. Chłopcy na śniadanie jedzą wybrane płatki z mlekiem
  7. Po śniadaniu dzieci dostają witaminy do ssania (są w kuchni, w drugiej szufladzie od dołu )
  8. Gdyby któreś zachorowało, podaję telefony naszego lekarza.
  9. Gdybyście mieli jakieś problemy, Państwo Maciejewscy zaoferowali również pomoc.
  10. Jeżeli dzieci nie słuchają i zaczynają się wzajemnie "nakręcać" złym zachowaniem, należy odesłać je do pokoju, aż przeproszą za swoje wybryki. Nie bójcie się dać im czasu, by mogły się wypłakać.
  11. Jeżeli chcecie wyjść z dziećmi do miasta - proponujemy tylko we dwójkę inaczej jest ich bardzo trudno upilnować. Najlepiej, kiedy jednego trzyma babcia, drugiego dziadek.
  12. Na cztery pierwsze dni przyszykowałam komplety ubranek. Posegregowane leżą w pokoju dzieci.
  13. Buty Bartka, to te z wkładkami specjalistycznymi.
  14. W czwartek dzieci idą do logopedy i na ćwiczenia rehabilitacyjne ( zeszyt Przemka zostawiłam w Ośrodku )

Proszę też, by chłopcy codziennie odklejali karteczkę na przygotowanym na lodówce specjalnym kalendarzu, po to, by miały pewność kiedy wrócimy.

5 listopada 1999

Po powrocie długo rozmawiamy z rodzicami. Okazuje się, że podczas naszej nieobecności przeżyli razem z chłopcami sporo trudnych chwil. Dzieci wracały do zachowań sprzed sześciu miesięcy. Chwilami krzyczały, żeby Dziadkowie "Wynosili się z domu", pluły, chowały się, nie słuchały poleceń. Rodzice mieli chwile wątpliwości, czy sobie poradzą. Rodzice nic nam jednak o tych zdarzeniach nie mówili, choć dzwoniliśmy codziennie. W miarę upływających dni wprowadzali swoje własne reguły postępowania z wnukami. Wypracowali nowe sposoby bycia z naszymi chłopcami. Jeździli razem do koni i na wspólne spacery po lesie. Przemek np. mówił "Będziemy TYMI rękawiczkami ( tymi, które dostali od dziadków ) lepić bałwana, jak spadnie śnieg. a później będziemy go rozwalać" Z czasem nieufność dzieci do Dziadków zmalała i zaczęli snuć wspólne plany na przyszłe lato.

11 listopada 1999

Podczas pobytu nad morzem myślę dużo o naszych synkach. O trzeciej nad ranem piszę kilka spostrzeżeń. Tak bardzo chce zrozumieć, z czego wynikają trudności, na które napotykamy.

BARTEK
W związku z tym, że opancerzył się nie musiał być w świecie, w którym było mu źle. Swoim zachowaniem pokazywał głównie złość. Dziś-dzięki jej odreagowaniu, ma szansę odkrywać w sobie miłość, której w nim coraz więcej. Jest szczery w ukazywaniu każdego uczucia. Prawdziwy w każdym calu. Nie zawsze zdaje sobie sprawę z konsekwencji. Stąd daje się "podpuszczać" Przemkowi . Szczególnie, gdy Przemek boi się o coś sam zapytać, bądź też samemu coś zrobić. Bartek jest odważny. Nie ma w nim strachu ani lęku. W swojej szczerości i naturalności jest rozkoszny, nawet, gdy mówi" nie". Bartek przeżywa teraz wspaniałą przygodę odkrywania siebie. Przeszłości nie pamięta.

PRZEMEK
Jest lękliwym chłopcem. Jest bardzo zdolny, ma dobrze rozwinięte myślenie przyczynowo-skutkowe. Często, gdy boi się, wysyła swego brata na tzw. pierwszy ogień. Życie, które spędził w domu dziecka nauczyło go "grania pod publikę". On wie, jak się spodobać. Co zrobić, aby zadowolić dorosłego. Tej wiedzy dzięki swojej inteligencji używa. Pewnie jeszcze wiele razy będzie zachowywał się tak, by się przypodobać. Może też nie pozbyć się strachu, że zostanie odrzucony. Do tej pory Przemek był za Bartka odpowiedzialny. Mówił" I dla Bartka. . . . . nigdzie nie pójdę bez Bartka. . . . ale czy Bartek będzie z nami. . ? -pytał" Teraz może sobie wreszcie odpocząć, nie musi stale uważać, bo wreszcie ma pewność, że Bartkowi nic się nie stanie. Przemuś pamięta.

17 listopada 1999

Dzieci z dumą pokazują pochwały, które przynoszą z przedszkola. W Bartka dzienniczku znajdują się następujące wpisy: " Bartuś jest aktywny na zajęciach", "Bartuś bardzo ładnie tańczy walczyka", natomiast u Przemka :"Przemuś zasłużył na piątkę był bardzo aktywny na zajęciach", "Przemuś posprzątał wszystkie zabawki -brawo"

18 listopada 1999

Dzisiaj byliśmy na zajęciach pokazowych w przedszkolu. Bartek podczas zajęć stawał na głowie, biegał. Zajmował się sobą. Gdy miał odpowiadać na pytania, jedynie czasami powtarzał zdania, które zasłyszał od obok siedzących kolegów i koleżanek. Koncentrował się na bardzo krótko. Bartek wyraźnie odstawał od grupy. Co mnie zasmuciło. Przypomniałam sobie jednak , jaki ogromny postęp zrobił przez ostatni czas poczułam się nieco lepiej. Przemek zachowywał się bez zastrzeżeń, a nawet wyróżniał się dojrzałością wypowiedzi i zachowania. Tak więc średnia wyszła całkiem niezła.

25 Listopad 1999

Chłopcy jadąc z nami samochodem na zakupy prześcigają się w ofertach, co kupią mamusi wówczas, gdy będą duzi. Mam otrzymać w prezencie złotą suknię, koronę i złote pantofelki, kwiat do samego nieba i 22 szczeniaczki. Tatuś natomiast dostanie narzędzia. Bardzo nas ucieszyła perspektywa takich wspaniałych prezentów.

5 Grudnia 1999

Chłopcy czekają na Mikołaja. Czyszcząc i szykując buty, zastanawiają się, jak Mikołaj wejdzie do naszego domu. Może oknem?

6 Grudnia 1999

Rankiem z pokoju dobiegają rozradowane głosy dzieci. Mamo, Tato ,Mikołaj do nas przyszedł! Wszystkie prezenty znoszą nam do łóżka. Oglądamy je wspólnie. Przemuś dostał maskotkę z bajki o Królu lwie-Sinbę. Bartek tygryska z Kubusia Puchatka. Chłopcy dostali również czekoladowe Mikołaje i słodycze. Cały dzień objadają się słodyczami, zaś wieczorem zasypiają przytuleni do Sinby i tygryska.

12 grudnia 1999

Cieszy mnie, że dzieci zaczynają nazywać swoje uczucia. Mam nadzieję, że dzięki temu łatwiej będzie im oceniać własne zachowanie. Rano przed wyjściem Przemek wrzeszczy wniebogłosy, chowa się za szafą. Nie wiem, co robić i jak go uspokoić. Najgorsze to, że nie znajduję żadnej racjonalnej przyczyny takiego zachowania. Jeszcze przed chwilą chciał iść na spacer. Możliwie konsekwentnie i spokojnie doprowadzam do ubrania chłopców i do wyjścia na dwór. Po kilku minutach możemy już rozmawiać o zachowaniu Przemka. "Przemulku, powiedz, co się stało. Dlaczego tak wrzeszczałeś ?" "Mamusiu, bo byłem bardzo zły." "Na co?" pytam . "Nie wiem na co, ale byłem bardzo zły."

15 grudnia 1999

Chłopcy piszą listy do Mikołaja. Skrzętnie zapisuje na świątecznych kartkach ich życzenia.

List Przemka do Świętego Mikołaja.
Kochany, Drogi Mikołaju,
Przynieś mi piłkę, samolot, co się naciska i on odlatuje. Przynieś mi puzzle. Proszę mi przynieś Mikołaju kasetę video. Oby Ci się nic nie stało w drodze.

List Bartusia do Świętego Mikołaja.
Kochany Mikołaju,
Przynieś mi malutką piłkę, co się kopie aż do nieba. Jeszcze samolot i pilota do samolotu. Jeszcze kasetę, której nie mamy o Muminkach. Kocham ciebie.

25 grudnia 1999

Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy w gronie rodzinnym w naszym domu. Na Wigilię przyjechali Dziadkowie. Wszyscy krzątaliśmy się po domu przygotowując Wieczerzę. Mateusz nakrywał do stołu, dzieci lepiły pierogi. Babcia dekorowała ciasta. Głównymi kucharzami był Dziadek i mój mąż, którzy przygotowywali ryby
i wigilijny barszcz z uszkami. Gdy zabłysła pierwsza gwiazdka wszyscy zasiedliśmy do wieczerzy.

26 grudnia 1999

Oglądamy zdjęcia w rodzinnych albumach. Moi synkowie mają już dwa albumy pełne fotografii. Na pierwszej stronie jednego z nich jest sala w której chłopcy bawili się w Domu Korczaka. Przemek na zdjęciu z ukochaną panią, chłopcy z kolegami i koleżankami w domu dziecka. Przemek bierze album do ręki i zaczyna nagle bić te zdjęcia. Nie mówi przy tym ani słowa. Zbiera mi się na płacz. Wychodzę z pokoju.

29 grudnia 1999

Chłopcy uwielbiają bawić się w małą dzidzię. Na zmianę podczas zabawy są tatą lub mamą i synkiem. Otulają się kocem, całują, mówią czułe słówka, karmią pomarańczkami i ciasteczkami. Są wobec siebie bardzo opiekuńczy. Przybiegają
i proszą o nagrody dla dzidzi. W trakcie tych zabaw są bardzo wyciszeni. Czasami włączam się w te zabawy i z radością obserwuję, jak maluchy naśladują nasze codzienne czynności.

CDN....

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika nicola

Re: Dom malowany

Cudowna prawdziwa opowieść, bardzo się wzruszyłam.
Nicola

Nicola

Portret użytkownika admin

Re: Dom malowany

Wspaniały pamiętnik :-)

Portret użytkownika iwo_nka

Re: Dom malowany

Dobrze ze ta historia zostala podzielona na odcinki bo pewnie nie wyszlabym dzisiaj z pracy!!!
Dziekuje bardzo, mam nadzieje ze ciag dalszy szybko nastapi i ze pani Magdalena bedzie z nami w kontakcie.
Pozdrawiam serdecznie

Iwona z synkiem urodzonym po 12 latach leczenia

Portret użytkownika admin

Re: Dom malowany

Rewelacyjne, wspaniałe, szczere... czekam na dalszą część z niecierpliwością.

Portret użytkownika admin

Re: Dom malowany

Świetnie napisane. Lekko i z poczuciem humoru. Mimo, iz temat nie jest błahy. Pozdrawiam. iza

Portret użytkownika Ilona

Re: Dom malowany

Magdo, dziękuję, że dopięłaś "swego" i przysłałaś na Bociana Twoją książkę! Jestem dumna, że poznałam Osobę o Wielkim Sercu. Czekam na "więcej"! Pozdrawiam z Tczewa - Ilona

Portret użytkownika groszek

Re: Dom malowany

Piękny pamiętnik, wspniale się czyta! W święta dam do przeczytania mamie i reszcie rodziny.

Portret użytkownika kasiaw11

Re: Dom malowany

Magdaleno!
Wielkie dzieki! Twoje metody i serce, a zwłaszcza rezultaty są świetne!
Dziękuję i czekam na jeszcze!
To cudowny prezent na święta, więc proszę o całość do Wigilii (oczywiście jeśli to będzie możliwe)
kasia

Portret użytkownika Agusia

Re: Dom malowany

Coś przecudownego!!! Chciałabym być taką wspaniałą Mamą jak Ty! (a czekam właśnie na moje adoptowane dziecko, na moje wytęsknione szczęście.... i nie mogę się doczekać!).

Agusia
NAJSZCZĘŚLIWSZA NA ŚWIECIE MAMUSIA WERONIKI I MARTY
moje skarby

Portret użytkownika admin

Re: Dom malowany

Jestem pod wrażeniem. Dziekuję, szukałam wsparcia i nareszcie znalazłam. Czekam na dalszy ciąg.
Z wyrazami szacunku
Ania

Portret użytkownika admin

Re: Dom malowany

Piękna i prawdziwa opowieść, pozdrowienia dla Bartka Przemka i Matiego. Gaiszczak

Portret użytkownika admin

Re: Dom malowany

Droga Agusiu,
Na pewno będziesz wspaniałą mamą.Najważniejsze to próbować-tak mówiłam Przemkowi i sama też cały czas próbuję.Gdy będziesz chciała się czymś podzielić służę własnym doświadczeniem.Twoje dziecko już napewno czeka na Ciebie.Czy to nie wspaniałe? Gdy je ujrzysz daj znać.
Magdalena

Portret użytkownika admin

Re: Dom malowany

Droga Aniu,

Cieszę się, jeżeli to co napisałam jakoś pomogło Tobie. Właśnie dlatego zdecydowałam się umieścić moje wspomnienia na "bocianie". Dziękuję za to, że dałaś mi o tym znać .

Magdalena