zgoda na ciasteczka

MĘŻCZYŹNI MÓWIĄ O NIEPŁODNOŚCI

Temat: 
Pytania Podstawowe, Przemyślenia, Opinie

logo - prozdrowie.plNajwiększą krzywdą, jaką można wyrządzić adopcji jest uczynienie z niej konkurencji dla zapłodnienia in vitro. Są to dwie zupełnie różne ścieżki - mówi Dariusz Krawczak, członek Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adpocji Nasz Bocian i ojciec dziecka poczętego metodą in vitro.

Agnieszka Zimmermann: Zdecydowali się Państwo na metodę in vitro. Czy decyzja ta była naładowana wątpliwościami?

Dariusz Krawczak: Żadne decyzje tego typu nie przychodzą łatwo. Jednak jako małżeństwo byliśmy doskonale przygotowani merytorycznie, co prostą drogą rozwiązało ewentualne wątpliwości etyczne i moralne. In vitro jest metodą pozwalającą nam zostać rodzicami i w taki sposób do tego podeszliśmy. Tylko w ten sposób mogłem zostać ojcem i żadne rozterki nie były w stanie mnie odwieść od skorzystania z szansy na zostanie tatą.

Niektórych wstrzymują wątpliwości etyczne.

Moja walka o dziecko trwała 4 lata i było to wystarczająco długo, żeby móc przyswoić wiedzę związaną z zagadnieniem zapłodnienia pozaustrojowego. To pozwoliło oswoić ideologiczne i społeczne demony, pozwoliło racjonalnie podejść do problemu swojej choroby. Ocenić za i przeciw, a wtedy podjęcie decyzji na „tak” było już naturalną konsekwencją. Poza tym nie rozróżniałem emocjonalnie i nie wartościowałem rodzajów poczęcia - poczęcie jest aktem miłości, jeśli towarzyszy mu miłość. Geografia poczęcia i obecność szalki Petriego nie mają tu nic do rzeczy, a wartością dodaną jest fakt, że zna się godzinę poczęcia własnego dziecka i można je kochać od pierwszych dwóch komórek.

A rozterki typu: może jednak zdecydujemy się na adopcję?

Ja nigdy nie miałem tego typu rozterek. Jest to jednak bardzo ważne pytanie, które pozwala na zmierzenie się ze społecznymi mitami - największą krzywda, jaką można wyrządzić adopcji jest uczynienie z niej konkurencji dla zapłodnienia in vitro. Są to dwie zupełnie różne ścieżki. Nigdy jedno nie może być zamiast drugiego albo kosztem drugiego.

A jednak słychać czasem głosy w tonie „nie możecie mieć dzieci, to adoptujcie”.

Ten bezrefleksyjny slogan jest wielkim oszustwem w stosunku do wszystkich tych, którzy znajdują się na początku drogi, jest też wielkim oszustwem wobec dzieci oczekujących na adopcję. Rodzicielstwo adopcyjne jest wyjątkowym rodzajem rodzicielstwa, które stawia inne wyzwania niż rodzicielstwo biologiczne i ta kwestia powinna być absolutnie klarowna dla wszystkich niepłodnych, którzy rozważają czy to leczenie, czy adopcję. To nie są równoważne rodzicielstwa, co oczywiście może stanowić zaletę adopcji, ale może stanowić też jej wadę w zależności od oczekiwań pary, jej otwartości i dojrzałości. Skalę pokutujących mitów najlepiej obrazuje fakt, że w powszechnym mniemaniu domy dziecka są pełne dzieci oczekujących na adopcję, podczas gdy ponad 80% z nich to sieroty społeczne, które nigdy nie zostaną adoptowane ze względu na swoją nieuregulowaną sytuację prawną. Dziś na adopcję oczekuje się średnio 2-3 lata i zawiązuje się średnio ok. 3 tys. adopcji rocznie.

Jak mężczyzna przeżywa metodę in vitro?

Myślę, że paradoksalnie mężczyźni mogą przeżywać całą tę procedurę intensywniej niż kobiety, aczkolwiek jakakolwiek licytacja na emocje byłaby tu nie na miejscu. Uważam, że w dobrych związkach problem niepłodności jest zawsze problemem pary. Jednak w przypadku mężczyzn pojawia się zawsze element tzw. męskiego ego i poczucie bycia gorszym mężczyzną. To często powoduje, że panowie podczas, gdy ich partnerki przygotowują się do procedury, zjadają własne palce z nerwów lub palą papierosy, choć nie powinni.

Jak o in vitro mówi się w Polsce?

A co można powiedzieć na temat poziomu dyskusji na temat in vitro w sytuacji, w której polski biskup, Tadeusz Pieronek, nazywa publicznie ludzi niepłodnych realizatorami idei Frankensteina i żaden polityk na to nie reaguje, zaś samą sytuację komentują w mediach publicyści tacy jak Tomasz Terlikowski, Joanna Najfeld czy nieprzebrane szeregi księży, zaś samych pacjentów nikt nie pyta o zdanie? Ciągle żyję nadzieją, że merytoryczna dyskusja kiedyś się zacznie, kiedy wszystkie naboje -epitety zostaną już w naszym kierunku wystrzelane. Żyjemy w kraju katolickim, gdzie zdanie Kościoła jest bardziej wiążące dla polityków niż dla samych wiernych. Nasi politycy są bez wątpienia doskonałymi matematykami, umieją liczyć i wiedzą, co im się bardziej kalkuluje jeśli idzie o głosy wyborców. Często zasady i własne przekonania oraz wiedza medyczna nie ma tu nic do rzeczy.

Pana osobiście dotknął głos krytyki i potępienia?

Szczęśliwie moją rodzinę i krąg przyjaciół stanowią ludzie otwarcie i racjonalnie myślący. Z ich strony nie spotkała mnie żadna przykrość. Mam jednak doskonałą świadomość - dzięki obracaniu się w środowisku osób niepłodnych - jak wygląda to w tysiącach rodzin. Zdaję sobie sprawę, jak wiele szykan, przykrych słów i złośliwości kierowanych jest pod adresem ludzi mających problem z naturalnym poczęciem. Niechlubnym wyjątkiem był mój szwagier, który na statystyki i badania cytowane przez moją żonę odparł opryskliwie, że zdanie Dominikanów jest dla niego bardziej wiarygodne niż przedstawiane przez nas informacje.

Wraz z żoną jesteście państwo jednymi z bohaterów dokumentu „Już jestem” - filmu, który pokazuje różne aspekty leczenia niepłodności metodą in vitro.

Zgodziliśmy się na udział w filmie, bo wierzymy, że to, o co walczymy, ma sens. Tak naprawdę nie chodzi o nas, gdyż oboje z żoną mamy już dzieci, zakończyliśmy leczenie i nie walczymy o własną sprawę w sensie osobistych interesów. Jednak ci, którzy walczą potrzebują, naszym zdaniem, cierpliwych i jasnych komunikatów: miłość do dziecka nie jest wstydem, determinacja nie jest wstydem, pragnienie zostania rodzicem nie jest wstydem. Niepłodność trzeba odkłamać, bo doświadczają jej ludzie bez względu na pochodzenie, wyznanie, płeć i światopogląd. Biedni i bogaci, bezrobotni i zatrudnieni, katolicy i ateiści.

Być bohaterem filmu, to znaczy stać się osobą publiczną.

Oczywiście, że wolelibyśmy przekazywać nasz komunikat w niszowych pismach dla intelektualistów, anonimowo i dyskretnie, najchętniej wśród ludzi o podobnych poglądach, ale tak się nie da. Odkłamanie niepłodności wiąże się także z pewnego rodzaju ekshibicjonizmem i ktoś musi tę cenę płacić. Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie uważamy się za ofiary dla sprawy, ani nie postrzegamy tego jako bohaterstwa. Po prostu to obnażenie wcale nie jest takie łatwe, w końcu mówimy o chorobie, która rujnuje samoocenę, która sprawia, że ludzie czują się bezwartościowi. Jeśli jednak po obejrzeniu tego filmu choć jedna niepłodna osoba pomyślała: „nie jestem sama ze swoim dramatem”, jeśli choć jedna para podniosła czoło i powiedziała „jesteśmy niepłodni, korzystamy z metody in vitro - i co z tego? To świadectwo naszej miłości”, to czujemy się z żoną usatysfakcjonowani.

Jesteście państwo również aktywnymi członkami Stowarzyszenie Nasz Bocian.

Sytuacja ludzi, którzy dzięki in vitro zostali rodzicami, których plan A się powiódł jest zupełnie inna niż sytuacja ludzi wciąż kroczących tą drogą pozbawionych wiedzy, co przyniesie im jutro. Lata, które upłynęły od narodzin Franka były dla mnie i żony latami poświęconymi działalności społecznej w Stowarzyszeniu Nasz Bocian, co bardzo szybko pozwoliło nam przejść z naszej osobistej perspektywy do perspektywy ogólnopacjenckiej, dokonać ocen i podsumowań w o wiele szerszym kontekście niż kontekst własnej rodziny. Niepłodność nie jest już naszą wstydliwą tajemnicą, jest chorobą dwóch milionów Polek i Polaków, którym, jako Stowarzyszenie, chcemy pomagać, których chcemy wspierać przez naszą linię pomocy pacjenckiej, którym towarzyszymy od 10 lat naszego istnienia. Od grudnia 2010 w ramach Stowarzyszenia Nasz Bocian działa Linia Pomocy Pacjent dla Pacjenta (autorem pomysłu i koordynatorem linii jest moja żona Anna Krawczak), w której działają wolontariusze ekspacjenci służący radą, pomocą i zwykłym wysłuchaniem. Sami nie mamy już interesu w działalności społecznej - jesteśmy rodzicami dwóch wspaniałych chłopaków. Swoje cele osobiste zrealizowaliśmy. Jednak nie chcemy i nie umiemy zapominać o tych, którzy są w trakcie walki, którzy mieszkają w lokalach komunalnych i nie posiadają zdolności kredytowej, a pragną - jak każdy gatunek istoty żywej na świecie - zostać mamą i tatą. Po prostu.

* Dane pochodzą ze strony: http://www.nasz-bocian.pl/tata_a_statystyki_nieplodnosci_meskiej_na_tle_danych_swiatowych

Dariusz Krawczak - członek Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian czynnie działający w zakresie technik wspomaganego rozrodu (ART); ojciec dziecka poczętego metodą in vitro.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (1 głos )