Adopcja - mówić, czy nie!

Temat: 
Adopcja Dziecka

Kiedy pierwszy raz pomyśleliśmy o adopcji, właściwie byliśmy przekonani, że zataimy przed sąsiadami pochodzenie naszego dziecka. Później, podczas rozmów na warsztatach organizowanych przez Ośrodek, nasza teoria rozleciała się. Tak wiele było przeciw. Utwierdziliśmy się w końcu w tym, by mówić prawdę, przyniosło nam to swego rodzaju ulgę.

Kiedy przywieźliśmy Oleńkę do domu byłam pozytywnie nastawiona do wszystkich. Jednak zdziwienie sąsiadek wpędziło mnie w zakłopotanie. Usłyszałam:
- Nawet nie było widać, że pani jest w ciąży.

Trudno było mi zdobyć się na wyjaśnienia, tym bardziej gdzieś w przelocie, na schodach, czy dworze. Uśmiechałam się tylko.
Nie zasypywano nas pytaniami, chyba dlatego, że Ola była wcześniakiem i w ósmym tygodniu życia, ważyła zaledwie 3 kilogramy, wyglądała jak noworodek.
O naszych planach adopcji, wiedziało wiele osób. Jednakże łatwiej było powiedzieć tym, z którymi utrzymywaliśmy bliższy kontakt. Dużo trudniej wyjaśnić postronnym.

Z czasem przeprowadziliśmy się do większego mieszkania, na inne osiedle.

Byliśmy we troje, nikt nie pytał. Przyszedł czas i przywieźliśmy do domu naszego synka. Krzyś miał już pół roczku, a my byliśmy już trochę zahartowani. Na pytania: Czyje to dziecko? Odpowiadałam:
- Nasze. Jest naszym adoptowanym synkiem.

Niektórzy nie chcieli wierzyć, inni mówili jacy jesteśmy wspaniali. Jedna z sąsiadek zaskoczyła mnie swoim pytaniem, którego nigdy bym się nie spodziewała:
- Dlaczego nie chciała pani urodzić swojego dziecka?
Ludzie, ja nie chciałam?!!! - Cóż, tłumaczyłam cierpliwie. A dziś Ci sąsiedzi rozpieszczają mi dzieci!
Byli też tacy, którzy po prostu przyjęli do wiadomości, że Krzyś jest z nami. Może się domyślili, bądź dowiedzieli od innych. Czas płynie, to że jest nas czworo stało się naturalne.

Inna sprawa, to co powiedzieć dzieciom?

Powiedzieć czy nie?!
Samo powiedzenie dziecku, że jest adoptowane było dla nas pewnikiem. Kwestia - KIEDY i jak to zrobić, żeby najmniej bolało? Wiele razy dyskutowaliśmy na ten temat na warsztatach.

Bardzo spodobała nam się propozycja psychologa, aby opowiadać o tym dziecku od najwcześniejszych lat, czy nawet miesięcy, w formie bajki.
Tak więc od zawsze opowiadałam Oli bajkę o tym, jak w szpitalu znalazła ją babcia Rysia, jak szybko pojechaliśmy do szpitala, bo bardzo pragnęliśmy żeby to Ola była naszą córeczką! Wybraną, ukochaną!
Z czasem dochodziło coraz więcej szczegółów, chociażby dlatego, że Ola zaczęła pytać. (Np. przy okazji narodzin mojego siostrzeńca)
- Ja też byłam u Ciebie w brzuszku?

Tłumaczyłam, że choć bardzo chciałam, była w brzuszku u innej pani. Ta pani nie mogła jej wziąć ze sobą, więc została w szpitalu, gdzie znalazła ją babcia ... itd.
Wyrażenie "jestem adoptowana" jest w tej chwili tak normalne, jak stwierdzenie "jestem dziewczynką".

Ola ma 4,5 roku. Kiedy miała 3 lata była świadkiem adopcji Krzysia. Teraz mówi "my jesteśmy adoptowani, prawda?" Oczywiście musiałam opowiadać drugą bajkę o narodzinach Krzysia. Tym bardziej, że Oleńka doskonale pamięta Panią Danusię (z rodziny zastępczej) i jej córeczkę - Agatkę, niemal równolatkę.
Musiałam opowiedzieć dlaczego Krzysia nie wzięliśmy ze szpitala, że też nie był w moim brzuszku...., że czekał na nas pod opieką pani Danusi, aż mogliśmy go zabrać do naszego domku.
W tym samym duchu wzrasta Krzyś. Cieszę się, że przyjęliśmy tę metodę, bo każdy dzień pokazuje, że to dobre i naturalne dla dzieci. Przed nami jeszcze wiele pytań i odpowiedzi. Przyjdzie zapewne czas na pytania o rodzeństwo, pochodzenie, biologicznych rodziców, pierwotne nazwisko i imię. Nigdy nie będzie to dla nas łatwe, ale ważne, żeby mówić prawdę. Każdy ma prawo znać swoje korzenie. Tak wielu ludzi szuka się po świecie.

My swoim dzieciom zawsze pomożemy! Wielkim oparciem dla nas są pracownicy Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego. Utrzymujemy kontakt. Zawsze mogę się do nich zwrócić, potrafią wesprzeć i doradzić. Myślę, że ważne jest, aby już po zrealizowaniu adopcji nie odcinać się od Ośrodka.

Mimo, że żyjemy ze świadomością, iż nasze życie niesie ze sobą wiele trudnych kwestii do rozwiązania, jesteśmy szczęśliwi, że w naszym domu biegają dzieci!

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika malgosik

Re: Adopcja - mówić, czy nie!

hanys, zauwazylam, ze dla dzieci gdy im sie mowi od poczatku o adopcji, jest to cos naturalnego, potem zaczynaja glebiej w to wchodzic. zastanawialismy sie z misiem, jak nazywac matke biologiczna, jak pisalam na forum, opinie sa pozielone, nawer w naszym osrodku nie ma zgody. doszlismy do wniosku, ze bedziemny ja nazywac mama, bo w koncu nia jest. tego faktu nie da sie ukryc, zmys, zapomniec, nasze dziecko bedzie mialo dwie mamy. i przy tym postaramy sie zostac, choc czlowieka korci, zeby byc tym jedymym tata, jedyna mama, tylko my, nie ma innych. jest lacinska mixyma adoptia imitatur natiram- adopcja imituje, upodabnia sie do natutalnego rodzicielstwa (luse tlumczenie). taka jest idea adpcji- zstajemy rodzicamu obcego dziecka, ktore splozili obcy ludzie i oni sa jego rodzicami, ktorzy dali mu zycie. dziecko ma swoja godnosc, nie mozna mu odberac jej odbierajac prawde, ze kobieta. ktora je urodzila jest jego matka. przepraszam rozpisalam sie, pozdrtawiam wszystkich.

malgosik- mama
NIKI ( 11. 2002) i
TUSI (11. 2007)

Portret użytkownika siwaczka

Re: Adopcja - mówić, czy nie!

Dla mnie, matki dwójki maluchów jest ogromnym problemem powiedzenie im o ich adopcji. Wiem, że jest to niewłaściwe, ale nie umiem tego czuć inaczej. Oczywiście nie zamierzam tego faktu ukrywać przed nimi i dowiedzą sie o tym ode mnie, ale nie powiem o ich rodzicielce mama. Mamą jestem ja... Matka jest ze swoimi dziećmi ... To ja jestem przy nich, ja je karmię, ubieram, ocieram łzy, pocieszam, śpiewam z nimi, opowiadam im bajki, tłumaczę niezrozumiałe słowa, podaję lekarstwo, nie odstępuję na krok przy szczepieniach, cieszę się z ich sukcesów, martwię przy niepowodzeniach, uczę jak zejść ze schodów, jak rysować szlaczki, ubierać rajstopy ... kocham je ... ONA pomogła mi stać się matką ... jestem jej wdzięczna. Ale to są moje dzieci, a ja jestem ich.

... a ja tańczyć chcę ...

Portret użytkownika ewa1201

Re: Adopcja - mówić, czy nie!

zgadzam się z siwaczką, ja też mam dwoje dzieci i są to moje dzieci, "te kobiety" tylko!!!!!!
je urodziły, i jak mówi siwaczka pomogły mi stać się matką, jestem być może po prostu zazdrosna o swoje rodzicielstwo, ale tak właśnie uważam. A czy mówić- oczywiście,że tak, ukrywanie adopcji pred dziećmi byłoby po prostu nieuczciwe. Od początku myślałam, że tak właśnie trzeba zrobić, ale nie wiedziałam jak. Psycholog powiedziała krótko:Ola sama zapyta. I tak było. Powiedziałam, kiedy tylko padło pytanie, czy ja ją urodziłam.Miała wtedy 4 latka. Taka rozmowa z synkiem jeszcze (choć chyba niedługo) przede mną- ma 3,5roku.dopiero 3,5 roku

ewa

Portret użytkownika robert7447

Re: Adopcja - mówić, czy nie!

Alameda county housing authority [nwoonows.com.cn] Employment guide las vegas [ymfbtob.com.cn] The elder scroll iii morrowind mods [oijxwd.net.cn] Bullet gaskets magic [yecnvtec.net.cn] Free ms access database [zmejf.org.cn] Cabin colorado durango [siqxrmhq.com.cn] Bath tub and shower combos [bageetwr.net.cn] Adidas pants superstar [skwzcupr.org.cn] Funk grand now railroad [hcvneyl.net.cn]