Syty głodnego nie zrozumie

Dzisiejsza pogoda, przynajmniej ta za moim oknem, rozleniwia maksymalnie. Stąd chyba moje poniekąd filozoficzne rozważania. Chociaż mają one swój początek w jak najbardziej realnym i poniekąd brutalnym świecie. Historia, która dziś przedstawię
to historia pewnej znajomości... Od szkoły podstawowej, czyli wieki całe, utrzymuję kontakty z jednym kolegą. Przez jakiś czas były one zupełnie sporadyczne, ale po jego powrocie ze studiów - z żoną, stały się naprawdę intensywne. W efekcie byli nawet świadkami na naszym ślubie i jako pierwsi dowiedzieli się też, o naszej wizycie w OA. Gdyby ktoś zapytał kim dla nas są, odpowiedziałabym bez wahania - przyjaciółmi. Nie ma zatem chyba nic dziwnego w tym, że powiedziałam Jej, iż rodzice mojego Expresika skończyli szkołę specjalną. Była tą wiadomością więcej niż przerażona i od tej pory Jej postrzeganie mojego synka uległo drastycznej zmianie. W ubiegłe wakacje doszło do ekstremalnej, w moim odczuciu, sytuacji. Spotkałam Ją i jej koleżankę z dziećmi na placu zabaw. Razem wracałyśmy do domu i wtedy między nami zdarzył się takowy dialog:
- Synek Twojej koleżanki chyba jest starszy o 4 miesiące od Expresika, a wcale nie jest większy - powiedziałam, w sumie z radością, bo mój synek to taki drobiazg
- A co? Porównujemy się?
- Nie tylko się cieszę, bo się martwiłam, że mój jest taki mały na swój wiek, a widzę, że nie jest tak złe.
- A mój syn jak miał 4 lata to już sam czytał, co prawda nie umiał sam jeść.
- Mój Expresik miał niewiele ponad rok jak sam jadł i nie chciał, żeby go karmić. Co prawda czytać nie umie do dziś.
- No i nie wiadomo jak w ogóle z tym będzie - usłyszałam.
Zamurowało mnie, co jest raczej zjawiskiem rzadkim i odpowiedziałam tylko, że tak złe chyba nie będzie, bo już kilka liter zna. Nie mniej pożegnałam towarzystwo bardzo szybko i pomknęłam do domu. Opowiedziałam o sytuacji mężowi i od tej pory nasze kontakty z przyjaciółmi zredukowaliśmy niemal do zera. Wkrótce też wyprowadziliśmy się z tego osiedla... Ona co jakiś czas do mnie dzwoniła, ja do niej nigdy. Nie mogłam zrozumieć, że ktoś tak mi bliski, tak potraktował moje dziecko. Bardzo mnie to bolało.
Minęło kilka miesięcy i nadszedł dzień moich imienin. Przyjaciele złożyli mi życzenia, zatem w uzgodnieniu z mężem, zaprosiłam ich na imprezę. Sądziliśmy, że nie przyjdą. Przybyli. Podczas spotkania Ona była bardzo wyciszona. Ja raczej unikałam Jej towarzystwa... Zadzwoniła tuż przed świętami i zaprosiła nas na poniedziałek. To właśnie u nich Expresik mi się zaczął dusić, o czym pisałam wcześniej. Umówiliśmy się za kilka dni na wspólny wypad na basen. Gdy mnie podwieźli pod dom, poczułam się jakoś niezręcznie i zaprosiłam ich w majowy weekend. Przyjechali wczoraj. Podczas tej wizyty Ona nie szczędziła pochwał naszemu Expresikowi. Mówiła o tym jak się pięknie rozwija, jak ładnie mówi i że efekty naszej wspólnej pracy naprawdę widać. Zapytała o szkołę i czy mały idzie do pierwszej klasy. Odpowiedziałam, że się zastanawiamy, co w sumie nie było zgodne z prawdą, bo złożyliśmy już wniosek o odroczenie. Ona powiedziała, że nie ma co się spieszyć, że przecież jest z końca roku i ze wszystkim jeszcze zdąży. Byłam szczerze zdumiona. I wtedy ona powiedziała, że jej syn został skierowany do poradni psychologiczno-pedagogicznej, że ma problemu z koncentracją i że jest aspołeczny. Zapytałam czy mogę coś sprawdzić. Zawołałam chłopca i zrobiłam test na odruch Atosa. Nie potrafił obrócić głowy, nie przemieszczając jednocześnie całego ciała. Przyznała, że jej dziecko zawsze rozwijało się nieharmonijnie i że ona mimo, iż jest pedagogiem, to zaniedbała. Zrozumiałam skąd ta nagła zmiana. Ale uwierzcie mi wcale nie chciałam, aby jej droga do zrozumienia mojego synka tak wyglądała. Niestety brutalna prawda jest taka, że dopóki człowiek nie doświadczy czegoś na własnej skórze, trudno mu zrozumieć zgryzoty drugiego człowieka.
Mam tu na myśli wszystkie sfery ludzkiego życia, nie tylko te problemy, które dotyczą mnie bezpośrednio czy też Was drogie współbocianowiczki. Jak napisałam na wstępie: syty głodnego nie zrozumie ..... do czasu, aż mu zabiorą pełny talerz ..... niestety ....

2.5
Twoja ocena: Brak Średnia: 2.5 (4 votes)

Odpowiedzi

Portret użytkownika Venona

Gorzka prawda

dziękuję i za tę lekcję, chociaż kwestię rozumienia głodnego przećwiczyłam dzięki naszym przyjaciołom i ich choremu dziecku. Z jednej strony wszyscy traktują maluszka jak każde inne dziecko, z drugiej jednak muszą pamiętać, żeby niechcący nie palnąć czegoś, co teoretycznie jest niewinne, ale przez nich może być źle odebrane. Niestety, zawsze otoczenie odbieramy przez pryzmat własnych doświadczeń. Może też tak było z Waszymi znajomymi? Ot, palnęła niechcący, nie mając świadomości, że jesteś wyczulona na ten temat. Czasem tak bywa, Bobetko, naprawdę ;)

Portret użytkownika Bobetka

Wiem Venono

że tak bywa, ale pomimo tej wiedzy wcale mnie mniej nie bolało.
W opisywanej sytuacji było jednak trochę inaczej, to nie był jednorazowy występ. Jednak wg mnie w tym konkretnym momencie przegięła, a może tylko czara się przelała...
Jej synek zawsze był CUDEM, a mój .... szkoda słów. Nawet, gdy Jej uczynił coś paskudnego, co wg mnie było zwykłym chamstwem - Ona nazywała to asertywnością ... Dopiero teraz przejrzała na oczy i widać, że cierpi. Postaram się jej jakoś pomóc, wesprzeć. Wiem, że tego potrzebuje.
Ja to znajduję, tu - na bocianie i za to dziękuję.

Synku: Nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: 06.01.2005
:domek: od 52 dnia

Expresik - mądry chłopiec - wiedział wcześniej niż ja,

Portret użytkownika Ola15

Bolesna lekcja

Może rzeczywiście coś palneła bez zastanowienia, ale tak się zachowują osoby , które nie mają wrażliwości na innych, są zapatrzone w siebie i nie myśląc za wiele czy ich słowa mogą zranić innych peplaja co im slina na język przyniesie . Gratuluję Bobetko empatii i chęci wsparcia dla koleżanki

Portret użytkownika kajka100

100% prawda!

Bobetko niestety ale napisalas gorzka prawde.
Ja rowniez mialam jakies tam bolesne lekcje podobnego typu.Odkad zrozumialam,ze osoba, ktora nie przechodzi tego, co ja nie zrozumie mnie,zmienilam swoje nastawienie nawet w stosunku do moich najblizszych: siostry i mamy.
Po prostu nie rozmawiam z nimi o moich problemach...Mam wrazenie,ze one (moje najblizsze)zachowuja sie w stosunku do mnie troszke jak slon w skladzie porcelany...chca wesprzec ale jakos nie wychodzi.
Sciskam mocno.

Kajka100
dlugie starania-8 lat
PCO
oczekiwanie do przyszlego roku na IVF

Portret użytkownika ewuśka

syty głodnego nie

syty głodnego nie zrozumie-święta prawda Bobetko...a bliscy potrafią ranić najbardziej...
często z mężem "kłóciłam" się czy mówic głośno o naszym problemie czy nie-ale doszłam do wniosku że nie można mówić całej prawdy bo jeśli iui nam się nie powiedzie i podejdziemy do in vitro czy adopcji,to boję się że nasze dziecko/dzieci bedą traktowane przedmiotowo ,gorzej od innych dzieci i już nie myślę o reakcji tutejszych plotkarek (mieszkamy na wsi)ale obawiam się własnej rodziny,smutne ale prawdziwe uważam że żyję w dziwnym i nietolerancyjnym kraju

Portret użytkownika Tykrokylek

Uuuu.... Stara prawda!!!

Uuuu....
Stara prawda!!! Wiesz, czasami mamy mocno przesadzają i nie bierz sobie wszystkiego do serca. Nie patrz na synka przez pryzmat jego biologicznych rodziców. Twoja opowieść potwierdza, że geny to loteria i nic na to nie poradzimy. Jest prawdą, że mój kuzyn w wieku 4 lat nauczył się sam czytać, ale on nie skończył studiów wyższych! Ja miałam problemy z czytaniem i co... Skończyłam trudny kierunek studiów i prawie zrobiłam doktorat, więc to chyba nie ma znaczenia w długiej perspektywie czasowej. Martwi mnie to, że Twoi przyjaciele, mimo przygotowania zaniedbali dziecko. Mam podobny przypadek. Jak powiedziałam przyjaciółce, że ich córcia niewyraźnie mówi to oni na to, że oni ją rozumieją... I teraz też nie ćwiczą logopedycznie dziewczyny, a szkoda, bo dziewczyna jest przepiękna, ale zaniedbana. Ma talenty, ale marnuje się przed telewizorem, a to są moi najlepsi przyjaciele i jest mi smutno, gdy patrzę na nich lenistwo wobec biologicznego potomstwa.
Dlatego Ty rób swoje, pomagaj na ile możesz i nie bierz sobie wszystkiego do głowy. Twoją pracę widać w Ekspresiku i na niej się koncentruj! Znasz ułomności swojego dziecka i to już połowa sukcesu. Wiedząc z czym walczysz masz większe szanse na wygraną! W końcu obie musimy odnieśc sukces! No nie??? I to jaki!

Portret użytkownika Bobetka

Tak jest :)

Dziękuję z całego serca.

Synku: Nie mógłbyś być bardziej mój :love:

:telefon: 06.01.2005
:domek: od 52 dnia

Expresik - mądry chłopiec - wiedział wcześniej niż ja,