czekam

Temat: 
Adopcja Dziecka

Nasze historieWitam Was wszystkich,

chyba muszę być szalenie zdesperowana skoro piszę o tym na necie ... desperacja .. no cóż być może ... bo jak inaczej nazwać czekanie, które zdaje się nie mieć końca? chyba tylko aktem desperacji ale tez nadziei.
Codziennie zasypiam z myślą, że być może to już za chwilę, że za moment taki malutki momencik odbiorę telefon i dowiem się, że jest córeczka, która czeka na nas. Wyobrażam sobie jak to będzie. Czytam książki, artykuły, wyszukuje nowinek na necie ale ... to nie ułatwia czekania, być może jeszcze bardziej potęguje czekanie. Normalnie ciąża trwa 9 miesięcy ... my czekamy, jak poradzić sobie z czekaniem?

Jakie jeszcze chwile ciszy będą w domu? Tak właśnie zdałam sobie sprawę, że samotność we dwoje może być smutna ... pozbawiona blasku, a może ten blask jest nasza miłością tylko przez to, że nie mamy dzieci jest pokryta patyną?
Małżeństwo które czeka na dzieciątko - to my, my czekamy, ja czekam głośno mój mąż cicho ... dziwne czekać ciszą...
Jak jest pełna rodzina to na pytanie co słychać? - usłyszymy odpowiedz: normalnie, praca-dom, dom-praca. A co ja mam odpowiadać? praca- czekam, czekam-praca? albo praca-łóżko, łóżko-praca? Ten kto nigdy nie czekał nie wie jak wiele barw ma samo czekanie. Dzisiaj jest błękitnie .. mam niebieską bluzkę w kolorze nieba, a ja z córeczką mamy to samo niebo nad sobą.

Wczoraj było 11stpni mrozu .... a jeżeli mojej maleńkiej jest zimno?? albo jest głodna? a ja nie moge nc zrobić bo jeszcze jej nie odnalazłam...
szuka ... czekam

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (9 głosów )

Odpowiedzi

Portret użytkownika ninaaa1

Tulę

Wiem dokładnie jak słowo "czekam" może byc znienawidzone. Jak bardzo by się chciało je usunąc ze słownika. I dobrze Cię rozumiem. Przechodziłam i nadal przez to przechodzę. U nas jest to już finisz, ale do niedawna byłam zdecydowana zrezygnowac, bo mnie to wykańczało.
My czekaliśmy dokładnie 3,5 roku, po tym czasie zadzwonił telefon. Pocieszeniem jest to, że "trafiło" nam się cudo. Podobno malenkich i całkiem zdrowych dzieci nie ma zbyt dużo, a nam się udało. Myślę że to nagroda za cierpliwośc. Sprawa jest w toku, teraz czekamy na zabranie małej do domku. Myślę że gdzieś jest zapisane, jak to wszystko będzie wyglądac, więc nie naciskamy, nie ponaglamy. Ufam siłom wyższym, obojętnie jak je nazwac. Na koncu CZEKANIA jest radośc miłośc i pelnia szczęścia. I do tego "końca" dążę.
Trzymam kciuki

Portret użytkownika dottie75

Rozumiem...

Ja też czekałam 3 lata.Mój maleńki Skarb jest z nami już pół roku... I wiem, że nieprzespane noce mogą być najwspanialsze na świecie- wtedy moja Maleńka lubi rozmawiać,śmiać się i bawić się w chowanego ukrywając swój smoczek pod kocyk... Życzę Wam takich nocy... Wszystko ma swój sens i swój czas.. będzie przepięknie

Portret użytkownika prorob

czekanie=przygotowanie

My czekaliśmy 14 miesięcy, przygotowania, i nagle telefon, miałem szczęście go odebrać, poryczałem się (na to nie byłem przygotowany, tym bardziej że odebrałem telefon na targowym spotkaniu !!!) potem wyjazd, wspaniałe spotkanie z dzieckiem, pierwszy spacer, pierwsze telefony, totalna euforia brak jakichkolwiek obaw..., i na tym właściwie koniec, bo więcej nie pamiętam bo zemdlałem i wylądowałem na neurologii...., byłem przygotowany na wszystko ale nie na takie emocje, dziewięć miesięcy w jeden dzień to zbyt wiele... Tydzień później wszyscy byliśmy w domu, mamy wspaniałe dziecko a emocje te pozytywne towarzyszą nam codziennie, ale teraz już nie mdleje, no może łezka się zakręci.....

pozdrawiam

Portret użytkownika szp_ilka

zaskoczeni

Witam,
u nas wszystko potoczyło się jakoś lawinowo. Od momentu ukończenia kursu i dostania kwalifikacji minęło równo 3 miesiące jak dostaliśmy telefon. Nie mieliśmy zbyt wielu wymagań, ani co do płci ani tego aby był to noworodek. Obojętne nam było, czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka, w wieku 0-2 lat, nawet braliśmy pod uwagę dwójkę dzieci - o ile to będą np bliźnięta. Może właśnie dlatego czas oczekiwania w naszym przypadku był taki króciutki. Kiedy zadzwonili z ośrodka nie wiedziałam co powiedzieć, ale nie ze szczęścia tylko z niedowierzania i przerażenia...
Tak jakoś oswoiliśmy się z myślą, że to może trwać ok 2 lata, że nie planowaliśmy żadnych zmian w naszym życiu pod kontem dzieci. Kompletnie nie byliśmy przyszykowani, że to może nastąpić już!!! Wakacje zaplanowane, pokój dla dziecka nieurządzony, nie wspominając już o jakimkolwiek wyposażeniu. Mama, dopiero co zdążyła, powydawać wszystkie zabawki, wózki i łóżeczko po swojej starszej wnuczce.
Kompletnie zaskoczenie!! :)
Kiedy czytam posty na stronie n-b o czekaniu, przygotowaniach i wielkiej radości, to sie zastanawiam, czy ze mną wszystko w porządku???, czy jestem normalna???, bo u mnie jest dokładnie odwrotnie. Po prostu.....nie czekałam a jak "słowo stało sie ciałem" - byłam przerażona, spanikowana!!! Nic nie jadłam i biegałam co moment do ubikacji. Zaproponowali nam 2 dzieciaczków. Do tej pory nie mogłam mieć żadnego a tu aż dwójka na raz?! Czy ja dam radę?!
Mój mąż wręcz przeciwnie, od momentu poznania dzieci jest pewien :-)
Minęło już trochę czasu od telefonu, a ja powoli oswajam sie z ta myślą i próbuję szybciutko zorganizować na nowo - zrobić miejsce dla dwójki brzdąców. Rodzina nas bardzo wspiera (to bardzo ważne).
I co?......chyba czas wskoczyć na głęboką wodę :)))
Dochodzę do wniosku, że chyba lepiej nie czekać, wtedy przewrotny los nas napewno zaskoczy :))

Portret użytkownika maddy76

Cześć. Mam pytanie do

Cześć. Mam pytanie do wszystkich, którzy ukończyli szkolenie i mają kwalifikację. Czy zdarzyło się Wam odebrać telefon z ośrodka z propozycją, która zupełnie nie pokrywała się z tym co zadeklarowaliście? Nam proponowano liczne rodzeństwo podczas gdy my deklarowaliśmy przyjęcie do rodziny najwyżej dwójki dzieci. Zmuszeni byliśmy odmówić i od tego czasu telefon milczy jak zaklęty. Zastanawiam się czy tą odmową nie zaprzepaściliśmy naszych szans na adopcję.

10.12.2010 - pierwsza wizyta w ośrodku
24.01.2011 - rozpoczęcie kursu
21.06.2011 - kwalifikacja
??.??.???? - telefon?

Portret użytkownika an.da

tylko troche Cię rozumie

Twoja wymarzona i wyczekana córeczka szybko urośnie. Co zrobisz jak po kilku, kilkunastu latach powie Ci dużo przykrych słów?19

Portret użytkownika an.da

umiesz liczyć licz na siebie

Sama znalazłam adresy DD. Sama pojechałam po dzieci (rodzeństwo). I wtedy możesz zdiwić się bardzo jak wygląda adopcja gdy nie czekasz tylko działasz.

Portret użytkownika Micio

Zdziwienie

Jestem zdziwiona pytaniem powyżej bo czy tylko biologiczne dzieci nie mówią przykrych słów i są święte i zawsze przemiłe i kochane.Dziwne stwierdzenie.

Micio
Nareszcie szczęśliwa mama szczęśliwego skrzatka.

Portret użytkownika Micio

WItam

Witam
Czekanie jest okropne ale potem jest inaczej choć nieraz nie kolorowo ale czy musi być zawsze kolorowo.Ważne że jest się już razem.
A maleńkiej napewno jest cieplutko bo napewno czuje już waszą miłość choć się jeszcze nie znacie.Niedługo się odnajdziecie i na zawsze będziecie już razem.
My jak po raz pierwszy pojechaliśmy do naszego szkrabka to wszystkie maluszki do nas przybiegły oprócz niego ale na następnym spotkaniu był już o nas zazdrosny i tylko sam się pchał na kolana.I tak już zostało do dziś.
Pozdrawiamy i życzymy szybkiego telefonu w trakcie którego naprawdę można zemdleć gdy już zadzwoni-ja siedziałam i płakałam ze dwie godziny w pracy ze szczęścia i niedowierzania że to już.

Micio
Nareszcie szczęśliwa mama szczęśliwego skrzatka.

Portret użytkownika Kateport

Co robisz po kilkunastu latach?

Mój głos dotyczy wypowiedzi an.da "tylko trochę Cię rozumie". Mało słów w Twoim poście ale odnoszę wrażenie, że bogata treść. Zastanawiam się tylko czy teoretyzujesz, czy jesteś właśnie poobijana i zdruzgotana problemami wychowawczymi, które stały się Twoim udziałem?
Czytam ze wzruszeniem wpisy rozentuzjazmowanych Rodziców adoptowanych Maleństw. Brzmi to cudownie, sielankowo. Wiele w tym nadziei na przyszłość, rodzicielskiej radości.
Ja swoją historię rozpoczęłam w 1998 roku. To był rok szczególny. Po pięciu latach bezowocnych starań, kilku inseminacjach zakończonych poronieniami zostałam mamą 3,5 miesięcznej Księżniczki. Minęło czternaście lat... Dzisiaj w domu mam nastolatkę, której wychowanie jest jak tor przeszkód... Gdy tracę ducha, karmię się nadzieją, że sobie poradzimy. Miłość do Dziecka jest wspaniała. Codzienność jednak z każdym rokiem boli bardziej. Szukam mądrości w sobie i w świecie. Podpowiedzi co mogę robić lepiej, żeby nie przeżywać tak boleśnie ciosów zadawanych przez Dziecko.
Te cudowne, radosne wpisy o tym jak przed chwilą, rokiem czterema latami zostaliście Rodzicami Adopcyjnymi czyta się naprawdę miło. Lecz brakuje wypowiedzi osób, które mają problemy wychowawcze ze swoimi pociechami. Nie wierzę, że jestem wyjątkiem. Czytam literaturę na ten temat. Z przeprażeniem stwierdzam, że moja Córka wpisuje się w wiele statystyk nt. wychowania dzieci adopcyjnych. Karcę się za refleksje nt. determinizmu genetycznego. Momentami jednak nie mam już czym płakać.
Jeśli dla kogoś z Was ten temat jest osobisty lub tak po prostu ważny (na przyszłość) proszę o komentarze, także na priva.

Pozdrawiam.

Kateport

Portret użytkownika osiołek

Zdarzyło się

Telefon milczy i mam wrażenie, że nigdy nie zadzwoni. Przykre to wszystko. Ośrodek też nie służy wsparciem, wręcz czujemy się jak intruzi dzwoniąc i się przypominając. Ośrodek podaje każdemu dzwoniącemu sprzeczne informacje - ten kto chce starsze dziecko, słyszy, że są same noworodki, a ten kto chce noworodka, słyszy, że tylko starsze ... i te wszystkie informacje w ciągu jednego dnia. Chyba rutyna się wkradła w pracę Ośrodka Adopcyjnego. W sumie prawie każdego dopada rutyna w pracy, więc czemu nie pracowników Ośrodka. Tylko, że czekającym jest bardzo ciężko, nieprzyjęcie propozycji również jest bolesne, przecież to nie jest łatwa decyzja. Dla nas to nie jest kolejna sprawa, papiery, tylko ŻCIE

Portret użytkownika Leeleeth

Nie wiem czy to, że Twoja

Nie wiem czy to, że Twoja córka jest adoptowana ma tak wielkie znaczenie. Sama dopiero czekam na moją adopcyjną córeczkę, jednak mam dwóch biologicznych synków. Starszy ma 17lat i czasem zastanawiam się jak mogłam tak zupełnie niczego go nie nauczyć. Ręce mi opadają, serce krwawi. Nie wiem, myślę, że to wchodzenie w dorosłość jest dla naszych dzieci tak samo trudne, i oni chyba też cierpią...
Nie jesteś złą matką, jeśli tylko zaspokajamy potrzeby naszych dzieci to nie jesteśmy złymi matkami, a to z czego skorzystają nasze dzieci w przyszłości to już ich wybór. My możemy tylko być obok i podtrzymywać gdy osłabną...

16.07.2013 pierwsza wizyta w OA
19.09.2014 Małpka jest nasz
29.08.2015 złożenie podania o córeczkę
Czekamy. . .