Oleńka

Temat: 
Nasze historie

Napisałam artykuł o adopcji mojej córeczki, który został wydrukowany w "Dziecku" 3/2001 akurat w trzecie urodzinki Oleńki.

Marzyliśmy o domu pełnym dzieci. Kupiliśmy mieszkanie, urządzaliśmy je i czekaliśmy. Mijały kolejne miesiące i nic... Zrobiliśmy badania i okazało się, że mamy problem. Leczenie, wizyty u specjalistów - jedna, druga trzecia... Bez rezultatu. W końcu wizyta w znanej klinice, kolejne badania i kolejne komplikacje. Każdy wózek, sklep z ubrankami, ciąża koleżanki wywoływały łzy. Pewnego dnia powiedzieliśmy sobie na głos to, co już od jakiegoś czasu kiełkowało w naszych sercach - adoptujemy dziecko.

Udaliśmy się do ośrodka adopcyjnego. Spotkaliśmy tam fantastycznych, życzliwych i pełnych zrozumienia ludzi. Skrupulatnie gromadziliśmy potrzebne dokumenty, rozmawialiśmy z psychologiem, pedagogiem, odpowiedzieliśmy na setki pytań i zostaliśmy zakwalifikowani. Teraz jesteśmy rodziną oczekującą. Żyjemy przyszłością. Czekamy. Dzien za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Nie wiemy, kiedy urodzi się nasze dziecko.

CZWARTEK - Telefon: "Przyjezdżajcie jutro do szpitala. Czeka tam mała dziewczynka". Krew odpływa mi do stóp. Drżącymi rękoma wystukuję numer do męża: "Misiek, to jutro, jutro mamy jechać do szpitala... Jest Maleńka!!! Urodziła się nam córeczka!!!". Jescze telefon do pracy, załatwiam wolny piątek. Popołudnie mija jak w transie. Wieczorem modlę się: "Boże! Pozwól, żeby to już, żeby wszystko było dobrze..." Tulimy się z mężem do siebie. Dziewczynka miała być Małgosią, ale takie maleństwo - to jej siódmy tydzień życia, a waży zaledwie 3000g - jest wcześniakiem... Tak oczywiście - Oleńka - zgadzamy się bez dwóch zdań.

PIĄTEK - Oboje mamy podkrążone oczy, trudno było nam spać. Razem z panią dyrektor ośrodka ruszamy do szpitala. Nogi mam jak z waty. Mąż ściska mnie za rękę, dodaje otuchy. Wchodzimy na salę noworodków. Chyba cały personel oddziału zebrał się na tą okazję. Niestety, nie ma oddzielnego pokoju. Tuż za dżwiami łóżeczko. Pielęgniarka wyjmuje Maleństwo i podaje mi na ręce. Serce mi topnieje, nie panuję nad łzami. Tulę Dzieciątko i odwracam się plecami do wszystkich. I tak stoimy we trójkę, w kącie przy drzwiach, tylko my - odgrodzeni od całego świata. Łzy wzruszenia lecą mi ciurkiem, nie mam gdzie schować chusteczki, wtykam ją do ręki mężowi, ale zaraz znów jej potrzebuję. Maleńka mruczy i przeciąga się. Patrzę i oczom nie wierzę - słodki cud istnienia. Spoglądam na męża. Jego orzechowe oczy błyszczą od łez. Mój twardziel też się wzruszył. -I co? - szepczę. - Nasza - słyszę. Powoli przytomnieję. Odwracam się - sala jest pusta. Siedzimy z Oleńką dwie, trzy godziny, czas dla nas stanął. Mała otwiera oczy i przygląda się nam. Czy ona to czuje? Nasze serca biją dla niej! Trzeba iść, trudno nam się rozstać, najchętniej odrazu zabralibyśmy ją do domu. Na parkingu ściskam panią Basię z ośrodka adopcyjnego i z całych sił całuję. Przecież pomogła nam "urodzić"!

SOBOTA, NIEDZIELA - W domu szał. Przesuwamy meble, pierzemy, sprzątamy. Gdzie postawić łóżeczko?

PONIEDZIAŁEK - Wszystko zapięte na ostatni guzik. Wszystko czeka na Oleńkę.

WTOREK - dzwonimy do ośrodka, czy jest już orzeczenie sądu. Niestety, nie ma. Sąd się nie spieszy. Czemu to tak długo trwa?!!! Oczyma duszy i serca widzę Oleńkę w szpitalnym łóżeczku. Tak bardzo chciałabym ją przytulć... Od poniedziałku jestem na zwolnieniu, do piątku. Bez orzeczenia sądu nie mogę iść na urlop macierzyński.

ŚRODA - Orzeczenia brak, ale dowiaduję się, że mogę być w dzień przy Maleńkiej. Biegiem się pakuję, zatrzymuję się u mamy i pędzę do szpitala. Dzień dobry Okruszku, jak dobrze być przy Tobie... Głaszczę ją po rączkach, nosku. Wszystko takie maleńkie, a takie doskonałe. Karmię, pomagam przebrać, tulę śpiewam, patrzę jak śpi, a potem muszę iść do domu. Dzwonię do męża. Po drodze szepczę prośby do Boga.

CZWARTEK - Skoro świt otwieram oczy. Pobiegłabym już do szpitala, ale jeszcze za wcześnie. Mama wmusza we mie śniadanie. Wreszcie idziemy do szpitala razem. Chcę jej pokazać wnuczkę. Całą drogę myślę o orzeczeniu. W szpitalu nowina - JEST orzeczenie! Po południu wreszcie przyjeżdza mąż z orzeczeniem i ubrankami. Jedziemy do domu. We troje!!! Nareszcie...

0
Twoja ocena: Brak

Odpowiedzi

Portret użytkownika Dorunia

Re: Oleńka

Niesamowite!

No tak, z nosa mi cieknie jak czytam, a co będzie gdy dla naszej rodziny przyjdzie ten dzień. Musze pamiętać by mieć tonę chusteczek. Chyba na starość coraz bardziej wymiękam.:-))

Całuski dal Oleńki i jej braciszka:-))

Daniel, Adaś i Lena - pełnia szczęścia!

Portret użytkownika admin

Re: Oleńka

Dorunia, trzymam kciuki! Jak będzie tuż, tuż daj znać koniecznie! A łzy? Najważniejsze, że są to łzy szczęścia!!! Trzymaj się!

Portret użytkownika sowa

Re: Oleńka

Hanyś, pięknie opisałaś narodziny swojej córeczki. Oczywiście też się popłakałam ze wzruszenia. Często myślę o tym jak będzie wyglądało pierwsze spotkanie z naszym dzieckiem.

Portret użytkownika Dora

Re: Oleńka

Jakbym jeszcze raz przezywala nasza historie....

dora130

Portret użytkownika nenekuku

Re: Oleńka

Kiedy urodziłam mojego Adam i tuliłam go po raz pierwszy w ramionach też płakałam . Ale to łzy, które powinny popłynąć każdej z nas :)) Duże jak grochy , czego Wszystkim życzę.nene

Portret użytkownika majka3

Re: Oleńka

Hanyś, mam łzy wzruszenia w oczach, przepięknie opowiedziałaś swoją historię. Gdyby nie to że siedzę właśnie w pracy, ryczałabym na całego. Ucałuj Oleńkę i Krzysia ode mnie.

Portret użytkownika ulapod

Re: Oleńka

To najpiękniejszy opis porodu jaki

kiedykolwiek czytałam.

ula

Portret użytkownika admin

Re: Oleńka

Majka3, wiem, że wyszło pięknie, ale tak było! Nie zapomnę tego do końca życia!! Dziękuję za całuski /dzieciaki uwielbiają całuski, o rodzicach nie wspomnę!/ Bąble są taaaakie słodkie!

Portret użytkownika malgosik

Re: Oleńka

hanys, nie wymyslilam nic nowego - RYCZALAM JAK BOBR. zwlaszcza, ze niedlugo tez mnie to czeka- tona chusteczek. alez wspaniala historia...

malgosik- mama
NIKI ( 11. 2002) i
TUSI (11. 2007)

Portret użytkownika Agusia

Re: Oleńka

Kochani!
Ja też czekam, tj. my z mężem czekamy na naszą wymarzoną adoptowaną Córeńkę! Więc jednak, to się może zdarzyć! Tak jak sobie wymarzyłam! Dzięki, dodaliście mi sił, myślałam, że nie dam rady!
Pozdrawiam całą waszą rodzinkę - Aga

Agusia
NAJSZCZĘŚLIWSZA NA ŚWIECIE MAMUSIA WERONIKI I MARTY
moje skarby

Portret użytkownika agga

Re: Oleńka

Niewazne czy bedziemy nosic nasze dziecko przez 9 miesiecy w brzuszku, bo przeciez dzieci i tak biora sie z milosci, tak wielkiej jak Hanys i jej meza...
Siedze w pracy i placze ...
To wspaniale, ze sa tacy cudowni ludzie, moze ten swiat nie jest jednak taki niesprawiedliwy.
Przepiekny opis, cudny
Hanys, dziekuje za ta chwile wzruszenia, teraz wierze, ze i do nas zawita szczescie.

Agga + 38 tyg. Maleństwo

"Zanim zostałeś poczęty, pragnęłam Cię,
Zanim się urodziłeś, kochałam Cię ...."

Portret użytkownika admin

Re: Oleńka

wow ale to niesamowite jesteś super Anno naprawdę .szok ...