Wiara czyni cuda

Temat: 
Ciąża po latach walki

Nasze historie
Pobraliśmy się 7 lat temu, o dziecku myśleliśmy od razu. Było to na zasadzie - jak będzie to dobrze, jak jeszcze nie to też OK. I tak minął rok, później drugi - żadnego zabezpieczania się, ale też jakichś konkretnych starań - po prostu kochaliśmy się kiedy mieliśmy na to ochotę (bez sprawdzania kiedy owulacja itp.). Stwierdziliśmy, że czas ucieka i trzeba zacząć coś działać w tym kierunku - zaproponowałem abyśmy się wybrali do ośrodka leczenia niepłodności, ale żonka stwierdziła że ona pójdzie do ginekologa bo na pewno ona ma hormony pochrzanione i dlatego jeszcze nie jesteśmy rodzicami.

Poszła do tego lekarza, a on jej na jednej z pierwszych wizyt mówi - jest Pani w ciąży, co było totalną bzdurą. Po kolejnej wpadce doktorka (USG rzekomej ciąży przez brzuch) żona dojrzała do zmiany lekarza. Nadmienię, że parę razy dostawała zastrzyk na pęknięcie pęcherzyków i staraliśmy się bez efektu, a nie było nawet propozycji zbadania mojego nasienia.

Po zmianie lekarza minęło trochę czasu na różne badania i starania ale tak na spokojnie. Po kilku wizytach lekarz zrobił PCT- wyszło że jest tylko kilka martwych plemników. Jakieś piguły dla żonki, staranka, trochę przerwy od wszystkiego - wyluzowania i dalej nic. W międzyczasie zmiany pracy, budowa domu więc różne rzeczy na głowie. I tak nam minęło ponad 5 lat od ślubu. W latkach zaczęło się robić grubo po trzydziestce, domek już stał, coraz bliżej zamieszkania, a tu lokatora (póki co brzuszka) brak - Nasze starania zaczęliśmy już traktować bardzo poważnie. Ja zrobiłem badania hormonów i USG jąder, a żona HSG (drożność jajowodów). No i ... u niej wszystko OK, a u mnie "dupa blada". LH i FSH za niskie, a testosteron mniej niż 10% minimum, dla mężczyzn. Na USG natomiast brak oznak żylaków powrózka itp., ale jądra poniżej normy. Diagnoza lekarza - hipogonadyzm hipogonadotropowy. Po konsultacji z "dr. Google" dowiedziałem się że to rzadka męska przypadłość, ale jedna z tych, które dobrze poddają się leczeniu i z dobrym efektem (potomstwo) pod warunkiem wczesnego rozpoznania, tj. najlepiej przed 20-tką a nie jak u mnie przed 40-tką. Lekarz przepisał zastrzyki z Pregnylu co 3-4 dni, na ulotce mnóstwo możliwych ef. ubocznych z których najbardziej się obawiałem bólu głowy bo już mnie często gnębiły migrenowe bóle głowy, ale mimo wszystko rozpocząłem leczenie. Co ciekawe po rozpoczęciu leczenia bóle głowy zamiast się nasilić ustały całkowicie. Po ponad 2 miesiącach kłucia zrobiłem badanie nasienia oraz hormonów i do doktorka. Doktorek stwierdził, że jeśli chcemy mieć dzieci to ja raczej nie mogę być biologicznym ojcem - ilość nasienia 0,1ml, plemników nie znaleziono. Na końcu badania dopisek "W osadzie nasienia znaleziono kilka nieruchomych plemników o patologii 95%". W badaniu hormonów testosteron w normie (zastrzyki z HCG), a FSh 40% minimum dla mężczyzn. Lekarz po namowie zgodził się kontynuować leczenie i oprócz zastrzyków z HCG, którego efektem było podniesienie testosteronu dostałem 2-gi na podniesienie FSH. W tygodniu zdarzały się może 2 dni bez zastrzyka, ale nie narzekałem. Minęło ponad 3 miesiące tego intensywnego kłucia i zrobiłem badanie nasienia oraz hormonów i znów wizyta u doktorka - doktorek ze zdziwieniem stwierdził "o.. pojawiły się nasionka". Było 0,7 ml nasienia a w nim 0,1mln/ml plemników o fatalnej kondycji. Doktorek zaproponował ICSI, my zaś nie kwapiliśmy się do tego za mocno więc po naszej prośbie przepisał zastrzyki na dalszą kurację - niestety nie była to zmiana dawek ale częstości zastrzyków.
Teraz już mało było dni bez kłucia tyłka a często było "stereo". Nie wyobrażałem sobie "chodzenia na zastrzyk" już na wcześniejszym etapie gdy to było 2 razy w tygodniu, więc tylko pierwszy robiła pielęgniarka (ze strachem w oczach gdy dowiedziała się że to pierwszy) a pozostałe moja żona, a podczas jej dłuższej nieobecności "self injection". Ciągłe poszukiwania leków po aptekach oraz dotychczasowe wydatki na zastrzyki nas już wykańczały więc poprosiliśmy o wypisanie recepty na większa ilość i udaliśmy się na zakupy do południowych sąsiadów - tzw. farmakoturystyka. Zaopatrzeni w medykamenty kontynuowaliśmy dalszą walkę o potomka. Minęło kolejne 2 miesiące, kolejne badanie nasienia i diagnoza - tylko ICSI daje nam szanse na potomstwo.Parametry nasienia za słabe na zwykłe IVF, nie mówiąc o IUI (inseminacji). Troszkę zdołowani poprosiliśmy o przepisanie zastrzyków bo konieczne było utrzymanie parametrów nasienia do ew. zabiegu oraz zamrożenie nasienia gdyż nie ma gwarancji utrzymania tych parametrów. I znów turystyka farmakologiczna i z nieco mniejszym entuzjazmem dalsze kłucie. Żona pogodziła się z tym stanem rzeczy, a ja w duchu myślałem - fajnie by było "utrzeć nosa" lekarzom.
Po upływie około 1.5 mies od tej wizyty, gdy nadchodził czas ewentualnej stymulacji do ICSI, co do którego mieliśmy obiekcję od początku, żonie spóźniał się okres. Coś mnie tknęło, prosiłem żonę o zrobienie testu ciążowego - żona mnie wyśmiała, powiedziała że tak już miała i nie możliwe żeby była w ciąży. Minął prawie tydzień wielkiej niepewności i ... żona uległa namowom i kupiła test ciążowy. Czytałem ulotkę gdzie mówią że wynik po 5 minutach, a żona poszła do łazienki i po 5 sekundach narobiła krzyku. Myślałem że coś się stało, pobiegłem do łazienki a żona pokazała mi test na którym 2 krechy i spytała co to znaczy - ja odrzekłem "Jesteśmy w ciąży". Skakaliśmy ze szczęścia, przez jakiś czas, a później udaliśmy się do ginekologa żony. Żonka podeszła między pacjentkami (bo nie była to planowa wizyta) i spytała co teraz - lekarz zaś myślał że chodzi o instrukcje i recepty na stymulację do ICSI. Po chwili żona wyprowadziła go z błędu, mówiąc: Panie doktorze jestem w ciąży. Lekarz nie mógł uwierzyć, myślał że to żart - mimo iż żona nie była zapisana na wizytę zrobił USG na którym zobaczył pęcherzyk ciążowy. Badanie betaHCG było więc tylko formalnością. Po kilku tygodniach udaliśmy się na planową wizytę i usłyszeliśmy bicie serduszka naszego maleńkiego a jakże wielkiego szczęścia - lekarz założył kartę ciąży. Nasze maleństwo rozwija się w brzuszku bezproblemowo, do przejścia na drugą stronę brzuszka pozostało mu mniej niż 100 dni.

Tak więc warto być upierdliwym i "zawracać gitarę" panu Bogu.
Po prostu przychodzi taki czas że on już nie ma siły słuchać tych naszych próśb i próśb innych osób w naszej intencji i nie wytrzymuje, tak jak ten do którego przyjaciel przyszedł w nocy po chleb. No i spełnia naszą prośbę, może nie przez naszą wiarę, ale przez to natręctwo. Trzeba być tylko bardzo cierpliwym i czekać na swoją kolejkę, bo tam na górze tez mają urwanie głowy z tymi rozmaitymi sprawami do załatwienia.

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (14 głosów )

Odpowiedzi

Portret użytkownika edyta28

stanowisko co do icsi...

gratuluje serdecznie:)
nie rozumiem czemu tylko pan podkresla w swoim tekscie kilka razy ,ze mieliscie obiekcje co do icsi..wlasnie tacy ludzie jak pan- dotknieci nieplodnoscia powinni rozumiec jak wazne jest leczenie nieplodnosci- jest to taka sama choroba jak kazda inna i tak samo trzeba ja leczyc.
Co do cierpliwosci. o ktorej pan mowi...nie kazdemu poplaca. Panstwo mieli wielkiego farta ,ze sie jednak udalo bez lat leczenia , bolu i walki.W przeciwnym razie pana stanowisko co do icsi wygladaloby inaczej- jestem tego pewna...
Czasami trzeba walczyc o swoje szczescie a nie liczyc na cud...
My rowniez musielismy walczyc o swoje szczescie ,ale nie poddalismy sie i po piatej probie in vitro jestem w ciazy blizniaczej:)
wszystkim walczacym chcialam dodac otuchy i powiedziec,ze jezeli nie poddacie sie na pewno wygracie walke z ta okrutna choroba.
pozdrawiam

Portret użytkownika izydor72

obiekcje co do icsi

Gratuluję podwójnego szczęścia!
Moim celem też jest dodanie otuchy walczącym o "małe szczęście".
Ja nie wykluczam IVF - jest to skuteczne "lekarstwo" w wielu przypadkach ale tez nie jest panaceum na wszystko. Finansowo moja kuracja kosztowała nas tyle co in vitro, ale tak czy siak była konieczna do uzyskania plemników - a od ich kondycji zależy powodzenie zarówno przy naturalnym poczęciu jak i w met. wspomaganego rozrodu.
Nasze obiekcje wynikały trochę z tego jak jest to odbierane w społeczeństwie - jest trochę podobnie jak przy adopcji. Dla rodziców będzie to najukochańsze dziecko - wyczekane, wymodlone - ale czasem będzie niesłusznie cierpieć ze strony świata. Fakt, IVF łatwiej "ukryć" niż adopcję. Poza tym żona obawiała się tego jak jej organizm "przyjmie" stymulację. Tak więc obawy były raczej tego typu. Poza tym chcieliśmy jeszcze trochę poczekać - "dać szansę Panu Bogu".
Medycyna, dała nam jako taką szansę - nikłą ale jednak z prawdopodobieństwem choć bliskim zeru ciąża była możliwa.
A "Przypadek to Bóg przechadzający się incognito" jak powiedział bodajże Albert Einstein.
No i stało się, mamy małego człowieczka na którego z niecierpliwością czekamy po tej stronie brzuszka.

Ja - hipogonadyzm hipogonadotropowy; Żonka - podwyższone 17 OH
Po kuracji 250tyś armia która podołała niełatwemu zadaniu
Marzec 2011- Junior I
Maj 2014 - Junior II

Portret użytkownika drevni

dziecko w swiecie..

Gratuluje z całego serca udanej walki o Maleństwo!

jeśli chodzi o IVF to muszę przyznać ze też bałam się ingerencji hormonalnej, tony leków i nadal się boję czy w przyszłości nie odbije się to na moim zdrowiu. Jednak dzięki programowi jestem mamą rocznych bliźniaczek i wiem ze zawsze warto walczyć o cud posiadania dziecka niezaleznie czy jest to terapia taka jak Twoja, IVF czy adopcja.
Żeby jak piszesz dziecko nie cierpiało wskutek głupoty czy ignorancji pewnych grup społecznych strasznie wazny jest przekaz jaki dziecko dostaje od rodziców. My z invitro nie robimy tajemnicy, i nasze córki od początku będą wiedziały skąd się wzięły i jak bardzo o nie walczyliśmy.z kolei przyjaciele mają córeczkę adoptowaną i synka naturalnego cudzika i Malutka też od początku wie że jest córeczką z serduszka, że to ona wybrała sobie rodziców. Ma już 8 lat, jest rezolutną panną:)
jeszcze raz najserdeczniejsze gratulacje i głaski dla brzusia.

5IUI na nie.ICSI 8/4/2009
14.12.2009 Zoja i Martyna na świecie!!
blog mojego eMka
DZIECI FRANKENSTEINA

Portret użytkownika edyta28

Kazda osoba poddajaca sie

Kazda osoba poddajaca sie leczeniu z zastosowaniem in vitro a raczej kazda kobieta w przyszlosci jest w grupie podwyzszonego ryzyka raka jajnika. ja przeszlam piec stymulacji...jednak dla kobiety pragnienie bycia matka jest tak wielkie ,ze podejmuje to ryzyko tak jak ja...
Co do podejscia spoleczenstwa , o ktorym pan pisze..to jest podejscie fanatycznych pseudokatolikow, bo kazdy myslacy czlowiek rozumie ,ze kazda chorobe trzeba leczyc a ludzi podchodzacych do in vitro to ludzie toczacy ciezka walke, ktora nie kazdy jest w stanie przejsc ze wzgledu na obciazenie psychiczne. Wiec nie ma sensu sluchac glupich opini ludzi , ktorzy nie maja o tym pojecia. zreszta wiekszosc spolecznstwa popiera in vitro.
My nie ukrywamy faktu ,ze musielismy sie leczyc i nie rozumiem dlaczego mialabym to robic..czy czlowiek chory na raka musi wstydzic sie swojej choroby?.Najblizsi znajomi i rodzina wiedza o naszej drodze. a ja jestem szczesliwa ,ze udalo nam sie pokonac ta chorobe i moja ciaza jest rownie naturalna jak kazda inna- z mala tylko pomoca na poczatku...wie o tym kazdy kto zna procedure zaplodnienia in vitro..
Pisze pan ,ze dzieci z in vitro maja cierpiec ze strony swiata? na glupote ludzka nie ma rady...i nie ma sensu sie nia przejmowac.
a swoim dzieciom z duma powiem o leczeniu , o tym jakie byly wyczekane , wystarane i jak dluga droge musielismy przejsc ,zeby je miec...
tego samego zycze wszystkim walczacym i trzymam kciuki :)

Portret użytkownika Nad_Zie_Ja

Gratulacje!

bardzo sie ciesze, że Państwu sie udało, życzę zdrowego, radosnego bobaska i szczęśliwego rodzicielstwa!

mimo uwag poniżej o IVF i pseudokatolicyźmie muszę powiedzieć, że się całkowicie z Panem zgadzam - trzeba dać Bogu szanse i poczekać cierpliwie na swoją kolejkę. Cieszy nas, że nie jesteśmy sami.

zastanawia mnie podejście, zwłaszcza tu, w UK, niektórych lekarzy i par starających sie o dziecko. Jesli para chce mieć dziecko to często jest to jak zakup jakiegoś produktu a nie oczekiwanie na cud jakim jest zawsze - nawet w przypadku "przypadkowych" zapłodnień u ludzi całkiem płodnych - cud nowego życia. Jestem sceptyczna co do In vitro, jest to lek, a nie metoda na wszystko i ustawianie natury według naszego widzimisię...

a tak a propos, czy dobrze wyliczam, że udało sie wam zajść w ciążę przy ilości plemników około 0,1mln/ml czy już wtedy było trochę więcej? to doprawdy cud...gratuluje serdecznie!

4 lata unexplained infertility, ale nie tracimy nadziei...:)

Portret użytkownika izydor72

RE: Gratulacje!

"a tak a propos, czy dobrze wyliczam, że udało sie wam zajść w ciążę przy ilości plemników około 0,1mln/ml czy już wtedy było trochę więcej? to doprawdy cud...gratuluje serdecznie!"

Ile w tym momencie było to nikt nie wie, ale miesiąc przed zapłodnieniem w badaniu było 0,4mln/ml tylko że ilość nasienia była grubo poniżej normy.

My po ostatniej (przed ciążą) wizycie biliśmy się z myślami jeśli chodzi o IVF (u nas konkretnie ICSI) - rozważaliśmy za i przeciw. Nie jest to łatwa decyzja ale uważam że każdy (każda para) powinien ją podjąć sam. Mógłbym teraz powiedzieć że jestem przeciwko IVF bo mi się udało, ale to by było nie fair. Wiem przez co przechodziliśmy gdy trzeba było się decydować.

Często IVF jest jedyną szansą na (biologiczne) dziecko, ale jeśli jest choćby nikła szansa że uda się bez tego zabiegu to warto ją wykorzystać.

Stanowisko środowisk kościelnych często jest trochę nie fair - porównuje się IVF do aborcji i eutanazji oraz mówi się że naprotechnologia jest katolicką receptą na wszelką niepłodność co nie jest prawdą.

Bóg dał nam przykazania, rozum i wolną wolę.
Radykalne słowa osób związanych z KK a nie mających bladego pojęcia w tej materii (nie koniecznie księży czy biskupów) często ranią osoby zmagające się z niepłodnością. Syty nigdy nie zrozumie głodnego. Często są to uogólnienia typu - zabezpieczali się a teraz Bóg ich pokarał i nie mogą mieć dzieci - niepłodność jest następstwem "antyków" może u nikłego procenta kobiet obecnie niepłodnych. A w rzadkich przypadkach antykoncepcja ma nawet pozytywny wpływ na zachowanie płodności.
Samo IVF może być przeprowadzone też na cyklu naturalnym -szanse powodzenia znacznie mniejsze ale wtedy runą argumenty o "zabójstwie". Poza tym jeśli para katolicka już decyduje się na IVF to z pewnością ceni życie i każdemu embrionowi da szansę rozwoju.
W cyklach naturalnych też bardzo często są ciąże biochemiczne, gdzie nie wiedzieć czemu zarodek przestaje się rozwijać - często kobieta nawet nie wie że była w ciąży.

Niech każdy podejmie tą decyzję sam i nie odsądzajmy go od czci i wiary. A przede wszystkim nie nazywajmy dzieci poczętych dzięki IVF "Dziećmi Frankensteina" i nie zamykajmy im drogi do sakramentów. Można różnie myśleć i mówić o rodzicach tych dzieci (różnie oceniać ich decyzję), ale nie wolno segregować dzieci na lepsze i gorsze.

Ktoś może powiedzieć, przecież jest jeszcze adopcja. Pomijając to jak czasem są traktowane/nazywane dzieci adoptowane, przecież nie każdy jest w stanie pokochać takie dziecko na równi z biologicznym. A jeśli nie jest stanie obdarzyć go taką samą miłością jak dziecko biologiczne to słusznie robi gdy nie decyduje się na adopcję.

Każdy katolik który podejmuje decyzję o IVF obciąża tą decyzją swoje sumienie i jego Bóg rozliczy, więc my tego nie róbmy (nie osądzajmy, nie rozliczajmy).

Ja - hipogonadyzm hipogonadotropowy; Żonka - podwyższone 17 OH
Po kuracji 250tyś armia która podołała niełatwemu zadaniu
Marzec 2011- Junior I
Maj 2014 - Junior II

Portret użytkownika edyta28

wlasnie o takie niestety podejscie mi chodzi...co za skandal!!

jakim prawem pan/pani nazywa ludzi podchodzacych do in vitro i latami starajacych sie o dziecko ,ze traktuja nowe zycie jak produkt w sklepie?? jaka osoba trzeba byc, zeby tak napisac..dla kazdego z nas to byl cud- wystarany i wyczekany..i taka osoba jak pan na pewno nie ma prawa nas osadzac- a tym bardziej jesli sama nie musiala brac tony lekow i walczyc kilka lat pisac opini na ten temat!!jakiego widzimisie????chya powinien pan/pani byc na innym forum - bo na pewno nie tym poswieconym walce z nieplodnoscia...

Portret użytkownika eewka

Warto być upierdliwym i "zawracać gitarę" panu Bogu

Gratuluję Wam tego maleńkiego CUDU.
My staramy się już prawie 7 lat(dokładnie 6,5). Przez ten czas mieliśmy wzloty i upadki co do "zawracania gitary" Panu Bogu.
Po przeczytaniu Waszej historii znów nabieram wiary i nadziei że ten CUD może dotknąc także Nas.
Znowu zaczniemy cierpliwie czekac na swoją kolejkę.

Serdeczne pozdrowienia

Portret użytkownika izydor72

Re: Watro "zawracać gitarę" panu Bogu.

eewka
Nie sprawi dla nas Bóg rzeczy niemożliwych, no może dla ludzi bardzo wielkiej wiary. Jednak gdy coś nie jest niemożliwe, ale mało prawdopodobne to szansa jest. - "Przypadek to Bóg przechadzający się incognito"
Nie znam waszej historii, ale u nas samo czekanie nic by nam nie dało, trzeba dać sobie pomóc. Bóg nie zrobi za nas wszystkiego. My przed leczeniem nie mieliśmy żadnych szans, nawet w trakcie leczenia lekarz trochę za naszą namową przepisał dalszą kurację.
Pod koniec terapii liczyliśmy że parametry nasienia pozwolą nam przynajmniej na IUI, a wedle wszelakiej wiedzy lekarskiej pozwalały na wykorzystanie co najw. w ICSI. Szanse na ciążę naturalną były bardzo nikłe, nawet w dłuższym okresie czasu a udało się bardzo szybko.
Powodzenia

Ja - hipogonadyzm hipogonadotropowy; Żonka - podwyższone 17 OH
Po kuracji 250tyś armia która podołała niełatwemu zadaniu
Marzec 2011- Junior I
Maj 2014 - Junior II

Portret użytkownika drevni

szkoda

droga Nad_Zie_jo- szkoda że brakuje Ci empatii by postawić się w sytuacji par które LATAMI walczą o upragnione dziecko i dla których IVF jest jedyną nadzieją.Invitro to nie bułka w sklepie, nie siega się po nią po 2 mieś współżycia bez zabezpieczenia. To lata badan, staran i diagnostyki. Żadna najgorliwsza wiara nie udrożni jajowodów-to taki najprostszy przykład pierwszy z brzegu. Naprawdę przed szafowaniem wyroków o wybieraniu "dziecka z katalogu" polecam jednak głębsze pochylenie się nad problemem. By zabierać głos warto mieć choć nikłe pojecie o temacie.
Ludzie którzy walczą o dziecko są naprawdę ekspertami w dziedzinie medycyny , farmakologii bo człowiek czyta i szuka pomocy wszędzie gdzie może.
Myślę że swoją wypowiedzą uraziłaś bardzo wiele osób które i tak muszą zmagać się z niełatwymi dylematami.

5IUI na nie.ICSI 8/4/2009
14.12.2009 Zoja i Martyna na świecie!!
blog mojego eMka
DZIECI FRANKENSTEINA

Portret użytkownika izydor72

No i stało się coś co zdawało się niemożliwe

Parę minut po 15-tej zostałem tatą.

Ja - hipogonadyzm hipogonadotropowy; Żonka - podwyższone 17 OH
Po kuracji 250tyś armia która podołała niełatwemu zadaniu
Marzec 2011- Junior I
Maj 2014 - Junior II

Portret użytkownika Akitka

GRATULUJĘ

Serdeczne gratuluję!

lipiec 2008 córeczka

Portret użytkownika becik_4

Bardzo mnie wzruszyła pana

Bardzo mnie wzruszyła pana historia i czytałam tą wypowiedz ze łzami w oczach tyle starń aż w końcu sie udało daje pan nadzieję innym parą. Gratuluję :)

Portret użytkownika tomasz bocian

PRECZ Z INVITRO

TO JEST PSEUDO KLINIKI - KLINIKI ŚMIERCI, TWORZENIA ZA WSZELKĄ CENĘ (CENĘ ŻYCIA, ŚMIERCI, ZBAWIENIA) CZŁOWIEKA.

NIE KORZYSTAJCIE Z KLINIK ŚMIERCI!!!!! JA PRZESZEDŁEM Z ŻONĄ PRZEZ TAKIE PIEKŁO TYLKO W INNYM MIEŚCIE. OBDARLI NAS Z GODNOŚĆI, Z INTYMNOŚCI NASZEGO MAŁŻEŃSTWA, SZACUNKU I W KONCU PIENIĘDZY.

TERAZ STARAMY SIĘ O ADOPCJĘ MALUSZKA JESTESMY RAZEM!!!!! A TAK NIEDAWNO BYLIŚMY NA KRAWĘDZI ROZWODU. pO INVITRO ZACZĘŁY SIĘ PROBLEMY MAŁŻEŃSKIE, WZAJEMNE OSKARŻANIE, WZAJEMNE OBRAŻANIE, ZRZUCANIE WINY JEDNO NA DRUGIEGO.

DLA KLINIKI I LEKARZY TAM PRACUJĄCYCH NAJWAŻNIEJSZE SĄ PIENIĄDZE, ROSNĄCE SŁUPKI NA KONTACH BANKOWYCH - A NA SZARYM KOŃCU PACJENT!!!
POTRAKTOWALI NAS JAK SMIECI - BO TAKIEGO POKROJU PRACUJĄ TAM LUDZIE (PSEUDO LEKARZE) DLA NICH CZŁOWIEK TO ŚMIEĆ!!!!!! NARZĘDZIE DO WYDARCIA PIENIĘDZY I TYLE!!!!

NIE POŚWIĘCAJCIE SWOJEGO MAŁŻENSTWA SWOJEJ GODNOŚCI NA "LECZNIE METODĄ INVITRO" - NIE WARTO!!!!!!! ZASTANÓWCIE SIĘ CZY NIE ADOPTPWAĆ DZIECIATKA KTÓRE JUZ SIĘ URODZIŁO, KTÓRE JUZ POTRZEBUJE WAS, WASZEJ MIŁOŚCI WASZEJ TROSKI WASZEJ OPIEKI.

"...CO UCZYNILIŚCIE TYM BRACIOM MOIM NAJMNIEJSZYM - MNIEŚCIE UCZYNILI..."

Portret użytkownika Anija36

prośba do osoby izydor 72

Znalazłam stary wpis mężczyzny który przyjmował Pregnyl może może ktoś z Was spotkała się z tym lekiem?