Autor:

przegob2

Data publikacji:

11.01.2012

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Jak udało mi się zajść w ciążę

Chciałam podzielić się z Wami moim doświadczeniem w skutecznej walce o ciążę. Obecnie jestem w 10 tc udanej dopiero po 3 transferze. Może ktoś z Was będzie mógł skorzystać z metod leczenia, które mi pomogły.
Diagnoza: od dzieciństwa miałam NIEDOCZYNNOŚĆ TARCZYCY z nieznanej przyczyny. Hormony tarczycy opanowane przez leki Eltroxin i pod stałą kontrolą lekarza. Generalnie tarczyca nie sprawiała mi problemów. O innych swoich schorzeniach nie miałam pojęcia, aż do czasu kiedy nie wyszłam za mąż i nie postanowiłam mieć dzieci. Miałam wówczas 29 lat. Po prawie roku prób poszłam do lekarza. Postanowiłam chodzić na NFZ, bo myślałam że to tylko chwila moment i już będę w ciąży. Byłam pacjentką Poradni Leczenia Niepłodności w szpitalu na Starynkiewicza w Warszawie. Tam zbadano moje hormony i okazało się, że prolaktyna jest nieprawidłowa. Po teście z obciążeniem wykryto u mnie HIPERPROLAKTEMIĘ CZYNNOŚCIOWĄ. Dostałam jedną tabletkę Bromergonu na noc. Dalej przeprowadzono mi badanie HSG, które wyszło prawidłowo, czyli jajniki drożne. Zaproponowano mi także odpłatny test Kurzrocka i Millera, który wykazał WROGOŚĆ ŚLUZU ++. Czyli mój własny śluz zabijał plemniki. Wobec drożnych jajników i braku innych przeszkód zaproponowano mi inseminację. Przystąpiłam do pierwszej inseminacji na cyklu naturalnym. W ramach monitoringu wybrano moment w którym jajeczko było największe, ok. 18 mm i przeprowadzono inseminację. Nie sprawdzono, czy jajeczko pękło, nie dostałam też zastrzyku na jego pęknięcie. Nie dostałam też żadnych leków podtrzymujących ewentualną ciążę, tj. Duphaston, czy Luteinę. W ciążę oczywiście nie zaszłam. Po dwóch miesiącach przystąpiłam do kolejnej inseminacji w takim samym trybie. Też bez rezultatów. Rozmawiając z lekarką ze Starynkiewicza dowiedziałam się, że jej strategia polega na podejściu max do 7 inseminacji, a jak się nie uda to in vitro. Intuicyjnie czułam, że to nie jest dobra strategia, że musi mi coś jeszcze dolegać i potrzebuję diagnostyki. Poczytałam trochę w internecie i postanowiłam zmienić lekarza. W międzyczasie dowiedziałam się, że przy wrogości śluzu, często występuję też PRZECIWCIAŁA PRZECIW PLEMNIKOM WE KRWI. Zrobiłam sobie taki test i oczywiście był pozytywny. Trafiłam do lekarki o której wiele dobrego czytałam w internecie ginekolog immunolog. To lekarka, która kazała mi zrobić USG z oceną przepływów i poleciała mi do badania kilku specjalistów, którzy dobrze je wykonują. Miałam takich USG wcześniej wykonanych dziesiątki. Wszystkie wykazywał 100% prawidłowości. Tym razem było inaczej. Lekarka robiła badanie USG bardzo dokładnie i wykryła PCO, którego nikt wcześniej nie rozpoznał. Z wynikami miałam wrócić do swojej nowej lekarki, ale z powodu ogromnych kolejek do niej postanowiłam pójść do innego lekarza, którego polecili mi znajomi. Parę osób nazywało go wręcz cudotwórcą.
Lekarz był bardzo drogi, dodatkowo musiałam do niego dojeżdżać pod Warszawę, ale był zawsze dostępny i bardzo bardzo miły. Obejrzał wszystkie moje badania jeszcze raz zrobił USG i powiedział, że żadnego PCO nie widzi. Ale na wszelki wypadek dał mi skierowanie na test glukozy i insuliny, którym PCO można potwierdzić. Oczywiście test wykazał insulinooporność i diagnoza PCO potwierdziła się. Dostałam lek Glucophage 500 1x dziennie do obiadu. Zaproponował nam przystąpienie do kolejnej, trzeciej już inseminacji, ale na lekach i na jego sprzęcie. Zgodziliśmy się. Do inseminacji miałam stymulację costybegyt i na 1,5 dnia przed zabiegiem zastrzyk na pęknięcie jajeczka z pregnylu. Po inseminacji dostałam leki: Luteina, Duphaston, Acard, Encorton i oczywiście to co wcześniej, czyli Eltroxin, Glucophage 500 oraz Bromergon. Inseminacja nie przyniosła jednak rezultatu w postaci wyczekiwanej ciąży.
Lekarz postanowił jeszcze raz zbadać nasienie mojego męża, bo dowiedziałam się, że przez rok, czyli od czasu ostatniego badania wyniki mogły się popsuć. Wtedy dowiedziałam się, że wyniki mężczyzn trzeba badać regularnie. Nie wystarczy tylko raz. Czasem można bez sensu diagnozować kobietę, gdy w międzyczasie jej mężowi pogorszyły się wyniki i to on jest przyczyną niepłodności. Wyniki były jednak OK. Zrobiono mu też posiew, również nic nie wykazał.
Lekarz zaproponował przystąpienie do in vitro. Zgodziliśmy się widząc, że inne metody nie przynoszą rezultatu. Powiedziano nam, że inseminacja zwiększa szanse poczęcia tylko o 1% w stosunku do normalnego pożycia. Nie było nad czym się zastanawiać.
Najpierw przez miesiąc brałam pigułki antykoncepcyjne, które miały wyciszyć organizm. Po miesiącu przystąpiliśmy do ostrej stymulacji. Brałam zastrzyki z Puregonu. 1,5 dnia przed punkcją jajników dostałam zastrzyk z Pregnylu na pęknięcie jajeczek. W wyniku transferu pobrano mi 24 jajeczka. Lekarz z Invimedu, kolego mojego lekarza, bał się hiperstymulacji. Liczba jajeczek była raczej rekordowa. Odradzał mi przystąpienie do transferu w tym cyklu. Prosił o przemyślenie decyzji, żeby przystąpić za miesiąc, bo tak by było dla mnie bezpieczniej. Natomiast mi bardziej niż na własnym zdrowiu zależało na dziecku. Wiedziałam, że większe szanse na uzyskanie ciąży są ze świeżych zarodków niż z mrożonych. Postanowiłam nie czekać i przystąpić do transferu za dwa dni. Zapłodniło się 16 komórek. Podano mi 2 zarodki, a resztę zamrożono. Na podtrzymanie ciąży dostałam Luteinę, Duphaston, Encorton, Acard i to co brałam poprzednio, czyli Eltroxin, Bromergon, Glucophage 500. Ok. 9 dnia po transferze dostałam lekkich plamień, które trwały jak się potem okazało ponad 2 tygodnie. 12 dnia po transferze zrobiłam test Beta HCG wykazał wartość bardzo niską, ale ciążową - 25. Test wykonany 2 dni później wykazał prawidłowy przyrost, wartość - 50. Trochę niepokoiło mnie, że tak mało. No i miałam plamienia. Lekarz kazał mi leżeć plackiem, a za 2 tygodnie przyjść do niego na USG. Plamienia miały kolor brązowy, ale czasem też czerwonej krwi. Wiedziałam, że nie jest dobrze. Za 2 tygodnie na USG nie było widać śladu ciąży. Nastąpiło samoistne poronienie.
Po 5 miesiącach postanowiliśmy przystąpić do transferu mrożonych zarodków. Lekarz powiedział, że miałam ZA CIENKIE ENDOMETRIUM (7 mm). Szkoda tylko, że nie powiedział mi tego przy pierwszym in vitro, może jego wynik byłby inny. Nowa strategia polegała na zwiększeniu grubości endometrium. Dostałam tabletki Estrofem, które łykałam 3x dziennie. Jedyny efekt po nich to ogromny ból piersi, a endometrium w okolicach owulacji małe jak nigdy wcześniej, tj. 5,6 mm. Lekarz postanowił w następnym cyklu do tabletek Estrofem dołączyć plasterki hormonalne Systen 500. Do transferu miałam przystąpić przed owulacją, ponieważ lekarz stwierdził, że przy transferze owulacja nie ma żadnego znaczenia !!! (nieprawda). W momencie przystępowania do transferu moje endometrium miało 7,5 mm, czyli w zasadzie nic się nie zmieniło w porównaniu do poprzedniej próby bez leków na przyrost endometrium. W 11 dniu cyklu, przed owulacją, która u mnie następuje ok 17 dc, dokonano transferu 2 zarodków. Leki dostałam takie same, jak poprzednio + kontynuacja Estrofemu i plasterków Systen. Tym razem test ciążowy po 12 dniach od razu wyszedł negatywny. Gdy rozmawiałam z moim lekarzem o dalszej strategii dowiedziałam się, że więcej leków nie mogę już dostawać, więc jedynie możemy próbować transferów w różnych dniach cyklu aż zaskoczę. Intuicja mi podpowiadała, że coś w moim organizmie nie gra i ktoś to musi zdiagnozować. Postanowiłam zmienić lekarza.
Wróciłam do swojej pani doktor, która u mnie rozpoznała PCO. Zaczęła przyjmować w nowym prywatnym centrum i już łatwiej było się do niej dostać. Kazała mi jeszcze raz zbadać poziom prolaktyny i wykonać testy glukozy i insuliny. Okazało się, że dawka Bromergonu, którą przyjmowałam (1 tabletka na noc) była w moim za wysoka. Poziom prolaktyny był dużo poniżej normy. Nie było go prawie wcale. Poprzedni lekarze przepisali mi leki, ale nie zadali sobie trudu, by skontrolować ich działanie. Zmniejszyliśmy dawkę Bromergonu do pół tabletki na noc. Dalej test glukozy i insuliny wykazał u mnie nie tylko insulinooporność, ale i stan przedcukrzycowy. Znowu źle dobrana dawka leku Glucophage. Dostałam teraz Glucophage XR 500 2 tabletki na noc. Pani doktor przy moim PCO wysłała mnie do dietetyczki (a byłam osobą szczupłą tj. 53 kg przy 165 cm wzrostu) i kazała przejść na dietę, taką jak cukrzycy oraz zacząć intensywnie uprawiać sport. Taka zmiana trybu życia miała potrwać 3 miesiące przed przystąpieniem do kolejnego transferu. Zaczęłam moim zdaniem niepokojąco chudnąć mimo iż jadłam 5-6 posiłków dziennie i to bardzo zdrowych. Ale żadnego podjadania, nawet grama cukru. Stawka była dla mnie bardzo wysoka. Tak schudłam 6 kilogramów i zaczęłam ważyć 47 kg. Byłam poważnie zaniepokojona. Natomiast lekarka uspokoiła mnie, że to nie ma wpływu na przyszłą ciążę i że bardzo dobrze, że trzymam dietę.
Druga rzecz, którą zajęła się ta lekarka to moje cienkie endometrium. Powiedziała, że hormony, które wcześniej brałam to tylko efekt placebo i to w ogóle nie działa. Dostałam następujące leki/vitaminy: Vigantoletten 500, Koenzym Q 10 (60 mg), Witamina E 3x dziennie, Witamina B6 3x dziennie, Witamina B12 1xdziennie, Acard 1xdziennie. Natomiast kluczem do sukcesu były GLOBULKI Z VIAGRA. Brałam je przez 6 dni przed transferem 4x dziennie. Dzięki nim moje endometium osiągnęło min. wielkość 8 mm. Myślę, że na przyrost endometium pomogły także witaminy, np. E, którą brałam do dnia transferu.
Tym razem sam transfer prowadził lekarz z invimedu i od niego dowiedziałam się, że owulacja jest kluczowa dla powodzenia transferu. Miałam robiony monitoring cyklu naturalnego i 1,5 dnia przed transferem podany zastrzyk z Pregnylu na pęknięcie jajeczka. Po transferze brałam wszystkie leki, które brałam wcześniej z wyjątkiem Viagry i witaminy E. Dodatkowo na podtrzymanie ciąży brałam Duphaston i Luteinę. Zaczęłam też brać zastrzyki z Clexane 40 1x dziennie. W dziesiątym dniu po transferze zrobiłam Beta HCG i wynik wynosił 143. Miałam odstawić Koenzym Q10. Pozostałe leki i zastrzyki kontynuować. Trzy dni później beta przyrosła do 555.
Dzisiaj dzięki mądrej diagnozie, leczeniu i diecie jestem w 10 tygodniu ciąży. Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że przy PCO pomaga dieta i aktywność fizyczna. Co gorsza niewielu lekarzy potrafi rozpoznać nie dające typowych objawów PCO (ja miałam regularne miesiączki, byłam szczupła, nie miałam problemów z nadmiernym owłosieniem). Miałam wcześniej robione dziesiątki USG i żaden lekarz nie dopatrzył się nieprawidłowości. Przy wrogim śluzie i przeciwciałach przeciwplemnikowych pomaga Acard. Warto też sprawdzić, czy dawki leków, które macie przypisane są prawidłowe, czy nie ma odwrotnego efektu, tak jak u mnie przez źle dobrane leki mam stan przedcukrzycowy i prawie zanikł mi hormon prolaktyny. Warto też np. raz w roku badać waszych facetów, czy to im się nie popsuły wyniki. A przede wszystkim warto kierować się własną intuicją i nie wierzyć do końca niekompetentnym lekarzom. Szukać dobrego fachowca. I próbować, nie poddawać się. Mam nadzieję, że komuś może przydadzą się moje doświadczenia. Powodzenia kochane. Trzymam za Was kciuki.

Komentarze

  • avatar
    rybulenka

    12/01/2012 - 09:01

    bardzo się cieszę,że trafiłaś na odpowiedniego lekarza i się udało. teraz życzę ci spokojnej ciąży i cudownego maluszka za 30 tygodni :D

    długie staranka
    2008-2009 wizyty w Novum
    PCOS
    nasienie m ok
    listopad 2009 II kreski :)lipec 2010 Bartuś
    kolejne starania od listopada 2011
    marzec 2012 II krechy:)
    7.11.2012 Adaś
  • avatar
    Laura81

    12/01/2012 - 12:01

    dzieki za podzielenie sie Twoimi doswiadczeniami:)
    Serdecznie gratuluje i zycze szczesliwego rozwiazania :)

    starania: prawie dwa lata
    endometrioza, niedoczynosc tarczycy
    Grudzien 2012 przyszedl na swiat nasz synek ♥
    od listopada 2015 starania o jeszcze jeden cud ......
    Styczen 2018 nasza coreczka jest z Nami ♥
  • avatar
    Kasiula13

    12/01/2012 - 22:01

    i bolesna była Twoja droga, az wierzyc sie nie chce jacy "specjalisci" nas leczą i rujnują nasze zdrowie fizyczne i psychiczne a także czyszczą nasze portfele:) Podziwiam Cię za wytrwaółość i konsekwencje, życze wszystkiego dobrego!

    19.04.14 KD transfer 2 blastek 4AA
    17.05.14 są 2 serduszka :love:
    17.12.14 moje cudeńka Leo 2500g/50cm i Iguś 2960g/52cm :love:
  • avatar
    sina

    13/01/2012 - 06:01

    Gratuluję wytrwałości i gratuluję ciąży. Lekarzy niekompetentnych jest całe mnóstwo - niestety.

    PS: Czy Twoja Pani doktor, to nie przypadkiem dr Jerzak? ;)

    Mama 5 Aniołków
    Mama Dziedzica urodzonego 19 stycznia 2010 ;)
    Mama Spadkobierczyni urodzonej 7 stycznia 2015 ;)
    https://dziedzicispolka.wordpress.com/

  • avatar
    aisai

    14/02/2012 - 11:02

    witaj, przeczytałam to już po wynikach kosmówki.

    Masz świetnego lekarza, wyzbieraj się z tego, co teraz życie Ci zafundowało, i się nie poddawaj. Będzie dobrze, wiara (i oczywiście dobry lekarz!), czynią cuda. Uda się wszystko znowu, a tym razem już bez komplikacji.

    aisai, która też wolała nie zajść w ciążę niż przejść to co przeszła, ale odzyskała wiarę w powodzenie i idzie dalej

  • avatar
    rema1

    24/06/2012 - 13:06

    Kochana jestem pełna podziwu dla Ciebie. Ja teraz tracę wiarę , bo moje bhcg jest niskie choć sie podwaja co 48 godz. Tak jak u ciebie , ale wtedy kiedy się nie udało. Ale jeszcze jedno o co bardzo chcę cię zapytać: przyjmuję również glucophage 3x1 i czy dobrze wnioskuję ,że to jest dobra dawka, a Ty miałaś 1x1 i to było za mało i stąd stan przedcukrzycowy. I błagam odpowiedz, czy teraz będąc w ciązy kontynuujesz ten lek? prosze nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi.

    Mama,która pragnie trzeciego maluszka.
    Mama Aniołków w niebie.
    pco,insulinooporność,x cykli stymulowanych, IUI nieudane, mnóstwo innych badań w normie
    17.04.2014 i jest moje SERDUSZKO!
    02.12.14 nasza córeczka powitała świat, jest piękna!
  • avatar
    lutynka

    29/10/2012 - 20:10

    .

    PCOS, 6 lat czekania
    nasz Misiu jest juz z nami!
  • avatar
    agulinda1

    14/01/2013 - 20:01

    witam!widze ze udało ci sie gratulacje miałabym do ciebie pytanie czy moze leczyłas sie w warszawie lub w białymstoku?bardzo prosze o odpowiedz mój email agulinda1@o2.pl bardzo prosze bo mam ten sam problem co ty moze poleciłabys mi jakiegos dobrego lekarza z góry dziekuje pozdrawiam i jeszcze raz serdecznie gratuluje:)

  • avatar
    agulinda1

    14/01/2013 - 20:01

    witam!widze ze udało ci sie gratulacje miałabym do ciebie pytanie czy moze leczyłas sie w warszawie lub w białymstoku?bardzo prosze o odpowiedz mój email agulinda1@o2.pl bardzo prosze bo mam ten sam problem co ty moze poleciłabys mi jakiegos dobrego lekarza z góry dziekuje pozdrawiam i jeszcze raz serdecznie gratuluje:)

  • avatar
    Barb1980

    27/05/2013 - 17:05

    bardzo Ci prosze o podanie kontaktu na pani Doktor o ktorej pisalas? Bede naprawde wdzieczna.

    Dziekuje. Barb.

  • kasiaw2016

    29/03/2016 - 08:03

    Witaj! Dzięki za niezwykle precyzyjny opis Twoich starań. Mam nadzieję, że ciąża zakończyła się pomyślnie i jesteś teraz szczęśliwą mamą.

    Czy mogłabym Cię prosić o namiar (imię, nazwisko) tej pani ginekolog-immunolog, o której wspomniałaś, że wykryła u Ciebie PCO? Mój adres: kasiaw2016@gmail.com

    Zmagam się z niemożnością zajścia w ciążę od kilku lat i ręce mi już opadają, chyba nie trafiłam jeszcze na właściwego lekarza.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Kasia

  • ihanka

    30/11/2016 - 11:11

    Witaj! Dzięki za niezwykle precyzyjny opis Twoich starań.

    Czy mogłabym Cię prosić o namiar (imię, nazwisko,miejscowosc) tej pani ginekolog-immunolog i dietetyka ?Ja zaliczylam juz caly szereg lekarzy i jak na razie bezskutecznie . Mój adres: ihanka3@yahoo.co.uk
    Pozdrawiam
    Ania

  • ihanka

    21/12/2016 - 21:12

    Czy moge Cie prosoc na namiary do Pani dr ktora Ci pomogla i dietetyka?